02 października 2014
Anna Szymańska
Serial: Sny i wizje
Kwiaty w mroku
◀ Sen o tęczach ◀ ► Zaginiona dziewczynka, eksmisja ludzi ►
Jestem w lesie. Czuję się nieswojo. Wiem, że
Miejsce, gdzie stoję, to też ścieżka-pierścień, tyle że usytuowana wyżej. Mężczyzna z psem znikł, a moje zmysły rejestrują coraz bardziej gęstniejący mrok... Oblepia mnie, jakby chciał usidlić; nogi mam jak z ołowiu, ale strach je podrywa i zaczynam biec przed siebie na oślep. Przystaję na moment, by złapać oddech, i wtedy dostrzegam majaczącą w oddali postać. Okazuje się, że to dziewczynka na rowerze. Zbliża się. W tej samej chwili uświadamiam sobie, że zostawiłam gdzieś bukiet. Musi mieć dla mnie jakieś znaczenie(?), bo usilnie zaczynam prosić tę małą, by - skoro ma rower - pojechała tu i tam, i go odnalazła. Dziewczynka kręci głową przecząco, więc zawracam w nadziei, że go sama znajdę, byle tylko szybko, bo ta ciemność...
I nagle ta mała wyrasta przede mną, jak spod ziemi, a ja wyciągam kanapkę (nie wiadomo skąd, bo żadnej torby przy sobie nie mam) i rozważam, czy się nią podzielić z małą... Jakby nie było - odmówiła mi pomocy, więc...
Odrzucam jednak żal, który poczułam za tamto wspomnienie, bo co ma piernik do wiatraka, i przełamuję kromkę na dwie części. Kanapka jest z kiełbasą i czymś jeszcze, ale żadna z nas nie "zatapia" w niej zębów. Dziewczynka znika, a z nią i ciemność...
Wychodzę z lasu bez bukietu, niestety, ale jakby na pocieszenie moją uwagę przykuwa niesamowite zjawisko: na granatowo-fioletowym niebie chmury przemieszczają się w różne strony. Co chwilę zmieniają swoją barwę i migoczą, jak światła na choince... Nie mogę od nich oderwać oczu.
Wolno schodzę w dół. Pod nogami czuję grudy ziemi. Gdzieś w oddali snują się jakieś sylwetki ludzi, jak cienie... Zbliżam się do przeogromnej budowli, którą - by znaleźć się po jej drugiej stronie - muszę sforsować. Nigdzie bowiem nie ma żadnej bramy, nawet szparki, przez którą można byłoby się przecisnąć. Kiedy jestem już tak blisko, jak na wyciągnięcie ręki, spostrzegam na jej ścianie dwie gigantyczne płaskorzeźby przedstawiające postacie rodem iście ze starożytnego Egiptu.
Zaczynam się wdrapywać na pierwszą z nich. Po kilku dziwacznych ruchach uświadamiam sobie, że to już koniec i kolejnego ruchu za skarby świata nie zrobię, a co gorsza - zaraz odpadnę od tej ściany. I powraca żal, że zgubiłam kwiaty, jakby to miało jakieś znaczenie...
Gonitwa myśli i gorączkowe pytania do samej siebie: "Co robić?" A potem - to już nie wiem, czy były to wciąż moje myśli, czy wyartykułowane słowa przez kogoś lub coś (?), w każdym razie ten ktoś/coś powiedział/powiedziało, że mogę tę budowlę obejść. Zrobiłam wielkie oczy i poczułam ulgę. Ostrożnie "odczepiłam" się od tego Ramzesa (nie wiem którego - tylu ich było), skręciłam w lewo i obudziłam się.
B.
◀ Sen o tęczach ◀ ► Zaginiona dziewczynka, eksmisja ludzi ►
Komentarze
ani tym bardziej odpowiedniej wiedzy na przedstawienie swojej interpretacji. Ten sen jest pełen symboli [górny krąg wewnętrzny, dolny krąg zewnętrzny, ciemność odchłani, góra, strażnik (mężczyzna i pies), dziewczynka-dusza, mur nie do przejścia] ale jest głęboko osobisty, intymny. To zadanie (właściwa interpretacja) dla kogoś innego... Mogę jedynie podzielić się ogólnym wrażeniem jakie odniosłem zagłębiając się w jego lekturę. Dla mnie droga Romo, była to wyprawa do baśniowego świata. Nie tyle czytałem to co opisałaś, co raczej oglądałem. Obrazy przesuwały się przed moimi oczami. Czułem się tak jakbym był w tym lesie (sam kiedyś przechadzałem się z ukochaną suczką ścieżką okalającą "leśną górę" w mojej miejscowości...może więc ja sam byłem tym mężczyzną?) Wydawało mi się, że jestem przy Tobie kiedy próbujesz wspiąć się na wysoki mur-płaskorzeźbę ... przeżywałem to, bałem się czy nie odpadniesz (w moich snach zdarzały mi się podobne wspinaczki) i odetchnąłem z ulgą kiedy pojawiło się "wyjście" z tej sytuacji
Pozdrawiam
Dziękuję, Bogdanie (Boruto)...
W mojej skromnej ocenie odbyłaś podróż na poziom nieludzki.Tam już nie było życia biologicznego.Mrok to nic nowego na tym poziomie szczególnie kiedy patrzymy w górę.To czarne słońce mistyków , sol nigra alchemików (ciężkie , ołowiane nogi , ołów jest złotem alchemicznym tyle że przed transmutacją a problemy z poruszaniem we śnie wiążą się z niewłaściwymi nawykami przyniesionymi z ziemi.We śnie nie powinniśmy próbować chodzić tylko przemieszczać się aktem woli.Do tego właśnie potrzeba owej przemiany naszego sposobu doświadczania przestrzeni , niemal alchemicznej) .Al Gazali nazywał światło ostatnią zasłoną Boga .Pana z psem/psami widuję często , Grecy nie mylili się w swoich opisach , przekroczyłaś granicę której pilnuje się dość skrupulatnie.Pies kiedy się nieco zdenerwuje ma trzy głowy czasem jest tak zły że są go trzy :) jak to Cerber . Przekroczyłaś granicę dualizmów stąd dziewczynka na rowerze.Bukiet to twój duchowy dorobek którym tak naprawdę posila się nasza dusza-Atma a tym co uzna za najwartościowsze Paramatma, nasza naddusza. Daję słowo że taka jest.Widziałem ją.Mój Atman mi ją pokazał.To nie jest wymysł Wed.To ty w postaci niedualnej czyli Atman, dlatego pojazd był jednośladowy na dodatek jednocześnie jest połączeniem dwóch kół w jedno ciało dziewczynki.Swoją drogą bardzo ciekawy symbol ma związek z łamaniem okrągłej hostii w czasie przeistoczenia.Dlatego szczytowym momentem twojego snu było przełamanie kanapki i powrót do stanu rozdzielenia(to rytuał częsty przy opuszczani poziomu atamnicznego).Dlatego po przełamaniu kanapki z ....mandalami natychmiast znalazłaś się na dole pod kalejdoskopowo zmieniającym kolory niebem.Mandale na poziomie atmanicznym to zarodki aspektów twojej duszy jakie niżej na poziomie buddycznym tworzą twoją Grupę Dusz które na poziomie kauzalnym zstępują w subtelny ale już świat fizyczny.Perłowo skrzące się chmury na niebie to ciało buddyczne poniżej którego znalazłaś się po rozdzieleniu i zejściu na dół.Ta budowla to taka wieża Babel i dość łatwo ja zinterpretować.Cienie to oczywiście użytkownicy przestrzeni wewnątrz kauzalnej , ci którzy są we śnie lub pozbawieni chwilowo ciał fizycznych ,czyli przed kolejną inkarnacją. Jeżeli budowla była naprawdę gigantyczna.Miała na przykład ze trzy ,cztery kilometry wysokości to mógł być to jeden z budynków Miasta Niebiańskiego.To miasto w którym stoją budynki stworzone w astralu przez wszystkie cywilizacje na tej planecie.Są gigantyczne i reprezentują dorobek duchowy każdej z nich.Niebiańskie Jeruzalem Teresy z Avila , w moich snach nazywało się Chorezm a w snach Darka Sugiera Galilejszuk.I tu tkwi właśnie twoja karmiczna tajemnica.Ja jestem duszą ukształtowaną w linii kultury perskiej.Dlatego moja dusza ma na imię Szirin, staroperskie słowo oznaczające słodycz.Darek Sugier kształtował się głównie w duchowej przestrzeni hebrajskiej dlatego uważa ,hm . . . . że był św. Piotrem :) a ty ukształtowałaś się w duchowej przestrzeni . . . . .egipskiej . Serdecznie pozdrawiam.Chociaż tak postarałem się zrewanżować :)
To cała treść tego snu .To opis procesu samoleczenia od zagubienia do ulgi poprzez kolejne fazy na przemian pojawiających się żalu i fascynacji.Wciąż jednak pozostaje pytanie.Kto jest owym superwizorem pozwalającym zyskać dystans do swoich problemów? Umysł? Dlaczego tego nie robi na jawie?Otóż potrzeba do takiej analizy dotarcia do warstw świadomości o niskiej częstotliwości falowej a pozbycie się niepokoju któremu towarzysza krótkie impulsy.Nikt jednak nie jest w stanie udowodnić dlaczego tak się dzieje skoro prądy czynnościowe mózgu o długości fal theta nie towarzyszą procesom myślowym .Co zatem jest czynnikiem synchronizującym świadomość ? Nic nie wskazuje na to że chemia mózgu. Raczej jest to jakiś nieznany mechanizm stabilizujący .Coś co próbuje wyważyć na nowo rozedrgany mózg.Jakiś subtelny mechanizm potrafiący stłumić zaburzenie . Oczywiście zaburzenie może okazać się tak wielkie że kiedyś nie da się skompensować i nierównowaga zostanie utrwalona a mechanizm równoważący stanie się bezużyteczny.Analiza cybernetyczna również daje jakieś wytłumaczenie i być może nawet da ukojenie pod warunkiem że potraktujemy siebie jako mechanizm .Jest tu jednak ciekawa sytuacja na którą baczny obserwator powinien zwrócić uwagę.Świadomość Romy próbuje najpierw różnych sztuczek na poziomie emocjonalnym.Dopiero jednak włączenie się poziomu mentalnego przynosi efekt.Jeszcze łatwiej sobie wyobrazić wejście do akcji poziomu kauzalnego który przez odwrócenie jej uwagi od przyczyn jakie wywołały ten stan emocjonalny a nawet od jej racjonalizujących rozwiązań powoduje ustąpienia żalu i rozczarowania.Na przykład Roma spotyka kogoś kto wyzwala jej fascynację sobą, wtedy nawet poziom mentalny zostaje wyłączony a dotychczasowy problem zostaje rozwiązany prze poziom kauzalny , czyli następstwo zdarzeń pozornie niezależnych od świadomości Romy.Ale wciąż nie będziemy w stanie określić czy te wszystkie mechanizmy działają jedynie w naszym wnętrzu czy są między nami jakoś zsynchronizowane czy są jeszcze wyższe warstwy świadomości ? Ponadprzyczynowe.Ja mówię że są inni że nie.
Nie było mnie tu jakiś czas, ale powoli wracam i w pierwszej kolejności chciałabym Was przeprosić, że nie zdążyłam podziękować za komentarze do snu. Mam nadzieję, że nie odczytaliście tego żle. Chyba że Ty, Marcinie, bo usunąłeś tę obszerną analizę. Zupełnie niepotrzebnie to zrobiłeś! Wiele się działo ( i jeszcze dzieje...) w moim życiu, więc proszę o wyrozumiałość.
Wasze komentarze wywarły na mnie wielkie wrażenie ! Chciałabym w najbliższym czasie spróbować odnieść się do nich, choć na pewno nie będzie to łatwe, bo nie mam pełnej wiedzy na temat, który zawarliście w komentarzach. Wprawdzie z psychologią "chodziłam pod rękę" przez 10 lat (5 w LP i kolejne 5 na UW) - to pewnych rzeczy dotyczących stricte snów - nie do końca ogarniam. Jeszcze trudniej będzie mi przebrnąć przez mistyczne spojrzenie na sen, bo choć wiem (za sprawą k-k) "czym się to je" - nie wszystko rozumiem.
Tymczasem - serdecznie dziękuję Wam za "burzliwą", ale niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję :) .
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
