13 października 2012
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
Laurka na dzień Nauczyciela — Niezrozumienie w metrze
◀ Wilczy las ◀ ► Dzień Tryfidów ►
Słucham muzyki zaproponowanej przez HardChiefa i Marię Peszek, śpiewającą: budzi moje przerażenie.
Chciałabym zawołać: Dziewczyno, czy ty wiesz jak naprawdę okropnie jest walczyć o fizyczne przeżycie? Kobieto, wychowana wśród problemów nie do końca rzeczywistych! Czy NAPRAWDE walczyłaś kiedyś o życie? Na wojnie, na łóżku szpitalnym, umierająca w pogardzie świata i zwątpieniu?
Wiem, rozumiem, że to niemożliwość porozumienia. Moje i Twoje pokolenie — suma strachów jest stałą arytmetyczną. Ich przyczyna – przypadkowa.
Dzisiaj jadąc metrem do miasta wysłuchałam takiej oto rozmówki, a właściwie opowiadania młodej dziewczyny:
— „Bardzo dzisiaj w nocy źle się czułam, nie mogłam spać, śniły mi się jakieś głupoty i w ogóle. Pewnie brała mnie grypa, a rano tak okropnie mnie głowa bolała, że nie masz pojęcia. Tymczasem z rana wytacza się z sypialni mój stary(ojciec) i zaczyna nawijać, że bierze go grypa, że w nocy nie mógł spać, że śniły się mu jakieś głupoty, wszystko to samo, co ze mną. Więc ja mu zaczęłam opowiadać, jak ja się w nocy czułam, a on stoi i słucha jak mówię. Kiedy skończyłam, on mówi: no nic, muszę iść do pracy. Byłam tak wściekła na niego, że kiedy już był przy drzwiach wykrzyczałam, że nic gorszego mnie nie mogło spotkać niż mieć takiego ojca, że go nienawidzę, że mogłabym go zabić i w ogóle.”
Pomyślałam sobie z litością o tym biednym, zagrypionym ojcu, na którego córka napada nie wiadomo dlaczego, ale bardziej mnie zaciekawiło, co takiego w owym zdarzeniu było, i w zachowaniu się tego ojca, że zostało odebrane z taką ogromną dozą agresji. Dziewczyna była na oko tak koło dwudziestki, więc nie gówniara zupełna, potrafiła dokładnie powtórzyć co się zdarzyło. Po chwili dokończyła swoje opowiadanie:
— „No więc on wrócił już ubrany do wyjścia i powiedział: skoro mnie tak nienawidzisz nie musisz mieszkać ze mną, masz swoje mieszkanie.”
Ale zagadka! Faktycznie, skoro ma swoje mieszkanie (zresztą pewnie ów tata jej kupił, albo odziedziczyła po babci, w każdym razie nie sądzę, żeby zdążyła na niego sama zapracować), to po cholerę mieszka ze starym, którego nienawidzi i z którym nie może się porozumieć? O mało nie wyrwały mi się te pytania, taka byłam zaciekawiona (aż zapomniałam, że mnie samą boli głowa, że w nocy nie mogłam spać, że mam gorączkę i że wreszcie pół godziny wcześniej jakaś furiatka uderzyła mnie w kolejce do przychodni, a ja nazwałam ją krową, wskutek tego w obawie o swoją głowę i okulary musiałam zwiewać bez pomocy lekarskiej i odłożyć swoją grypę do zakończenia reformy zdrowia).
Mój umysł z rozkoszą wyrwał się spod presji skrzeczącej rzeczywistości i zajął się zagadnieniem porozumienia między generacjami oraz kombinowaniem w jaki sposób dowiedzieć się od tej dziewczyny, co w odezwaniu się ojca tak ją dotknęło. Pomyślałam raptem, że może zacznę trochę rozumieć swoje dzieci (choć już na to pewnie za późno). Na szczęście dziewczyna zaczęła dalej opowiadać milczącej koleżance i widać nie będąc pewna, czy tamta ją w pełni zrozumiała, zaczęła tłumaczyć:
— „Ja zrozumiałabym, gdyby powiedział mi: idź do cholery, gówno mnie to obchodzi co czujesz, albo tak jak ja czasem mówię: no dobra, dobra i nie słucham co on do mnie mówi, to normalne. Ale tak stanąć na środku kuchni i dać mi opowiadać, a potem powiedzieć „idę do pracy”. To najgorsze chamstwo!”
Tak więc owa kobieta uważała że ojciec nie powinien słuchać co ona do niego mówi (a co uczynił zapewne z grzeczności, jak i ja bym zrobiła i cała większość ludzi z mojego pokolenia i nieco młodszych) tylko od razu uciąć jej opowieść. Ale dlaczego? Mógł wcale nie być znudzony jej opowiadaniem, a tylko w połowie uświadomić sobie że jest późno i trzeba wyjść z domu. Mogło go to interesować, ale już nie miał czasu na odpowiedź, albo głowa go bolała i nie chciało mu się myśleć z rana, albo pomyślał sobie: ja się poskarżyłem to i jej wolno. Albo myśleć o emeryturze i o tym, że bezrobocie i w ogóle i musi wytrwać jeszcze trochę... Nie mógł całkiem jej nienawidzić, bo dlaczego zgodziłby się żeby z nim mieszkała skoro ma własne mieszkanie? W każdym razie istnieje co najmniej dziesięć wiarygodnych sposobów interpretacji jego zachowania, i jedna interpretacja jej, całkiem niewiarygodna.
Ona uważała, że zachowanie ojca wskazuje bez cienia wątpliwości na brak szacunku do niej. Wydawałoby się więc, że jest osobą o nieco skrzywionej psychice, interpretującej wszystko na swoją niekorzyść, zbyt zakompleksioną, zbyt zapatrzoną w siebie, ale czy ja wiem? Czy, przypuśćmy, gdybyśmy zaczęły rozmawiać, lepiej by uzasadniła swoje przekonanie o chamstwie jego zachowania, nie wiem. Odwoływała się do czegoś, co dla niej było całkiem oczywiste, a dla mnie wcale. Tak więc do dyskusji między nią i ojcem, czy nią, a mną, nie było nawet skrawka przestrzeni wspólnej.
Dalsza część rozmowy dziewcząt nie była już interesująca, bo dotyczyła tego, co ona zrobi, jak ojciec każe jej naprawdę wracać do swojego mieszkania i za nie płacić, a że jest uparty itp.
Przypomniało mi się, że często w metrze słyszę różne rozmówki (taka akustyka, zresztą młodzież nie rozmawia przyciszonymi głosami, raczej się napawa swoimi opowiastkami, tak, aby mogło je słyszeć otoczenie). Często są to opowieści o wspaniałych pełnych humoru zdarzeniach i incydentach, przerywane wybuchami śmiechu, wymachiwaniem rąk, podskokami itp. żywiołowymi reakcjami, rzadko jednak można odnaleźć w nich jakąkolwiek iskrę prawdziwie interesującą. Są to opowieści pozbawione zupełnie fabuły, humoru, sensu.
— „No więc on, rozumiesz, on powiedział do niej hahaha, spierdalaj, a ona, rozumiesz ona, hahahaha, poszła sobie, a ten zajob patrzył hahaha... „
Zawsze zastanawiało mnie, o co naprawdę w tych opowiastkach chodzi. Przypisywałam tej młodzieży nieumiejętność opisu słowami jakiegoś śmiesznego wydarzenia oglądanego własnymi oczami niczym na ekranie telewizora, wszystko było jasne dla tych co widzieli, ale niezrozumiałe dla tych co słyszeli z kuchni.
Teraz jednak pomyślałam coś innego: To jest coś więcej niż telewizyjne widzenie. To jest inny język, i nie starczy go tłumaczyć na nasz, bo i tak nie stanie się zrozumiały. Niemożliwość zrozumienia wynika z zupełnie innych matryc znajdujących się w owych młodych ludziach. To coś tak jak obsługa edytora tekstów w komputerze. Naciśniesz nożyczki, znaczy wyciąć zaznaczony fragment, naciśniesz walizkę, znaczy wkleić go w określone miejsce. Ale dla ciebie walizka to symbol podróży, jeśli więc weźmiesz do ręki walizkę znajdującą się na szafie, to prawdopodobnie znaczy, że masz zamiar wyjechać. Oni jednak odczytują ten zawężony tylko do jednej interpretacji sens.
— „Weź walizkę, powiedział jej, hahahaha, a ona wyszła z domu hahahaha.”
Nie przyjdzie im do głowy, że jest komputer i jest życie prawdziwe i są miliony innych układów oprócz ziemi, komputera, prywatki...
Tym bardziej jestem więc pełna podziwu dla nauczycieli, jako tłumacza dwóch światów. Niedoceniane osiągnięcia pedagogiczne to przecież nic innego niż ukazanie tym młodym (blokersom, szalikowcom, narodowcom skinom, i innym -om — (niepotrzebne skreślić), że istnieje jeszcze inny świat oprócz ich wyobrażeń, co więcej, że świat ten, pełen niuansów, dwuznaczności i przemyśleń, może być o wiele bardziej fascynujący niż to, co oglądali dotychczas. Kto jednak nauczy większość młodych ludzi rozumienia uczuć innych, ich postępowania, zamiarów i planów, w aspekcie innym niż nakłonienie ich do wydania forsy! Ze swoich młodych lat pamiętam własną fascynacje jedynymi, prostymi rozwiązaniami, obojętnie czego by nie dotyczyły, aż wreszcie nabycie przekonania, ze ludzie dotknięci nieszczęściami o wiele mniej by cierpieli, gdyby potrafili swe jasne i proste odczucia nieco zanalizować i skomplikować, ponieważ cierpienie może zmniejszyć się jeśli dostrzeże się jego sens i zrozumie drogi, którymi można się posuwać dalej w swoim stosunku do tego cierpienia, a także odkryje się, że inni też borykali się z podobnymi sprawami i jak z nich wychodzili: kiedy osiągali zwycięstwo, a kiedy padali pod brzemieniem.
Pięć lat pracowałam jako nauczycielka, jednak nie zdzierżyłam. Ta praca wysysa z człowieka całą jego zawartość. Ja tego nie chciałam.
◀ Wilczy las ◀ ► Dzień Tryfidów ►
Komentarze
Dziewięć lat pracowałem jako nauczyciel akademicki, z dodatkami nauczyciela innego. Teraz mi tego brakuje. To wcale nie wysysa z człowieka zawartości. Może z tych, którzy tego zawodu wykonywać nie powinni, ale sądzę, że to samo można powiedzieć o większości innych zawodów. O piszących blogi również.
Ja pracowałam w czasie studiów latach sześćdziesiątych jako nauczycielka klas 6-7 i na zastępstwach w klasach tzw. "przerośniętych" oraz w klasach wieczorowych. To jest ogromna różnica w stosunku do nauczyciela akademickiego! Możliwe, że nie nadawałam się do tego zawodu, choć oceniano mnie dobrze, nie wiem.
Czy mam rozumieć, że nie powinnam też pisać blogów? Dlaczego?
Nie, nie chciałem powiedzieć, że nie powinnaś pisać blogów. Chciałem powiedzieć, że moim zdaniem to może wysysać z człowieka całą zawartość równie dobrze, jak praca nauczyciela albo niejedna inna. Nie wysysa - można to robić. Wysysa - trzeba się zastanowić.
Wiem, że nauczanie w szkołach wyższych i innych to nie jest to samo. Mimo wszystko jest to nauczanie, które wysysa chyba w porównywalnym stopniu.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
