02 sierpnia 2016
Maria Piasecka
Medytacja i etyka
Spotkanie z mistrzem medytacji czan
30. lipca (2016)
wybrałam się do Muzeum
Azji i Pacyfiku na spotkanie z chińskim mistrzem medytacji w
tradycji czan (zen). Postaram się zrelacjonować to, co zapamiętałam z
tego wieczoru. Jego bohater, Chi Chern Fashi, przyjechał do Polski
wraz z mniszką i dwoma mnichami z Malezji, gdzie przebywa spora
chińska buddyjska diaspora. Mistrz pełni tam funkcję jednego z
dyrektorów Malezyjskiego Instytutu Buddyzmu. Uznawany jest też za
wybitnego artystę malarza i kaligrafa; ponoć za jedną z jego
kaligrafii oferowano 40 tysięcy dolarów.

Zdjęcie ze strony www.czan.eu/nauczyciele_sierpien/
Nie była to pierwsza wizyta mistrza w naszym kraju, gdyż od pewnego czasu organizowane są w Polsce medytacyjne odosobnienia pod jego kierunkiem. Jedno z nich właśnie się rozpoczęło i trwać będzie do 21 sierpnia. Tak długie odosobnienia są rzadkością w tej tradycji buddyzmu i przyciągają także praktykujących z Chin.
Do pójścia na spotkanie zmotywowało mnie w szczególności połączenie duchowości buddyjskiej z duszą artysty w osobie gościa, a zwłaszcza kaligrafia – niestety, te sprawy nie były tematem wieczoru. Pytałam o możliwość zorganizowania warsztatów z kaligrafii i dowiedziałam się, że takowe się odbyły dwa lata temu, ale nie cieszyły się szczególnym zainteresowaniem.
Chi Chern Fashi wygłosił wykład pt. „Etapy medytacji buddyjskiej”, tłumaczony dwustopniowo: z chińskiego na angielski i z angielskiego na polski, co było dla słuchaczy męczące, zważywszy na upalną tego dnia pogodę i nieklimatyzowaną salę wypełnioną po brzegi, łącznie z miejscówkami na podłodze.
Wykład skierowany był głównie do osób stawiających pierwsze kroki na buddyjskiej ścieżce. Mistrz wyróżnił wśród nich dwie grupy: tych, którzy pragną poprzez medytację rozwiązać swoje problemy oraz tych, którzy pragną oświecenia. Jedni i drudzy mogą doznać na początku drogi silnego dyskomfortu, ich problemy mogą się pogłębić z powodu natłoku trudnych myśli, wypływających na powierzchnię umysłu, gdy siedzi się w medytacji spokojnie i nieruchomo przez dłuższy czas. Niekiedy trzeba sporej wytrwałości i pokory, by przebrnąć przez ten etap.
Prelegent kilkakrotnie podkreślił, że medytacja jest tylko częścią praktyki buddyjskiej, zaś podstawę stanowi etyka, czynienie dobra, a w szczególności przestrzeganie pięciu zasad. Zgodnie z nimi nie należy: zabijać żywych istot, kraść, kłamać, ranić seksem i odurzać się. Rzecz znamienna: zanim kogoś zranimy, np. złym słowem, dzieje się tak, że najpierw zostajemy zranieni sami przez siebie. Nie rańmy więc podwójnie, krzywdząc innych i siebie zarazem...
Zaleca się praktykować
to, co w filozofii indyjskiej nazywa się „datta”, czyli
dawanie. Chodzi oczywiście nie tylko o wsparcie materialne, ale o
dzielenie się mądrością, wiedzą, dobrą radą. Co np. urzeczywistniamy,
pisząc do Taraki.
Odpowiadając na pytania z sali, Chi Chern Fashi wymienił trzy podstawowe założenia buddyzmu, tj. nietrwałość wszystkich rzeczy, brak samodzielnie istniejącej jaźni i pustkę. Jedna ze słuchaczek zasygnalizowała dylemat: kto medytuje, jeśli „ja” nie istnieje? Żeby poznać odpowiedź na to pytanie, należy medytować – odrzekł gość i był to końcowy akcent spotkania.
Informacje na temat mistrza można znaleźć w internecie, na youtube są jego mowy tłumaczone na angielski, istnieje też polska strona Związku Buddystów czan: www.czan.eu
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
