09 maja 2016
Piotr Jaczewski
Serial: Tkanie słów
Meru-wingowe szczytowanie
Klątwa demona
◀ Ścieżka daimoniona ◀ ► Fata Morgana ►
C'est la vie.

Pośrodku naszego wewnętrznego świata leży niezdobyta góra. Meru. Góra nie byłaby górą, gdyby nie można się było na nią wspinać, a trzeba było, powiedzmy, schodzić w dół. Gdybyśmy schodzili w dół, to byłaby jaskinia. W świecie wewnętrznym są. Bo tak!
To dość pierwotne, bazowe metafory płynące ze wspinaczki na górę, na drzewo w centrum wszechświata oraz pogrążanie się w dół, w jaskinię, macicę, będącą nigdzie-wszędzie.
I nie pomoże latanie, wcielanie się w superbohaterów, wspinanie się po mniej lub bardziej pomocnych trupach przodków, walka ze śmiercią i przeznaczeniem, by dostrzec świat z tej góry.
I nie pomoże zasypianie, uciekanie, odwracanie uwagi wciskaniem się w każdą... dziurę, by odnaleźć się w błogości tej jaskini.
Tak zaczynają się koany samorozwijających się metafor, gdy zaczynamy badać je z wewnętrznym przewodnikiem. I zmagać się z paradoksem pokrewnym błędowi aktora. Nie możemy przeżywać coś i jednocześnie to obserwować. Bycie i bycie kimś wykluczają się wzajemnie, mijają o nanosekundy, a często o całe życie.
A jednak.
Nie można nie wspinać się na tą górę. Nie można nie chronić się w tej jaskini.
Nie da się przejść obojętnie wokół tego drzewa. Nie da się pozostać nieporuszonym w tym grobie.
Nie da się kontrolować świata ze szczytu tej góry. Nie pozbędziemy się lęku spoglądania w tą otchłań.
◀ Ścieżka daimoniona ◀ ► Fata Morgana ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
