06 października 2016
Joanna Najdowska
Serial: Moje oddychanie
Moje oddychanie (także holotropowe) 3/3
Zaskakujący schemat wizji i doświadczeń
◀ Moje oddychanie (także holotropowe) 2/3 ◀ ►
Mój proces przebiegał podobnie w obu sesjach. Wyodrębniłam następujące po sobie fazy: 1. Przepracowywanie karmy. 2. Uwolnienie. 3. Doświadczenia transcendentalne. 4. Drobiazgi. 5. Wizje struktury Ziemi in statu nascendi.
Podczas drugich warsztatów oddychania holotropowego, podczas dzielenia się swoimi doświadczeniami, wrażeniami i przemyśleniami, zorientowałam się, że mój proces przebiegał podobnie w obu sesjach. Wyodrębniłam następujące po sobie fazy:
1. Przepracowywanie karmy. Pojawia się to, co w tym momencie jest dla mnie najważniejsze i możliwe do przepracowania. Czasami są to konkretne sceny i wiem o co chodzi, a czasami są to tylko odczucia w ciele lub emocje. Czasami są to sprawy, które mają związek z moim obecnym życiem, a czasami pojawiają się historie mi obce. Podczas pierwszej sesji wyrzucałam z siebie dziesiątki zdarzeń i odczuć – moich i nie moich, choć te „nie moje” były zapewne ze mną powiązane karmicznie. Druga sesja zaczęła się drobnymi tematami, a potem została zdominowana moim uwalnianiem się z bardzo skomplikowanego aktualnego życiowego uwikłania.
2. Uwolnienie. W pewnej chwili akcja przepracowywania
karmy się kończy. Czuję, że dokonało się wszystko, co podczas danej sesji
powinno się dokonać i mam odczucie, że praca została wykonana ze skutkiem
pozytywnym. Pojawia się uczucie wewnętrznej przestrzeni i lekkości.
3. Doświadczenia transcendentalne. Ciało fizyczne jest zmęczone, ale też silnie natlenione. Pojawia się odczucie bycia w ciele subtelnym. Podczas pierwszej sesji głównie byłam zanurzona w białym świetle, które nieznacznie się zabarwiało, byłam w kontakcie z życiem przyczynowym, które w tym świetle się rozgrywało - formami energetycznymi, informacjami, z których miały narodzić się zdarzenia w wymiarze fizycznym. Podczas drugiej sesji, będąc w świetle, usłyszałam „Stepy akermańskie” Mickiewicza. Poczułam kłucia w głowie, jakbym do czegoś się przebijała. Poprosiłam o pomoc facylitatora. Tomek uciskał mi w tych miejscach głowę. Zobaczyłam, jak nade mną, nad całą okolicą w której mieszkam, pojawia się kopuła ochronna i zarazem zasilająca. Ta kopuła stawała się kryształowa, a ostatecznie jej struktura jakby rozrzedziła się. Nad nią pojawiła się druga kopuła w postaci błękitnej mgły. Rozstąpiła się, tworząc lejowate przejście do trzeciej kopuły - do nieskończoności. Pojawiło się uczucie błogostanu, który jest zarazem miłością i delikatnością serca, a jednocześnie jest samotnością w nieskończoności.
4. Drobiazgi. Doświadczenia transcendentalne słabną. Muzyka z głośników się zmienia, dając bodźce do dalszego intensywnego oddychania i podążania za sygnałami z ciała. Wchodzę w etap tematów, które przepracowuję niejako przy okazji. Jeden temat pojawił mi się zarówno w sesji pierwszej jak i w drugiej: poród. Nie taki, jaki przeżyłam w obecnym wcieleniu, a jakiś inny, który przydarza się kobietom. Pierwszy to traumatyczne doświadczenie porodu w lesie, podczas ucieczki przed jakimiś agresorami, kilka wieków temu. Podczas drugiego rodzę na stojąco, śpiewając, bez bólu. Legenda głosi, że tak Maya-devi urodziła Buddę. Wszystkich sytuacji, jakie się pojawiają, doświadczam w pełni, jakbym właśnie brała w nich udział; strach przeżywam jako strach, ból odczuwam jako ból itd., podobnie jak we śnie.
5. Wizje struktury Ziemi in statu nascendi. Wchodzę w kontakt ze strukturą Matki Ziemi, jestem w tej strukturze, a jednocześnie widzę ją tak, jak na co dzień widzę świat, w którym żyję. Widzę formy tworzące się w skale-piasku wraz z wpisywanymi w nie informacjami, dynamiczne układy cząstek w skałach, które skupiają się wokół wewnętrznej pustki (jakby oka, białej dziury), poruszając się, jakby pływały w gęstej cieczy. Widzę zapisane w skałach fragmenty historii ludzkości, które wyglądają jak pieczęcie, medaliony czy też płaskorzeźby. Są mi odsłaniane poprzez zdejmowanie warstw ziemi. Te skalne twory są w stanie nieustającego tworzenia się, przemieniania. To coś więcej niż prezentacja w 3D, to jest żywe i świadome, i przekracza trzy wymiary i czas.
Po sesji oddychania jestem zmęczona, rozbita, oszołomiona. Czuję moją małość w ogromie życia na Ziemi, ogrom moich własnych przeżyć i moje powiązanie z ogromem przeżyć innych istot, i tę niemożność przepracowania wszystkiego, i tę bezradność, i to moje ogromne zmęczenie. Wydarzyło się tak dużo, że potrzebuję wielu godzin, a nawet kilku dni na uświadomienie sobie i zintegrowanie tych doświadczeń. Robię notatki, medytuję, niektóre wizje dopełniają się.
Intencja, z którą zaczęłam praktykę oddychania holotropowego, po dwóch sesjach przeradza się po prostu w chęć doświadczania tego, co podczas OH się wydarza. Kolejny raz moja wrażliwa struktura psycho-fizyczna doprowadziła mnie do ważnych doświadczeń duchowych. Odbijam się od tego, co we mnie słabe i chore, by skoczyć do góry. Kolejny raz moje ciało pomaga mi dotrzeć do treści pozafizycznych, będąc nie tylko przyczyną działania (zaburzenia wymowy, które wiążą się z zaburzeniami oddychania), ale i narzędziem poznania - docieranie do psychiki poprzez sygnały z ciała i docieranie do głębokich pokładów świadomości poprzez ODDYCHANIE HOLOTROPOWE.
◀ Moje oddychanie (także holotropowe) 2/3 ◀ ►
Komentarze
Opisałam moje trudności z mówieniem, bo jest to świetny przykład, jak to, co w człowieku słabe i ułomne jest motorem jego rozwoju. I to rozwoju na wielu płaszczyznach - psycho-społecznej, intelektualnej, duchowej. Pokonanie przeszkody, uzdrowienie tego co chore, zazwyczaj jest początkowym celem, ale na końcu okazuje się tylko impulsem do działania.
Jakie wizje miałeś?
Te moje "holotropowe" to były zapisy informacyjne w strukturze Matki Ziemi.
Zdarzyły mi się też wglądy w życie głębi struktury fizycznej - magmę wypływającą na powierzchnię w określonym rytmie czasu i miejsc.
Pozdrawiam słonecznie :)))
W skałach więc już, o Panie, leży duch jako posąg doskonałej piękności, uśpiony jeszcze, ale już przygotowany na człowieczeństwo formy, a tęczami myśli Boże j spowity niby sześcioraką girlandą. Z bezdna tego wyniosł on wiedzę matematyczną kształtów i liczb. która po dziś dzień leży najgłębiej w ducha skarbnicy i zdaje się być wszczepioną w ducha, bez żadnej jego wiedzy w tem i zasługi, ale Ty wiesz, Panie, że forma dyjamentowa ułożyła się z żywych, a wody poczęły lać się z ruchomych, lekko związanych i uczących się równowagi, a na globie wszystko było żywotem i przemianą - a tego, co dziś zowiemy śmiercią, to jest przejścia ducha z formy do formy, nie było.
a cóż dopiero próbować je zrozumieć...
Przytulam.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
