zdjęcie Autora

25 listopada 2012

Wojciech Jóźwiak

Serial: Auto-promo Taraki 2
Najlepszy jaki znam tekst o matriarchacie

◀ Ośrodek czyli hardkor ◀ ► Indoeuropejczycy nie byli potworami ►

W zbiorach „czytelni” albo „znalezisk” Taraki jest link do artykułu (w PDF) Macieja Szymkiewicza pt. „Od Bachofena do Świętej Historii. Archeologia i antropologia wobec koncepcji matriarchatu i Wielkiej Bogini”, 2010. Jest to stanowczo najlepszy tekst o matriarchacie i kulcie tzw. Wielkiej Bogini, jaki znam. A przy tym najzupełniej zgodny z moją opinią, którą wyrobiłem sobie jeszcze zanim ten artykuł poznałem. Tekst wart przeczytania i przyswojenia również dlatego, że wnosi wiele więcej innych treści i zmusza do zastanowienia się nad wartością lub jakością naszego poznania, nad tym, co uważamy za „prawdę”.

Clou przekazu Macieja Szymkiewicza zawiera się w następującym fragmencie:

Tak jak Indianie Mataco [o nich jest mowa w poprz. akapicie; WJ] wierzą, iż kiedyś (jakby to ujął Eliade „in illo tempore”), posiadali dostęp do wszelkich pożądanych przez nich dóbr, tak i mistycznie nastawione feministki wierzą, że kiedyś ludzie żyli w idealnym, pokojowo nastawionym społeczeństwie zorganizowanym według „kobiecych” zasad, egzystującym w zgodzie z otaczającym je środowiskiem. Byłby to czas, kiedy ludzka działalność skupiała się wokół sztuki i wartości estetycznych. Czas, kiedy powstało rolnictwo, matematyka, medycyna (Eller 1991: 283).

Czas, kiedy ludzie czcili Boginię Matkę będącą źródłem wszelkiego dobra. Jednak pewnego dnia nadeszli mężczyźni niszcząc wszystko co stanęło im na drodze: „fala za falą barbarzyńskich najeźdźców z jałowych krańców kuli ziemskiej (…) którzy nieśli ze sobą swoich gniewnych bogów gromu i wojny i którzy wszędzie zostawiali ruiny i zniszczenie” (Riane Eisler, The Chalice and the Blade: Toward a Partnership with the Earth, cyt. za Eller 1991: 286 [tłum. WJ]). Od tamtej pory kobiety żyją w zniewoleniu, patriarchalni kapłani zakazali kultu Bogini, a władzę sprawują mężczyźni odbierając tym samym kobietom przynależną im moc. Ludzie toczą wojny zabijając się nawzajem i niszczą otaczające ich środowisko, zabijając Matkę Ziemię. Konieczne jest więc odrzucenie kultury patriarchalnych najeźdźców i powrót do dawnych zasad, do życia, jakie prowadzili ludzie w epoce matriarchatu, do kultu Wielkiej Bogini.

Jak pisze K. Hastrup (1997: 22) odrębność kulturowa lub etniczność opiera się przede wszystkim na poczuciu wspólnej historii. Jeśli brak jest wspólnej historii, tradycja może zostać wynaleziona by zadośćuczynić wymogowi odróżniania się. W przypadku współczesnego ruchu feministycznego tradycja, czy też raczej, zgodnie ze słowami C. Eller, „święta historia”, czekała już gotowa. Stworzyło ją kilka pokoleń antropologów i archeologów utrwalających w społeczeństwie przekonanie o istnieniu u zarania europejskiej cywilizacji matriarchalnego społeczeństwa wyznawców Wielkiej Bogini. Świadomość znaczenia tego faktu miała już przed blisko stu laty J.E. Harrison, a swych godnych następców znalazła wśród badaczy takich jak R. Graves, J. Hawkes czy wreszcie M. Gimbutas.

O tym właśnie pisze Maciej Szymkiewicz: jak formowały się te dwie sprzężone idee: matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini. I jak niewiele miały wspólnego z faktami dostarczanymi przez archeologię, etnografię i historię – bo raczej było tak, że te i pokrewne idee, pojęcia i wyobrażenia były brane przez kolejnych autorów „z głowy” lub jak kto woli „z sufitu” lub z natchnienia – były to w istocie dowolne fantazje, „ fantazje literackie”, które następnie stawały się wzorami i schematami, w myśl których interpretowano znaleziska. Często dowolnie łącząc je ze sobą, kojarząc i zestawiając w serie – jak w przykładzie, który podaje Autor: „Symbol ten [znak w kształcie litery V], będący zdaniem Gimbutas przedstawieniem kobiecości i wody, miałby ją [„Ptasią boginię”, jedną z postaci Wielkiej Bogini; WJ] także wiązać z niedźwiedziem, jako że przedstawienia tych zwierząt były często zdobione w ten właśnie sposób [...]” A więc, mając w umyśle pewne koncepcje, badacze szukali w materiale archeologicznym (historycznym, etnograficznym) potwierdzeń dla tych koncepcji – znany poznawczy błąd!

Także znakomity jest moment, kiedy Szymkiewicz (w ślad za cytowaną inną autorką) kojarzy wiarę Marii Gimbutas w matriarchat i religię Wielkiej Bogini z jej doświadczeniami wojennymi; i szerzej, widzi w poglądach „matriarchatystów-deamagnistów” (że pozwolę sobie tak tu ich nazwać...) wyraz przerażenia powtarzającymi się w XX wieku falami faktycznych zbrojnych „najeźdźców ze wschodu” - Niemców, Rosjan, narodowych socjalistów, komunistów, zagrażających „naszej spokojnej pokojowej rodzinnej Zachodniej Europie”. Które to zagrożenie zmitologizowano i przeniesiono w dawne tysiąclecia, podobnie jak w popularnym „czytadle” znalazło ono swoje odwzorowanie w heroicznych zmaganiach szlachetnych Gandalfa, Froda, Aragorna ze straszliwym Sauronem-Sarumanem i jego zezwierzęconymi hordami.

Szymkiewicz uświadamia to swoim czytelnikom i apeluje – o co? - najkrócej mówiąc, o wierność nauce, dla której „tylko prawda jest interesująca” (kto to powiedział?). I to, żeby badacze nauczyli się widzieć własne uprzedzenia i uświadomili sobie, w którym miejscu kończy się nauka, a zaczyna uprawianie „pod płaszczem nauki” czegoś w rodzaju religii... lub poezji lub innej artystycznej twórczości. Niestety, w obszarze o którym pisze Autor, literacka fantazja i quasi-religijny zapał beznadziejnie mieszały się z poznawczym programem nauki.

Dodam od siebie: poetom, literatom i innym artystom, jak również prorokom i szamanom WOLNO wytwarzać treści i wizje z niczego. A nawet jest to dla nich (dla nas!) powodem do chwały. Ale gdy podobnie postępują ludzie nauki, to... co? - To nimi przestają być. I łudzą innych.

Parę innych ciekawych idei też jest w tym tekście – dla mnie po prostu genialnym.

I tu mój problem: w Internecie Maciej Szymkiewicz istnieje TYLKO jako autor dwóch tekstów (tego i „Koncepcja czasu w kulturze Normanów”). Ani przez Google ani Facebook nie znalazłem nic więcej o nim, a w szukaniu przeszkadzają inni Macieje Sz. którzy tym M.Sz., archeologiem nie są.

Czy ktoś zna Macieja Szymkiewicza? Archeologa? Czy ktoś coś o nim wie?

◀ Ośrodek czyli hardkor ◀ ► Indoeuropejczycy nie byli potworami ►


Komentarze

1. Wojtku,NN#6661 • 2012-11-25

niestety, nic nie wiem o archeologu M. Szymkiewiczu, choć esej znam. Ale świetnie go uzupełniają dwa eseje E. Fromma z "Kryzysu psychoanalizy" (bardziej "moja półka"): "Współczesność i matriarchat" oraz "Teoria prawa macierzystego i jej związek z psychologią społeczną".

Pozdrawiam ciepło

Aneta
[foto]
2. Wojtku! P. SzymkiewiczaMichał Mazur • 2012-11-25

znajdziesz najłatwiej za pośrednictwem serwisu "Archeowieści" - z tego co pamiętam, był tam aktywny nawet pod swoim nazwiskiem. Jeżeli nie namierzysz go bezpośrednio, zapytaj tam Arkadiusza Sołtysiaka, albo gościa o nicku Gunther

A co do artykułu - faktycznie, jest w nim sporo wartościowych informacji i na prawdę widać, że autor się napracował, przeprowadził sporą kwerendę - i na dodatek umie przedstawić wyniki tegoż w sposób ciekawy. I fakt faktem, pierwotny matriarchat to bardziej kwestia wiary, niż nauki
No ale...
Imputowanie autorom takim jak prof. Krzak, dr Bąbel, czy wreszcie zmarły prof. Wierciński poglądów marksistowskich, jako źródła ich wiary w pierwotny matriarchat jest raczej bezpodstawne - dzieła wymienionych autorów wskazują na związki ich koncepcji z psychologią jungowską. Z kolei to  zagadnienie w kontekście teorii matriarchatu zostało przez autora artykułu zdawkowo potraktowane Brak też informacji nt. symboliki niektórych rytów pochówkowych. Troszkę niedociągnięć jest - choć ogólnie tekst nienajgorszy. 
[foto]
3. Tekst o matriarchacieJacek Dobrowolski • 2012-11-26

Poznałem autora na seminarium z antropologii na UW u prof. Mariusza Ziółkowskiego (następcy prof. Andrzeja Wiercińskiego) kilka lat temu. To jest jego praca licencjacka. Bardzo dobra. Odbiłem ją sobie wtedy. Niestety, autor przestał się zajmować tym tematem. Dalszą rekonstrukcje mitu o matriarchacie przeprowadziła była feministka prof. Cynthia Eller w THE MYTH OF MATRIARCHAL PREHISTORY: WHY AN INVENTED PAST WON'T GIVE WOMEN A FUTURE (2000).  Uprzednio wydała dwie książki propagujące kult Bogini Wielkiej Matki!
[foto]
4. Ciepło ciepłoWojciech Jóźwiak • 2012-11-26

Jacku, dzięki - Ty wszystkich znasz, podziwiam!
Kontynuuję szukanie MS...

5. PrzekornieNN#6661 • 2012-11-26

To ja przekornie polecę bardzo bogatą faktograficznie książkę A. Kohli "Trzy kolory bogini".
Choć, jak już pisałam, ani nie jestem feministką, ani specjalnie nie wierzę w istnienie matriarchatu jako ustroju poprzedzającego patriarchat (w sensie historycznym) ;)

Pozdrawiam ciepło

Aneta
[foto]
6. Drugie dno sporu o matriarchatWojciech Jóźwiak • 2012-11-26

To, czy istniały w przeszłości: "ustrój matriarchalny", "religia Wielkiej Bogini" oraz "kobieca cywilizacja Starej Europy" (Maciej Szymkiewicz stawia sprawę jasno, że nie, nie było! - a mnie się to podoba...) - to jest ledwie powierzchnia tego sporu lub sprawy.
Ważniejsze jest to co pod tym się kryje. To mianowicie, że Szymkiewicz odkrywa, że zdarza się, że w obrębie nauki odbywa się "dyskurs" daleko wychodzący poza normy nauki i mający cechy POEZJI lub RELIGII, jak kto woli.

I właśnie tak (wg Szymkiewicza, a nie mam powodu mu nie wierzyć) działo się z matriarchatem, Wielką Boginią i Starą Europą. Koncepcje wzięte spoza nauki, w istocie "poetyckie" twory wyobraźni, zdominowały naukowy przedmiot.

Naprawdę radzę przeczytać jego artykuł, przyznaję, długi i niełatwy - ale czy musimy poprzestawać na tym co krótkie i łatwe?

Jeszcze o moich poglądach. Matriarchat, Wielka Bogini i Stara Europa nie bardzo mnie grzeją ani ziębią, bo zawsze miałem te koncepcje za poezję, nie za obraz rzeczywistości sprzed tysiącleci. Mnie nie przeszkadzają, bo sam uprawiam taką "poezję", patrz moje teksty o herbach i o zwierzętach mocy. I traktuję to jako poezję. Ale jeśli ktoś swoją poezje przedstawia jako wyraz naukowego poznania, to jest nadużycie, oszustwo - jak kto woli. Z tego powodu  Castanedzie odebrano tytuł doktora, bo usiłował chytrze swoją poezje przedstawić jako naukę. (Do tego dochodzi inna sprawa: naukowców opłacamy z własnych podatków, poetów nie musimy.)

Oczywiście poezja ma swoją wartość i nie jest tak, żebym wołał: nauka si, poezja no. Sam jestem poetą (w nazwanym tu sensie), nie naukowcem. Ale naukowcy i nauka po to są, żeby nam dostarczać wiedzy pewnej i opartej na faktach. M.i. po to, żebyśmy my poeci wiedzieli, do jakiej granicy wolno nam szaleć.
7. Poezja czy historiaNN#6661 • 2012-11-26

Cóż, dokładnie z tych powodów, o których piszesz, Wojtku, mam co do istnienia matriarchatu ogromne wątpliwości. Tyle, że źródła, z jakimi miałam do czynienia, są tak bardzo sprzeczne, że sama się w tym gubię. A wiedza do opanowania jest tak ogromna, że nie mogłabym robić nic innego tylko szukać, porównywać, łączyć, rozdzielać... Nie jest to dla mnie kwestia na tyle istotna.
Ale bardzo mi się podoba teza o potrzebie oddzielenia historii/faktów od religii/poezji.

Mam jednak dwie wątpliwości:
Pierwsza: to, że matriarchat (być może) nie istniał, nie wyklucza moim zdaniem istnienia kultu Wielkiej Bogini (tu pojawia się pytanie: czy byłby on wtedy faktem historycznym?). Może natomiast dotyczyć jego zasięgu i powszechności. Innymi słowy: oddzieliłabym te dwie kwestie. Pomieszanie treści i zakresu. I uważam, że ci, którzy je połączyli (może głównie te?), narobili dużo szkody.
Druga: co do dogmatu, że naukowców (mówię tu głównie o dziedzinach, jakich dotyczy rozmowa, ale nie tylko) musimy opłacać z podatków a np. poetów nie. To kwestia umowy społecznej ;)

Pozdrawiam ciepło

Aneta


8. a mnie zadziwiłoNN#681 • 2012-11-26

dlaczego mieli cmentarze w domach?

str 38

Pochówki umieszczone były w obrębie domostw pod wspomnianymi już platformami. Maksymalna liczba pochówków znana z jednego budynku to 62 (Hodder 2004:81, 83) choć znane są także takie, w których nie występują żadne pochówki. W przeciętnym domu pochowanych było około 8 osób.  

i jaki był średni czas życia tych ludzi? albo jak musieli być sprawni, że:

str 37

Domostwa, zakładane na planie prostokąta, pozbawione były drzwi i okien, a cały ruch odbywał się po dachach wysokich na około 3 metry budynków. Także z dachu prowadziło w dół jedyne wejście do budynku.  


[foto]
9. Czy leci z nami...?Wojciech Jóźwiak • 2012-11-26

Czy leci z nami... ARCHEOLOG?

(Patrz wyżej, pytanie Edyni o pochówki pod podłogą i chodzenie po dachach.)
[foto]
10. MatriarchatPrzemysław Kapałka • 2012-12-01

Ja bym jeszcze chętnie powitał pracę (niekoniecznie naukową, może być poetycka, byle oparta na solidnych podstawach a nie na wyobrażeniach) która by poddała analizie, jaki byłby świat, gdyby zamiast mężczyzn rządziły w nim kobiety. Bo mnie się zdaje, że byłby równie obłąkany co ten, który mamy, choć obłąkany inaczej.


11. Problem postawiony na głowieNN#6661 • 2012-12-01

Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że stawiamy (nie, żebyśmy byli jacyś wyjątkowi w tej kwestii ;) problem na głowie.
Po pierwsze: jakie ma znaczenie (inne niż historyczne) dla teraźniejszej czy - ewentualnie - przyszłej organizacji społeczeństwa  fakt, czy matriarchat istniał, czy nie?
Po drugie: każde uogólnienie (np. świat rządzony przez kobiety - świat rządzony przez mężczyzn) zakłamuje - w moim pojęciu - obraz rzeczywistości i prowadzi do nadużyć oraz podziałów/walki (lepszy/gorszy, kat/ofiara). Nie prościej byłoby się dogadać poza/ponad podziałami i współdecydować, koncentrując się na teraźniejszych zasobach i przyszłych celach zamiast na walce wzajemnej albo porozumieniu opartym na posiadaniu wspólnego wroga?

Tak, wiem, jestem naiwna :(

Aneta


12. do p. P. Kapałka: MatriarchatNN#6661 • 2012-12-01

Kilka z dziesiątek źródeł, niektóre bardzo niepochlebne dla matriarchatu:

J.J. Bachofen, „Matriarchat” (podstawa).

E. Fromm, “Miłość, płeć i matriarchat” (mocno bazuje na Bachofenie).

L.H. Morgan, „Społeczeństwo pierwotne, czyli badanie kolei ludzkiego postępu od dzikości przez barbarzyństwo do cywilizacji

W. Schmidt, „Matriarchat”

Z. Krzak, "Matriarchat – Patriarchat. Subkultura ojca, subkultura matki”.

Z. Krzak, „Od matriarchatu do patriarchatu”.

A. Chybicka, M. Kazmierczak, „Kobieta w kulturze – kultura w kobiecie. Studia interdyscyplinarne” (genderowe ujęcie).

Pozdrawiam

Aneta

[foto]
13. Matriarchat nie istniał i szlusWojciech Jóźwiak • 2012-12-02

Aneto, z tego, że Bachofen, Fromm, Morgan, Schmidt, Krzak i inni pisali o matriarchacie, nie wynika, że matriarchat istniał! Zacznijmy od tego, że świat, jaki sobie wyobrażali Bachofen, Morgan czy Engels był całkiem inny od tego, jaki my "mamy w rozumie". Ludzie, a nawet intelektualiści w XIX wieku nie umieli sobie wyobrazić GŁĘBI CZASU przeszłości, tej, której my jesteśmy świadomi. Nie uświadamiali sobie tych 4 milionów historii gatunku człowiek. Im gatunkowa historia wydawała się krótka i płytka. Indianin czy Afrykanin wydawali im się "ludźmi prymitywnymi", jakimiś "dzikusami", pośrednim ogniwem między człowiekiem właściwym (białym europejczykiem) a małpą. Nie zdawali sobie sprawy z jedności gatunku człowiek. Nie rozumieli procesu ewolucji, co widać w idiotycznym haśle marksistów jakoby to "praca uczłowieczyła istoty przed-ludzkie". Nie znali pojęcia genu, w tym genu samolubnego - aczkolwiek Darwin miał słuszne intuicje idące w tym kierunku. Ale Bachofen obmyślił swoją koncepcję jeszcze zanim mógł przeczytać Darwina. Nie znali faktów z życia naszych krewnych - prymatów; obserwacje szympansów i innych langurów zebrano sto lat później. Nie mówiąc o słabej znajomości wtedy faktów z życia "egzotycznych" kultur. Itd, itp.
Co jeszcze: Koncepcja Bachofena-Krzaka stanowi, że skutkiem (pierwotnego) rolnictwa było podwyższenie pozycji kobiet, czyli w skrócie, matriarchat. Dopiero wynalazek hodowli i handlu poskutkował przewagą mężczyzn. Tymczasem Sarah Hrdy w książce "Kobieta której nigdy nie było" (1981, pol. 2005) stawia tezę, że "ostry" patriarchat, czyli faktyczne zniewolenie kobiet, był dopiero właśnie skutkiem rolnictwa. Zupełne odwrócenie poglądu "matriarchalistów".
[foto]
14. Do AnetyPrzemysław Kapałka • 2012-12-02

Dziękuję za książki. Mało mam czasu na czytanie, ale postaram się coś z tego przeczytać. 
15. Józku.NN#6661 • 2012-12-02

Jak już kilkakrotnie pisałam, nie mam pewności, co do tego, czy matriarchat istniał. Nie mam pewności również, co do tego, że nie istniał. Mądrzejsi ode mnie mają wątpliwości w tej kwestii. a poza wszystkim nie jest to dla mnie sprawa kluczowa.

Podobnie jak mam duże wątpliwości, co do tego, że dziś mamy patriarchat (sąd ogólny) i że ewentualnie jest to złe (sąd wartościujący). Bardzo duże wątpliwości.

Wiem jednak na pewno, że nauka wielokrotnie stawiała błędne tezy, co stanowi dowód na to, że nie jest nieomylna - niewątpliwie z powodu czynnika ludzkiego. Jest też - w moim pojęciu - naturalnym efektem i zarazem dowodem na to, że jako gatunek ewoluujemy. Mamy nie tylko większą, stopniowo weryfikowaną wiedzę niż nasi przodkowie, ale też coraz wyższą świadomość indywidualnego JA - przy okazji uważam również, że coraz mniejszą świadomość MY, choć jest ona wpisana w naszą historię gatunku i tzw. "mózg limbiczny". Jednocześnie myślę, że na niektóre pytania nigdy nie odnajdziemy odpowiedzi. Uwzględniając to, co przeczytałam (i przedyskutowałam), między innymi w różnych opracowaniach dotyczących teorii ewolucji, ale także u Bachofena, Engelsa, Krzaka czy Hrdy, dla mnie są to struktury współistniejące. Mając świadomość zarówno własnych ograniczeń, jak sprzeczności opinii fachowców, wyciągnęłam wniosek, że "ustroje" matrylinearny i patrylinearny były/są równoległe, choć zapewne z przewagą jednego lub drugiego zarówno na płaszczyźnie czasu, jak i przestrzeni.

Chciałabym natomiast znaleźć odpowiedzi na pytania:
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) udowodnienie, że matriarchat istniał?
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) udowodnienie, że matriarchat nie istniał?
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) oddzielenie nauki/faktów od religii/poezji?

Pozdrawiam ciepło

Aneta
[foto]
16. Kim jest ów...Wojciech Jóźwiak • 2012-12-02

..."Józek" - Aneto?
17. Ojoj, przepraszamNN#6661 • 2012-12-02

chyba mi się jakowyś odanagramowy skrót zrobił ....

Wybacz, Wojtku.

A.
18. nie dokopałam sięNN#681 • 2012-12-03

do odpowiedzi na swoje pytanie: dlaczego mieli cmentarze w domach?
pisze, że  Zwłoki przodków odgrywały bardzo ważną rolę w obrzędowości. – To właśnie one stanowiły punkt odniesienia, dzięki któremu neolityczni mieszkańcy osady czuli się jedną wielką rodziną.
Ale tak spać na kościach przodków?
No ale przecież: ileż kości może być pod moją podlogą
[foto]
19. Spać na kościachPrzemysław Kapałka • 2012-12-03

Pamiętajmy, że przeszłe pokolenia miały inne podejście do śmierci i do kości przodków. Dla nich niezrozumiałe mogłyby wydać się nasze zwyczaje wkładania ciał do trumien, a w trzymaniu kości pod domami mogli nie widzieć nic niezwykłego. (zaznaczam: to tylko przypuszczenia)
20. Kości PrzodkówNN#6661 • 2012-12-04

W ogólnym sensie nic się nie zmieniło: wszyscy śpimy na kościach ...
[foto]
21. Kości uwierająJacek Dobrowolski • 2012-12-04

Tak, śpimy na kościach i roimy o nich. Trumny rządzą Polską. Kochamy bardziej zmarłych niż żywych, niestety. Naród cmentarny, niewolnicy pamięci, głównie klęsk. Chrystus narodów na stałe do krzyża przykuty. Czas się obudzić z tego narcystycznego, masochistycznego snu. Ale jak się budzimy widzimy złudę konsumeryzmu, więc znów się cofamy w przeszłość. A przeszłość daje przeszłe, nieaktualne odpowiedzi. Trudno budować zdrowe państwo, a może nawet nową, oryginalną cywilizację, na zbankrutowanych wzorach z przeszłości, ale cierpienie nas do tego zmusi. W bólach rodzić będziesz...
[foto]
22. Nową, oryginalną cywilizacjęWojciech Jóźwiak • 2012-12-04

Ależ Jacku, przecież my tu w Tarace właśnie TO robimy: zaczynamy budować nową, oryginalną cywilizację - na bazie medytacji, szamanizmu, neo-pogaństwa i libertarianizmu.
A KOŚCI są naszym sprzymierzeńcem: praktykujemy wizualizacyjne rozbieranie się do gołego szkieletu; patrz zresztą: "Przywrócenie naszych przodczych kości" - kość miła szamanom tak samo jak bębęn, kość z kości.
Cierpienie już przerabialiśmy - brak wartościowych wyników każe odrzucić tę drogę.

Pozdrawiam! ~Wojtek
23. Wojtku,NN#6661 • 2012-12-04

podpisuję się obiema rękami (nogami też).
To jak z gangreną, trzeba dotrzeć do zdrowej tkanki i wpuścić dużo tlenu i światła. Organizmy (społeczne też) mają niesamowitą zdolność regeneracji :)

A.
[foto]
24. Język nie ma kościJacek Dobrowolski • 2012-12-06

Wojtku! Kiedy oddasz swoje ciało matce a kości wraz z bębnem ojcu, jak wtedy zatańczysz i zaśpiewasz swoją szamańską pieśń?
[foto]
25. Ciało odpada od kościWojciech Jóźwiak • 2012-12-06

Ciało odpada od kości. Ojciec i matka wypoczywają na ślubnym zdjęciu. Sól wilgotnieje. Linka skręca się :)
[foto]
26. Jeszcze jeden krokJacek Dobrowolski • 2012-12-06

To wszystko prawda, ale to nie Twój taniec i śpiew. Zapalasz zapałkę - płomień tańczy, jak jasno!
[foto]
27. `Sól wilgotnieje` -- c.d. dyskusji sprzed ponad 5 latWojciech Jóźwiak • 2018-01-13

Nie wyjaśniłem wtedy (i teraz to robię), że zdania "Sól wilgotnieje. Linka skręca się" -- są cytatem z jakiejś archaicznej encyklopedii przyrodniczej, którą pilnie studiowałem mając lat osiem. Była tam lista zjawisk, po których można (jakoby) poznać zbliżanie się niżu i deszczu.

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)