25 listopada 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 2
Najlepszy jaki znam tekst o matriarchacie
◀ Ośrodek czyli hardkor ◀ ► Indoeuropejczycy nie byli potworami ►
W zbiorach „czytelni” albo „znalezisk” Taraki jest link do artykułu (w PDF) Macieja Szymkiewicza pt. „Od Bachofena do Świętej Historii. Archeologia i antropologia wobec koncepcji matriarchatu i Wielkiej Bogini”, 2010. Jest to stanowczo najlepszy tekst o matriarchacie i kulcie tzw. Wielkiej Bogini, jaki znam. A przy tym najzupełniej zgodny z moją opinią, którą wyrobiłem sobie jeszcze zanim ten artykuł poznałem. Tekst wart przeczytania i przyswojenia również dlatego, że wnosi wiele więcej innych treści i zmusza do zastanowienia się nad wartością lub jakością naszego poznania, nad tym, co uważamy za „prawdę”.
Clou przekazu Macieja Szymkiewicza zawiera się w następującym fragmencie:
Tak jak Indianie Mataco [o nich jest mowa w poprz. akapicie; WJ] wierzą, iż kiedyś (jakby to ujął Eliade „in illo tempore”), posiadali dostęp do wszelkich pożądanych przez nich dóbr, tak i mistycznie nastawione feministki wierzą, że kiedyś ludzie żyli w idealnym, pokojowo nastawionym społeczeństwie zorganizowanym według „kobiecych” zasad, egzystującym w zgodzie z otaczającym je środowiskiem. Byłby to czas, kiedy ludzka działalność skupiała się wokół sztuki i wartości estetycznych. Czas, kiedy powstało rolnictwo, matematyka, medycyna (Eller 1991: 283).
Czas, kiedy ludzie czcili Boginię Matkę będącą źródłem wszelkiego dobra. Jednak pewnego dnia nadeszli mężczyźni niszcząc wszystko co stanęło im na drodze: „fala za falą barbarzyńskich najeźdźców z jałowych krańców kuli ziemskiej (…) którzy nieśli ze sobą swoich gniewnych bogów gromu i wojny i którzy wszędzie zostawiali ruiny i zniszczenie” (Riane Eisler, The Chalice and the Blade: Toward a Partnership with the Earth, cyt. za Eller 1991: 286 [tłum. WJ]). Od tamtej pory kobiety żyją w zniewoleniu, patriarchalni kapłani zakazali kultu Bogini, a władzę sprawują mężczyźni odbierając tym samym kobietom przynależną im moc. Ludzie toczą wojny zabijając się nawzajem i niszczą otaczające ich środowisko, zabijając Matkę Ziemię. Konieczne jest więc odrzucenie kultury patriarchalnych najeźdźców i powrót do dawnych zasad, do życia, jakie prowadzili ludzie w epoce matriarchatu, do kultu Wielkiej Bogini.
Jak pisze K. Hastrup (1997: 22) odrębność kulturowa lub etniczność opiera się przede wszystkim na poczuciu wspólnej historii. Jeśli brak jest wspólnej historii, tradycja może zostać wynaleziona by zadośćuczynić wymogowi odróżniania się. W przypadku współczesnego ruchu feministycznego tradycja, czy też raczej, zgodnie ze słowami C. Eller, „święta historia”, czekała już gotowa. Stworzyło ją kilka pokoleń antropologów i archeologów utrwalających w społeczeństwie przekonanie o istnieniu u zarania europejskiej cywilizacji matriarchalnego społeczeństwa wyznawców Wielkiej Bogini. Świadomość znaczenia tego faktu miała już przed blisko stu laty J.E. Harrison, a swych godnych następców znalazła wśród badaczy takich jak R. Graves, J. Hawkes czy wreszcie M. Gimbutas.
O tym właśnie pisze Maciej Szymkiewicz: jak formowały się te dwie sprzężone idee: matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini. I jak niewiele miały wspólnego z faktami dostarczanymi przez archeologię, etnografię i historię – bo raczej było tak, że te i pokrewne idee, pojęcia i wyobrażenia były brane przez kolejnych autorów „z głowy” lub jak kto woli „z sufitu” lub z natchnienia – były to w istocie dowolne fantazje, „ fantazje literackie”, które następnie stawały się wzorami i schematami, w myśl których interpretowano znaleziska. Często dowolnie łącząc je ze sobą, kojarząc i zestawiając w serie – jak w przykładzie, który podaje Autor: „Symbol ten [znak w kształcie litery V], będący zdaniem Gimbutas przedstawieniem kobiecości i wody, miałby ją [„Ptasią boginię”, jedną z postaci Wielkiej Bogini; WJ] także wiązać z niedźwiedziem, jako że przedstawienia tych zwierząt były często zdobione w ten właśnie sposób [...]” A więc, mając w umyśle pewne koncepcje, badacze szukali w materiale archeologicznym (historycznym, etnograficznym) potwierdzeń dla tych koncepcji – znany poznawczy błąd!
Także znakomity jest moment, kiedy Szymkiewicz (w ślad za cytowaną inną autorką) kojarzy wiarę Marii Gimbutas w matriarchat i religię Wielkiej Bogini z jej doświadczeniami wojennymi; i szerzej, widzi w poglądach „matriarchatystów-deamagnistów” (że pozwolę sobie tak tu ich nazwać...) wyraz przerażenia powtarzającymi się w XX wieku falami faktycznych zbrojnych „najeźdźców ze wschodu” - Niemców, Rosjan, narodowych socjalistów, komunistów, zagrażających „naszej spokojnej pokojowej rodzinnej Zachodniej Europie”. Które to zagrożenie zmitologizowano i przeniesiono w dawne tysiąclecia, podobnie jak w popularnym „czytadle” znalazło ono swoje odwzorowanie w heroicznych zmaganiach szlachetnych Gandalfa, Froda, Aragorna ze straszliwym Sauronem-Sarumanem i jego zezwierzęconymi hordami.
Szymkiewicz uświadamia to swoim czytelnikom i apeluje – o co? - najkrócej mówiąc, o wierność nauce, dla której „tylko prawda jest interesująca” (kto to powiedział?). I to, żeby badacze nauczyli się widzieć własne uprzedzenia i uświadomili sobie, w którym miejscu kończy się nauka, a zaczyna uprawianie „pod płaszczem nauki” czegoś w rodzaju religii... lub poezji lub innej artystycznej twórczości. Niestety, w obszarze o którym pisze Autor, literacka fantazja i quasi-religijny zapał beznadziejnie mieszały się z poznawczym programem nauki.
Dodam od siebie: poetom, literatom i innym artystom, jak również prorokom i szamanom WOLNO wytwarzać treści i wizje z niczego. A nawet jest to dla nich (dla nas!) powodem do chwały. Ale gdy podobnie postępują ludzie nauki, to... co? - To nimi przestają być. I łudzą innych.
Parę innych ciekawych idei też jest w tym tekście – dla mnie po prostu genialnym.
I tu mój problem: w Internecie Maciej Szymkiewicz istnieje TYLKO jako autor dwóch tekstów (tego i „Koncepcja czasu w kulturze Normanów”). Ani przez Google ani Facebook nie znalazłem nic więcej o nim, a w szukaniu przeszkadzają inni Macieje Sz. którzy tym M.Sz., archeologiem nie są.
Czy ktoś zna Macieja Szymkiewicza? Archeologa? Czy ktoś coś o nim wie?
◀ Ośrodek czyli hardkor ◀ ► Indoeuropejczycy nie byli potworami ►
Komentarze
Pozdrawiam ciepło
Aneta
Kontynuuję szukanie MS...
Choć, jak już pisałam, ani nie jestem feministką, ani specjalnie nie wierzę w istnienie matriarchatu jako ustroju poprzedzającego patriarchat (w sensie historycznym) ;)
Pozdrawiam ciepło
Aneta
Ważniejsze jest to co pod tym się kryje. To mianowicie, że Szymkiewicz odkrywa, że zdarza się, że w obrębie nauki odbywa się "dyskurs" daleko wychodzący poza normy nauki i mający cechy POEZJI lub RELIGII, jak kto woli.
I właśnie tak (wg Szymkiewicza, a nie mam powodu mu nie wierzyć) działo się z matriarchatem, Wielką Boginią i Starą Europą. Koncepcje wzięte spoza nauki, w istocie "poetyckie" twory wyobraźni, zdominowały naukowy przedmiot.
Naprawdę radzę przeczytać jego artykuł, przyznaję, długi i niełatwy - ale czy musimy poprzestawać na tym co krótkie i łatwe?
Jeszcze o moich poglądach. Matriarchat, Wielka Bogini i Stara Europa nie bardzo mnie grzeją ani ziębią, bo zawsze miałem te koncepcje za poezję, nie za obraz rzeczywistości sprzed tysiącleci. Mnie nie przeszkadzają, bo sam uprawiam taką "poezję", patrz moje teksty o herbach i o zwierzętach mocy. I traktuję to jako poezję. Ale jeśli ktoś swoją poezje przedstawia jako wyraz naukowego poznania, to jest nadużycie, oszustwo - jak kto woli. Z tego powodu Castanedzie odebrano tytuł doktora, bo usiłował chytrze swoją poezje przedstawić jako naukę. (Do tego dochodzi inna sprawa: naukowców opłacamy z własnych podatków, poetów nie musimy.)
Oczywiście poezja ma swoją wartość i nie jest tak, żebym wołał: nauka si, poezja no. Sam jestem poetą (w nazwanym tu sensie), nie naukowcem. Ale naukowcy i nauka po to są, żeby nam dostarczać wiedzy pewnej i opartej na faktach. M.i. po to, żebyśmy my poeci wiedzieli, do jakiej granicy wolno nam szaleć.
Ale bardzo mi się podoba teza o potrzebie oddzielenia historii/faktów od religii/poezji.
Mam jednak dwie wątpliwości:
Pierwsza: to, że matriarchat (być może) nie istniał, nie wyklucza moim zdaniem istnienia kultu Wielkiej Bogini (tu pojawia się pytanie: czy byłby on wtedy faktem historycznym?). Może natomiast dotyczyć jego zasięgu i powszechności. Innymi słowy: oddzieliłabym te dwie kwestie. Pomieszanie treści i zakresu. I uważam, że ci, którzy je połączyli (może głównie te?), narobili dużo szkody.
Druga: co do dogmatu, że naukowców (mówię tu głównie o dziedzinach, jakich dotyczy rozmowa, ale nie tylko) musimy opłacać z podatków a np. poetów nie. To kwestia umowy społecznej ;)
Pozdrawiam ciepło
Aneta
Pochówki umieszczone były w obrębie domostw pod wspomnianymi już platformami. Maksymalna liczba pochówków znana z jednego budynku to 62 (Hodder 2004:81, 83) choć znane są także takie, w których nie występują żadne pochówki. W przeciętnym domu pochowanych było około 8 osób.
i jaki był średni czas życia tych ludzi? albo jak musieli być sprawni, że:
str 37
Domostwa, zakładane na planie prostokąta, pozbawione były drzwi i okien, a cały ruch odbywał się po dachach wysokich na około 3 metry budynków. Także z dachu prowadziło w dół jedyne wejście do budynku.
(Patrz wyżej, pytanie Edyni o pochówki pod podłogą i chodzenie po dachach.)
Ja bym jeszcze chętnie powitał pracę (niekoniecznie naukową, może być poetycka, byle oparta na solidnych podstawach a nie na wyobrażeniach) która by poddała analizie, jaki byłby świat, gdyby zamiast mężczyzn rządziły w nim kobiety. Bo mnie się zdaje, że byłby równie obłąkany co ten, który mamy, choć obłąkany inaczej.
Po pierwsze: jakie ma znaczenie (inne niż historyczne) dla teraźniejszej czy - ewentualnie - przyszłej organizacji społeczeństwa fakt, czy matriarchat istniał, czy nie?
Po drugie: każde uogólnienie (np. świat rządzony przez kobiety - świat rządzony przez mężczyzn) zakłamuje - w moim pojęciu - obraz rzeczywistości i prowadzi do nadużyć oraz podziałów/walki (lepszy/gorszy, kat/ofiara). Nie prościej byłoby się dogadać poza/ponad podziałami i współdecydować, koncentrując się na teraźniejszych zasobach i przyszłych celach zamiast na walce wzajemnej albo porozumieniu opartym na posiadaniu wspólnego wroga?
Tak, wiem, jestem naiwna :(
Aneta
Kilka z dziesiątek źródeł, niektóre bardzo niepochlebne dla matriarchatu:
J.J. Bachofen, „Matriarchat” (podstawa).
E. Fromm, “Miłość, płeć i matriarchat” (mocno bazuje na Bachofenie).
L.H. Morgan, „Społeczeństwo pierwotne, czyli badanie kolei
ludzkiego postępu od dzikości przez barbarzyństwo do cywilizacji”
W. Schmidt, „Matriarchat”
Z. Krzak, "Matriarchat – Patriarchat. Subkultura ojca, subkultura matki”.
Z. Krzak, „Od matriarchatu do
patriarchatu”.
A. Chybicka, M. Kazmierczak, „Kobieta w kulturze – kultura w kobiecie. Studia interdyscyplinarne” (genderowe ujęcie).
Pozdrawiam
Aneta
Co jeszcze: Koncepcja Bachofena-Krzaka stanowi, że skutkiem (pierwotnego) rolnictwa było podwyższenie pozycji kobiet, czyli w skrócie, matriarchat. Dopiero wynalazek hodowli i handlu poskutkował przewagą mężczyzn. Tymczasem Sarah Hrdy w książce "Kobieta której nigdy nie było" (1981, pol. 2005) stawia tezę, że "ostry" patriarchat, czyli faktyczne zniewolenie kobiet, był dopiero właśnie skutkiem rolnictwa. Zupełne odwrócenie poglądu "matriarchalistów".
Podobnie jak mam duże wątpliwości, co do tego, że dziś mamy patriarchat (sąd ogólny) i że ewentualnie jest to złe (sąd wartościujący). Bardzo duże wątpliwości.
Wiem jednak na pewno, że nauka wielokrotnie stawiała błędne tezy, co stanowi dowód na to, że nie jest nieomylna - niewątpliwie z powodu czynnika ludzkiego. Jest też - w moim pojęciu - naturalnym efektem i zarazem dowodem na to, że jako gatunek ewoluujemy. Mamy nie tylko większą, stopniowo weryfikowaną wiedzę niż nasi przodkowie, ale też coraz wyższą świadomość indywidualnego JA - przy okazji uważam również, że coraz mniejszą świadomość MY, choć jest ona wpisana w naszą historię gatunku i tzw. "mózg limbiczny". Jednocześnie myślę, że na niektóre pytania nigdy nie odnajdziemy odpowiedzi. Uwzględniając to, co przeczytałam (i przedyskutowałam), między innymi w różnych opracowaniach dotyczących teorii ewolucji, ale także u Bachofena, Engelsa, Krzaka czy Hrdy, dla mnie są to struktury współistniejące. Mając świadomość zarówno własnych ograniczeń, jak sprzeczności opinii fachowców, wyciągnęłam wniosek, że "ustroje" matrylinearny i patrylinearny były/są równoległe, choć zapewne z przewagą jednego lub drugiego zarówno na płaszczyźnie czasu, jak i przestrzeni.
Chciałabym natomiast znaleźć odpowiedzi na pytania:
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) udowodnienie, że matriarchat istniał?
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) udowodnienie, że matriarchat nie istniał?
- Co zmieni (co dobrego dla nas wszystkich, żyjących tu i teraz przyniesie) oddzielenie nauki/faktów od religii/poezji?
Pozdrawiam ciepło
Aneta
Wybacz, Wojtku.
A.
A KOŚCI są naszym sprzymierzeńcem: praktykujemy wizualizacyjne rozbieranie się do gołego szkieletu; patrz zresztą: "Przywrócenie naszych przodczych kości" - kość miła szamanom tak samo jak bębęn, kość z kości.
Cierpienie już przerabialiśmy - brak wartościowych wyników każe odrzucić tę drogę.
Pozdrawiam! ~Wojtek
To jak z gangreną, trzeba dotrzeć do zdrowej tkanki i wpuścić dużo tlenu i światła. Organizmy (społeczne też) mają niesamowitą zdolność regeneracji :)
A.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
