zdjęcie Autora

25 maja 2014

Ewa Motyka

Serial: W ciemności
Notatki z maja

Kategoria: Pytania i granice

◀ Dryfujący myślonauta ◀ ► Wdzięczność ►

Notatka z 18 maja 2014

Dlaczego unikam uruchamiania wyobraźni? Obezwładniam pojawiający się obraz przez choćby proste przeniesienie uwagi na dziejące się i będące wokół, w tym właśnie czasie. Albo rozmontowuję obraz na czynniki pierwsze( tu miewam wątpliwości, czy to aby czynniki pierwsze),  wskazując sobie samej, skąd jego elementy w tej składance, w takiej, a nie innej konfiguracji.  Te zabiegi, i owszem, przynoszą ulgę, gdy obraz nachalnie rozpycha się, uderzając we wzniesione, wybudowane i nadbudowane - przyznaję - usiłowania bycia w porządku wobec siebie z innymi. Łatwo tu stracić mentalną równowagę i mnóstwo czasu. Ćwiczenie pomaga w coraz bieglejszym posługiwaniu się metodami.

Zastanawiam się jednak, skąd  ta tendencja do omijania tworzonych obrazów, skomponowanych z elementów  percypowanych przeze mnie i percypujących mnie w zapętlonym wielokrotnie, przez czas i przestrzenie, przepływie informacji, wzajemnie między nami  i  z nas wspólno – oddzielnych do świata.  Przecież taki natręt z wyobraźni niczym niezwykłym nie jest. Twór to nasuwający się zgodnie z prawidłowościami działania żywego umysłu. Rozmiary i gatunek s-twora mogą zależeć, między innymi od doświadczenia, wykształcenia i czego tam jeszcze. Da się „toto” przebierać w różne szmatki, pędzić przez wieki, cywilizacje upadłe i przyszłe, dowolnie ze sobą zestawiać, mieszać w konfiguracjach zapierających dech w piersiach lub opowiedzieć prostymi słowy, a jakby na nowo.  Dlaczego nie chcę tego robić? Z rodzaju pychy, że nie będę tak dobra jak ktoś, kogo podziwiam? Z lenistwa? Z niejawnego podkutego obcasami przekonania, które wyważa wciąż zamykane przed sobą drzwi; przekonania, że to, co pomyślane  w obrazach, nazwane w słowach, nawet ot tak sobie, niesie się dalej, żyjąc niezależnie pozornie, a dzierży mnie w swoich szponach, więc tracę poczucie kontroli?

Wydobywać w jakiejś formie twórczości te obrazy na jawę, włączenie w nią, by były kolejnym odbijanym w spojrzeniach fantomem.  Bardziej, mocniej, więcej, energetyczniej, ekstatyczniej? Po co? By poczuć się kimś wyjątkowym, czy mieć złudzenie bycia zrozumianym?  Wolę pielęgnować od niechcenia, niewerbalizowaną, niezobrazowaną - na co dzień - myśl bycia rozumianym bez słów i tworzonych kształtów.Czy to kolejny sposób na uniezależnianie się od? Więc może to z potrzeby wolności wciąż sobie zabieranej i zwracanej...

Ostatnio wracałam samochodem  z Poznania jako pasażerka.  Prowadziłam z kierowcą spokojną  konwersację na wspólne tematy. Cisza  mi nie ciążyła. Była obok, więc wchodziłam w nią, po wypowiadanych słowach, z nadzieją na dłuższy  pobyt. W czasie jednej z takich pauz od zdawkowego dialogu, narzucił się mi kompletny obraz ( nie ciągnęłam, nie rozwijałam go): Czerwone, bijące mięso serca w wielkim pomieszczeniu (może to było wnętrze jakiegoś ogromnego ciała?) o ścianach z pełgającego ognia.  Z serca zaczęły wypływać/tworzyć się włókna, a może liny, w rodzaju tętniących pępowin; spływały w rodzaj siatki podczepionej bezpośrednio do serca, nieregularnej, w jakiś sposób nieestetycznej (biorąc miarę cielesności, mającej dość określone kształty), bo włókna, tworzące liny, nie na wszystkich swych odcinkach splatały się w jedno ze sobą;  wisząc  strzępami - budziły jakąś grozę i niebotyczny smutek egzaltacji. Siatka miała nierówne oka. Można było po niej, mimo łachmaniących się strzępków, wchodzić  i schodzić – wiedziałam to, z pewnością, od razu.

Ucięłam  obraz – nawykowo – jak niejeden inny.

 Notatka z 24 maja 2014

Spece od funkcjonowania umysłu ludzkiego tudzież powiązania tegoż z wyrażaniem się w świecie zewnętrznym, w relacji do, wiedzą lepiej. Pewnie tak. Warto lepić - z pojawiających się błysków obrazów, narzucających się wbrew woli i świadomości – COŚ – twoją własną opowieść złożoną z odprysków innych opowieści, bo skracając niemożebnie, wy/s-padniesz z o/wy-biegu (sam, na dnie mózgu swego). Poza tym poważnie naruszasz wymianę między sobą nadmuchanym,aczkolwiek jeszcze nie spuchniętym,upajającymi przedkształtami nie dziejących się istności pomiędzy światowych faktów z przedstawień paradoksalnych a Resztą Świata.Choć sam jesteś Resztą Świata w jego przejawach w Tobie.

Być dla siebie łaskawym człowiekiem, wybrać i rozpisać role w alternatywnym świecie. Ileż do zyskania! (wpisywać do woli, co komu potrzebne). Umysł giętki, spójność znikająca z pola widzenia, zastąpiona spójnością chaosu  nie do doznania bez niezapomnianego bólu w głowie po subtelnej pieszczocie wysokich napięć. Bólu zapowiadanego lekkim podmuchem poszumu przechodzącego w huk grzmotu. Tak zapadał się zwyczajny, nudnawy czasem, tracący wyraziste smaki świat.

Dla złagodzenia - radość przynoszona przez żeglugę między zatoczką świadomego a nieprzebytym nigdy do końca morzem nieświadomego. Samotność żeglarza na pełnym morzu zakreślonym horyzontem, w palącym słońcu, tuż przed wzięciem w dłonie wioseł i prowadzeniu swej łódki tam, gdzie WIE, że ma płynąć. Droga wyznaczana jest przez każdą chwilę odbijaną przez ruch wody, wiatru przemieszczającego obłoki na szachownicy, położenie słońca, księżyca i gwiazd.

Czy terapeutyczną moc mają wyłącznie opowieści ujawnione, ubrane w słowa w barwy i kształty? Czy dziejące się w nas tak cicho, że niedostrzegalnie, z wciąż na nowo odrastającymi skrzydłami, utrącanymi,  ze względu na szacunek dla twardej konkretnej namacalnej materialnej rzeczywistości, nie może pozostać w swej nieujarzmionej podziemnej i niebiańskiej jednocześnie magmie?

„Żadna miłość nie ląduje w niebie, zawsze ziemia. Ziemia”.       

Ignacy Karpowicz, Sońka

◀ Dryfujący myślonauta ◀ ► Wdzięczność ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)