14 stycznia 2010
Marcin Hładki
Obłęd w każdym kiosku
Artykuł jest właściwie przedstawieniem książki Hanny Samson "Flesz. Zbiorowy akt popświadomości", ale sięga też do innych tekstów.
Z artykułu:
"[...]drobiazgowość i intymność gromadzonej o nas wiedzy jest kluczem do
skutecznego działania opartego na marketingu konsumpcyjnego
kapitalizmu. Rynkowa gra nie rozgrywa się tu na parkietach giełd
parkietów wartościowych, w centrach obliczeniowych banków i
ubezpieczycieli, portach przeładunku kontenerów z towarem czy nawet w
centrach handlowych. Sceną tej gry jest życie codzienne z całą jego
zwykłością, banalnością i niezauważalnością."
"Jeżeli emocje stają się sprawą rynkową, wyzwaniem dla afektywnego
kapitalizmu jest dogłębne poznanie życia wewnętrznego konsumentów -
dotarcie do strumienia popświadomości[..]"
Tekst
z gazety nie jest bynajmniej napisany w tonie katastroficznym, wydaje
się, że autor zauważa manipulację, jaka jest na nas przeprowadzana
przez zjednoczone siły marketingu, ale traktuje to jako - może nieco
uciążliwy - znak czasu.
Tymczasem jest to dowód na realność niebezpieczeństwa, że przeżycie
"sytuacji granicznej" czy dostrzeżenie "prześwitu" może stać się
trudniejsze, niż było dotąd. Okazuje się, że człowiek, będąc ciągłym
projektem (to Sartre?) , traci kontrolę nad jego (tego projektu) celem
i przebiegiem, ponieważ dostępne w ofercie rynkowej projekty jego osoby są lepsze niż ten,
który mógłby wytworzyć samodzielnie. W końcu zajmowali się nimi
fachowcy z firm marketingowych.
W jakimś sensie nie jest to nowość, zawsze podlegaliśmy różnorakim
wpływom, ale nigdy nie były one tak wszędobylskie. Nawet jeżeli
instytucje jak kk, państwa czy nawet korporacje kształtowały postawy,
to jednak do osiągnięcia celu wystarczało im oddziaływanie na niektóre
tylko aspekty osobowości, wyznaczały ramy, w których można było
egzystować na wiele sposobów, tworząc - w tym ograniczonym zakresie -
siebie samego w sposób jednak autonomiczny. Wydawać by się mogło, że
mamy obecnie w tej dziedzinie więcej wolności niż kiedykolwiek, że
instytucje tworzące te ramy stały się dużo mniej opresywne, siła ich
oddziaływania zmalała, oddaliły się, pozostawiając dużo większe pole
swobody. Problem w tym, że całe to pole jest zagospodarowane
(zadeptane). Każda postawa, którą można pomyśleć, jest już proponowana
jako gotowa oferta rynkowa. Można sobie tę postawę wziąć, za darmo, w
ramach reklamy. Nie trzeba nic kupować, reklamodawcy zupełnie
wystarczy, że zwiększy się szansa sprzedaży, później już działa
statystyka.
Oczywiście kontestacja porządku i powszechnych postaw, tworzenie się
projektu własnej osoby w przeciwstawieniu do powszechnie obowiązujących
zasad także jest eksploatowana przez marketing, więc ta droga nie
pozwala na ucieczkę ze sztucznego świata.
Wiem, że to o czym jest ten artykuł, jest powierzchnią zjawiska o
którym pisze Mirek, czy też jednym z przejawów tej ZAGŁADY. Chyba
rzeczywiście nie ma przed nią ucieczki.
Jednak nie wydaje mi się, że
zagłada cywilizacji będzie cofnięciem się do czasów sprzed kultury.
Nigdy dotąd tak nie było. Wszystkie cywilizacje jakie znamy, upadając,
zostawiały pustkę na bardzo krótko, po co najwyżej kilku wiekach a
zazwyczaj szybciej, na ich gruzach rosły nowe, bardziej dynamiczne i
złożone, a więc bardziej cywilizowane kultury. Jestem przekonany, że to
co nadchodzi, będzie zupełnie nowe, zupełnie obce i będzie się wydawało
zupełnie nieludzkie. Tak, jak łowcom-zbieraczom wydawały się obce i
nieludzkie rolnicze osady.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
