22 czerwca 2014
Kira Rückemann
Pchli Targ - czyli temat bańka
Pchli Targ oraz jego idea Czym jest pchli targ Owczy pęd oraz konsumenckie potrzeby Postrzeganie rzeczy w aktualnych czasach
Pchle targi mają to do siebie, że nie są nastawione na wszystkich... Antyki, pojedyncze przedmioty, stare książki oraz nietypowa biżuteria - to wszystko ma w sobie specyficzny urok...Co roku na Lęborskiej ziemi, odbywa się maraton ekologiczny imienia Tomasza Hopfera - jedna z imprez patronujących aktywności fizycznej pod postacią kolarstwa oraz biegania.
Jednak wielu ludzi w dzisiejszej dobie, skupiając się na pięknie zawartym w sporcie, pomija jeszcze jedno "piękne na swój stary sposób" wydarzenie jakim jest - coroczny pchli targ na terenie miasta Lębork, który to odbywa się zawsze w tym samym czasie co wyżej wymieniony maraton.
Idąc tym tokiem dalej - skupmy się właśnie na idei "Pchlego Targu" oraz tym, co oferował ten Lęborski w dniu dzisiejszym.
Tegoroczna, już szósta edycja - przebiegała i przebiega na spokojnie, bez udziwnień. Jest to impreza skierowana głównie do mieszkańców miasta (i nie tylko), zbieraczy oraz rzemieślników. Wszyscy ci którzy chcieliby sprzedać lub wymienić niepotrzebne przedmioty jak najbardziej mogą wziąć udział w tego typu przedsięwzięciu.
Lęborskie Centrum Sportu i Rekreacji, pełniące rolę corocznego organizatora, udostępnia wszystkim zainteresowanym tak zwane "targowisko", którego rolę pełni Staromiejska - będąca główną ulicą w mieście, prowadzącą na Plac pokoju, gdzie odbywa się co roku maraton T. Hopfera .
"Impreza stanowi dobrą okazję do sprzedaży lub wymiany rzeczy używanych, już niepotrzebnych, a zachowanych w należytym stanie." - Tak organizatorzy tego przedsięwzięcia podkreślają co roku.
Sama zatem - postanowiłam udać się tam, celem wypromowania tarota oraz sprzedaży drobnych rzeczy.
W przeciągu dwóch godzin - co nieco sprzedałam - jednakże obiło się bez większego echa. Takie czynniki, jak pogodowe zmiany, czy też podejście lokalne odbijające się w ludziach - zaniżały sprzedaż nie tylko na moim prowizorycznym stoisku, ale też na kilku innych.
Podczas zeszłorocznej edycji panował niesamowity skwar, a słońce wszystkich wesoło zachęcało do wzięcia udziału w obu imprezach.
Aktualną edycję cechuje to, iż przez dosyć porywisty wiatr, oraz ciemne niebo - ludzie "sprzedający bibeloty" siedzą przy swoich stoiskach może godzinę bądź dwie, po czym zawijają swoje płachty straganowe i kierują się w stronę własnych domów.
Sama od godziny punkt jedenasta przetrwałam zaledwie do czternastej, co rusz poprawiając swoje stoisko oraz napotykając na wzrok gapiów, którzy podczas tegorocznej edycji jedynie spoglądali na różnej maści bibeloty i antyki, bez większego entuzjazmu. Wielu ludzi podeszło z dystansem do tego co oferowałam, wielu ludzi wykazało się ignorancją.
Ale nie wszyscy wykazywali się średnim podejściem.
Udało mi się zaliczyć dosyć ciekawe rozmowy z niektórymi osobami. A to ktoś z innych stoisk zagadywał człowieka - a to miałam okazję spotkać tarocistę spoza okolic Lęborskich (któremu podałam swoje namiary, ucinając sobie do tego pogawędkę na temat ezoteryki oraz neopoganizmu).
Poza widoczną oszczędnością, ludzie wykazali się tym, iż chociaż w miarę możliwości ci "niekoniecznie miejscowi" byli otwarci i rozmowni.
Mieszkańcy jak to mieszkańcy - po nich rozeszło się wszystko bez zbędnego echa.
Przed godziną piętnastą skierowałam się w stronę domu, stwierdzając że po ulicach przechadza się w kółko już ta sama garstka ludzi, widoczna od rana, zaś reszta gawiedzi gdzieś czmychnęła w siną dal.
Pchle targi mają bowiem to do siebie, że nie są nastawione na wszystkich, niczego nowego na nich nie znajdziemy, ale też i niczego typowego. Antyki, pojedyncze przedmioty, stare książki oraz nietypowa biżuteria - to wszystko ma w sobie specyficzny urok i króluje wręcz na takowych targach.
Niska liczba takich corocznych imprez - z dość "wysoką" frekwencją - jest dowodem na to że popularność pchlich targów nie słabnie. Jednak nie rośnie też w zbytnią siłę, czego znakiem rozpoznawczym jest częste "przesuwanie terminów" takowych imprez.
Każdy choć raz powinien zaliczyć pchli targ, oraz imprezy jarmarczne uwzględniające w swym programie właśnie ideę pchlich targów i wyprzedaży staroci. Nie tyle ze względu na specyfikę czy oryginalność tego typu imprez - ale przede wszystkim dlatego, iż warto promować wśród młodszych i całkiem młodziutkich pokoleń tego typu wartościowe imprezy.
Bowiem co poza nowoczesnością i wiecznym pędzeniem naprzód może nam trochę poprawić codzienność i dodać jej kolorytu? Wieczne zakupy w galeriach handlowych oraz liczne okazje cenowe i coraz to nowe i dziwniejsze produkty na rynku? Chyba każdy domyśli się jaka odpowiedź może paść w tym momencie.
Nic, co ludzkie, nie jest nikomu obce - również nie to, co stare i niekoniecznie pędowi poddane.
Każdy "pchli targ" na pewno zalicza się do ubarwiacza codzienności - gdyż ten kto pozna ową specyfikę, pozwoli sobie na chwilę przerwy i zatopienie się we wspomnieniach, co jest dobrą odskocznią od ciągłej bieganiny oraz coraz to większych sklepowych nowości.
Komentarze
Z kolei ja mogę się pochwalić np. "Dziennikami Kurta Cobaina" zakupionymi za... jednego funta.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
