21 maja 2011
Wojciech Jóźwiak
Projekt Zawijawa czyli wspólny zbiór snów
Zawijawa - www.zawijawa.pl - jest to społecznościowy serwis dla miłośników i zbieraczy snów. Zacząłem go budować 5 maja br. (taką datę mają najstarsze skrypty), obecnie (21 maja 2011) jest już w dużym stopniu gotowy - przynajmniej gotowe są najważniejsze funkcjonalności: rejestracja i zakładanie profilu, zapisywanie i edycja snów, komentarze i forum, system tagów-motywów snów, pomoce (helpy). Czytać może każdy (dostęp jest wolny), pisać mogą ci uczestnicy, którzy zarejestrują się (login... hasło...) i założą profil, czyli nadadzą sobie tożsamość w serwisie.
W Zawijawie chcę stopniowo zamieścić własną kolekcję snów, których, po zakamarkach twardego dysku, powinno być kilkaset. Liczę na innych zbieraczy, którzy uczynią podobnie. Nie chowajmy swoich snów: niech świecą!
Czym są sny? Są naturalną, spontaniczną literaturą. Na literaturę mamy pogląd taki, że jest to coś, co wymaga namysłu - że dzieło literackie jest wymyślone. Jest sztuką, więc jest sztuczne. W tych określeniach jest zarazem plus i minus, podziw i deprecjacja. Podziwiamy talent autora do wymyślania, ale jednocześnie lekceważymy dzieło literackie jako coś sztucznego. Sztucznego, więc nierzeczywistego, nieautentycznego. Sny są tego przeciwieństwem. Nie są wymyślane ani układane, lecz same się spontanicznie dzieją. Są wynikiem nie-działania. Człowiek (ten który śni) nie jest ich twórcą, tylko ich miejscem zaistnienia. Ich kanałem, ich czennelem, przez którego one się jawią.
Sny jako dzieła literackie (bo takimi są!) zaspokajają nasz głód autentyczności, głód nie-wymyślenia. Są achejropojetami, czymś nie-ludzką-reką-zrobionym.
Kto je nam nadaje? Starożytni uważali, że bogowie - przynajmniej niektóre sny. Tak wierzyli nie tylko Grecy, ale i Żydzi, wśród nich twórcy chrześcijaństwa, czego dowodem moment w Ewangelii wg Mateusza, gdzie Bóg poprzez zręcznie zesłany sen nakazuje św. Józefowi uciekać do Egiptu przed siepaczami Heroda. Widać nikogo z oryginalnych czytelników Ewangelii nie dziwiło, że św. Józef pod wpływem snu podejmuje tak ważne dla życia swojego i rodziny decyzje. Również Trzej Króle skutkiem snu zmieniają trasę podróży - widocznie było ówczesną normą przekonanie, że Bóg i jego aniołowie kanałem snu gęsto instruowali swoich wybrańców.
Tego czegoś, co w nas i przez nas śni, nie chcę nazywać zbyt pochopnie. Termin podświadomość zużył się bardzo, a i dawniej niewiele znaczył. Ja zwał tak zwał, w snach mamy do czynienia z innym umysłem, z inteligencją odmienną od tej, którą umieszczamy we własnym JA i z którą się utożsamiamy. Inteligencja spoza "ja", to coś transpersonalnego - jak zręcznie Stanisław Grof nazwał to w nas, co spoza nas samo przychodzi.
Czynniki transpersonalne w psychice, to nowocześniejsza nazwa tego, co od wieków nazywało się duchami i z czym pracowali szamani różnych regionów i epok, niezależnie jak ich nazywano. Tak więc praca ze snami, w tym komunikowanie się poprzez sny z tym, co transpersonalne, jest istotą zajęć szamanów. Jeśli chcemy przywrócić "nasz" szamanizm, droga do tego idzie przez sny.
Podobieństwo snów, tych naszych, z dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, do treści świata szamanów, jest zdumiewające. Są sny, w których rozpoznaje się szczegółowe instrukcje do magicznych działań, gdzie śniący uczeni są tajemnych praktyk, poddawani inicjacjom, w ich umysły (i czytelników ich snów) pompowana jest korzenna szamańska wiedza. Tak dzieje się noc w noc, w głowach milionów. Ta wiedza przychodzi do nas i w ogromnej większości odbija się od naszych świadomości jak fala od falochronu. Wraz z naszą kulturą nie umiemy przyjąć i przyswoić tej wiedzy. Źródło jednak jest wytrwałe, niby Słońce w swoim świeceniu, i nie zraża go nasza tępota.
Czego sny chcą od nas? Co znaczą? Przyjęło się je redukować do pewnych użyteczności. Co nie dziwi, bo nawyk szukania w czymkolwiek "korzyści" mamy potężnie wdrukowany. Pierwszą ich użytecznością - bardzo racjonalną! - ma być to, że są objawami pewnych procesów dziejących się w naszym organizmie, w naszym zdrowiu. Mają ostrzegać o chorobach, być skutkiem przemęczenia, zatrucia, urazów z przeszłości, z dzieciństwa itp. Tak oczywiście może być i bywa. Ale dla zrozumienia wartości snu jako przekazu ma znaczenie zerowe.
Druga redukcja do użyteczności to szukanie w każdym śnie proroctwa, zapowiedzi czegoś, co się wydarzy w przyszłości. Śniło mi się to a to - co mnie czeka? To jest odchylenie sennikowe, i w senniki nie chcę iść, chociaż oczywiście tym, którzy chcą się w to bawić, nie zabraniam. Także szukanie w snach życiowych rad, pouczeń, ostrzeżeń, rozwiązań problemów, może być i bywa niekiedy praktycznie wspierające, ale dalej "to nie jest to", ponieważ do zrozumienia snu (snów) nie zbliża.
Sen "służy" do tego, żeby go poznać. W tym zawiera się jego wartość. Jest jak dzieło sztuki - jak obraz, wiersz, rzeźba, film - które przeżywasz, w którego sens się (na dłużej lub krócej) włączasz, pod które się podpinasz, i które cię informuje, inspiruje, wywiera duchowy wpływ i przemienia.
Ale sen jako dzieło sztuki jest czymś dziwnym. Bo jest dziełem sztuki ale jednocześnie nie jest. Japończycy wynaleźli sztukę "kamieni widokowych" (zob. np. www.bonsai-nbf.org/site/viewing_stones.html) - są to kamienie lub odłamki skał znajdywane w naturze, w terenie, i przez znalazców-obróbców zaledwie osadzane na podstawkach. Zamysł artysty polega tu nie na stworzeniu przedmiotu, tylko na jego zobaczeniu w terenie, znalezieniu i pokazaniu innym. To dobry wzór dla snów. Tak samo ich nie - sztucznie, z zamysłem i planowo - sporządzamy, lecz nasza rola jest dużo skromniejsza: zaledwie je zauważamy. I pokazujemy, udostępniamy, znajdujemy w nich sens i ten sens nazywamy.
Są sny (moje i przez innych śnione) dla których mam dług wdzięczności. Które mi pokazały coś, czego wcześniej nie wiedziałem, nie zauważałem. Z takim nastawieniem, mam nadzieję, będzie rozwijać się Zawijawa.
Samo słowo Zawijawa, które po polsku kojarzy się zawijaniem, ale i z jawą, sugerując, że sen to taka "zawinięta (w różne iluzyjne zasłony...) jawa", jest nazwą gwiazdy Beta Virginis w gwiazdozbiorze Panny i w tymże znaku zodiaku. Zapamiętałem ją, bo leży w pobliżu ekliptyki i descendentu mojego horoskopu, czyli astrologicznie odpowiada za moje relacje z ludźmi. Mam nadzieję, że to jest dobrą wróżbą dla Projektu Zawijawa. Dziwne to słowo pochodzi z języka arabskiego (jak większość nazw gwiazd) i znaczy(ło), podobno, "zaułek szczekającego", które to tłumaczenie z powodu braku sensu bywa odrzucane: być może prawdopodobniejsze jest pomylenie tej nazwy z jakąś podobną. Nie znając arabskiego nie mam tu własnego poglądu.
O postępach Zawijawowych prac nad snami będę informował w miarę.
Wojciech Jóźwiak
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
