24 kwietnia 2016
Wojciech Jóźwiak
Przeciw dochodowi podstawowemu
Oryginalnie zamieszczone na Facebooku 16 kwietnia 2016 godz. 9:00, re-publikowane tu, ponieważ FB ma krótką pamięć.
1) DP* podzieli mieszkańców danego kraju na pobierających DP i nie-pobierających, np. mieszkających tam nie-obywateli.
[*Nazywany także/częściej BDP, Bezwarunkowy Dochód Podstawowy.]
2) Nie-pobierający DP (np. nie-obywatele) będą musieli nieproporcjonalnie wiele pracować zarobkowo, żeby dogonić poziom życia pobierających DP.
3) Jeśli DP będzie wprowadzany w krajach UE, wprowadzi dodatkowe podziały pomiędzy krajami UE i ich obywatelami. Obywatel Polski będzie dostawał DP niższe np. 5 razy niż obywatel Finlandii.
4) Obecnie jakiś niewielki procent mieszkańców deklaruje, że po wprowadzeniu DP przestaną pracować, ale gdy już DP zostanie wprowadzony, procent niepracujących będzie systematycznie rósł, ponieważ zanikać będzie tradycja pracy i utrzymywania się z pracy.
5) Równolegle rozpowszechniać się będzie tradycja nie-utrzymywania się z pracy, życia bez pracy zarobkowej.
6) Ponieważ podstawowe potrzeby mieszkańców zostaną zaspokojone przez DP, przedsiębiorcy w większym stopniu zatrudniać będą pracowników bez wynagrodzenia, np. pod pozorem stażu, kształcenia lub innych nadziei na przyszłość lub „honorów”.
7) Imigranci z krajów, gdzie nie ma europejskiej lub dalekowschodniej tradycji pracy, będą masowo żyć z DP i nigdy nie nauczą się pracować. Co pogłębi podział między nimi a „białymi”, skutkujący rasizmem itp.
8) Imigranci utracą możliwość integracji ze społeczeństwem gospodarzy przez pracę i włączenie się do pracującej części społeczeństwa.
9) Powstanie i narastać będzie podział i antagonizm między pracującymi i „żyjącymi na własny rachunek” a nie-pracującymi i utrzymującymi się tylko z DP. Ci drudzy będą nazywani darmozjadami, ci pierwsi będą oburzać się, że tamci żyją na ich koszt. (Kolejny powód dla „walki klas”.)
10) Będzie stały nacisk na podnoszenie DP. Obietnicami podniesienia DP politycy będą wygrywać wybory. (Politykom jest bardzo trudno wycofać się z praktyki rozdawania pieniędzy i ograniczać tę praktykę.)
11) Rząd będzie uporczywie podnosić podatki i zaostrzać restrykcje przy ich ściąganiu, i tym kosztem obciąży pracujących, przez co coraz mniej będzie opłacało się pracować. Prowadzący drobne interesy będą je zwijać. Duzi przedsiębiorcy będą przenosić działalność do krajów, gdzie DP nie ma i wyprowadzać dochody za granicę.
12) DP jest niesprawiedliwy dlatego, że nie może być powszechny. Wyobraź sobie wprowadzenie jednolitego DP dla wszystkich ludzi na świecie.
Komentarze
Ad. 1) Wcale nie jest powiedziane, że to jest najgorszy z LICZNYCH OBECNYCH PODZIAŁÓW, w tym także EKONOMICZNYCH.
Ad. 2) Trudno to w tej chwili rozstrzygać, gdyż zależeć to będzie od wysokości DP oraz od wysokości zarobków niepobierających DP.
Ad. 3) DP nie będzie tworzył dodatkowych podziałów między różnymi strefami ekonomicznymi, gdyż on sam i jego wysokość będzie zależał właśnie od ekonomicznych kryteriów podziału na te strefy. DP możliwy jest jedynie w strefach zamożnych. Nawet w komunie go nie było.
Ad. 4) Wszystko zależeć będzie od aspiracji jednostek i grup. Jeżeli ktoś na przykład będzie chciał posłać swoje dzieci na studia albo kupić coś, na co DP nie wystarczy, to będzie musiał na to zarobić. DP jest przede wszystkim dla tych, którzy nie zarabiają w ogóle albo zarabiają bardzo źle. Można go uznać za swoiste wyrównanie szans (skoro na inne jak dotąd chrześcijańsko-liberalna Europa się nie zdobyła). (Poza tym: będą zawsze grupy, które nie będą chciały DP, na przykład politycy.)
Ad. 5) Tradycja nie-utrzymywania się z pracy nie musi być czymś złym, zależy co ludzie będą robić w czasie wolnym od pracy. Poza tym: szlachta przez setki lat nie pracowała przecież (nie wywiązując się przy tym często (także w Polsce) ze swoich obowiązków obronnych; a szlachcianki to już w ogóle się o... bijały!).
Ad 6) Przedsiębiorcy bez DP zatrudniają kiedy tylko mogą na bezpłatnych stażach itd. Dużo tu jednak zależeć będzie od prawodawstwa.
Ad. 7) Zależy od wysokości DP - jeśli będzie odpowiednio wysoki, to pozwoli imigrantom na życie na pewnym poziomie, rozwój itd.
Ad. 8. Zob. ad. 7).
Ad 9) Walka klas trwa, a praca miliardów ani trochę jej nie zmniejsza. Jeśli coś ją zmniejsza, to właśnie lewackie pomysły (dostęp (nierzadko bezpłatny) do szkolnictwa, służby zdrowia itd.). To może wcale nie jest taki zły pomysł, ten DP, bo wtedy bogacenie się będzie możliwe dopiero po zapewnieniu DP, a jego podnoszenie będzie narzędziem na zmniejszanie ogromnej różnicy ekonomicznej między najbiedniejszymi (nierzadko ciężko pracującymi), a najbogatszymi, na których zdaje się nie być rady.
Ad. 10) Ktoś będzie musiał wypracować środki na DP, wiec albo ten system się załamie, albo się go zracjonalizuje. ŻEBY DAWAĆ, TRZEBA MIEĆ.
Ad. 11) Zob. ad. 10.
Ad. 12) Większość jeśli nie wszystkie eruro-amerykańskie prawa i przywileje nie są powszechne. Nie martwimy się tym wszak.
---
A teraz już całkiem poważnie: problemem nie jest DP ale dystrybucja zysków, taka która zmniejszy liczbę wykluczonych i da ludziom większe poczucie bezpieczeństwa (przy założeniu, że zależy im właśnie na tym, bo nie jestem wcale tego pewien).
I jeszcze: dodam, że ciągle są grupy, które mają zagwarantowane coś w rodzaju DP bez pracy. Np. księża.
Niestety tutaj widzę Polskę jako zagłębie pracowitych mrówek tyrających za miskę zupy na cudzy dobrobyt.
Postawi się jeszcze w Polsce kilkaset montowni zachodnich firm, ściągnie z milion imigrantów, jeśli krajowców zabraknie, i pieniądze na DP ktoś wypracuje.
DP jest kuszący dla bogatych krajów które już teraz wyprowadziły swój przemysł do miejsc gdzie praca ludzka jest tania, i tam zdobywają swój dochód narodowy.
Polski model gospodarczy jest całkowicie odwrotny, nikt na świecie dla nas nie pracuje, to my po rezygnacji z własnego przemysłu i handlu pracujemy na innych.
Punkt 2 jest konsekwencją punktu 1.
Punkt 3. Mówiąc bardziej konkretnie: jeśli w krajach UE BDP zostanie wprowadzony na poziomie państw członkowskich, to będzie niesprawiedliwy, ponieważ Fin w Finlandii będzie go dostawał 4, albo 7, nie wiem, razy większy niż Polak w Polsce albo Bułgar w Bułgarii. A jak Bułgar pojedzie do Finlandii zgodnie z unijną zasadą swobody osiedlania się? Będzie dostawał BDP bułgarski, który mu tam nie starczy na papier toaletowy, czy fiński? Jeśli fiński, to będzie bodziec, żeby WSZYSCY Bułgarzy przenieśli się do Finlandii. Więc raczej trzeba wprowadzić jednolity BDP w całej Europie? Wtedy cała biedniejsza część Europy mogłaby żyć z tego euro-DBP na wyższym poziomie niż teraz z pracy! Wtedy Zachód brałby nas, wschodnich na swoje utrzymanie. Znów absurd.
BDP odrzuca, rujnuje tę zasadę. Odrzuca etos pracy.
W systemie z BDP pozostanie kategoria ludzi, który również obecnie są najbardziej sfrustrowani (wkurwieni), czyli ci, którzy mają etos pracy i którzy zap...ają -- a przy tym nie mają z tego nic albo dużo mniej niż w swoim wyczuciu powinni.
Już widzę tych, którzy w systemie z DBP próbowali pracować czy robić interesy, podnieść się ponad DBP-średnią... -- i jakoś nie wyszło, i teraz z trzaskiem spadają na poziom życia na gołym DBP. Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że DBP będzie stabilizować życie "średnie" i oduczać aspiracji.
Btw. Artur Krół pisze w swoim blogu, dlaczego nie potrafimy rozmawiać o pieniądzach: http://blog.krolartur.com/dlaczego-nie-potrafimy-rozmawiac-o-pieniadzach/ . Polecam.
Natomiast w pojedynczych przypadkach jest realny. Np już z 10 lat temu Norwegia osiągnęła stan w którym dzięki dochodom z ropy Norwegowie mogliby przestać pracować, tak jak obywatele Kataru. Musieliby jednak płacić ciężkie pieniądze ludziom trudnym do zastąpienia przez imigrantów, czyli budżetówce.
Dla nas DP to są cuda na kiju, absolutnie poza zasięgiem.
Tam też zwracam uwagę, że wprowadzenie tego mechanizmu redystrybucji dochodów wymagałoby wysokiego poziomu poczucia solidarności społecznej w obrębie danego państwa. Czyli chęci bezinteresownego dzielenia się z innymi, więc wysokiego poziomu "dobra" -- czyli tego, co zakładamy, że istnieje, w obrębie kochających się rodzin.
A mnie się wydaje, że BDP to konieczność przyszłości. A ten artykuł i ta dyskusja pokazuje, ile problemów mamy przedtem do rozwiązania. Nie obawiałbym się, że ludzie nie będą chcieli pracować. Skoro dziś jest tak wielu, którzy stawiają sobie pałace, jeżdżą na luksusowe wczasy za granicę i tak dalej, to znaczy, że wielu będzie takich, którym to nie wystarcza i pracować będą. Wielu będzie pasjonatów, którzy pracować będą. Wielu będzie takich, którzy nie będą mogli usiedzieć w miejscu i pójdą do pracy. A co do tego, że na przykład ja będę pracował na darmozjadów? Po pierwsze, i tak pracuję na wielu darmozjadów. Po drugie, jeśli tym sposobem uwolnię ludzi od lęku o dochody, zmniejszę marudzenie na bezrobocie, jeśli zmniejszy się skala wciskania ludziom bezwartościowych produktów żeby mieć z tego dochód, jeśli różni pseudofachowcy mający dwie lewe ręce do roboty będą siedzieć w domu zamiast swojej pseudopracy - to już wolę pracować na darmozjadów.
Brazylia to natomiast inna sprawa - nie tylko położona daleko, hen za oceanem - ale tam program "Bolsa familia" istnieje od lat, sprawdza się dość dobrze. Jednak obecnie obserwujemy tam jakąś "padgotowkę" do kolorowej rewolucji, jeśli wysadzą rząd i na jego miejsce przyjdzie amerykańska agentura, to najpewniej ci nowi zwiną ten program
By żyło się lepiej. Korporacjom
Tak jak pisałem: wprowadzenie BDP byłoby w bogatych krajach po prostu uproszczeniem obecnych systemów opieki społecznej. Tyle, że tych wszystkich etatów zredukować chyba się tak łatwo nie da - zbyt silny byłby opór urzędniczego lobby.
Bezwarunkowy dochód podstawowy – co rozwiąże jego wprowadzenie
(Jednak chyba mój dawny termin "renta powszechna" był lepszy. Bo słowo "dochód" sugeruje, że jest to "dochód z czegoś", z jakiejś działalności. A to jest renta, jak u rentierów renta z kapitału. Tylko tu tym kapitałem jest całość bogactwa danego państwa.)
(Natrafiam w necie na glosy afirmujące BDP/RP, ale chcę znaleźć dalsze argumenty krytyczne.)
Myślę, że tak będzie lepiej niż było poprzednio: bo 1 komentator będzie mógł dokończyć zbyt długą (obciętą) notkę, a jednocześnie powstrzyma to miłośników monologów. (Wciąż wyznaję zasadę, że Precz Z Monologami!)
Niestety to bogactwo zwykle jest powiększone o dochód z eksploatacji państw słabych, które poza prostą silą roboczą niczym nie dysponują gdyż pozbyły się swojego handlu, przemysłu i bankowości.
Ostatecznie DP krajów Zachodu będą musieli w znacznym stopniu wypracować Polacy, i inni pechowcy.
Większość niestety wytwarza swój dochód w mniejszym lub większym stopniu w ubogich strefach zewnętrznych (montownie, przejęte sieci handlowe, udziały w bankach).
Chyba szczytem sprytu jest wykupienie zasobów wodnych głupiego i biednego kraju po czym sprzedawanie wody tubylcom.
Z BDP wiąże się trochę więcej kwestii niż to, że ktoś będzie dostawał pieniądze bez pracy (bo jak wynika z załączonego artykułu, praca może temu towarzyszyć).
Ja zresztą jestem zwolennikiem, przynajmniej na razie, BDM - bezwarunkowego dochodu maksymalnego.
>>> Ja zresztą jestem zwolennikiem, przynajmniej na razie, BDM - bezwarunkowego dochodu maksymalnego.A ja nie, bo to jest totalitarna utopia. Mało to się różni od "komunizmu wojennego" albo łagiernego.
Nie wiem, Radku, jakie masz/miałeś (Present Perfect!) doświadczenia z zarabianiem. Czy utrzymywałeś się z bezpośredniego kontaktu z rynkiem? Pytam dlatego, ponieważ lewicowe pretensje o "godziwe zarobki" i dostatecznie wysoką "płacę minimalną" powstają tylko/głównie u pracowników najemnych, którzy sprzedają swój czas do dyspozycji "zewnętrznego podmiotu". Wtedy zawsze będą mieć pretensję o to, że płacone im jest za mało, że "kapitalista" sam wszystko "im" zabiera, że są wyzyskiwani itd. Tak się dzieje szczególnie w branżach, gdzie pracownik jest z "kapitalistą" (którym może być także rząd) związany niemal dożywotnio. Jesteś w całkiem innej sytuacji, kiedy swój towar (najlepiej gdy przez siebie wytworzony) sprzedajesz na rynku. Na gołym bezwzględnym "wilczym" rynku. Klient tym się różni od "kapitalisty" pracodawcy, że może od ciebie nie kupić i to jest jego święte prawo i nie możesz do niego mieć pretensji o to. Jeśli klienci uporczywie nie kupują, zaczynasz główkować, jak to zmienić. Itd. Jakie jest "godziwe" wynagrodzenie za zrobiony przeze mnie horoskop? -- Ano takie, jakie klienci zechcą zapłacić. Praca na rynek skutecznie leczy z lewicy.
Tak samo nie ma powodu absolutyzować rzeczywistości rynkowej. Znam człowieka, który od lat pracuje na rynek i dlatego utrzymuje go... żona (nauczycielka!), znam takiego, który też pracuje na rynek, ale ma bogatych rodziców (właścicieli kamienic - czy oni pracują na rynek?), więc może co roku otwierać nowy niedochodowy interes, podobnie jak takiego, który pracując na rynek i bardzo dobrze zarabiając, prawie w ogóle nie płaci podatków (jego żona z kolei pobierała zapomogi od państwa), a i takiego, który pracować na rynek może dzięki temu, że na pierwszym etacie pracuje państwowo w wolnym zawodzie.
Widziałem też niekiedy, jak rynek w Polsce powstawał. Albo w okresie, gdy dość często musiałem różne materiały, widziałem, jak często firmy dawały mi wybór: albo bez faktury, albo drożej. Nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale praca na rynek leczy nie tylko z lewicowych złudzeń (dodam, że nie wszyscy, którzy na rynek nie pracują, je mają), ale nierzadko też "leczy" z wrażliwości (choć też nie jest to reguła).
Ja na razie idei DP nie rozumiem, nie jest ona dla mnie jasna, nie odważyłbym się przewidywać jej zalet i wad, ale niepokoi mnie zbyt oczywiste jej odrzucanie z Twojej strony i twoje DUALISTYCZNE MYŚLENIE.
Dla kogoś, kto w Polsce urodził się z jakąś poważną chorobą, płaca podstawowa byłaby wybawieniem, bo nie musiałby żebrać o zasiłki i głodową rentę u pracujących na rynek lekarzy (którzy jednocześnie pracują państwowo), wypełniających przy tym zalecenia, by tych rent przyznawać jak najmniej. Są Wojtku, grupy społeczne, nie wiem, czy wiesz, które nigdy nie będą mogły pracować na rynek (przepraszam za objaw lewicy), tak samo jak jest sektor nie-rynkowy, i nie ma powodu uznawać tego za coś złego. Jak na razie nie ma też powodu by ">>totalitarną utopię<< bezwzględnej płacy maksymalnej" uznać za coś gorszego od "bezwzględnego >>wilczego<< rynku". Rozważ, proszę, powtarzam, koszta społeczno-polityczne (m.in. populizm), psychiczne i fizyczne tego ostatniego.
A wolny rynek jest wolny jedynie wtedy, gdy jest kontrolowany. Inaczej jest samowolny lub bezwolny. (Na tym zresztą polega wolność, którą zbyt często mylimy z jakimś rodzajem swobody, w tym przypadku ekonomicznej).
Nie podoba mi się też traktowanie ewentualnych biorców DP jak oszustów lub złodziei, podobnie jak samego pomysłu DP jako jakiegoś dziwactwa tych "lewusów" w Unii.
---
"Minimalna praca" to moja nazwa. A artykule mowa była o 15-godzinnym tygodniu pracy.
http://wyborcza.pl/1,75399,20020518,zaryglowana-twierdza-europa-bedzie-musiala-upasc.html?squid_js=false
Niektóre bardziej dosadne kawałki:
Gazwyb: "Pewnie zaraz pojawią się głosy, że to wyzyskiwanie uchodźców jako taniej siły roboczej".
Przesłuchiwany: "Ale przecież na podobnych zasadach Europa współpracuje od dawna z Azją i innymi regionami świata. "Pomagać" w nowoczesnym rozumieniu tego słowa nie oznacza "rozdawać", ale stwarzać szanse, budować całe krwiobiegi gospodarcze. Niemcy wydają na Bliskim Wschodzie 200 mln euro, by stworzyć pół miliona miejsc pracy."
"Jordania na przykład otworzyła teraz tzw. specjalne strefy rozwoju ekonomicznego, w których działa przemysł prowadzony przez inwestorów jordańskich, syryjskich i międzynarodowych. Stało się to dlatego, że system gospodarczy kraju kompletnie się załamał po wybuchu wojen w sąsiednich krajach. Jordańczycy, którzy przez lata żyli z handlu z nimi, nagle stracili zajęcie.
Teraz uchodźcy szyją w strefach ubrania, wytwarzają materiały budowlane. Bank Światowy wsparł ten projekt, udzielając 500 mln dol. kredytu na budowę infrastruktury. Pomysł jest taki, by towary trafiały również na rynki Unii Europejskiej".
"Program nastawiony na integrację uchodźców i mniejszości narodowych przygotowują też władze Gdańska, ubiegając w tym polski rząd".
Żadnego DP w Polsce nie będzie, tylko obóz nisko wykwalifikowanej pracy dla lokalsow i imigrantów. Pracy dającej zyski "niestety" właścicielom firm, czyli nie nam, i nie budżetowi RP.
Niestety nie da się nawet powiedzieć, że obecny rząd będzie próbował nas przed przed tym pomysłem obronić.
Jerzy, co będzie a co nie, to się dopiero okaże. Wszelkie wywody, które mają pozory logicznych, w dzisiejszych nieprzewidywalnych czasach zawodzą. Jeszcze kilka lat temu przepowiednie, że odegramy znaczącą rolę w świecie, robiły wrażenie wziętych z kosmosu, dziś są coraz bardziej prawdopodobne.
A poza tym, zaliczanie nas do krajów biednych jest dużym nadużyciem.
Proces można by było przyśpieszyć (albo wręcz go umożliwić) gdyby powstawały polskie, dobrze płacące firmy. Oczywiście nie te w sferze mundurówki, w mediach, czy budżetówki.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
