29 stycznia 2013
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
Przetwarzanie symboli (4)
◀ Przetwarzanie symboli (3) ◀ ► O pisaniu blogu ►
Symbol matki i dziecka zapewne jest o wiele starszy niż „Matka Boska z Dzieciątkiem przy piersi” – a jednak w zbiorowej wyobraźni on zwycięża. Kiedy pomyśli się o macierzyństwie, przed oczami staje jedno z licznych dzieł sztuki o tym temacie, które najgłębiej zapadło w pamięć.
Malarze średniowieczni ubierali postaci Matki Boskiej i Dzieciątka w stroje swoich epok po to właśnie, żeby patrząc na obraz wierni widzieli symbol przybliżony do współczesności, jak się tylko da.
Czasy się mocno zmieniły. Któż teraz odważy się w kościele powiesić obraz współczesnej matki karmiącej dzieciątko z butelki, a zamiast udrapowanej białej tkaniny umieścić między nogami dzieciątka pampersa? Nie zależy nikomu, by osoby święte ludziom przybliżać, przeciwnie należy oddalić je od człowieka jak najbardziej. Panuje przekonanie, że w przeciwnym wypadku ujdzie wówczas z nich cała świętość.

więcej na stronie www.sw-jan.vn.pl »
Pamiętamy chyba perypetie obrazu gdańskiego malarza „Ostatnia Wieczerza” Macieja Świeszewskiego, który zebrał mnóstwo nieprzychylnych recenzji, zwłaszcza za to, że umieścił jako postaci Apostołów współczesnych gdańskich notabli. Zaniechano prawie w ogóle analizowania symboliki obrazu, a zajęto się szczegółami: nadmiarem potraw na stole, gadżetami takimi jak paczka papierosów i telefon komórkowy. Nie podobało się też światło podobne do tęczy w czym dopatrywano się symboliki gejowskiej. Sądząc po wpisach dyskutantów pod artykułami w prasie na ten temat uznano go wręcz za profanację świętości.
Tymczasem przypatrzmy się świeżym okiem takiej historii pewnego porodu.
Matka bała się porodu. Chciała jak najszybciej mieć to za sobą. Przyjechała ze wsi z mężem do Warszawy do pracy. Musiała pracować, żeby mieć urlop macierzyński. Mąż pracy nie znalazł, zarabiał dorywczo gdzie się dało. Ona pracowała w markecie, ale zbyt mało zarabiała, żeby wynająć mieszkanie. Zajęli więc pustostan i naściągali doń starych wyrzuconych mebli, odmalowali i wyszorowali, przygotowali mieszkanie na przyjęcie dziecka.
Tuż przed terminem porodu wyrzucono ich z mieszkania, a matka trafiła do szpitala. Dziecko było wcześniakiem i dostało się do inkubatora. Matka miała krwotok a potem przyplątało się coś innego z wysoką gorączką i kiedy odzyskała przytomność już nie miała pokarmu. Kiedy dziecko można było już wypisać ze szpitala, wypisano z nim i matkę. Stała biedna na ulicy z zawiniątkiem na ręku i zastanawiała się dokąd pójść. Z kieszeni płaszcza wystawała jej butelka ze smoczkiem i pokarmem, którą podarowano jej na drogę. Mąż nie przyszedł po nią, nie wiadomo czemu. Może szukał innego mieszkania? Może upił się z rozpaczy?
Dlaczego taka Madonna z Dzieciątkiem nie może stać się symbolem macierzyństwa? Wszakże z pewnym uporem penetrujemy rozmaite skrajności nadając im rangę większą niż na to zasługują (np. pomnik Pana Gumy, bezdomnego pijaczka z Pragi pomysłu Pawła Althamera, ale chyba wykonania kogoś innego, pomyślany jako pomnik dla lokalnej społeczności) określany w prasie jako genialny i nawet „zaopiekowany” przez samego Pana Prezydenta) natomiast wzbraniamy się przed upamiętnieniem Madonny w jej współczesnym kostiumie?
Sądzę, że przyczyna leży w nieuświadamianym sobie na ogół procesie powiększania się rozziewu między symbolami, a ich kontynuacją. Zastanówmy się: Co różni opisaną bezdomną matkę od Madonny rodzącej w stajence? Tylko gadżety. Ich sytuacja jest taka sama. Obie bezdomne, z mężczyznami, którzy nic nie są w stanie poradzić na spotykający rodzinę los, obie ofiary jakichś urzędników (Heroda od spisu i kogoś z urzędu dzielnicy), tam w stajence, tu zapewne w noclegowni albo innym schronisku dla kobiet. Może nad moją bohaterką pochylą się Trzej Królowie (albo magowie) Urzędnik, Ksiądz, Dziennikarz, z czego jednak nic specjalnego nie wyniknie. Urzędnik może zapisze ją do jakiejś mieszkaniowej kolejki na tysiączną którąś pozycję, Ksiądz wesprze dobrym słowem lub coś tam podaruje, Dziennikarz napisze artykuł, w którym będzie dowodził, jak wspaniałą istotą może stać się ten mały niedawno urodzone dzieciątko, jeśli ktoś mu teraz pomoże. I wszystko.
Niewiele różni się to od sytuacji w Betlejem (czy gdzie indziej). Przeszkadzają gadżety: Butelka ze smoczkiem, pampers, dżinsy i kurtka. Panuje powszechna opinia, że odebrać one mogą świętość temu symbolowi. W końcu został on swego czasu zawłaszczony przez jedynie słuszną religię i dlatego należy dbać o jego nieskalanie. Eksmitowanej matki nie wolno pomylić z Matką Boską! Wszak na pewno nie jest dziewicą.
W tym wszystkim zapominamy, że Matka to nie tylko młodziutka położnica z dzieckiem przy piersi, ale także ktoś, kto stoi przy dziecku aż do końca, wbrew zdrowemu rozsądkowi i wszelkiej kalkulacji. Że wiele kobiet z miłości do dziecka więcej ma łez niż satysfakcji, że są równie dobrze przez dzieci wykorzystywane, poniżane i niedocenione. Sztuka dostrzegła ten tragizm w Matce Boskiej poprzez obrazy przedstawiające zdjęcie Jezusa z krzyża. Dostrzegła też inną prawidłowość – na obrazach tych Matkę Boską wspierają i pomagają jej przede wszystkim kobiety.
Dzisiaj tego nie chcemy widzieć. Śmierć jest najbardziej obciachowa ze wszystkiego (chyba, że jest to śmierć w bitwie koniecznie o słuszną sprawę).
Jednak takie traktowanie symboli, przesuwające je w sferę, której nie wypada aktualizować, uwspółcześniać, rozbudowywać, uzasadniać prowadzi do dziwnych wynaturzeń.
Pamiętam dziewczynę, która oświadczyła, że nie może doczekać się świąt Wielkanocnych, bo wówczas będzie mogła sobie do woli pojeść święconego chrzanu. Nie dała sobie wytłumaczyć, że podstawą święconki są jajka i że symbolika jajka wykracza poza te święta, jest starsza i bardziej wrośnięta w kulturę, a chrzan to jedynie dodatek wkładany do koszyczka ze święconką, podobnie jak pomarańcze i co tam jeszcze ktoś lubi. U niej w domu dzielono się święconym chrzanem, a jajka czy wędlina były do niego dodatkiem, żeby za bardzo nie piekło w buzi.
Inny przykład: Znany jest zwyczaj zapalania zniczy na grobach. Światełka te miały wskazywać drogę duszom zmarłych, ogrzewać je, stanowić dla nich pokarm i wskazywać drogę. Oczywiście duszom zmarłych nie zapalano światełek tam, gdzie sobie ich nie życzono, poza czasami dawniejszymi – w domach, obejściach. Palono je w miejscach pochówku i na rozstajnych drogach. Jednak ten obyczaj zmieniono. Początkowo zaczęto zapalać je na poboczach dróg ofiarom wypadków (nie bacząc na sens tego zapalania i opowieści o duszach zmarłych błąkających się w pobliżu miejsc swojej śmierci, nieświadomych swojego statusy nieżyjących i mogących powodować kolejne wypadki) oraz w miejscach symbolicznych w punktu widzenia ludzi (np. przy grobie Nieznanego Żołnierza, przed Pałacem Prezydenckim i w innych miejscach). Znicze stawały się wówczas symbolem naszego szacunku dla osoby zmarłych, a nie dla ich duchów.
Ostatnio zwyczaj ten poszedł znacznie dalej. Czym bowiem, jakim symbolem, są światełka zniczy zapalane przez żony strajkujących gdzieś robotników przed obiektem, w którym strajkują?
Tak na naszych oczach zmieniają się symbole w sposób podobny uszkodzeniom DNA, równie przypadkowo jak i czasem dziwacznie. W natłoku informacji każdy może zgłupieć i Pana Gumę uznać za genialny przejaw sztuki współczesnej, a co gorsza, symbol połowy Warszawy.
Dlaczego więc niektóre z nich tężeją w niemożliwe do naruszenia stereotypy?◀ Przetwarzanie symboli (3) ◀ ► O pisaniu blogu ►
Komentarze
Czyli jakby ten zwyczaj narodowo-martyrologiczny "poszedł w masy" i został przeniesiony na inny, chociaż też gwałtowny, rodzaj śmierci.
Chociaż mogę nie mieć racji i oba te zwyczaje mogą wywodzić się z jakichś archaicznych (pogańskich?) obyczajów pogrzebowych, których nie znam.
Jeśli do tego dodamy Matke Boską a raczej Matkę Boga jako postać uświęconą urodzeniem boskiego syna i przez to uznaną za symbol , przez wyznawców, za Matkę całej ludzkości to natura tego symbolu jest jednoznaczna moim zdaniem. W symbolach zawierają sie też archetypy czyli jakiś pierwowzór postaw i zachowań..i moim zdaniem w pierwowzorze nie można niczego zmieniać, bo przestanie być symbolem i wzorem..Nie dziwię się, że księża nie chcą innego symbolu w kościołach...dla nich jest symbolem wiary, chrześcijaństwa i połączenia człowieka z Bogiem. ...i moim zdaniem nie ma tutaj miejsca dla innego symbolu matki.
Natomiast innym zagadnieniem jest symbol MATKI jako matki w ogóle., matki ziemskiej nie związanej z religią, ..tej która rodzi, wychowuje, karmi...cierpi..kobieta dnia codziennego, kobieta z krwi i ciała .....Gdyby otworzyli KOŚCIÓŁ (bezwyznaniowy) pod wezwaniem Matki Karmiącej..MATKI jako - SYMBOL REALIZMU, CODZIENNOŚCI.....bez dopisku ..boskiej....to na ścianach, ołtarzach i w każdym dowolnym miejscu może zawisnąć obraz bądź rzeźba każdej kobiety z dzieckiem na rękach, kolanach, przy piersi , w ubraniu albo nawet bez itp. Nikt zapewne nie sprzeciwiłby się takiej aranżacji....mogłaby się wśród nich znaleźć i Matka Boska jako symbol ..ale odwrotnie....jakoś nie widzę tego i chociaż do kościoła nie chadzam to przyznaje rację księżom w obstawaniu przy zachowaniu pierwotnego obrazu a tym samym wymowy symboli...Możemy namalować Herę w dżinsach ale to już będzie inny symbol....a zresztą po co jej zakładać dżinsy..mamy trzy odpowiedniki....Westa, Juno, Ceres,Pallas...możemy wybrać.....możemy stworzyć nowe, (nawet Madonna z dzieciątkiem ale to dzieciątko nie jest synem boga :P ) owszem....starym nic nie ujmując i nie odbierając im znaczenia. Tak uważam...co boskie bogu a co ludzkie..ludziom.
bardziej chce szokować niż cokolwiek przekazać...jak z tym pomnikiem :) ..byle sie czymś wyróżnić, przebić...wielu przyklaskuje, chwali..szczególnie jeśli ów pomnik wystawił ktoś o znanym nazwisku..znaczy autorytet uznany w dziedzinie ;) więc lepiej przyklasnąć, podziwiać w obawie żeby nie być uznanym za ignoranta. Nie sądzę żeby Madonna była dobrym symbolem macierzyństwa nie ujmując jej ..z całym dla niej szacunkiem ,przy tym cech matczynych..ale przecież to tylko moje zdanie.
Pisząc o Madonnie miałam na myśli Madonnę w tradycyjnym rozumieniu tzn Matkę Boską. Nawet nie pomyślałam przez chwilę o piosenkarce! Cóż, różnica pokoleń.
PS. Kasiu, między nami nie ma aż tak wielkiej , bo pokoleniowej różnicy.Jestem z rocznika Wojtka Jóźwiaka..;)..zasugerowałam się wzmianką o współczesności i zbyt się oddaliłam od kontekstu...moja wina .Może to niesprawiedliwe, że ja widzę Ciebie a Ty mnie nie...tutaj jestem... https://www.facebook.com/kalina.leder?sk=notes Ryszarda Kępińska&Kalina Leder....Kalina to mój nick albo internetowe alter ego , jak kto woli. Pozdrawiam serdeczn
ie...słoneczny Wodnik (a może już Ryba?) i ascendentalny Skorpion ;P
Obejrzałam sobie tylko Twoje zdjęcie. Ja wypisałam się z faceboka i nie mam w związku z tym dostępu. W każdym razie wyglądasz ładnie i młodo. Pozdrawiam i dziękuję za wpisy
Jeśli chodzi o świece dla np. strajkujących, to prekursorami tego zwyczaju byli uczniowie z mojego liceum na początku lat 80. Podczas matury, przed wejściem do sali gimnastycznej stał stół, na stole paliły się świece, a pod każdą znajdowała się kartka, na której było napisane, w czyjej to intencji :) Tyle, że nie były to znicze, tylko normalne świeczki. Później ten zwyczaj nie wiem czemu zanikł.
A słyszeliście o obrazie "Matka Boska dająca lanie Dzieciątku Jezus"? Linka niestety nie mam.

Są też inne , ładniejsze pędzla Botticelli'ego
zresztą..pod, które podałam można więcej zobaczyć linkami
A u Boticellego wraz z Matką? Czyżby blond włosy były KODEM świętości, boskości? Religijny rasizm? Warto by się temu zjawisku przyjrzeć. Co na to historycy sztuki? Polecam znakomity tekst na podobny temat: Diabeł jako Murzyn. Średniowieczne korzenie rasizmu.
Dla mnie przerażające: że może istnieć taki SAMO_RASIZM. I że można tak SIEBIE (jako naród, zbiorowosc, rasę itd.) deprecjonować, poniżać.
A my, Polacy, to jesteśmy inni? Zobacz sobie dowolne forum na jakimś popularnym portalu, jak to na wyścigi wszyscy opluwają nasz kraj, naród, i dowodzą, jak to u nas jest źle a my jesteśmy beznadziejni.
Wygląda na to, że na świecie istnieje kilka nacji dumnych z siebie, a reszta jest dumna, jak udaje jej się upodobnić do tych kilku.
Obydwa bieguny występują w zasadzie w każdej grupie, małej i dużej. Z ciekawych wrażeń(jak mi się zdaje), to owe proporcje "zadowolenie z życia" do "zadowolenia z kraju" "zarobki" do "wolności jednostki" rozkłada się w miarę równo po całym świecie ;) tj. małe zarobki i mała wolność potrafią dawać więcej zadowolenia niż "wysokie zarobki" i "duża wolność".
Teraz odniosę się do pytania Wojtka Jóźwiaka "Jezus blondynem? Nie wiem tylko czy cały tekst zaakceptuje Taraka w jednym komentarzu. Miałam już z tym problem i zrezygnowałam z powtórki, dlatego odpowiadam z niejakim opóźnieniem. Naszła mnie odpowiedź kiedy Kasia zadała podobne pytanie "skąd u Buddy kręcone włosy". Dyskusja dotyczyła ( na stronie znajomego Odo ) współczesnych wizerunków znanych nam Nauczycieli; Buddy i Jezusa. Skąd się wzięła dzisiejsza wylokowana koafiura Buddy? A wygląd Jezusa znanego nam z licznych podobizn i to w dodatku o bardzo, czasami nazbyt, wydelikaconej, prawie kobiecej, tyle że z brodą ;) posturze, czyż nie przypomina Europejczyka zamiast "rasowego" Żyda z tamtych czasów i regionów. A tamci (!) Żydzi, Semici czy Izraelczycy przecież nie pochodzili z Europy. No a liczne podobizny Madonny w kulturze Haiti i podobnych mają zupełnie inny kolor skóry , a także inne atrybuty, choćby przywołać tutaj obraz Erzulie, czy nawet Erzulie Dantor. Wszędzie ten synkretyzm religijny, tak.Skąd my to znamy ;) No, i się nie zmieściło :( https://postazja.wordpress.com/2010/05/30/grecka-koafiura-buddy/
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
