26 października 2012
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
O przyrządzaniu wrogów
◀ Antyczna tragedia ◀ ► Atomka ►
W styczniu 2009 roku telewizja regionalna na wschodzie Polski transmituje uroczystości myśliwskie w Bydgoszczy. Impreza nosi nazwę „Konkurs na najlepsze wyroby z dziczyzny”. Dwie główne kategorie tego konkursu: pieczenie mięsa i pasztety.
Nagrodzony facet wypowiada się z podium zwycięzcy. Tłumaczy, że najważniejsze jest macerowanie mięsa w marynacie co najmniej 5 dni i że nie bez znaczenia jest także wiek zabitego zwierzęcia, w tym przypadku dzika. Tłumacząc to dodaje: – co do składu marynaty, przyprawiania i przyrządzania mięsa, to nie będę się wypowiadał, bo sekrety przyrządzania zna jedynie moja żona.
Dlaczego więc ON, a nie ONA stanęła na podium zwycięzców? No już nawet OBYDWOJE, byłoby sprawiedliwsze.
Pierwsza myśl, jaka się nasuwa, to bliskie feminizmowi stwierdzenie, że kobiety, a zwłaszcza mężatki, zostają zawsze w cieniu mężczyzn. Nie twierdzę, że to nieprawda. Ale mogę pójść dalej.
Uroczystość owa nie była w gruncie rzeczy konkursem gotowania, jak twierdzono oficjalnie, a konkursem myśliwych – samców. Jedne samce zostały pokonane, zabite i ugotowane, inne, zwycięskie, zjadły te pokonane. Konkurs na najlepsze pieczenie i pasztety był wyłącznie próbą racjonalizacji tego zwycięstwa, udowodnienia wszystkim dookoła, że zabijanie niektórych samców jest pożyteczne, bowiem można je potem zjeść. Wiele osób, (no może oprócz koneserów, ale tacy zawsze się znajdą) sądzi jednak w cichości ducha, że dziczyzna nie jest wcale takim super smacznym mięsem. Jest zazwyczaj łykowate, ciemne i o posmaku „biegającego barana”. Nie przez przypadek biblijny pasterz rysowany jest z owcą na ręku; przed zabiciem, owca nie może uciekać, bowiem mięso zestresowanego zwierzęcia jest niejadalne. Zazwyczaj jednak dziczyzna biega przed śmiercią i cały ten konkurs gotowania potrzebny jest nie dla smakoszy, a dla udowodnienia samczej racji, anachronicznej dzisiaj, że trzeba było tego konkretnego samca zwyciężyć i zabić, aby mieć z niego pożytek. Samo gotowanie jest więc kamuflażem, rodzajem oszustwa skierowanym w stronę publiczności, która łowów nie akceptuje.
Nic więc dziwnego, że z tego punktu widzenia marynująca mięso i przyrządzająca je kobieta nie ma najmniejszego znaczenia i nie zasługuje na postawienie na podium.
Cały szkopuł w tym, że większość społecznych zachowań to gry i polowania samców. Samice w tym świecie, może z wyjątkiem starych słonic, które prowadzą stada znanymi sobie od lat szlakami, mają na ogół jedno zadanie: opiekę nad potomstwem. Ale nikt od nich nie wymaga by gotowały swoim samcom ich zabitych wrogów i dodawały im zasług i chwały z racji swojego kunsztu.
My, ludzie, poszliśmy dalej.◀ Antyczna tragedia ◀ ► Atomka ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
