17 stycznia 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Słoń do spania z nim, czyli Facebook
◀ Promocje w Tarace ◀ ► Temy – trzecia ewolucja wg Blackmore ►
Wróciłem do Facebooka. Najpierw się zapisałem, jakoś latem 2009. Potem mnie FB zniesmaczył i próbowałem się wyrejestrować, ale okazało się to niemożliwe: najwyraźniej z FB, jak z mafii i z tajnych służb, nie można się wypisać. Pozostawałem przez kilka miesięcy zawieszony. Teraz około Nowego Roku wróciłem - (dzięki Marysiu za energiczne popchnięcie mnie w tę stronę!) – i patrzę na tę instytucję świeższym okiem.
Facebooka nie lubię z kilku powodów. Plusów też widzę parę i wymienię najpierw. + Można łatwo znaleźć dawno nie kontaktowanego znajomego, jeśli jest w FB. + Można zobaczyć, jak ktoś wygląda, o ile nie wstawił zdjęcia pół oka lub kota. (Ja tych, którzy chcą zostać moimi friends, a nie mają czytelnej twarzy na zdjęciu, tylko właśnie pół kota, skreślam.) + Nie-anonimowość sprawia, że piszący w Sieci są grzeczniejsi niż anonimy. Co zapewne trochę łagodzi e-obyczaje. Jeszcze jeden +: że jak mało co uświadamia jedność nas, mieszkańców Ziemi, i że świat zrobił się jeszcze mniejszy. Inne plusy może są, ale do mnie nie dotarły.
Minusy: (-) Jest infantylny. Coś jest w samej konstrukcji serwisu, w układzie, w stylu tekstów-pouczeń, że to co masz na ekranie jakoś cię pomniejsza i pupę przyprawia. Kto dojdzie, co to jest? W Facebooku czujesz się niepoważnie. (-) Idiotycznie brzmi główne hasło FB: „Lubię to!” – Po polsku powiesz „to mi się podoba”, „to mnie interesuje” czy inaczej. Lubić można lody na deser. Zresztą popatrz na samą tę nazwę, gdy ją zapisać fonetycznie z polska: fejzbuk. Gorzej brzmi i wygląda niż raszpla i sztamajza. Więc Fejzbuk psuje nam język. (-) Facebook jest obliczony na poruszanie się po samej powierzchni umysłu. To jest wielki światowy mega-przetwornik małej paplaniny. Masowa pisana small-talk, coś czego tak nie cierpiał Sławomir Mrożek (mający Saturna w Medium Coeli). Dla mnie, też obywatela Sieci, Facebook ma wadę i winę główną: odciąga ludzi od innych poszukiwań po Sieci, zżera Czas Klikalny, który, gdyby Facebook ich nie zajął, mogliby przeznaczyć na czytanie innych rzeczy, m.i. Taraki. Więc konkurencja.
Ale Facebook uczy resztę Internetu jawności. Podpisywania się nazwiskiem i twarzą. Nawet jeśli posuwa się z ta jawnością za daleko i podsuwa niby diabeł cyrograf formularze do zwierzania się, z kim żyjesz i co „lubisz”. Ale jak ktoś nie chce, zwierzać się nie musi; ja nie wypełniłem.
Ta jawność mi się podoba i chcę ją zastosować w Tarace: więcej twarzy (co już widać w zmianach, które wprowadziłem), a naszych autorów-anonimów (o ile tylko nie zwierzają się ze swoich tajemnych praktyk) będę namawiał, by się ujawnili.
Potęga Facebooka i innych e-tytanów każe zastanowić się nad miejscem, obecnym i przyszłym, średniaków takich jak Taraka. Czy wielcy wszystko pożrą, przechwycą cały ruch, cały Czas Klikalny? Ciągle jednak mam nadzieję, że istnieją sztuczki i atrakcje, które pozwolą przetrwać takim drobno-hobbystycznym witrynom jak nasza.
◀ Promocje w Tarace ◀ ► Temy – trzecia ewolucja wg Blackmore ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
