30 marca 2014
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Prababcia ezoteryczna
Światy senne
◀ Proście a będzie wam dane ◀ ► Sny przepowiadające przyszłość ►
Zabawiłam się kiedyś w klasyfikatorkę snów. Z pozoru to może zajęcie nie przynoszące pożytku, ale jak sekserka kurcząt, dokonując podziału na pisklęta nadające się do chowu (płci żeńskiej) i przeznaczone na skarmienie zwierząt (płci męskiej) uprawia nieciekawy zawód, którego profity ujawnią się w przyszłości.
Tak więc podzieliłam senne światy na:
1) świat zdarzeń i akcji
2) świat symboli
3) świat czynności formalnych
4) świat rebusów i szarad
5) świat nienazwanych emocji
Najbardziej nie znoszę snów rodzaju trzeciego. Liczę coś, poprawiam, wypełniam formularze, dokonuję innych bezsensownych czynności (często pakuję i przepakowuję walizki i paczki). Kiedyś ładowałam do osobowego wagonu kolejowego listwy zbyt długie, żeby się zmieściły na korytarzu i za mało sprężyste, żeby wygiąć je w drzwiach. Zmorą są sny, w których zmagam się z techniką. Zdarza się, że komórka rozpada mi się w rękach, a ja usiłuję ją złożyć, zaś nadmiarowe części mi zostają w rękach lub też bez rezultatu próbuję sobie przypomnieć numer telefonu, żeby do kogoś zadzwonić. Najczęściej do osoby już nieżyjącej.
Sny takie są niezwykle męczące i nie przynoszą nic sensownego w życiu realnym. Budzi się z nich człowiek zmaltretowany, skotłowany i bez perspektyw. Rankiem po takim śnie trudno być optymistą i w jakiś sposób promieniuje on na nastrój całego dnia. Jeśli postanowisz na przykład wysłać PIT-37 przez Internet, to kółko na środku ekranu kręci się godzinę, dwie, kręci się nadal, gdy wracasz ze spaceru i kręci się do wieczora. Zadajesz sobie pytanie: co zrobiłaś źle (ale przecież wysyłasz te PIT-y od zarania internetowego ich życia), więc spekulujesz. Na początku coś po angielsku pytało o jakiś certyfikat – może to to? Głupia, nie zapuściłaś ojczulka Gogola do tłumaczenia! Może postawiłaś kropkę po tysiącach podając do identyfikacji dane ze sprawozdania ubiegłorocznego, bo samo sprawozdanie program sprawdził i zaakceptował jako bezbłędne. Może to, może tamto. Jak zły sen. Próbujesz wysyłać wieczorem i w nocy po filmie i zaczynasz wierzyć, że to z twoim komputerem, albo łączem coś nie tak; najgorsze, że nie masz od kogo się dowiedzieć. Kiedy pracowałam, dookoła mnie było mnóstwo ludzi, których mogłam o to czy tamto spytać. Jeden nie wiedział, to wiedział ktoś inny. Kogo ma spytać babcia, w dodatku ezoteryczna?
Sny rodzaju pierwszego są jak rozrywkowy film. Nawet gdy ich akcja zatrąca horrorem, fajnie jest je śnić, bo są jak piracki film ściągnięty z Internetu: jakość byle jaka, ale co się działo, to działo! Niestety, im jestem starsza ten rodzaj snów rzadziej występuje, możliwe że z braku podniet spotykających człowieka w młodości. Ktoś mnie goni, atakuje mnie straszliwy zwierz, ale przecież b i e g n ę, a nie człapię jak w realu.
Świat sennych symboli jest jeszcze do zniesienia. Oczywiście każdy człowiek ma inne. Mnie, która nie zna się na hinduizmie, gnostycyzmie, Hunie ani Kabale, ani na innych kierunkach skorelowanych z ezoteryką będzie śniło się coś innego niż komuś obeznanemu z zespołami przypisanych im symboli. Mogą mi się przyśnić greckie bóstwa, jakieś planety i znaki zodiaku, karty Tarota czasami, no i symbole ogólnodostępne w naszej kulturze. Nie będzie śniła się wyższa Jaźń ani Karmiczny Opiekun, Szaman, Indiański Wódz ani nikt w tym rodzaju — zbyt mało dla mnie znaczą te postaci. Jeśli trafi się coś nieznanego, zawsze można poszukać odpowiedniej lektury. Gorzej, jeśli śni się coś, co ponoć jest stałym symbolem z katalogu takowych, a ja stwierdzam, że jednak nie moim.
Panuje przekonanie, że sny o stołówce, restauracji itp. znamionują niedobory energii. Jeśli więc mnie całą noc śniła mi się kolejka w sklepie z wędlinami i dziki głód, który mnie ogarniał na myśl o takiej czy innej wędlince, smakowicie wyglądającej i pachnącej, a okazuje się że albo ktoś mnie wypchnął z kolejki, albo dla mnie nie starczyło, albo wreszcie sprzedawczyni wypięła się na mnie i zaczęła obsługiwać innych ludzi w kolejce za mną, jakbym nie istniała; jeśli śni mi się, że straszliwie się kłócę w tym sklepie i czuję się głęboko skrzywdzona i potraktowania niesprawiedliwie, to choć w swoim życiu nigdy nie przywiązywałam wielkiej wagi do jedzenia i nigdy w PRL nie przeżywałam takich emocji w kolejkach – powinnam sądzić, że brakuje mi energii. Niestety, nieprawda. Rano po takim śnie kęs jedzenia staje mi kością w ustach, muszę się zmuszać do przełknięcia go, bo przecież nie wezmę lekarstw na pusty żołądek. Gdyby istotnie, brakowało mi energii, byłabym w realu głodna lub spragniona, a nie jestem. Wobec czego jakiej energii mi brakuje? Chyba nie życiowej – tej mam aż za wiele jak na kondycję fizyczną i możliwości.
Najtrudniejsze są senne rebusy i szarady. Te moje sny bywają prorocze, zazwyczaj są bardzo ważne i przed czymś mnie ostrzegają. Jest kilka sygnałów, że dany sen należy zaliczyć do tej kategorii: długotrwała pamięć takiego snu ze wszystkimi szczegółami, śnione postaci, wypowiedziane wyrazy lub ukazane obrazy. Czarno-biała tonacja z dominującym kolorowym elementem, mającym stanowić clou zagadki. Cała reszta jest rebusem i zazwyczaj udaje się mi go rozszyfrować dopiero post factum. Nie jestem więc w stanie na czas zareagować i coś zmienić w przewidywanym biegu wydarzeń. Będzie, co miało być i ostrzeżenie chyba było tylko po to, żebym zrozumiała, że nawet ono w niczym nie pomoże. Albo może żebym doceniła Siłę Wyższą, która igra ze mną jak ważna Osoba z przedszkolakiem: wygłasza doń przemówienie nie oczekując, że ten coś zrozumie, ale po to, żeby dzieciak z podziwem spojrzał na jego mądrość i omnipotencję. Dlatego sny takie przynoszą mi tylko rozterkę i zmartwienie.
Najbardziej zagadkowe są dla mnie sny ostatniego rodzaju. Wywołują one silną falę emocji, których nie sposób zidentyfikować. Określić je można jako „uniesienie”, ale uczucia te nie są podobne do żadnego z rodzaju uniesień, które kiedykolwiek przeżywałam. Takich snów się boję – mogą one oznaczać, że już nie jestem tu i teraz, tylko tam i kiedyś w przyszłości, albo po prostu wynikają z mikrourazów naczyń krwionośnych z mózgu. Tak czy inaczej przywołują to doświadczenie, które mnie jeszcze czeka, oby jak najpóźniej.
Skąd wzięły się te refleksje o snach? Kilkanaście lat temu na działce (gdzie przydarzyło mi się wiele snów-rebusów „znaczących”) przyśnił mi się głos informujący mnie, w jaki sposób umrę. Miałam zginąć od ciosu pałki zadanego w szyję przez „moskiewskiego pachołka”. Drogą rozmaitych wnioskowań związanych ze słownictwem i stylem wypowiedzi zidentyfikowałam głos ten jako zdanie mojego od dawna nie żyjącego dziadka (zresztą zmarłego w moje dwudzieste urodziny). Dziadek przez sen informował także kogoś innego z naszej rodziny, który miał zginąć przez utonięcie i wprawdzie topił się, ale nie zginął.
Dziesięć lat temu opowieść o moim śnie i możliwości jego proroczego charakteru wydawała się nieprawdopodobna. Zwracano mi uwagę na fakt, że dawno minęła zimna wojna, że Rosja jest państwem cywilizowanym itepe, itede. Przyjmowałam to z pokorą i na wszelki wypadek obiecałam sobie, że tam nie pojadę.(z pewnych szczegółów wynikało, ze nie zginę wskutek napadu jakiegoś odosobnionego bandyty przebywającego akurat w Polsce).
Może dlatego, że Gruzja jest daleko, a Ukraina bliżej i z Podola pochodzi moja rodzina ze strony dziadka, ten sen coraz częściej przychodzi mi na myśl. Kim jest (czy będzie) ten MOSKIEWSKI PACHOŁEK?
(Moskwa 1996)

◀ Proście a będzie wam dane ◀ ► Sny przepowiadające przyszłość ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
