30 czerwca 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Szamanizm narodowy
Szamani a rodzimowiercy, bogowie jak zwierzęta domowe, duchy jak zwierzęta dzikie
◀ Szamani Polaków ◀ ► Szamanizm narodowy ►
W Polsce, na ile mi wiadomo, dotąd szamani sobie, rodzimowiercy sobie. Te dwa nurty wzięły się z innych źródeł i uparcie nie zlewają się ani nie krzyżują, a ich przedstawiciele dbają o swoją wzajemną osobność. Ja też bym chyba oszalał, gdybym miał zakładać kolejny rodzimowierczy kościół lub na warsztatach uczył modlić się do bogów. Ale przecież podobieństw jest wiele więcej niż różnic. Co przeszkadza? Pewna strukturalna różnica, o której następująco.
Różnica ta uwidacznia się w tym, że jedni i drudzy inaczej nazywają (przynajmniej po polsku) istoty stamtąd. Rodzimowiercy zwracają się do bogów, szamani(ści) do duchów.
Duchy są jak zwierzęta dzikie: rezydują najchętniej w dzikich miejscach, w jakichś miejscach mocy, w uroczyskach, w starych drzewostanach, na górach, rzekach, błotach.
Bogowie są jak zwierzęta domowe, gospodarskie: rezydują w świątyniach, a więc w specjalnych domach lub altanach – aż chciałoby się sceptykowi podbluźnić, że w stajniach!
Szamański kontakt z duchem jest jak kontakt z dzikim zwierzem: przede wszystkim nie ma gwarancji, że duch się pojawi. Przyjdzie, kiedy będzie chciał. Jak dzikie zwierzę, jest nieuchwytny. Częściej wnioskuje się o nim z jego śladów: coś przemknęło, coś mignęło, było i już nie ma. Duchy są groźne: nawet kiedy ludzie już w nie nie wierzą i ich nie szukają i nie potrzebują, to ostatnią rzeczą, z której duchy zrezygnują, jest straszenie. Z szerokiej palety duszych umiejętności, w wysoko rozwiniętych społeczeństwach Zachodu pozostało jedno straszenie, budzenie lęku.
Rodzimowierczy, a ogólniej religijny kontakt z bogami jest jak ze zwierzętami udomowionymi, z jakimiś krowami czy końmi: jak tamte zwierzęta posłusznie stoją w oborach czy stajniach, czekając aż człowiek przyjdzie i czegoś od nich będzie chciał, tak samo bogowie: spolegliwie spoczywają w swoich świątyniach, chramach, kościołach, w kapliczkach i na ołtarzach i czekają, aż ludzie do nich przyjdą i czegoś od nich będą chcieli: o coś będą prosić, o coś się do nich modlić, albo wezmą i poprowadzą w procesji.
Wydaje mi się, że to jest pierwsza i powierzchniowa warstwa tej duszo-bożej i rodzimowierczo-szamańskiej różnicy. Gdy zmacam głębsze słoje, powiem.
◀ Szamani Polaków ◀ ► Szamanizm narodowy ►
Komentarze
Jeżeli już, to jestem chyba ostatnim który tutaj mógłby (powinien) zabierać głos … no ale jak zwykle jestem pod wrażeniem. Wojtek w wyjątkowy sposób dotyka samej istoty rzeczy, odsłania przed nami proste prawdy, których wielu z nas zajętych codziennymi sprawami po prostu nie zauważa.
Jeżeli mogę cos dodać od siebie, coś rozwinąć, to nawiązując do porównania zwierzęta „udomowione” (bogowie) – zwierzęta „dzikie” (duchy) to od razu nasuwa się wniosek, że te pierwsze potrzebują „gospodarza” (kapłanów…) a te drugie nie. Wydaje mi się, że szaman jest bardziej jak traper, jak przedneolityczny myśliwy …
„Gospodarstwo” (religia) może funkcjonować tylko w zhierarchizowanym społeczeństwie (cywilizacja), „teren łowiecki” (domena szamanów-myśliwych) zaś wypierany jest przez nie. Nie wiem czy da się pogodzić jedno z drugim.
Pozdrawiam
Animiści, a za nimi szamani i szamaniści często sympatyzują z którąś pogańską grupą. Często pelnią dla niej te funkcje, które dla plemienia pełni szaman.
Co do duchow i bogów, to szamani nie odrzucają bogów i nie nazywają ich duchami, w takim samym znaczeniu jak duchy ze swego płotu duchów. Bogowie to po prostu istoty duchowe z górnych (a czasem innych) światów. I gdy szaman ma potrzebę to korzysta teeż z pomocy bogów, z całym ceremoniałem tego kontaktu. Nie mniej nasi szamani raczej uznają istnienie różnych bogów, ale bez potzreby na ich podwórka nie wchodzą.
Co do kontaktu z duchami to nie maa tak, ze nie ma gwarancji kontaktu a jeśli juz to coś mignęło, coś przemknęło. Może tak mają osoby próbujące być neoszamanami, ale szamani powołani świat postrzegają poprzez świat duchów. Po prostu je widzą lub czują nieustannie ich obecność, słyszą i mają z nimi stały kontakt (ze swoim poitem duchów, w którym nie tylko są tzw zwierzeta mocny, jesli są, mają stały).
Szamani i owszem szukają czasem miejsc odsobnionych, dzikich zakątkow ale tam po prostu mogą czuc się bardziej swobodnie. Uroczyka? Nie koniecznie.
A duchy miejskie? Potrafią się objawiać tak zzaskakująco i niespotykanie, że każdy inny człowiek przeszedlby obojętnie lub uznal, ze minął jakiegoś żula. Szaman wie, kiedy to żul, a kiedy emanacja duchów miejskich. Bo szamanizm łączy się ściśle z animizmem, i przez świat duchów - nie tylko tych lesnych czy na łące - szaman postrzega świat.
Ale tak, taki jest sens: religie (nie tylko oczywiście te rodzimowiercze) są z ducha rolniczne, neolityczne, a szamanizm jest z ducha łowiecki, paleo- lub mezo-lityczny.
"Szamański kontakt z duchem jest jak kontakt z dzikim zwierzem"--- Tak pisałem w tekście. U Shuarów (zwanych też Jivaro), tych ajahuaskowych Indian z ekwadorskiej Amazonii, uważa się, że ZWIERZĘ, które spotkane w lesie zbyt długo przypatruje się człowiekowi, w istocie jest DUCHEM, i to duchem z groźnego gatunku, który może człowieka porwać i uprowadzić do świata umarłych.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
