06 lipca 2012
Agnieszka Kowalińska
Tabu
Łatwo jest wzbudzić emocje obrzydzenia! Uwaga będzie ostro: pożółkłe paznokcie u stóp wujka, kupa koleżanki, oblany potem człowiek w autobusie, śmierdząca cipka, karaluch chodzący ci po twarzy. Czy już zbliża ci się znajome uczucie mdłości w gardle, ścisk i zacięcie się w ciele? No i odrzucenie mnie! Nie? To całkiem nieźle. Lecimy dalej: lizanie czyjejś twarzy pełnej wyprysków trądzika, wąchanie kogoś w trumnie, jedzenie zdechłego gołębia, waż boa połykający twoją rękę (autentyczna opowieść z Afryki!). No dobrze! Robi się gorąco. Lecimy na pornosy! Wiecie co tam się dzieje? Japonka zakłada na twarz plastikowy kołnierz, a jej koledzy masturbują się i pokrywają jej twarz spermą aż znika w mlecznym płynie plemników. Wkładają jej rurkę by mogła oddychać. Srają na nią, sikają.

Być może już zrezygnowałeś/aś z dalszej części lektury. Albo to cię zaciekawiło i jesteś nadal przy tekście, a może być też tak, że czytasz to z beznamiętnym rozbawieniem. Ci pierwsi, co ich już pożegnaliśmy, są silnie obłożeni wstydem i winą, i niegotowi by tam spojrzeć. Szanujemy tą opcję. Ci drudzy podobnie zablokowani, ale gotowi tam zajrzeć, ci trzeci - zapewniam! - równie zaklęci we wstręcie, bo jeśli nawet nie reagujecie na te słowa, to nie bylibyście tak obojętni przy doświadczaniu ich.
Co gorsza obrzydzenie może nie pojawiać w jednym obszarze życia, ale silnie być obecnym w innym, np. możesz być w stanie opiekować się chorymi w szpitali, których ciała gniją od jakiejś cholery, ale odskoczysz na widok sado-masochistycznych rozgrywek swego znajomego lub od widoku zwykłego penisa. Możesz ochładzać twarz koleżance, która wymiotuje, ale nie przeżyjesz w australijskim buszu ze względu na łażące po tobie robactwo.
Będąc na miesięcznym oczyszczaniu prosiłam tasiemca, którego miałam, by przy wypadaniu po prostu mi się nie pokazał, no i udało się. Tymczasem moja znajoma brała garnek w czasie lewatyw, złapała dziada i mi pokazała.
No dobra, po waszej stronie wstręt i obrzydzenie, a po mojej narastające poczucie wstydu, bo się obnażam i wkrótce dojdzie poczucie winy, jak ktoś mi dosoli co o mnie myśli. Te emocje wędrują razem. Jeśli ty dokonujesz jakiegoś odkrycia swojego cienia i oznajmiasz temat tabu, to też czeka na ciebie społeczna ściana lęku i odrzucenia. I o tym w tym artykule mowa.

Teraz trochę opowieści o tym, jak to w naszej kulturze coś normalnego stało się nienormalne.
Dziewczyny wstydzą się przecieku swojej krwi comiesięcznej. Naturalnego procesowi natury. Stąd skrzydełka, tampony, specjalne majtki, by ty i ja, czyli ktoś kto jest podporządkowany prawom natury, na to nie patrzył. Co więcej, musimy uważać co miesiąc by nie dopadł cię zapach krwi, szczególnie kilkugodzinnej zmieszanej z potem, żebyś nie doświadczył, nie zbliżył się do czegoś, co jest z tobą od tysięcy lat. Mało tego. Kobieta kobietę potrafi z tego powodu odrzucić.
Miałam kiedyś faceta, który nie wyszedł ze mną na basen jeśli nie usunęłam każdego włosa ze swoich nóg. Wstydził się przed kolegami! Słyszałam odwrotną historię, że kobiety z miast, które wybierały się na Rainbow zapuszczały sobie krzaczaste włosy pod pachami, których się pozbywały zaraz po powrocie.
Czy ktoś z nas wyjdzie na balkon nago? Nie polecam na ulicę, bo policja ma wtedy prawo zawieźć cię do szpitala psychiatrycznego. No dobra, ale ja już wiem, że moje ciało jest niewinne i takie samo jak sąsiadki obok! Więc dlaczego do jasnej cholery ja nie wychodzę na balkon nago? No nie wychodzę bo się wstydzę, że mnie ta sąsiadka odrzuci. I ten wstyd tak mną rządzi i tak męczy, że wolę o tym nie myśleć i zakuta w sukienkę skieruję moją uwagę na coś innego, ignoruję naturalny impuls rozebrania się, zjem czekoladkę, obejrzę film, a niech tam że mi za gorąco i niewygodnie!
Seks! On nie pachnie tak jak trzeba, brzydzę się jego stopami, skórą, wyglądem jaj, zbyt czerwonym penisem. On uważa, że ona ma rozlazłe piersi, wystający srom, zapach cipki tak nieznośny, że nigdy nie będzie jej lizał. Wyliczcie sobie w myśli, ile razy mieliście udany, spełniony seks bez narzekania i stawiania oporu, a ile razy odrzucało was z obrzydzenia już na wstępie! Mało tego, współmałżonkowie, powiedzcie sobie w duchu czego u swojego partnera nie znosicie i nigdy mu tego nie powiedzieliście. I nie podważam tutaj waszej miłości do niego/niej! Bo to może sobie całkiem doskonale współistnieć.
Kupa, robiona na specjalnych porcelanowych tronach, jej zapach likwidowany przez perfekcyjnie sztuczne, fiołkowe perfumy. „Idę na kupę” nikt nie powie oficjalnie, zrobić kupę na ulicy - podejrzewam też można zostać zatrzymanym przez policję, a pies sobie kupę innego psa w zęby weźmie i podgryza, w kupie sarny się wytarza. Więc może my też gdybyśmy nie byli tak wyparci, może byśmy sobie po prostu srali w parku i chodzili boso po trawie po czyjejś kupie, rozkładalibyśmy kocyk na kupach, dodawali kupy do budowania zamku na piasku na plaży, nie wiem czy dodawali kupę do kanapki, no ale na pewno mocz do coca-coli, bo wszyscy wiedzą, że mocz jest zdrowy, myślę nawet, że zdrowszy od coca-coli. Ale może się mylę.
To co nas obrzydza nie ma nic wspólnego z tym, że to coś jest gorsze. Tasiemiec to zwykły robak, który sam dla siebie jest doskonały. Istnienie pewnej optymalnej ilości pasożytów w naszym ciele jest korzystne, bo pobudza nasz układ odpornościowy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, jak tego towarzystwa zasiejemy za dużo. Jeżeli czujemy wstręt do tasiemca, zapachu kobiecego sromu, potu czy homoseksualisty to nie dlatego, że coś jest z nimi nie tak, tylko ty masz wypartą emocję. Co więcej, w momencie wstrętu i odrzucenia, które odczuwasz, twoje ciało automatycznie będzie wypierać próbę zmierzenia się z emocją, zacinać, blokować, napinać. Ty będziesz udawał i projektował , że to wszystko wina innych, a sam pozbawiał się komfortu i swobody życia. Tasiemiec , homoseksualista czy brudna cipka przejdą do porządku dziennego, ty zostajesz z napięciem w ciele, który izoluje cię od innych (bo przecież ich odrzucasz), powoduje stres i w konsekwencji choroby. Ponieważ z trudem akceptujesz innych i ich odmienność, sam obarczasz się poczuciem winy i wstydem, które zamieniasz w gniew na innych.
Ten artykuł jest pewnego rodzaju wyrażeniem wstrętu (uwaga: moja wyparta emocja!) na tworzenie lukrowanej, różowawej wizji nowego świata, w którym ludzie kochają się nawzajem od rana do wieczora, przechadzając żartobliwie pomiędzy obfitymi ogrodami permakultury, robiąc prawie nic. I to jeszcze w Polsce, gdzie borykając się nadal z biedą daleko nam do przykładów amerykańskich sposobów przyciągania obfitości, gdzie katolickie wpływy są tak głębokie, że seks nawet jeżeli świadomy to i tak wymaga wglądu i pracy, gdzie komunikacja i szczerość nadal czują oddech komunizmu i poprzednich historycznych zastraszeń. Nie wiem co będzie za pół roku, czy trzy lata, bo może rzeczywiście na ziemi pojawią się możliwości rozpuszczenia tematów tabu za dotknięciem różdżki, nie mnie to oceniać. Ale wiem co jest dziś i nie wierzę póki co, by jakikolwiek raj miał nas dotknąć bez chęci i próby zmierzenia się z tematami tabu. Z uświadomieniem sobie ile w nas wstydu, obrzydzenia i winy, że to wszystko w sobie z pokolenia na pokolenie w swoich umysłach i ciałach taszczymy.
Samo zrozumienie tego nie pomoże, cóż z tego że wiemy, że ciało jest niewinne, skoro i tak nie wyjdziemy nago na balkony. Cóż z tego, że chcę być tolerancyjna, kiedy stojąc w kolejce po bułkę w Londynie z całym kolorowym światem obok, przyłapuję się na głosie mówiącym „uff! Jestem biała! Nie mam tak jak oni, odrzuceni przez kolor skóry.” Czego potrzebujemy najbardziej to doświadczania tego wyparcia, widzenia w sobie bólu i organicznego jego przeżycia. To co ja widzę w moim życiu jako bezcenne, to ciągłe konfrontowanie się z obrzydzeniem i cielesnym jego eksperymentowaniem. Kiedy przyłapuję się na silnej emocji wstydu czy poczucia winy, staram się (choć oczywiście nie zawsze wychodzi) nie zatapiać go w czekoladzie czy w kolejnym filmie, lecz przeżyć go, wytańczyć, wykrzyczeć, opowiedzieć komuś, spotkać go. Nie uciekam w działanie, trwam, medytuję, pozwalam sobie na ból w ciele, przyłapuję się na tanich projekcjach na innych. („To ich wina, wina systemu, kultury, rodziców, szkoły. Cholera! Sąsiadki, że jest taka stara, głupia i nic nie rozumie!”)
Polecam improwizację tańca i wszelką formę pracy z ciałem. Radzę zmierzyć się z demonem, który rozpuści się jak masło, gdy tylko damy mu dobrą muzykę, trochę uwagi, szansę przebaczenia i miłości. Wszyscy w sobie to nosimy, pomaga idea wspólnoty i dzielenie się z innymi, gdy widzimy że choć inaczej pachną, są tak samo niedoskonali jak my. Każdy z czymś się zmaga, każdemu gdzieś przeszkadza jego wstręt. Nie ma w nas takich tajemnic, których by nie znał ten świat - to tylko wstyd i poczucie winy w parze zagarniają sobie prawo do twojej doskonałej niedoskonałości. Zrób na nich kupę i ich pogoń!
Agnieszka Kowalińska
Komentarze
Interesuje mnie coś zupełnie innego. Większość (jeśli nie wszystkie) przykłady, które mają czytelnika tego tekstu obrzydzić dotyczą ciała. Ciało jest kluczowe.
W dodatku autorka słusznie zauważa, że jeśli jeszcze ktoś dotrwał do końca tekstu to tylko dlatego, że to tekst. Doświadczenie jest kluczowe.
Doświadczamy poprzez ciało...nie ma innej opcji. Tabu dotyczą ciała...zachowań związanych z ciałem. W kulturze zachodniej mamy problem z ciałem. Nie tylko mamy bardzo ograniczone (kulturowe) wyobrażenie o cielesności - ignorujemy fakt że istniejemy w świecie poprzez ciało. Zachód jest przeintelektualizowany, przetekstualizowany, jest na maxa oddalony od swojego ciała.
Nic dziwnego, że największe rewolucje w naukach społecznych dotyczą obecnie ucieleśnienia (embodied)wszystkiego i dynamiki doświadczania, działania (habitusu). Cóż tyle dygresji. Smacznego ;-)
Największe rewolucje w naukach społecznych dotyczą obecnie ucieleśnienia (embodied) wszystkiego i dynamiki doświadczania, działania (habitusu).
Pawle, napisałbyś o tym coś więcej? Jak ten habitus teraz się embody'uje?
Bo (a) myślę, że dla jakichś 99,7% Czytelników temat jest ciemny;
i (b) moja ulubiona Twarda Ścieżka ma bardzo wiele wspólnego z Ciałem.
Pozdrawiam!
Po pierwsze - pocę się i czuję się tym strasznie skrępowana, przy tym mam jakieś dziwne wyobrażenie, że tylko ja się tak straszliwie pocę, a inni są cały czas pachnący i świeży, i "mięciutcy jak kaczuszka". Trochę rzeczywiście pomaga narzekanie na straszliwe upały, ale... swoje wiem.
Po drugie - wpajanie dzieciom obrzydzenia grozi czymś bardzo poważnym moim zdaniem - jeden z moich znajomych dzieciaków narzeka na bóle brzucha, bo najzwyczajniej w świecie podejrzewam wstydzi się zrobić u kogoś w domu kupkę, bo to brzydkie, bo śmierdzi, bo się "nie powinno"...
Poobserwuję dyskusję - a może ktoś da fajne i proste rozwiązanie :)
Dzięki za tekst :)
habitus na wiki najlepiej jest opisany tutaj:
http://en.wikipedia.org/wiki/Pierre_Bourdieu
(zakładka o Habitusie)
niestety polska wersja hasła habitus jest beznadziejna.
Angielskie samodzielne hasło habitus też wprowadzać może w błąd.
Pozdrowienia!
do bjork: nie wiem czy znasz taką książeczkę dla dzieci p.t. "Kupa- przyrodnicza wycieczka na stronę" Daviesa Nicola -
http://www.empik.com/kupa-przyrodnicza-wycieczka-na-strone-davies-nicola,2362768,ksiazka-p
myślę, że zabawą i humorem można demona śmierdzącej kupy nieźle nastraszyć:)może coś pomoże:)
i dziękuję się za podzielenie o problemie Twoich rąk:) ja ostatnio na warsztatach pracowałam z moim ciagłym demonem za grubych ud.. chodziłam po sali karykaturalnie do rozmiarów entych wydętych w moich myślach ud, aż zaczęły się pokazywać konkretne obrazy z czego to wynika, no i nieźlę się uśmiałam:) polecam!
serdecznie pozdrawiam A
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
