zdjęcie Autora

17 czerwca 2013

Katarzyna Urbanowicz

Serial: Babcia ezoteryczna Sezon drugi
Uczulenie na Ruskich

Kategoria: Twórczość

◀ Maluch w szkole ◀ ► Tranzyty na pewną podróż przez pół świata ►

         Jestem uczuleniowcem, więc wiem jak to jest, gdy ugryzie cię osa (a ci uczuleni na jad pszczoły mają jeszcze gorzej) i zaczynają ci puchnąć drogi oddechowe, coraz trudniej zaczerpnąć powietrza, ale musisz biec do sąsiadów, żeby ktoś cię zawiózł natychmiast do odległego o 8 kilometrów szpitala i modlisz się przez te kilkadziesiąt metrów od ich domu, żeby sąsiad był trzeźwy. Wiem jak to jest gdy kilkadziesiąt sekund po zastrzyku znowu możesz zaczerpnąć powietrza, jaka radość opanowuje człowieka, że jeszcze raz mu się udało i jak po tym jest się klapniętym, niczym przydeptany kapeć.

         Wiem też jak jest, gdy zetknę się gołą skórą z uczulającą substancją, taką na przykład jak sierść niektórych gatunków psów, czy niektóre chemikalia. Wiem to od czasu, gdy w prezencie dostałam własnoręcznie uszytą przez teściową kołdrę z adamaszku, w której oprócz zgręplowanej wełny ze starych wełnianych rzeczy, znalazła się sierść ich psa – podobno dobrze, jak kocie skórki działająca na reumatyzm. Po dniu spędzonym na plaży, spalona na czerwono, przykryłam się taką nowiutką kołdrą, śliską i chłodną w dotyku, a obudziłam się rano obsypana paskudnie swędzącymi bąblami i to w czasach, gdy jedynym lekarstwem na takie swędzenie było polewanie się wodą z solą.

         Wiem to wszystko i jak najdalsza byłam od drwin z ludzi, u których nagle zaktywizuje się jakieś uczulenie. Zawsze jest przecież ten pierwszy przerażający raz...

         Aż do dziś. Nie sądziłam, że możliwe jest uczulenie, które nazwać można politycznym. Mówi się wprawdzie: „dostaję wysypki jak słucham (tu wymienić stosowne nazwisko, najlepiej jakiegoś polityka z górnej półki)”, ale to przecież tylko taka przenośnia, której nie należy rozumieć dosłownie. A jednak...

         W dzisiejszym króciutkim przeglądzie katastrof, wypadków i tym podobnych wydarzeń w Warszawie i okolicach serwowanych w audycji „Raport na gorąco” telewizji regionalnej TVP Warszawa usłyszałam taką oto historię:

         Patrolujący okolice ambasady rosyjskiej policjant znalazł pod murem tejże ambasady podejrzany niewielki pakunek – kopertę. Otworzył ją, odetchnął i nagle dostał ciężkiego ataku reakcji alergicznej. Pogotowie natychmiast odwiozło go do szpitala, a specjaliści przystąpili do analizy zawartości koperty skutecznie odcinając komukolwiek dostęp do okolicy na kilka godzin i uruchamiając służby chemiczne Straży Pożarnej. Po analizie okazało się, że koperta zawierała wyłącznie stare rachunki i nie było w niej ani śladu niczego trującego lub groźnego dla zdrowia. Widać alergia policjanta była z rodzaju politycznych, sterowanych jego wyobraźnią, przekonaniami i obawami przed światowym terroryzmem, wyciągającym swe macki w stronę wszystkich służących siłom dobra krajów, uczestniczących w zwalczaniu ogniem i mieczem sił zła.

         A Polska, szczególnie związana z siłami dobra, tym więcej narażona jest na działanie sług szatana, o czym nie wolno nam zapominać.

         Przyjęłam do wiadomości, że można być tak uczulonym politycznie, że aż reagować prawdziwą alergią na stworzone przez siebie myślokształty i natychmiast usiłowałam odnaleźć inne przykłady takich alergii, choć nie tak groźne, ale symptomatyczne.

         Nie musiałam daleko szukać. Zrozumiałam, że występują częściej niż myślimy, tyle że lekceważymy je, bo wydają się błahe. Oto przykład z dzisiejszego ranka:

         W porze największych korków idziemy z koleżanką na pocztę nadać paczkę. Na przejściu dla pieszych pali się zielone światło, ale wielu zniecierpliwionych kierowców stara się za wszelką cenę wjechać na to skrzyżowanie z prawa i z lewa, byle za wszelką cenę znaleźć skraweczek wolnego miejsca i nie utknąć na długie chwile za skrzyżowaniem. Właśnie pewna pańcia z telefonem przy uchu wepchnęła się skręcając w prawo na przejście dla pieszych i zatrzymała się tam tarasując nam drogę. Powiedziałam coś złośliwego do koleżanki na temat braku przejmowania się jakimikolwiek przepisami przez Polaków gdy oburzona moim komentarzem poczuła się pewna kobieta zmierzająca z wózkiem na zakupy na pobliski bazar. Wrzasnęła do mnie, że przede wszystkim powinni to robić ci na górze i od nich należy wymagać przestrzegania prawa, a nie od nich, pospolitych szaraczków, do której to kategorii zaliczyła oprócz siebie prawdopodobnie i tę pańcię w samochodzie.

         Nie jestem z tych, którzy odmawiają dyskusji politycznych (choć zasadniczo ich nie znoszę) ale w tym przypadku, skazana na oczekiwanie, aż zapali się następna tura świateł (i tak faworyzująca samochody a nie przechodniów) uznałam, że umili mi ona ten przymusowy postój i odrzekłam, że ci na górze byli kiedyś tymi na dole, i że nie nauczono ich szacunku dla prawa, i dlatego tacy są, jacy są, jeśli są, i prawdopodobnie ich rodziny od dziecka wpajały im pogląd, że prawo powinni przestrzegać głównie ci na górze, a cała reszta jak kto chce. Było nawet takie powiedzenie: „Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce”

         Kobieta nie znalazła żadnych argumentów logicznych do dyskusji, więc zaperzyła się okropnie i zaczęła coś wrzeszczeć, ale spieszyło się nam, więc nie słuchałyśmy jej dalej.

         Jednak do wieczora pozostał mi w pamięci ten jej dziki wrzask (nie wiem czy mi się wydaje, ale ludzie kiedyś tak nie wrzeszczeli, byli bardziej stonowani i cisi, nie wyrzucali z siebie całego swojego wnętrza przy błahych okazjach). Pomyślałam, że też jest to jakiś rodzaj uczulenia, alergia powodująca objawy jak najbardziej fizyczne na rzeczy wydumane, czy nabyte, jak na przykład przekonania polityczne. Może ukłucie poczucia zajmowania niższej rangi w społeczeństwie może być groźne niczym jad osy, pszczoły, szerszenia, żmii czy innego draństwa. Skoro może uczulić sierść miłego i spokojnego psa, to tym bardziej może to zrobić niewinna wzmianka o złamaniu prawa przez jakąś obcą kobietę. W moim przypadku, sierści pieska, byłam poparzona słońcem, na którym zbyt długo przebywałam i działa do dziś już bez udziału słońca. Co było tym słońcem w przypadku owej kobiety, zmierzającej na bazar po zakupy? Co ją tak poparzyło w naszej rzeczywistości, w gruncie rzeczy nie takiej złej, od sześćdziesięciu paru lat bezpiecznej od prawdziwych wojen tlących się czy wybuchających w tym czasie na świecie, że zasłyszana przypadkiem banalna uwaga, wypowiedziana do innej osoby, bynajmniej jej nie dotycząca wyzwoliła taką reakcję alergiczną?

         I czy jedynym lekarstwem jest coś w rodzaju polewania człowieka posoloną wodą? W takim razie marnie widzę los długiego panowania pokoju w naszym kraju. A jeśli nie, to co nim może być? Gdzie szukać takiego lekarstwa?

◀ Maluch w szkole ◀ ► Tranzyty na pewną podróż przez pół świata ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)