14 listopada 2012
Wojciech Jóźwiak
Uderzające podobieństwo kilku kart tarota do faz porodowych Grofa
Karta 13-Śmierć w talii marsylskiej przedstawia śmierć jako ożywiony szkielet z kosą, który kroczy pozostawiając za sobą odcięte ludzkie członki: głowy, dłonie, stopy. (Waite w swojej szeroko znanej choć często mylącej talii posadził śmierć na koniu niby rycerza – tę rycinę litościwie zapominamy.) Marsylski obraz nabiera sensu, kiedy obserwujemy tę kartę na tle enneagramu jako przejście od enneagramowego punktu 3 do punktu 9: od Trójki-Wykonawcy-Performera do Dziewiątki-Mediatora. Ale przede wszystkim i w głębszej warstwie znaczeniowej jest to przejście od Wstydu lub Niedowartościowania do Gniewu. Lub, jak pozytywnie to ujął Piotr Jaczewski, od Miłości do Mocy.
Karta 13-Śmierć ilustruje i przedstawia (wykłada) sytuację, kiedy ktoś spod władzy negatywnej i wiążącej emocji wstydu (lub: niedowartościowania, poczucia własnej mniejszej wartości) przechodzi pod władzę innej i konkurencyjnej emocji: gniewu. Ktoś, kto dotychczas czuł się zobowiązany w pewnej grupie coś robić, komuś podlegać, komuś służyć lub służyć regułom obowiązującym w jego społeczności, doznaje „przestawki”: oto dominująca dotąd emocja zbiorczo nazywana wstydem, a więc kombinacja (negatywnego) poczucia winy i niedowartościowania, oraz (pozytywnego) przywiązania do kogoś/czegoś, słabnie i zostaje przewyższona przez narastającą inną emocję: gniew, będący przejawem narastającego poczucia własnej mocy. Możemy też to widzieć tak, że oto miłość gaśnie przewyższona przez moc. Zarazem związek z kimś-czymś zewnętrznym ustępuje i zostaje przewyższony przez coś własnego: indywidualizm.
Jest to sytuacja buntu. Buntowniczego zrywu – który jest arogancki dla dotychczasowego układu, do którego „bohater” tej przemiany należał, ale dla bohatera jest drogą wyrwania się na wolność ku wolnej przestrzeni. Gdzie można odetchnąć pełną piersią i otworzyć oczy na światło. „Jakże lekko jest oddychać szkieletom!” - ten szkielet na rysunku dziwnie tu pasuje!
Ta przemiana ściśle odpowiada Czwartej Fazie okołoporodowej Grofa, czyli ostatecznym narodzinom, kiedy noworodek wydostaje się na zewnątrz, pierwszym krzykiem napełnia płuca powietrzem, otwiera oczy na światło, a do uszu wlewa mu się niczym nietłumiony hałas pozamacicznego świata. Oto bunt przeciwko macicy dokonał się! Dopełni go odcięcie pępowiny – patrz kosa w dłoni 13-Śmierci.
Podobieństwo karty 13-Śmierć do Czwartej Fazy Grofa każe szukać podobnego podobieństwa w innych kartach. Których? 13-Śmierć należy do krótkiego – 3 karty i przejścia – cyklu stresowych lub inicjacyjnych przejść pomiędzy punktami wewnętrznego trójkąta enneagramu, czyli punktami 3, 6, 9. Należą tu także karty 16-Wieża i 9-Pustelnik.

16-Wieża wykłada przejście od punktu 6 (Szóstka-Adwokat Diabła) do 3 (Trójka-Wykonawca), czyli od Lęku do Wstydu/Niedowartościowania. Lęk słabnie lub zostaje złagodzony narastającym poczuciem podległości pewnej zewnętrznej przemożnej potędze. Ilustracja przedstawia wieżę-twierdzę, która płonie i z której dokonuje się upadek-defenestracja dotychczasowych władców, jak się domyślamy właśnie tych, w których skupiał się lęk „naszego bohatera”, którzy przepajali go panicznym strachem. I pożar i upadek został spowodowany przez siłę jeszcze większą, a ogień lub piorun idący z nieba nasuwa tu, na mocy odwiecznego kodu, objawienie się bóstwa. „On jest mój bóg, pod którego obronę pilno mi się uciec!” - tak myśli bohater i dlatego nieprzypadkowo karcie nr 16 dawano tytuł „Dom boży”.
Kartę tę można zarazem odczytać jako obraz drogi bohatera, który ufny w sprzyjającą mu siłę wyższą – ale też dlatego, że innego wyjścia nie ma! - idzie „w ogień”, pomiędzy iście kosmiczne katastrofy, ufając, że minie je cało.
W terminach Jaczewskiego, Miłość przeważa tu nad Humorem (Dystansem) negatywnie wyrodzonym w lęk. „Wierzę, choć to jest absurdalne” - jak pisał św. Augustyn, dokładnie w duchu tej karty. Jest w tym akt wiary, a raczej błagalnego zawierzenia.
Przemiana ta odpowiada Trzeciej Fazie okołoporodowej Grofa, tej kiedy embrion porzuca dawniej bezpieczną a teraz odrzucającą i grożącą zgnieceniem macicę i rusza w drogę przez kanał porodowy, chociaż ta droga, w planie wyobrażeniowym kojarząca się z ogniem, wojną i atakiem krwiożerczych bestii, i dokonywana na bezdechu, pozornie mało różni się od śmierci.
Karta 9-Pustelnik wykłada przejście od punktu 9 (Dziewiątka-Mediator) do 6 (Szóstka-Adwokat Diabła), czyli na bardziej elementarnym poziomie od Gniewu do Lęku lub od Mocy do Humoru (Dystansu). Lecz przecież to przejście od Gniewu do Lęku (lub od Mocy do Humoru-Dystansu) - to akt tchórzostwa czyli tchórzba! Gniew i osobista moc słabną przewyższone przez narastającą potrzebę dystansu (zdystansowania się), co pozytywnie bywa wyrażane jako: „ja już to widzę z daleka i śmieję się z tego, i odbieram li-tylko intelektualnie”, lub wyrażane negatywnie jako: „boję się, lękam się o swoją całość, życie itd.”
Treści te ilustruje postać karty: pustelnik, czyli ktoś kto w imię uzyskania dystansu wyobcował się, oderwał się od ludzi, wyszedł w samotność. Wyobcowanie to jest całkowite. Jego płaszcz-habit symbolizuje ukrycie lub wręcz pozbycie się własnej indywidualności. Latarnia w dłoni wskazuje, że wokół niego jest ciemność; ta ciemność to brak wszelkiej wiedzy o dotychczasowym świecie, której zarazem się wyzbył; kij w dłoni symbolizuje jego zdanie się tylko na to, co jest tu-i-teraz, na najbardziej bezpośrednie doświadczenie konkretu.
Sytuacja Pustelnika jest uderzająco podobna do stanu w jakim znajduje się embrion w Drugiej Fazie Grofa, czyli wtedy, gdy odejdą wody i macica się kurczy. Jego mały świat staje się mroczny, wypełnia go wroga ciemność, dojmującym uczuciem staje się poczucie obcości, zagrożenia i w konsekwencji lęku, ale i smutku. Nic nie jest cokolwiek warte! „Dorosłym” odpowiednikiem Drugiej Fazy jest depresja.

Powyższe trzy karty, 6-Pustelnik, 14-Wieża i 13-Śmierć tworzą cykl w wewnętrznym trójkącie enneagramu. Gdzie szukać obrazu Pierwszej Fazy? - Czyli tego ekstatycznego zjednoczenia ze światem, zawieszenia w jego Całości? Odpowiednią karta jest nienależąca do enneagramu karta 21-Świat.
Wojciech Jóźwiak
Rysunki kart wg strony karenswhimsy.com: karty 1 - 11, karty 12 - 21, 0
Komentarze
Bardzo ciekawe! I chyba nie ma tej postaci wśród herbów polskich.
Dla mnie osobiście karta Tarota która przychodzi jako automatyczne skojarzenie to właśnie "Wisielec". Moja pępowina owinięta wokół szyi, zagrażająca życiu - przejście z łona matki przez cesarskie cięcie na Świat. Narodziny z Wisielcem w tle... Temat do dalszych rozważań.
Michał, daj coś w końcu na Tarakę a książkę pisz, pisz, bo brakuje takich pozycji, a głód jest ogromny, "wężowo - ssaczy" ;))
Pytanie czy Słowianie mieli inicjacje wojenne. Dobre pytanie, też będę szukał odpowiedzi. Na razie link do inspirującego materiału:
http://www.krak.krakow.pl/oduchowosci.html
Chociaż utracił WILCZĄ paszczę. I podstawowe pytanie: w którą stronę idzie ten film? Czy ten wąż lub wężowilk POŻERA dziecko czy przeciwnie, dziecię się z jego paszczy WYDOSTAJE? (Jak ze św. pam. Geremkiem: czy na schodach wchodzi czy schodzi?)
Nas ucieszyłaby interpretacja, że wydostaje, wtedy byłaby to ilustracja IV fazy Grofa, czyli tryumfalnego wyjścia z łona na wolność.
Wilkowęże kierują nas do krainy hr. Drakuli: Dacian Draco, balaur, zmeu. W tym ostatnim haśle przebijają nacjonalne kompleksy niższości-wyższości Rumunów, ale dla każdego Słowianina oczywiste, że "zmeu" od naszego "żmija/zmieja", który z tego samego rdzenia, co "ziemia".
(Btw.: Artykuł, o którym wspomnial HardChief oczko wyżej jest też tu: Jakub Jaksa Przybyła. O duchowości [słowiańskich] wojowników w epoce przedfeudalnej.)
Wyeksponowany jednak do rangi propagandowego narzędzia jest niestrawny. No i smoki. Jakoś milsze stworzenia niż złowieszczy demiurg mający pretensje do całości wszechświata. Ech, jak fajnie by było, gdyby u nas był mit dominujący, oswojenia czy ujarzmienia, dosiadania smoka lub uczenia się od smoka.
Ale nie: Przychodzi dupek naładowany propagandową prawdą, myślący, że jest aniołem, drugim czy trzecim(Metatron) po bogu, naćpany własnym światłem, myślący, że umie latać i zabija nie wiadomo czemu winne stworzenie. I nawet nie robi tego w celach konsumpcyjnych.
Co do motywu deptania "pogańskich" wierzeń - niestety, tu możesz mieć Wojciechu rację
Natomiast samo zjednoczenie się ze smokiem...err, to ogólnie mówiąc, nienajlepszy pomysł. Zwłaszcza dla kogoś z silną charakterystyką wojownika - patrz np. Wlad Dracul. I wątpię, czy fajnie by było, gdyby u nas był mit dominujący oswojenia czy ujarzmienia smoka lub uczenia się od smoka, jak np. w Chinach.
U Chińczyków ciekawi mnie ta ich smocza cecha - niesamowite nienasycenie. Chcą ciągle wszystkiego więcej i więcej: wyższe budowle! jeszcze wyższe! więcej mleka! więcej żywności! więcej złota! więcej rezerw walutowych! Chińczyk musi mieć dużo! dużo! - przyjedzie do nas na wakacje to non stop zdjęcia robi, nawet drzwi wejściowe do kibla sfotografuje (już parę razy takich delikwentów w "moim" Muzeum widziałem).
Jednak nadmierna chciwość szkodzi - i tak bywa w ich wypadku. W mleku melanina, arbuzy tak "naszprycowane" że jak słońce przyświeciło, to pękały z hukiem (bo ich miąższ ciągle rósł, a skórka nie za bardzo), a olbrzymie budowle wznoszone na chybcika z notorycznym naginaniem norm konstrukcyjnych będą miały krótką żywotność, nie mówiąc o tym, co będzie w wypadku większego trzęsienia ziemi u nich. Kobiet w wieku rozrodczym mają za mało - i nawet zniesienie polityki jednego dziecka nie zmieni sprawy. Niewielu Chińczyków może sobie pozwolić na 2 i więcej dzieci, a po co tyle kasy ładować w "bezużyteczną" córkę...
Chiński smok jest, jaki jest. Na razie, w skali całego świata narastają "antysmocze" obawy. Toteż "drachenkampf" w roli propagandowego narzędzia w Europie może jeszcze powrócić. I kto wie, co jeszcze
BTW. Kiedyś dr Bąbel napisał ciekawy artykuł "Smoki i smokobójcy", z bardzo rozsądnym wyjaśnieniem sensu takiej "inicjacji smoczej", nie tylko z motywem zabijania smoka, ale też wyłonienia się z jego paszczy
Połknięcie i bycie wyplutym, czy wydostanie się- też jest symbolem "zjednoczenia". Tylko bardziej "porodowego". Tak jak zjedzenie serca smoka - bardziej "trzewiowego". W kwestii samych smoków, to jednym zdaniem bym scharakteryzował tą jakość jako połączenie instynktu ze strategią.
I jeśli rozmawiamy w kategoriach archetypowych, przy okazji tekstu dr Bombla:
W psychologii neojungowskiej stosunek do archetypu Cienia w postaci Smoka pozwala wyodrębnić archetypy wewnętrznego bohatera - Sieroty, Męczennika, Wędrowca, Wojownika i Maga. Sierota dążący do bezpieczeństwa zaprzecza istnieniu smoka a jednocześnie oczekuje na ratunek. Męczennik charakteryzujący się dobrocią, troską i odpowiedzialnością, zaspokaja żądania smoka lub poświęca siebie, aby ratować innych. Z kolei niezależny i samodzielny Wędrowiec ucieka przed smokiem. Wojownik, którego cechą jest siła i skuteczność zabija smoka. Natomiast Mag dążący do jedności, autentyczności i równowagi wręcz się z nim utożsamia.
To bez smoka nie jest możliwe tworzenie. NAUKA jest smokiem. KULTURA jest smokiem. CYWILIZACJA jest smokiem.
Smoki ciągną po ziemi ogon i wytyczają drogi, które trzeba przekopać kanałami do nawodnienia. W słowiańskim micie dwóch boskich kowali zaprzęgło pokonanego przez siebie żmija do pługa i z jego pomocą wytyczyło koryto Dniepru.
Ot dla mnie sens smoka. Dodam, że oczywiście niezauważanie smoka i separowanie od niego sprawia, że smok z jednej strony dziczeje, a z drugiej strony z ludzi robi sieroty i męczenników, pozbawia ich korzeni, czyniąc z nich tułaczy-wędrowców. Jeśli mają wystarczająco zakute łby i są naćpani idealizmem, chciwością hm religią - palladynów, św. michałów co z zewnątrz przypomina michałki.
W jedynie słusznych prawach autorskich do stworzenia wszechświata dopatrywałbym się przesycenia "złem" smoka i zepchnięciem go do cienia. Tam gdzie bogowie burzy i piorunów naturalnie zmagają się ze smokami(też jednoczenie) pada deszcz i coś rośnie. Tam gdzie bohater jednoczy się ze smokiem, nawet przez zjedzenie lub bycie pożartym - zyskuje wiedzę, mądrość, spryt, równowagę.
To dobry pomysł dla osób z silną charakterystyką wojownika ;)
W osobie naszego Wlada Dracula, w drakuli, wampirze rozpoznaję zepchniętą w cień postać zmiennokształtnego, szamana.
Po pierwsze - rozwinięcie koncepcji Pearson, która rozmnożyła bohaterski "panteon" z sześciu postaci do dwunastu:
http://www.plasterek.pl/PokonacSmoka.html
Po drugie, po cichu, z pokorą, skorpioniasto milczę... Z procesem "michałkowania" żyję zbyt długo i za dużo się o tańcujących, skichałych Michałach nasłuchałem.
Ps: Paladyn - to jest to!!! Ale tylko Paladyn Sieciech.
Z pozdrowieniami dla "miłośników" Archistrategosa ;))
Ojtam ojtam, nie bierz tego do siebie :P Michały są fajne. To o wartość smoka się wykłócam, a nie o umniejszenie twego osobistego mitu. Masz teleson z kolcem - używaj! :)
Jeśli poszło w drugą stronę i wizja pozwoliła wygrać: Wskrzesi się gadzinę, to i polatać będzie z kim.
A jeśli połknął i wypluł - można iść w tą samą stronę. A nawet wspólnie zapolować. Człowiek ze Smokiem, lub dwa smoki.
Ja spotkałem smoka, smok spotkał mnie. Ja odmieniłem trochę smoka, a smok trochę odmienił mnie.
To moja wizja, mój sen, smok jest już częścią mnie jeśli się pojawił. Wręcz odwrotnie do tego, co się dzieje tutaj. Cóż, każda kraina ma własny zestaw reguł :) Wspólne jest to, że tu i tam, mogę uszanować smoczą czy czyjąś odrębność.

Ilustracja jest z nowego artykułu Michała Mazura: Drzewo kosmiczne - Kolumna Niebios - Axis Mundi. Ale Michał znalazł rycinę i ideę w: Jerzy Tomasz Bąbel. Smoki i Smokobójcy.
Na pierwszy rzut oka nie, bo w żadnej karcie nie ma ani węża ani pożerania przez zwierza. Ale... Coś luźno podobnego jest w karcie X-Moc. Jest (1) zwierz z paszczą gotową do pożarcia. (2) Osoba skonfrontowana z tą paszczą. (3) Kapelusz jako odpowiednik korony z z herbu Biscione.
Byłaby to trzecia interpretacja karty X, po (1, klasycznej) łagodnej siły, która oswaja bestię, (2) vagina dentata czyli potwór w sobie.
Golden Dawn Tarot według Wanga i Regardiego
poniżej dodatkowo zamieszczam oryginalny starożytny wizerunek z korynckiej wazy czarnofigurowej
![]()
Golden Dawn Tarot według Wanga i Regardiego
poniżej dodatkowo zamieszczam oryginalny starożytny wizerunek z korynckiej wazy czarnofigurowej
![]()
Królewna, która była smokiem czyli Disney magiczny --- mój b. stary tekst, z 1999. Ale prócz tego, że od tamtego czasu przestałem wierzyć w rzekomy "najazd patriarchalnych Indoeuropejczyków" na "starą Europę megalityczną", to reszta jest OK.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
