07 września 2015
Anna Szymańska
Serial: Sny i wizje
Ważny sprawdzian
◀ Atak na mnie i zabijanie kobiety ◀ ► Winda, ale już nie zła ►
Szkoła - moje liceum. Jestem w klasie. Pełno w niej ludzi
Zapada głęboka cisza. Drętwieję, bo wiem, że za żadne skarby nie napiszę tego sprawdzianu, więc maturę mam już z głowy. Wszyscy od razu pochylają się nad kartką, którą każdemu z nas położył na ławce, i czytają polecenia, ja też, ale tak naprawdę moje oczy tylko prześlizgują się po literach, bo moje rozbiegane myśli mają problem, by się skupić. Czuję, jakbym znalazła się w pułapce. Jest mi wstyd, bo ten profesor zawsze był dla wszystkich wielkim autorytetem i straszne byłoby zbłażnić się w jego oczach, zwłaszcza że - jak pamięć podpowiada - lubił mnie. "Co z tego, że lubił - słyszę głosy z tyłu głowy - wkrótce i tak dowie się, że z matematyki totalny z ciebie beton!" No nie, koniec świata! Rozglądam się nerwowo tu i tam. Wszyscy piszą w skupieniu i nikt nawet nie podejrzewa, że najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Co gorsza - wciąż czuję na sobie wzrok profesora, więc czekam na cud, że jakaś niewidzialna ręka podrzuci mi rozwiązania. Ale jest problem, bo on ma oczy wszędzie, więc zaklinam CZAS, by zatrzymał wskazówki (jego oczy również - jak to bywa na filmach, w których magia gra pierwsze skrzypce) i trwał nieporuszony.
Przeżywam męczarnie. Gniotę w lewej ręce kartkę, którą nieświadomie poskładałam w kostkę (w realu często tak robię, gdy szukam rozwiązania problemu), nieświadoma też tego, co to za kartka - egzaminacyjna czy jakaś zabłąkana ściąga... (?).
W ułamku sekundy wszystko się zmienia i staje sie cud - profesor wychodzi z klasy, ktoś rzuca mi to przeklęte rozwiązanie, które łapię w locie, ale boję się je rozwinąć, bo mam wrażenie, że oczy profesora - choć wyszedł - wciąż mnie śledzą. Myślowe tortury wracają. Gdzieś wychodzę, by zniknąć na chwilę i bez świadków zwalić te zadania, ale wszędzie pełno ludzi; wciąż krążą wokół mnie, tam i z powrotem, a mnie szlag trafia (sorry), bo wiem, że czas mi się kończy... W końcu korytarza widzę dziewczynę, która macha do mnie rękami i krzyczy, żebym wracała, bo on już wrócił i jest wkurzony. Jestem w rozterce, a czas płynie... "Trzeźwieję" wewnętrznie i wracam.
Już z daleka widzę go stojącego w drzwiach, jakby na mnie czekał; spodziewam się, że zaraz każe mi opróżnić wszystkie kieszenie, bo głowę daję, że wie, po co wyszłam z sali. Zbliżam się, ale nic takiego się nie dzieje. Przepuszcza mnie w drzwiach bez słowa, a potem od razu zaczyna zbierać kartki. Wcale nie jest zły. Nawet się uśmiecha (?!).
Wśród osób zgromadzonych na sali rozpoznaję twarz drugiej osoby z przeszłości, a jest nią tym razem koleżanka z podstawówki - Danusia K., córka lekarza. Uśmiecha się. To ona rzuciła mi tę ściągę. Oddaję uśmiech za uśmiech, ale w środku czuję jakiś wstyd pomieszany z lękiem, którego nie umiem nazwać...
Budzę się.
B.
◀ Atak na mnie i zabijanie kobiety ◀ ► Winda, ale już nie zła ►
Komentarze
od siebie, Ten "egzaminator" to Ty sama (w tym śnie jednocześnie jesteś "nim" i "sobą"). My ciągle zapominamy (a dlaczego mielibyśmy nie zapominać?), że w sanach będąc świadomymi (swojego ego) zmagamy się z własną podświadomością (naszym alter-ego) . To jedno wyjaśnienie ...
Drugie (dalsze) wyjaśnienie może być takie, że nie tylko sama stawiasz sobie wysokie wymagania, ale (jak większości z nas) zależy Ci na tym jak widzą (oceniają) Cię inni. Sama jednak możesz oceniać się o wiele bardziej surowo.
Zawsze możesz też liczyć na czyjąś pomoc. Jest to uzasadnione, bo na pomoc liczą Ci, którzy sami potrafią jej udzielać. ... Skuteczność tej pomocy zależy tylko od Ciebie, od tego czy przyjmiesz ją bez zastrzeżeń, czy jak w tym śnie będziesz miała wątpliwości co do jej natury ...
Pozdrawiam
Dziękuję za wsparcie.
Pozdrawiam.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
