04 sierpnia 2011
Bea
Serial: Sny i wizje
Wiezienie
Bylismy razem-uwiezieni.
Tkwilismy w jakiejs olbrzymiej szopie (pamietam ostre promienie slonca przeswietlajace wszystko poprzez sciany z niedokladnie dopasowanych dech )
Bylo jasno- ale bylo to wiezienie.
Musielismy lezec na niziutkich,drewnianych pryczach.
Nie moglismy wstawac.
On - A. (odwieczny przyjaciel,blizniacza dusza) byl po mojej prawej stronie.
Nieustannie pilnowano nas z zewnatrz ? Nie wiem - teraz zdaje sie,ze nie.(!)
W pewnym momencie, przez olbrzymie drzwi,ktore widzielismy stale przed soba,wszedl Glowny Straznik (?)-ktos, kto kierowal tym wszystkim.
Skupil uwage na mnie.
Krazac wokol, wygadywal ,podniesionym glosem ,najokropniejsze z mozliwych rzeczy.
Znecal sie psychicznie w koszmarny sposob, tworzac napiecie,ktore prowadzi do obledu.
Ten strach,czy zdolam to wytrzymac -nie mogac odezwac sie ,ani poruszyc.Wiedzialam,ze gdy to zrobie-wszystko stracone, i ze od mojej reakcji zalezy zycie. O swoje nie dbalam.
Lezalam w tym koszmarze ( nie wolno mi bylo takze zamknac oczu)-nie wiem jak dlugo.
Zdawalo sie,ze jestem po drugiej stronie.Blogi spokoj,cisza i swiatlo.Zniknelo wszystko poza nimi.
Wtedy dojrzalam A. -pochylony nade mna,oznajmil,ze nie wie jak to mozliwe, ale jestesmy wolni. Jestesmy wolni!
Pomogl mi wstac i wyszlismy spokojnie,poprzez nieduze drzwi,do ktorych skierowal sie tak zdecydowanie, jakby znal je od zawsze.
Te drzwi, nieco po lewej, mielismy (lezac) ciagle za swoimi glowami.
Drzwi, ktorych nie trzeba bylo otwierac,wypelnione swiatlem.
Przejscie raczej, portal.
Wyszlismy ku swiatlu ,a wszystko przepelnione bylo
bujna zielenia poteznej i bardzo cieplej dziewiczej puszczy
rozciagajacej sie nieco ponizej przed nami.
Tkwilismy w jakiejs olbrzymiej szopie (pamietam ostre promienie slonca przeswietlajace wszystko poprzez sciany z niedokladnie dopasowanych dech )
Bylo jasno- ale bylo to wiezienie.
Musielismy lezec na niziutkich,drewnianych pryczach.
Nie moglismy wstawac.
On - A. (odwieczny przyjaciel,blizniacza dusza) byl po mojej prawej stronie.
Nieustannie pilnowano nas z zewnatrz ? Nie wiem - teraz zdaje sie,ze nie.(!)
W pewnym momencie, przez olbrzymie drzwi,ktore widzielismy stale przed soba,wszedl Glowny Straznik (?)-ktos, kto kierowal tym wszystkim.
Skupil uwage na mnie.
Krazac wokol, wygadywal ,podniesionym glosem ,najokropniejsze z mozliwych rzeczy.
Znecal sie psychicznie w koszmarny sposob, tworzac napiecie,ktore prowadzi do obledu.
Ten strach,czy zdolam to wytrzymac -nie mogac odezwac sie ,ani poruszyc.Wiedzialam,ze gdy to zrobie-wszystko stracone, i ze od mojej reakcji zalezy zycie. O swoje nie dbalam.
Lezalam w tym koszmarze ( nie wolno mi bylo takze zamknac oczu)-nie wiem jak dlugo.
Zdawalo sie,ze jestem po drugiej stronie.Blogi spokoj,cisza i swiatlo.Zniknelo wszystko poza nimi.
Wtedy dojrzalam A. -pochylony nade mna,oznajmil,ze nie wie jak to mozliwe, ale jestesmy wolni. Jestesmy wolni!
Pomogl mi wstac i wyszlismy spokojnie,poprzez nieduze drzwi,do ktorych skierowal sie tak zdecydowanie, jakby znal je od zawsze.
Te drzwi, nieco po lewej, mielismy (lezac) ciagle za swoimi glowami.
Drzwi, ktorych nie trzeba bylo otwierac,wypelnione swiatlem.
Przejscie raczej, portal.
Wyszlismy ku swiatlu ,a wszystko przepelnione bylo
bujna zielenia poteznej i bardzo cieplej dziewiczej puszczy
rozciagajacej sie nieco ponizej przed nami.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
