03 września 2014
Jan Szeliga
Serial: Moja Twarda Ścieżka
Wyprawa do miejsc Mocy na Pomorzu
Relacja z mojej wyprawy do miejsc mocy na Pomorzu oraz Warsztatów Twardej Ścieżki które odbyły się dniach 8 - 10 sierpnia 2014 r. w Nowej Wsi Przywidzkiej.
◀ Letnie warsztaty w Puszczy Bolimowskiej ◀ ► Spotkanie z Davidem Thomsonem ►
Twarda Ścieżka, Szałas potu, Odry, Węsiory
Wyjazd na Pomorze już od dawna chodził mi po głowie. Słyszałem o licznych kamiennych kręgach i miejscach mocy, które znajdują się w tych stronach.Kilka tygodni temu miałem też sen, w którym wyraźnie zobaczyłem mapę całego wybrzeża.
Postanowiłem więc wybrać się z warsztatami Twardej Ścieżki w te strony. Niestety, nie znałem odpowiedniego miejsca, które nadawałoby się na warsztaty. Nawet już zrezygnowałem z tego pomysłu i wtedy moja znajoma, mieszkająca w Gdańsku, podała mi namiary na miejsce, które wydało mi się odpowiednie. Wróciłem więc do pomysłu, aby zorganizować tam warsztaty i zacząłem przygotowania do wyjazdu.
Kilka miesięcy temu poznałem na Facebooku Mariana, który pochodził, z sąsiadującego z moją miejscowością, Jasła. Marian w tej chwili mieszka w Gdańsku, a jego żona Elżbieta prowadzi praktyki z radykalnego wybaczania.
Razem z Marianem i Elżbietą postanowiliśmy zorganizować wspólne warsztaty, łącząc praktyki Twardej Ścieżki z Indiańskim Kręgiem Wybaczania.
Miałem do przejechania całą Polskę z południa na północ. Wyruszyłem więc dzień wcześniej, by w dniu warsztatów być już na miejscu. Po całodziennej jeździe, gdy robiło się już ciemno, dotarłem do Gdańska, gdzie - korzystając z gościnności Elżbiety i Mariana - spędziłem u nich noc.
Przed południem dotarło do nas kilku uczestników warsztatów i już razem pojechaliśmy odwiedzić kamienne kręgi w Węsiorach.
Odczuwamy moc kamiennego kręgu
Po krótkiej wizycie w Węsiorach pojechaliśmy na miejsce naszych warsztatów znajdujące się w Szkole Rozwoju Duchowego SPIRIT-INSPIRATION, w Nowej Wsi Przywidzkiej.
Miejsce warsztatów
Miejsce warsztatów
Naszym oczom ukazał się domek położony w bardzo pięknej okolicy, graniczący z lasem i otoczony łąkami, na których pasły się konie.
Kilka osób zakwaterowało się w domku, a kilka postanowiło spać w tipi.
Już pod wieczór rozpoczęliśmy warsztaty spotkaniem w kręgu, po czym zaczęliśmy przygotowywać się do chodzenia po ogniu.
Układamy stos drewna
Rozpalamy ogień
Rozpalamy ogień
Powierzamy ogniowi nasze troski i ograniczenia
Przechodzimy po rozżarzonych węglach
Tipi
W sobotę, przed południem, udaliśmy się do tipi, gdzie przeprowadziliśmy ceremonię Indiańskiego Kręgu Wybaczania.
Odbyliśmy także podróże przy bębnie.
Zdjęcie grupowe w Tipi
Początek budowy szałasu potu
Po obiedzie i chwili odpoczynku - zabraliśmy się za przygotowania związane z szałasem potu.
Budujemy szałas potu
Budujemy szałas potu
Ognisko płonie
Szałas udał się dobrze. Kilka osób, po szałasie, weszło do małego basenu ogrodowego. Ceremonia zakończyła się późno w nocy.
Dyskusja przy stole
W niedzielę, przed południem, zrobiliśmy jeszcze marsz transowy. Po marszu zabraliśmy się za praktyki kończące warsztaty: "wysłaliśmy orły", podsumowaliśmy nasze wrażenia, pożegnaliśmy się i wybraliśmy się w drogę powrotną do swoich domów.
Pogoda w czasie warsztatów dopisała. Było ciepło i przyjemnie. Miejsce warsztatów było dla nas bardzo przyjazne. W dużej mierze zawdzięczamy to naszej gospodyni Anieli i jej rodzinie, za co im serdecznie dziękuję.
Noc spędziłem jeszcze w Gdańsku, skąd przed południem wyruszyliśmy wraz z Grzesiem (uczestnikiem naszych warsztatów) w kierunku kamiennych kręgów w Odrach. Dotarliśmy tam około godz 11.
Plan rezerwatu w Odrach
Odczuwam energię kręgu
Po krótkiej wizycie w rezerwacie, w czasie której odczuwaliśmy moc poszczególnych kręgów i pojedynczych kamieni, wyruszyliśmy w dalszą drogę.
W planie mieliśmy wizytę w Puszczy Bolimowskiej i szałas na pełnię. Wszystko dobrze szło aż do Torunia, gdzie wjechałem na autostradę tylko po to, aby stanąć w długim korku, który ciągnął się aż do samych bramek. Po pół godzinie ślimaczej jazdy byliśmy przy bramkach, gdzie zapłaciłem za tę "przyjemność" 2 zł. Po kilkuset metrach za bramkami coś strzeliło w moim samochodzie, po czym odczułem wyraźny spadek mocy silnika. Przejechałem jeszcze kilkaset metrów i auto stanęło. Trzeba było wezwać pomoc drogową, która zawiozła mój samochód do warsztatu. Okazało się, że uszkodzenie jest bardzo poważne i do wymiany jest głowica. W tej sytuacji dotarcie na szałas do Puszczy Bolimowskiej stało się niemożliwe. Tym bardziej żałuję, że miało w nim wziąć udział około 12 osób, a część uczestników już nawet przybyła na miejsce.
Warsztat pracował 24 godziny na dobę, więc mogłem liczyć na to, że wkrótce mój samochód będzie naprawiany. Gdy tak czekaliśmy - co chwilę pomoc drogowa dowoziła kolejne samochody z uszkodzonymi silnikami. Wszystkie te awarie wydarzyły się na autostradzie w tej samej okolicy, w której moje auto się zepsuło. To musi być chyba jakiś bardzo pechowy odcinek?
Zbliżała się noc, więc rozłożyliśmy namiot i położyliśmy się spać. Rano okazało się, że mój samochód już jest naprawiony. Czym prędzej wybraliśmy się w dalszą drogę, która przebiegła już bez przeszkód i gdy się robiło ciemno - dotarliśmy do mojego domu.
cdn...
◀ Letnie warsztaty w Puszczy Bolimowskiej ◀ ► Spotkanie z Davidem Thomsonem ►
Komentarze
1. Do Nesa? • Wojciech Jóźwiak • 2014-09-04
Nie odwiedziłeś, Janku, Nesa Kruka, który mieszka w tamtej okolicy, w Borach Tucholskich?
2. Brakło czasu • Jan Szeliga • 2014-09-04
Wojtku, rozważałem taką możliwość, ale niestety brakło mi na to czasu. Być może uda mi się to zrobić w przyszłym roku, jeśli uda mi się znowu wybrać w te strony?
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

















