10 czerwca 2015
Roman Kam
Serial: Sny i wizje
Wyszedł na zewnątrz
◀ Przesiadka z samolotu na samolot ◀ ► Zbliżająca się zawierucha ►
Uciekam w wielopiętrowym budynku przed upiorzycą, która chce mnie zabić. Chcę zjechać windą na parter i uciec przez główne wyjście, jednak zamiast tego ląduję w
Uciekam w wielopiętrowym budynku przed upiorzycą, która chce mnie zabić. Zjeżdżam windą na parter, by uciec przez główne wyjście, jednak zamiast tego ląduję w piwnicy. Idę szybko przez dużą, niską salę, gdzie spotykam cztery, pięć starszych kobiet - pomyślałem, że to może kucharki. Okazało się, że one również mają złe zamiary wobec mnie. Biegnę po schodach na górę, modląc się, by białe, masywne drzwi które widzę u szczytu, były otwarte. Uderzam w nie i wyskakuję z budynku. Słyszę jak ktoś woła:◀ Przesiadka z samolotu na samolot ◀ ► Zbliżająca się zawierucha ►
Komentarze
Na poziome górnym (super ego) jest wampirzyca. Na poziomie dolnym (podświadomość) to jakieś kobiety "mało" znaczące: myśli się, że to kucharki, ale są "starsze" i wrogie. Nasuwa się pytanie, czy to, co jest na dole, to to samo, tylko w innej postaci, tego, co na górze.
Umysł sugeruje, że wyjście jest na poziomie średnim, na poziomie świadomości (zapewne dlatego, że potrafi ona zdystansować się i do superego (jako tworu kulturowego) i do podświadomości.) Świadomość jest wyjściem na ZEWNĄTRZ, czyli ani kultura, ani podświadomość nie są obiektywne, nie wychodzi się dzięki nim z "ja".
Ale ważna jest też NEGATYWNOŚĆ KOBIECOŚCI, ale i jej NIEREALNOŚĆ lub NADREALNOŚĆ (wampir to istota fantastyczna) i POŚLEDNIOŚĆ (kucharka, starsza).
No i potrzeba wyjścia na zewnątrz, wnętrze, zamknięcie w nim grozi utratą czegoś. Śmiercią Jaźni? Kiedy wyjdzie się na zewnątrz może kobieta nie będzie groźnym demonem? Może na zewnątrz jest kobieta przyjazna i ważna (niekoniecznie już ze względu na wiek czy funkcję, bo te są ważne dla podświadomości).
Jakby umysł na poziomie nieświadomy zapraszał do zwalczania własnych fobii.
Ale się dzisiaj wymądrzam... :-)
Życzę miłego dnia.
Bynajmniej, nie wymądrzasz się Radku, tylko wygłupiasz ;) Żart! Żart :) Dzięki za tę próbę wniknięcia w ten sen. Wojciech J. zachęca do zajmowania się snami, bo jest to sposób na to, by nauczyć się ich języka. Oczywiście dla osób, które chcą świadomie ten język opanować.
Wróciłem ostatnio po czterech miesiącach z Kanady i zdziwiłem się, jak bardzo poprawił się mój, nieistniejący angielski. Niemal nie obcowałem z Kanadyjczykami, ale anglojęzyczny szum wdzierał się do mojej świadomości, która nieustannie podejmowała próby składania sensów okoliczności i jej symbolicznego (słowa to również symbole) odzwierciedlenia w mowie. Tak więc, pod koniec pobytu, sam siebie zaskakując wygłosiłem 10 min. spicz w mowie tubylców, mogąc przy tem upewnić się, że mnie zrozumieli :)
Wydaje się też, że sen dość jednoznacznie mówi: chodź po schodach, a nie lataj windą, bo trafisz do piekieł, gdzie cię nie nakarmią. Drogą twą jest trud i codzienność, sprawy praktyczne Romanie, obudź się!
Kiedy dodam jednak, że czekam na wyniki badań różnicujące przewlekłe objawy bólowe w kierunku raka trzustki, jednocześnie parząc i zażywając codziennie peruwiańską Vilcacorę (jedno z niewielu ziół skutecznych w walce z rakiem) - możemy odczytać przesłanie snu, jako: zjechałeś windą, ale potrudziłeś się i wróciłeś pieszo, otwarłeś białe drzwi (właściwa postawa moralna, oczyszczenie przez wysiłek)- witaj w świecie żywych Romanie!.
Być może, już w poniedziałek gdy będę wiedział, co dalej - i sen zacznie sam się objaśniać w tym właśnie kierunku.
A kobiety? Nie wiem czy jest coś, cokolwiek, czego nie dałoby się powiedzieć o kobietach :)
A inny znaczący bohater tego snu - strach? Ma wielkie oczy :)
PS minęło dobre pół roku. Przypadkowo tu zajrzałem, zdziwiony treścią snu, który niemal całkiem zatarł się w mej pamięci. Głos pamiętam, bo był jak żywy, ten okrzyk "Uciekł na zewnątrz!", który doścignął mnie pomiędzy jawą i snem.
A dzisiaj w komentarzu Radka uderzył mnie pomysł, że ta odżegnywana od czci i wiary, oskarżana o blagę i przekręty, codzienna świadomość - że to ona jest wyzwoleniem, nie zakrywa, tylko odkrywa, pokazuje nagie szwy rzeczywistości. To świadomość pozwala na obecność za kulisami spektaklu, gdzie widać tryby i całą maszynerię do wytwarzania iluzji. Jesteśmy więc nieświadomi swego oświecenia, które od razu nam jest dane na tacy. Widzisz, czujesz, smakujesz i umiesz to nazywać. Czasem się zastanawiam, to takie duchowe ćwiczenie, gdyby Bóg pozwolił mi popatrzeć i odczuć świat tylko przez krótką chwilę, przez parę sekund, minutę, godzinę, dwie - jak bardzo byłbym Mu wdzięczny, jak kolosalne zrobiłoby to na mnie wrażenie! Byłbym zakrzyknął może jak prorocy, przejęty zachwytem. Czy nie jest tak, że żyjąc 55 lat dostałem zbyt wiele? I jak marnotrawny syn, nie umiem tego daru docenić?
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
