23 stycznia 2013
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
Wyznanie niewiary c.d.
◀ Wyznanie niewiary ◀ ► Przetwarzanie symboli (1) ►
Niewielkie znaczenie ma to, w co wierzę lub nie wierzę. Ktoś inny może wierzyć w coś innego, a jeszcze ktoś inny w coś całkiem przeciwnego. Zresztą ja też jestem wyznawczynią przekonania, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Zdarza się, że w świetle nowych informacji ich wpływ jest tak znaczący, że stare przekonania nie mogą się utrzymać. Zapewne mylę się często w jednych i drugich, starych i nowych.
Różnice naszych poglądów i obiektów wiary wcale nie stoją w sprzeczności do możliwości kontaktów, przyjaźni a nawet miłości. Ja sama mam przyjaciół o poglądach politycznych odstręczających mnie, począwszy od źródła samych ich założeń, ale nie przeszkadza mi to porozumiewać się z nimi w innych, nie tak bardzo kontrowersyjnych sprawach albo widzieć ich jako dobrych i szlachetnych ludzi. Oprócz odstręczających poglądów istnieją dobre postępki i szlachetne czyny, a nie ja jestem od ważenia ich i oceny zawartości dobra i zła w człowieku.
Istnieje jednak rzecz której nie akceptuję pod żadnym pozorem. Tym czymś jest straszenie ludzi. Ani zamachem, ani promieniowaniem, złymi energiami, terrorystami, wojną, piekłem, kosmitami czy skażoną żywnością.
Można nazwać to fobią, ale tak już mam. Zbyt często straszono mnie w dzieciństwie i młodości, żebym na stare lata nie czuła manipulacyjności takiego straszenia. Nie ma tu w ogóle żadnego znaczenia, czy na przykład ktoś twierdzi, że GMO jest szkodliwe albo pomidory wywołują raka, a ptaki roznoszą ptasią grypę. Jeśli nie posługuje się emocjami tylko rzeczową argumentacją (z którą można się zgadzać lub nie) to nie jest straszenie. Straszenie jest wtedy, gdy zamiast posługiwać się zestawem argumentów za i przeciw, pokazuje się zestresowanego i emocjonalnie roztrzęsionego człowieka kręcącego film z którego wynika, że z kranu jakiejś tam osoby na drugim końcu świata płynie woda którą można podpalić, bo niedaleko znajduje się odwiert gazu łupkowego. Film robi wrażenie – więc straszy – ale żadnego argumentu poza tym, że gaz łupkowy jest be, a firmy wydobywcze to ogólnoświatowy spisek nie przedstawiają.
Uff!!! Rozpisałam się. Temat jest stary jak świat światem, straszono ludzi chyba od zarania dziejów i wiele tych strachów było sensownych. Także straszono świadomie w określonym interesie. Paradoks polega na tym, że we współczesnym świecie tych zagrożeń jest zdecydowanie mniej, a strachów zdecydowanie więcej. W końcu nie czyha na nas za każdym drzewem czy rogiem wróg z narzędziem gotowym pozbawić życia za przechodzone buty. Ale nie muszę wiele się zastanawiać, żeby stwierdzić, że kilkanaście tysięcy lat temu na pewno nie dożyłabym siedemdziesiątki, ba, nie przeżyłabym chyba porodu i zmarłabym zapewne w wieku dwudziestu dwóch lat. Mimo tego z perspektywy mojego życia ta suma strachów wcale się nie zmniejsza, wręcz przeciwnie, ale nie ja osobiście i moje doświadczenie życiowe ma ich ilość miarkować, a zła wola innych.
Największym strachem mojego szesnastoletniego życia był strach przed zagładą atomową. Poznałam wtedy miłego i mądrego chłopca, z którym mogłam rozmawiać o wszystkim, jak z niewielu kolegami i koleżankami. Spotykaliśmy się pod „patykiem” jak wówczas było to modne (był to obelisk koło Pałacu Kultury, w pobliżu którego czuło się wiatr przestrzeni, bowiem umieszczono na nim ilość kilometrów dzielących nas od najważniejszych stolic świata). Mogliśmy więc rozmawiać o wszystkim, a rozmawialiśmy o tym, że nie ma dla nas ani dla świata przyszłości, bowiem tak czy inaczej ktoś nas wcześniej zabije. Znajomi rodziców kolegi budowali w swoim ogródku schron przeciwatomowy (podobnie jak wielu ludzi w innych krajach wschodniej Europy), ale on twierdził, że to przedsięwzięcie z góry skazane jest na niepowodzenie ponieważ to metodami chałupniczymi budowany kurnik, który uchronić może człowieka dwa czy trzy dni. Nie robiliśmy więc żadnych planów na przyszłość dalszych niż do następnego spotkania. Ja już studiowałam, ale on, nieco starszy ode mnie doszedł do wniosku, że nie warto się męczyć skoro i tak nas zgładzą wstrętni imperialiści.
Chodziłam wcześniej na zajęcia z malarstwa w Pałacu Kultury i udało mi się wykorzystać czyjąś nieuwagę i wejść do schronów przeciwatomowych ciągnących się pod Placem Defilad. Owszem, robiły wrażenie. Wszystko tu było napisane i oznaczone. Łóżka, koce, pościel ponumerowane. Nad kranami (pojedynczymi – więc chyba tylko z zimną wodą) widniały napisy: „woda”, a nad zamkniętymi szafkami: „szafka”. Światło było ostre, a świetlówki czy oprawki osłonięte splecionym drutem. Chciałam wejść dalej, ale wygoniono mnie, więc nie obejrzałam innych pomieszczeń poza salami sypialnymi. Wystarczyło to jednak, żeby zrozumieć, że w pomieszczeniu takim można przebywać kilka dni, a nie całe lata. Wiadomo przecież, że ziemia na powierzchni będzie skażona przez dziesięciolecia albo stulecia. Jednak tak poważne przedsięwzięcie (wówczas ściśle tajne, wiedziano o nim tylko dzięki szeptom „wtajemniczonych” i takich przypadkowych świadków jak ja) kazało wierzyć, że strach przed zagładą jest całkiem realny. Nawet dziś trwają dyskusje w prasie, czy istotnie pod Pałacem Kultury znajdował się schron przeciwatomowy.
Na malarstwie obsesyjnie zajmowałam się tylko dwoma tematami: „dworzec kolejowy” i „cyrk”. Dworzec kolejowy fascynował mnie jako miejsce nieustannych świetlnych ostrzeżeń (na ulicach sygnalizacja w dzisiejszym kształcie była nowością i było jej niewiele, chyba kilka zaledwie punktów w Warszawie) i w dodatku występowały kolory, które nie wiadomo było jak interpretować, na przykład granatowy. Jednak dworzec stanowił miejsce z którego można, przynajmniej teoretycznie, udać się gdzieś indziej. Ale gdzie, skoro zagłada groziła całej Ziemi. Cyrk z nieodmiennie chodzącą lub tańczącą sylwetką na linie wiązał się z przekonaniem, że nasze istnienie tu, na ziemi i w Polsce (choć o Polsce w ogóle wtedy nie myślałam), to sztuka takiego właśnie utrzymania się w przestrzeni pełnej ostrzegających świateł. Czasem więc tancerka dawała swój popis na dworcu kolejowym. Nie walczyłam o pozostawienie mnie na tym studium, kiedy mimo międzynarodowej nagrody ma Expo 58 za jeden z „dworców”, skreślono mnie z powodu braku właściwego pochodzenia socjalnego (robotniczego lub chłopskiego) i skierowano na filatelistykę, gdzie nie było kompletu. Nie było warto walczyć o cokolwiek, skoro miała nas spotkać Zagłada.
Z chłopcem tym rozstałam się, gdy jego przekonanie o nieuchronności atomowej zagłady przerodziło się w początki psychozy. Mnie też niewiele do tego brakowało.
W sprzyjających okolicznościach podatna osoba może z powodu na przykład kosmitów lub złych energii sprowadzić całe swoje życie na manowce. I nie oszukujmy się, że każdy wybiera swoje poglądy w pełnej wolności i świadomie. Równie często jesteśmy oszukiwani i wykorzystuje się naszą niepewność lub psychiczne dołki. Obawa o życie lub zdrowie jest najbardziej elementarną obawą człowieka. Dlatego sfera ta powinna być szczególnie chroniona, nawet prawem.
Pamiętacie reklamę ostrzegającą przed odkleszczowym zapaleniem mózgu? Tą z przerażonym dzieckiem i cieniem kraba, (tfu, przepraszam, kleszcza) na ścianie? Zabroniono jej i całkiem słusznie. A przecież nie była nieprawdziwa generalnie rzecz biorąc, ponieważ realnie istnieją kleszcze i taka choroba jak odkleszczowe zapalenie mózgu oraz borelioza. Jej manipulacyjność polegała na tym, iż sugerowała nieprawdziwą wielkość zagrożenia po to, by skłonić ludzi do szczepień. Moja pani doktor pierwszego kontaktu powiedziała mi w roku emisji tej reklamy, że w Warszawie były 3 wypadki odkleszczowego zapalenia mózgu na ponad milion mieszkańców. Ja sama miałam po kilka kleszczy w roku. A na boreliozę, częstszą, nie ma szczepionki.
◀ Wyznanie niewiary ◀ ► Przetwarzanie symboli (1) ►
Komentarze
Tak sobie myślę, że nadmiar informacji szkodzi. I chyba nie zawsze umiemy z tej wiedzy korzystać. Człowiek nie wie - to się nie zadręcza. Moja babcia nie znała się na bakteriach i wirusach, w domu miał być porządek aby wszystko można było znaleźć i czysto - brudu nie lubiła. Ale nic nie dezynfekowała, na jakieś tam pojawiające się robaczki miała swoje sposoby, z reguły roślinne. Dożyła w dobrej kondycji 98 lat. Chyba powinnam brać z niej przykład.
Ale tak myśląc prospołecznie - to może jednak nasilić działania na reaktywację szamanizmu. Taki jeden na przykład na pięć bloków rozwiązałby problem - coś się wydarza? - zamiast szperać po internecie, zagłębiać się w różne poradniki od zdrowia czy majątku, odwiedzać dziesiątki specjalistów człowiek zawitałby do takiego podstawowego ośrodka opieki szamańskiej, a on przecież wie wszystko. Ja mogłabym wrócić spokojnie do domu, wypić co zalecił, białą szałwią okadzić mieszkanie i w błogostanie poczytać sobie coś o kwiatkach. Ale co to - miedzy książkami o uprawie stoją "Zbrodnie roślin" - zaglądam - kurcze ja te kwiaty mam. Chyba powinnam się zacząć bać :)
Miałam też taki pomysł, żeby założyć wydawnictwo, rozgłośnię albo kanał informacyjny, który przekazywałby TYLKO pozytywne informacje: np. ile urodziło się dzieci, ile wyleczono chorych/wykonano udanych operacji, ile pojawiło się inicjatyw społecznych, itp. itd.
Z informacjami nt. zagrożenia zdrowia czy też zagrożenia chorobą (albo: zagrożenia życiem w ogóle) również dałam sobie spokój. Mój św. pamięci tata mawiał, że nie będzie chodził do lekarzy, bo lekarz "zawsze coś znajdzie". I rzeczywiście, umarł zdrowy, a właściwie - paradoksalnie - zginął w wypadku samochodowym. Z drugiej strony, tak jak sobie wymarzył: w biegu i pod kołami samochodu (na przejściu dla pieszych). Ważne dla niego było, żeby samochód był niezłej klasy i też się udało - to nie kpiny, tylko świadomość ironii losu. Tata miał zresztą kapitalne poczucie humoru.
A na co dzień, kiedy uruchamiam laptopa i widzę nagłówek: "Katarzyna jakaś tam zabiła swoje dziecko" a "rodzina w podkarpackim...", zadaję samej sobie pytanie: "Ile matek w tym czasie NIE ZABIŁO swoich dzieci" (a Siła Wyższa - jeśli istnieje - mi świadkiem, że sama miałam ochotę zrobić to milion razy). Trzeba sobie jakoś radzić, na szczęście na razie nie muszę wiązać butów dżdżownicą.
W ramach mojego Małego Protestu uparłam się widzieć (co najmniej) obie strony Rzeczywistości ;)
Oj losie, losie.
cudotwórcami i osobiście miałabym sporą dawkę nieufności co do wypicia zalecanych . Szamani pracują z ciałem i umysłem, żeby odkryć moce uzdrawiające dla siebie i innych, owszem ale cudotwórcami raczej nie są...pomagają zrozumieć, dotrzeć do sedna problemu. Uważam, że istota leży w zrozumieniu i podjęciu odpowiednich środków...Nieufność..z jednej strony to wada z drugiej...doprowadziła mnie do ciągle zadawanych pytań..skąd, po co i dlaczego..cóż, może to wpływ ascendentalnego Skorpiona?..drążenie spraw "tajemniczych", niezrozumiałych, ukrytych?..taka wrodzona (czyt.nabyta) nieufność do tego co jest. "Mściwy Bóg"?..nie..tak nie może być...lekarz, który po pobieżnej analizie stwierdza depresje?..nie, tak nie może być..wyrzuciłam wszystkie lekarstwa przepisane do wiadra ze śmieciami ale będąc pod wpływem (jednak) świeżo przeczytanych "Spokój to każdy z nas" Thich Nhat Hanh'a, Cud Uważności tegoż samego autora a także Bądź mistrzem ukrytego Ja Serge Kahili King'a , zaczęłam rzeczywiście obserwować swoje reakcje i zachowania, zakodowałam też uwagę na oddech. Byłam zbyt leniwa żeby specjalnie jakoś ćwiczyć godzinami oddechy ale stosowałam w chwilach "bezczynności"..jadąc autobusem, siedząc na ławce czy gdzieś tam..przed ważną rozmową włączał mi się sygnał...oddychaj miarowo i głęboko. Miałam tez szereg snów..że remontuję mieszkanie..odkuwam stare tynki i maluję na biało tymczasem a kolor dam później i dlaczego w nowym pomieszczeniu przecieka sufit? i dlaczego strych gdzie sie udałam, żeby to sprawdzić jest taki...strasznie zdemolowany, zakurzony w wszystkie drabiny połamane i wszystko w takim nieładzie? i jeszcze te raczkujące po drabinach niemowlaki narażone na niebezpieczeństwo podczas gdy ich matki siedzą obok i popychają pierdoły? a w drugim śnie, że podczas eksploracji swojego domu wpada wielonarodowościowa, jednolicie umundurowana grupa kobiet pod dowództwem wielkiego, muskularnego Murzyna i chce żeby zaprowadzić ich do Dyrektora...a ja stwierdzam, że Dyrektora nie ma i mogę tylko zaprowadzić ich do pielęgniarki ..po przebudzeniu dało mi to do myślenia, bo jak to..nie ma Dyrektora?..gdzie on i kto on?..dlaczego ten strych taki zdemolowany i zakurzony.. Nie wiem w co i komu zawierzyłam ale odniosłam te sny do mojego umysłu, ciała i życia...Nie ma Dyrektora..znaczy nie jesteś panią swojego umysłu i życia...strych? qurcze..jesteś pomieszana..czas ten strych wyremontować..no, jak na XXI wiek..komputery, stalowe rusztowania, takie tam szkło i metal. Drabiny skojarzyłam z DNA a niemowlaki z młodymi komórkami(?)..ale jak naprawić DNA? Nie wiem w co uwierzyłam a w co nie..bo przeszłam długą drogę ..po dwóch latach i ponownych badaniach, które nic nie wykazały z poprzednich diagnoz ...co zadziałało?.. śmieszne się to wydaje z pozoru..a może jestem dla siebie szamanem?...trafiły się też okazje żeby zarobic..może nie takie jakie w tym momencie chciałabym, ale pomyślałam..póki co bierz co jest ...nadal jednak pozostaje jedno zasadnicze pytanie...bo kiedy już wiemy , że nie ma NIC, że jesteśmy tylko pyłem w Kosmosie..to po co to wszystko?..i to już wszystko ..tylko tyle? Strach przed NICOŚCIĄ ?..to wkurzające!..jak sobie z tym poradzić?
"dopóki jesteśmy, nie ma śmierci, a gdy ona przychodzi, nie ma nas". - Epikur
Za plasterek dziękuję ,Akamai i pozdrawiam Wszystkich
Akurat tej reklamy nie znam (tej z kleszczem i przerażonym dzieckiem) ale cóż reklama ma wzbudzać emocje (nawet strach) i powodować chęć nabycia produktu…nawet jeśli byłby zbędny. Sama miałam parę razy tak, że jak mi się jakaś spodobała to leciałam kupić dany produkt, bo wzbudzała pozytywne emocje. Wiem jedno jak kupiłam przereklamowany produkt/ usługę to wyrażałam negatywną opinię, by przestrzec znajomych przed „wyrzuceniem pieniędzy w błoto”. Co innego gdy się nadziałam nabywając usługę/produkt ezoteryczny- do dziś milczę, bo obciach. Zdaje się, że wiele osób tak robi, dlatego jest tyle oszustów? (a może ja jestem zbyt racjonalna? Hm tylko ciekawe czemu ciągnie mnie czasami w tamtą stronę?)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
