30 maja 2006
Kasia Emilia Bogdan
Zaufać ciału, światu, dziecku
O alternatywnym wychowywaniu dzieci
Oddaliliśmy się od naszych korzeni, od Ziemi, od prawdy i prostoty. Nosimy bagaż pełen sztywnych reguł. Na szczęście są jeszcze otwarci ludzie, ludzie, którzy odrzucili niepotrzebny strach i potrafią żyć pełnią.
Kobieta z Orcas
Pewnego dnia dostałam maila od mojej nauczycielki i przyjaciółki z zaproszeniem na spotkanie z Marią. Dowiedziałam się, że Maria mieszka na wyspie Orcas (w zatoce koło Seattle, USA) i pragnie opowiedzieć o swoich porodach, alternatywnym sposobie wychowywania dzieci i o życiu na farmie permakultury.
Na spotkanie były zaproszone kobiety, przede wszystkim te "w stanie błogosławionym" a ponieważ jestem kobietą i być może pewnego dnia odważę się na zaproszenie małej Istoty do mojego życia, postanowiłam poznać tajemniczą Marię.
Krąg jednego mężczyzny i tysiąca kobiet
Jako, że wciąż nie potrafię zrozumieć warszawskich odległości i przestrzeni, dotarłam na miejsce pół godziny przed spotkaniem. Jak się później okazało krył się za tym pewien plan bo dzięki temu poznałam piękną kobietę, z którą się zaprzyjaźniłam. Po raz kolejny potwierdziło się moje przekonanie, że nic się nie dzieje bez przyczyny i jeśli tylko nasze serca pozostają szeroko otwarte, możemy w pełni doświadczać życia.
Na spotkanie z Marią przybył jeden mężczyzna i bardzo dużo kobiet. Przyszły kobiety szczęśliwe, których łona skrywały Nowy Dar dla świata, i te smutne, których ciała i serca były posiniaczone przez życie. Przybyły te niepewne dalszej drogi, które w wirze obowiązków zgubiły sens istnienia i te silne, dumnie kroczące przez świat...
Usiedliśmy w kręgu, który połączył nas niewidzialną plecionką ciekawości świata, nadziei na słowo otuchy i pragnienia obdarowania świata inną, lepszą przyszłością...
Spacer po puszczy
Kiedy już wszyscy w skupieniu oczekiwali na rozpoczęcie spotkania, na środek wyszła młoda kobieta i rozrzuciła na podłodze swoje fotografie przedstawiające jej dzieci, dom, porody, jednym słowem - życie. W Marii nie było ani szczypty wstydu; nie było też wyższości. Widzieliśmy ją po raz pierwszy, a ona dzieliła z nami najintymniejsze momenty swojego życia... Spotkanie z nią było jak spacer po dziewiczej puszczy, otwarte, proste, pełne... Oto spotkałam dwudziestopięcioletnią kobietę, pełną wiary i zaufania do świata i Ziemi, ale przede wszystkim do siebie, do mądrości swojego ciała.
Wołanie delfina
Według Marii wszystkie wydarzenia w jej życiu były zaplanowane. Nie było przypadków. Wyjechała z Polski mając siedemnaście lat. Kiedy do Warszawy przyjechała kobieta, która od wielu lat pływała z delfinami na Hawajach, Maria długo się nie namyślając pożegnała się z Polską, wsiadła w samolot i wyruszyła w pogoni za swoim marzeniem pływania z delfinami.
Na Hawajach Maria wzięła udział w kursie permakultury i poznała Douglasa, mężczyznę swojego życia. Podążając za swoja miłością wyjechała na wyspę Orcas, gdzie Douglas prowadził farmę permakultury. "Nie można powiedzieć co to jest permakultura bo to jest wszystko, to jest życie" - mówi Maria. Na takiej farmie ludzie starają się wprowadzić porządek Natury. Nie ma tam dużych plantacji jednej rośliny. Wszystkie rośliny są ze sobą przemieszane i żyją w harmonii.
Wkrótce po tym jak Maria trafiła na wyspę Orcas okazało się, że nosi w sobie życie... Dziś twierdzi, że gdyby nie ciąża, być może nigdy by nie została w Stanach.
Wewnętrzna potrzeba inności, zaufanie do świata i alternatywne życie na farmie zachęciło Marię do poszukiwań. - "Pragnęłam żyć i wychowywać moje dzieci jakoś inaczej, po swojemu, wykraczając poza znane mi normy i reguły. Wiedziałam, że jest coś poza sztywnymi ramami, które nam wpojono."
Na początku była woda
Maria postanowiła urodzić dziecko w domu. Jako, że od zawsze czuła silny związek z żywiołem wody, zdecydowała, że jej dziecko przyjdzie na świat w małym, nadmuchiwanym baseniku. Kiedy nadszedł Wielki Dzień, Maria wraz z mężem była na Hawajach. Akurat tego dnia mąż zachorował i na kilka godzin przed porodem, właśnie wtedy gdy Maria potrzebowała pomocy, zemdlał w łazience. Całe szczęście na Hawaje przybyła również mama Marii. Dzięki niej Maria nie była samotna w swoim bólu. Kobiety połączyła siła oddechu, energia płynąca z samego źródła Ziemi. Przez klika godzin matka i córka stanowiły jedną duszę, jedno ciało... Maria była bardzo spokojna podczas porodu gdyż kilka lat wcześniej, w jednym ze swoich snów, doświadczyła bólu z którego budzi się spełnienie. Sen o porodzie był tak realistyczny, że teraz wszystko wydawało się znajome i oswojone...
Maria postanowiła nie ingerować w doświadczenie. Z pełnym zaufaniem poddała się ciału. Pozwoliła by jej ciało przemówiło wrodzoną mądrością. Była obserwatorką, widzem zauroczonym treścią przedstawienia. Ból był przenikliwy, ale przecież czemuś służył, wszak otwierał wrota nowego życia...
Kaj
Lotosowy początek
Kilka lat później, kiedy przyszedł czas na drugie dziecko, Maria postanowiła być bardziej świadoma całego procesu. Jeszcze w trakcie ciąży mama podarowała jej książkę na temat porodu lotosowego ("Narodziny w nowym świetle, Lotosowy poród" Shivam Rachany) z której Maria się dowiedziała, że człowiek i łożysko na początku stanowią jedność i dopiero w 12 tygodniu ciąży łożysko się oddziela. Nadal jednak stanowi ważną część istoty ludzkiej. Porodem lotosowym nazywa się narodziny po których nie odcina się pępowiny. Dziecko żyje z łożyskiem aż do momentu gdy pępowina usycha. Zazwyczaj proces mumifikacji trwa od czterech do ośmiu dni i kiedy dziecko zdecyduje, że jest już gotowe do samodzielnego życia, wtedy łożysko odpada. Dzięki temu, że pępowina nie jest drastycznie przecięta, przejście na inny sposób odżywiania jest łagodne i naturalne.
Chociaż w naszej kulturze łożysko jest traktowane jak nic nie znaczący odpad, już kiedy urodził się Kajetan, Maria instynktownie je zakopała i posadziła na nim kokos dla syna. Tym razem, choć na początku Maria traktowała poród lotosowy jako New Age'owy wymysł, po zapoznaniu się z jego filozofią uznała, że warto spróbować.
Dziesięć centymetrów wieczności
Wielu spraw nie da się wyrazić słowami, a z każdą próbą jakaś treść znika bezpowrotnie. Przyjście na świat Nayi okazało się właśnie takim doświadczeniem. Był jednym z najbardziej mistycznych doświadczeń w życiu Marii, był dotykiem Magii...
Maria klęczy nad woda. Jej dłonie oparte o dno basenu. Dziesięć centymetrów i oddech otwartej kobiety, tchnienie życia. Okręgi rozchodzące się w nieskończoność, wibrujące wiecznością, sięgające wszechświata... Jedność... Wieczność...Pełnia Życia...
Ku przerażeniu ludzi uczestniczących w tym mistycznym doświadczeniu, Naya przyszła na świat nóżkami, z pępowiną okręconą wokół szyi. Jej ciało zaczęło zmieniać kolor, ale Maria nie czuła strachu. Także tym razem zwyciężyło jej zaufanie do ciała. Swoją drogą bardzo interesujący a zarazem smutny jest fakt, że kobiety się godzą na poród w pozycji leżącej. Czy nie byłoby o wiele sensowniej skorzystać z grawitacji?
Ponowne narodziny
Przez pierwsze dni kiedy Naya żyła z łożyskiem, przebywała w jakimś innym, odległym wymiarze. Poruszała się w świecie snu. Jej łożysko, które na początku swoim rozmiarem przypominało duży talerz, skurczyło się do wielkości piłki do tenisa i po czterech dniach Naya je odtrąciła. Nadszedł czas na samodzielne życie.
Dziewczynka jakby ponownie przyszła na świat, stała się bardziej obecna. Dzisiaj ma półtora roku i jest najbardziej roześmianym i cudnym dzieckiem jakie spotkałam... Czy to po prostu taka radosna dusza czy może jej radość wynika ze sposobu przyszła na świat? Nikt tego nie wie...
Naya
Cisza, która pozwala widzieć
Kiedy urodziła się Naya, Maria zaczęła eksperymentować jeszcze bardziej. Na początku przyszedł pomysł wychowania córki bez pieluch. Okazało się, że jeśli matka ma kontakt z dzieckiem, pieluchy nie są do niczego potrzebne. Wystarczy obserwacja, intuicja, cisza... Dzięki temu, że matka reaguje na potrzeby dziecka, mały człowiek od pierwszych dni swojego życia ma kontakt ze swoim ciałem, zauważa jego potrzeby, bardziej je odczuwa i szanuje. Jako, że Maria, podobnie jak kobiety w plemionach afrykańskich, zawsze miała dziecko przy sobie, zawinięte w chustę, nie było to trudne. Maria nauczyła się reagować na sygnały wysyłane przez córkę. Zwracała uwagę na dźwięki, miny czy delikatne ruchy ciała i zawsze wiedziała kiedy dziecko należy "wysadzić".
Kolejnym niesamowitym krokiem na ścieżce eksperymentów była decyzją nauczenia córki języka migowego. Wystarczyło kilka podstawowych znaków i już w wieku kilku miesięcy Naya była w stanie komunikować ze światem swoje potrzeby.
Zaufanie matki do dziecka pozwoliło także na inne, ciekawe eksperymenty, takie jak stanie na dłoni...
Maria i Naya
Wyjść poza, doświadczyć pełni
Zaufanie Marii do ciała przekłada się na jej zaufanie do całego świata. Dzieci Marii nigdy nie były szczepione. Kajetan już w wieku dwóch lat posługiwał się nożem przyrządzając posiłki wraz z rodzicami. W wieku czterech lat rąbał drewno na opał! Kajetan i Naya są zawsze z rodzicami, obserwują, uczą się, doświadczają świata we wszystkich jego aspektach.
Dzieci Marii są błogosławione bo dała im życie tak piękna i silna kobieta, ale z jej historii mogą czerpać siłę kobiety na całym świecie. Obecnie Maria jest w Nicaragui, gdzie prowadzi warsztat dla samotnych matek. Spotkanie z Marią daje wiarę w to, że świat jest bezpiecznym i wspaniałym miejscem a każdy ma wrodzoną siłę i mądrość by żyć zgodnie z mądrością własnego serca...
Kasia Aemilia Bogdan
localmaj@hotmail.com
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
