03 stycznia 2011
Alina Michalik
Ziemia - bogini, matka, rabatka?
Raz po raz odczuwam głęboką potrzebę poszukania osobistej odpowiedzi na coraz bardziej aktualne pytanie dotyczące związków współczesnego człowieka z naszą planetą.
Badając wątek postrzegania przez nas skomplikowanego świata przyrody,
należałoby na początek wniknąć w rachubę chłodnego sceptyka, dla
którego nazywanie Ziemi matką to przestarzałe bałwochwalstwo albo co
najmniej naciągana nad-interpretacja.
Istnieje taki rodzaj
nihilistycznej postawy, która odrzuca jakąkolwiek koncepcję sensu i
planowego działania w naturze. Zwolennicy tej teorii uznają że prawa
przyrody to jedynie festiwal bezlitosnego chaosu, który tylko pozorne
nosi znamiona porządku, w rzeczywistości bywa raczej przypadkowym i
bezdusznym środowiskiem, w którym przyszło żyć człowiekowi...
Mam
jednak wrażenie, że całe zastępy współczesnych wędrują przez swoje
życie, nie zastanawiając się nad tym zupełnie! Dla nich ziemia, w
najlepszym przypadku, oznacza po prostu miejsce, na którym dokonuje się
ich egzystencja, czarne grudy lub piaski, z których czasem coś
przydatnego wyrasta. Nad głowami rozpościera się niebo, a powyżej -
jakiś kosmos (dokładna wiedza należy do astronomów i fizyków!), religia
dyktuje obyczaje, a lokalny Pan Bóg ogarnia resztę. Zwierzęta służą
człowiekowi do produkcji wędlin, kleju i butów. Reszta stworzeń, jeśli
jest miła i niegroźna - może sobie zostać tam, gdzie jest (najlepiej
daleko!). Bywają też oczywiście rabatki ogrodowe, słodkie czereśnie,
zakochane mini-papużki oraz sympatyczny pies-przyjaciel... Ale to
przecież całkiem coś innego, pieczołowicie wybrane i okiełznane.
Są
też zamożni romantycy, ceniący przyrodę w formie estetycznego tła z
odpowiednią temperaturą, wilgotnością i kopczykiem soczystych (umytych!)
cytrusów. Żadnych opadów, wichur, susz, wybojów i kolców! Płatny
szczegółowy serwis pogodowy, dobre pigułki na alergię. I wszystko pod
kontrolą!
Miejscówka i stołówka.
Przy okazji, znam niechcąco kilka takich istot (o dziwo, gatunkowo ze mną spokrewnionych), które mocno podejrzewam o pełną i radosną gotowość do trwałego zamieszkania w szczelnym mieście ze szkła i stali, niczym wielkie centrum handlowe z dyskotekami, bibliotekami, fryzjerem i barem tlenowym! Dzika przyroda nie jest im do niczego potrzebna, burza straszna, las brudny i drapiący, a pająki obrzydliwe. Juki i agawy naprawdę świetnie prezentują się w terakotowych donicach!
Od tysięcy lat człowiek próbuje zrozumieć i zdefiniować świat wokół siebie. Religie, filozofie, mitologie tworzą ścieżki i obrazy, nakreślając miejsce człowieka w nieograniczonej całości Wszechświata.
Symbolika, związana z Ziemią jest szeroka i różnorodna jak ona sama.
Jednak najbardziej rozpowszechnionym stało się przyrównywanie Ziemi do
matki, tej dającej życie, karmiącej i stymulującej rozwój każdej żywej
istoty.
W świecie przyrody istoty żeńskie posiadają wyjątkową
zdolność wydawania na świat potomstwa, i zawsze, prawie zawsze - wiedzą
czego ta rola od nich na poszczególnych etapach wymaga. W całej swojej
fizyczności samica-matka przystosowana jest do otulania, ogrzewania i
karmienia - na początku z własnego wnętrza. I z Ziemią jest podobnie.
Tam gdzie jest Matka, jest również nasz pierwotny dom, schronienie,
miejsce z którego wyruszamy i do którego powracamy, odnajdując poczucie
bezpieczeństwa.
A ta Planeta - to przecież nade wszystko miejsce!
Pełna jest wszelkich krągłości, w postaci wzniesień, ma też swoje
doliny, kotliny i wąwozy. Znamy jej oblicza jasne i gładkie, zakątki
ciemne i wilgotne, pod jej powierzchnią - niczym układ krwionośny - wiją
się niezliczone rzeki, głęboko w jej wnętrzu pulsuje gorąca lawa.
Pewnie niejeden z nas zastanawiał się w dzieciństwie, jak wyglądałoby życie na Ziemi, gdyby nie... grawitacja. Ta fizyczna właściwość naszej Planety utrzymuje wszystko co znajduje się na jej powierzchni jak najbliżej siebie, owo ciążenie działa prawie identycznie na wszystkie ciała, niezależnie od ich natury. Tymczasem zauważmy, że taki stan pozwala zachować pewien stały porządek, wspomaga cykliczność ziemską i cały szereg naturalnych przemian.
Wszystko na Ziemi i pod nią, tak w obrębie minerałów jak i wszystkich
żywych istot, podlega określonym procesom bio-chemicznym i fizycznym.
Są one do siebie podobne, przenikają się - czyniąc z Planety jeden
wielki żywy i tętniący organizm.
Ciała istot żywych składają się z
pierwiastków, występujących na naszej Planecie, można powiedzieć, że
pochodzą z jej ciała i są z jej ciała odżywiane, a obumierając -
powracają do łona Pramatki, stając się znowu częścią jej samej i
podtrzymując w ten sposób odwieczny cykl życia i śmierci. Piękne prawda?
I bardzo praktyczne!
I tutaj spotykamy się z jednym z najważniejszych symboli, opisujących
życie na Ziemi, a nawet cały Wszechświat - z kręgiem. Ten znak pojawia
się we wszystkich starych kulturach - jako taki, który najpełniej oddaje
ludzkie rozumienie porządku świata. W okrąg wpisują się więc
następujące po sobie nieustannie pory roku, cykl życia i śmierci, dnia i
nocy...
Indianie mówią, że i my ludzie wędrujemy po grzbiecie Matki
Ziemi krocząc w Świętym Kręgu, dojrzewamy fizycznie i duchowo, zbieramy
doświadczenia i uczymy się. Po drodze przekazujemy nasze geny i
tradycje następnym pokoleniom, a one czynią to samo.
Krąg, koło,
kula. Postać Planety, kropla wody, nasiona owoców, jaja, przekroje,
źrenice i perły mają kształty owalne lub okrągłe - tak jak brzuch
ciężarnej kotki, sarny, myszy i kobiety...
Ziemia, niczym istota
żeńska zdaje się dysponować szczególną intuicją, połączoną w tym
przypadku z uniwersalną pra-mądrością, która wynika z doświadczeń
zbieranych przez nią samą i jej "dzieci". Do kobiety upodabnia ją także
zmienność oblicza i reakcji, zamiłowanie do przywdziewania coraz to
piękniejszych szat, będących odzwierciedleniem wszystkich procesów
zachodzących w niej, na niej i wokół niej.
Ludzkość wciąż rozwija i udoskonala sposoby efektywnego, w swoim
rozumieniu, zagospodarowania Planety. Jeden z aktualnych problemów
współczesnego człowieka zdaje się jednak tkwić nie w postępującej coraz
drastyczniej degradacji środowiska naturalnego, lecz w
nieprzewidywalności Ziemi i samozwańczych reakcjach zaprzyjaźnionych z
nią żywiołów. Nasza planeta posiada bowiem niezwykłą zdolność
samooczyszczania się, wyrażając w ten sposób odwieczne dążenie do
zachowania równowagi, nawet jeśli wygląda to czasem na okrutny taniec
sił natury.
Regulowanie nurtu rzek, wycinanie puszcz, drążenie
wielkich kopalni, emisja toksycznych substancji, eliminowanie ważnych w
danym ekosystemie gatunków roślin i zwierząt, czy wreszcie najmniejsze
nawet próby nuklearne - nie pozostają bez odpowiedzi ze strony Ziemi. I
dlatego tylko uznanie całego organizmu Planety jako żywej istoty może
pozwolić nam ją uchronić, a tym samym dać szansę naszym potomkom na
harmonijne życie w swoim naturalnym środowisku.
Przez tysiąclecia człowiek żył w bliskim związku z Przyrodą, w swojej egzystencji całkowicie uzależniony od jej cyklów. Młodych pokoleń uczono szacunku do swojej pierwotnej rodzicielki i korzystania z jej zasobów tak, aby przetrwać (i jeszcze mieć z tego czasem możliwie dużo satysfakcji!).
Można oczywiście odrzucić całą tę symboliczną okrasę i natchnioną eko-filozofię, licząc tylko na siebie i cywilizacyjny spryt naszych ziomków. Ale możemy też po prostu nazywać Ziemię swoją Matką, jak czynili to nasi przodkowie, dzięki temu być może powrócimy nie tylko do czystych źródeł płynących w ciele Ziemi, ale i tych w nas samych.
A jeśli uwolnimy swoje zmysły, pozwalając im swobodnie słuchać najróżniejszych głosów Ziemi - odnajdziemy jeszcze całe mnóstwo jej pięknych imion i epitetów...
Z noworocznym pozdrowieniem dla Wszystkich Czytelników TARAKI,
Alina Michalik
Komentarze
Badając wątek postrzegania przez nas skomplikowanego świata przyrody, należałoby na początek wniknąć w rachubę chłodnego sceptyka, dla którego nazywanie Ziemi matką to przestarzałe bałwochwalstwo albo co najmniej naciągana nad-interpretacja.No z tym porównaniem Ziemi do matki wiąże się pewien problem. Z matkami i ich dziećmi jest bowiem tak (u ssaków i ptaków przynajmniej), że dziecko od rodzicielki musi się w pewnym momencie w końcu uniezależnić (u innych zwierząt nawet od samego początku). My zaś - ludzie - jesteśmy, podobnie jak wszystko inne co żyje, zależni od Ziemi do samego końca. Jesteśmy więc dość ułomnym potomstwem tudzież Ziemia jest złą matką.
Jesteśmy więc dość ułomnym potomstwem tudzież Ziemia jest złą matką.A może jesteśmy jeszcze tak małymi dziećmi, że wciąż potrzebujemy opieki Matki, choć wydaje nam się, że jesteśmy już dorośli?
A może jesteśmy jeszcze tak małymi dziećmi, że wciąż potrzebujemy opieki Matki, choć wydaje nam się, że jesteśmy już dorośli?
A jak dorośniemy to polecimy w kosmos, czy tak? ;-]
A jak dorośniemy to polecimy w kosmos, czy tak? ;-]Jeśli Ziemia to Matka (Gaia), a Niebo to Ojciec (Uranos), to może właśnie tak. Tak jak dziecko, które dopóki jest małe bliżej jest matki i trzyma się jej spódnicy, a potem ojciec zaczyna je wprowadzać w życie. Mity są odzwierciedleniem rozwoju nie tylko ludzkości, ale też człowieka jako jednostki. Uciekamy z domu (loty na Księżyc, zaglądanie do odległych galaktyk) gdy jeszcze wciąż mamy mleko pod nosem. Czyż współczesny świat techniczny nie przypomina dzieci z zapałkami?
Czyż współczesny świat techniczny nie przypomina dzieci z zapałkami?Mnie nie. Poza tym mówiłem o ssakach, ptakach itd oraz o przejściu w życie samodzielne a Pan mówi o przejściu pod opiekę ojca. Rozjeżdżamy się tematycznie.
Nawiasem mówiąc: Gaja i Uranos nie są rodzicami ludzi lecz tytanów, cyklopów i sturękich. W najlepszym razie Gaja była by więc naszą babką, ale to miejsce jest dla autorki tekstu zajęte przez Księżyc.
Mnie nie.A mnie zdecydowanie tak. Tak jak gdyby rozwój technologiczny wyprzedzał rozwój duchowy.
Poza tym mówiłem o ssakach, ptakach itd oraz o przejściu w życie samodzielne a Pan mówi o przejściu pod opiekę ojca. Rozjeżdżamy się tematycznie.Wciąż jesteśmy przy tym samym temacie. Kiedy człowiek nauczy się życia od matki, od ojca reguł rządzących życiem, wówczas może stać się samodzielny (to wyidealizowana reguła, wiem, taki model, schemat), czyli wylecieć z gniazda lub opuścić norę, by założyć własne. Większość trzyma się wyuczonych reguł do końca życia. Niektórzy poddają je w wątpliwość.
Pisałem o tym tu - Dorastanie ludzkości.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
