Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 sierpnia 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Koniunkcja Saturna i Plutona 2020 (odcinków: 18)

Saturn Pluton antropocen

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astro-historiacykle planet

« Co nas czeka? Cykl aktywności Słońca, astrologia i historia »

Koniunkcje, opozycje i kwadratury Saturna do Plutona (czyli przełomowe lub zwrotne fazy w cyklu Saturn Pluton, powtarzającym się co 33-34 lata) zbiegają się z wojnami. Pierwsza wojna światowa została wszczęta podczas koniunkcji Saturn Pluton, druga wojna św. podczas kwadratury tych planet. Podczas przedostatniej koniunkcji w 1947 r. proklamowano zimną wojnę. Stan wojenny Jaruzelskiego był podczas zaciskania się ostatniej koniunkcji. Izrael jak budzik w zegarku wojnami reagował na wszystkie kolejne wyżej wymienione fazy, zobacz „Astro-wojny Izraela”.

Teraz, 2018, Saturn zbliża się do Plutona (ale i chwilowo oddala, ruchy planet są kapryśne) – obie planety teraz są odległe o ok. 16 stopni. Ich koniunkcja nastąpi 12 stycznia 2020 r., tylko jeden raz.[1] Wcześniej, w czerwcu 2019, będzie układ planet, który pomoże ujawnić się „energiom” tej koniunkcji, mianowicie przez 4-stopniową wtedy koniunkcję Saturna i Plutona przejdą opozycją połączone (w koniunkcji) Mars i Merkury. Rodzaj próby generalnej mieliśmy już w kwietniu b. 2018 r., kiedy między Saturnem i Plutonem, wtedy jeszcze dość luźno odległymi, przechodził Mars. Pisałem o tym zawczasu w „Kwiecień 2018: próba przed 2020” i po czasie podsumowałem w „Przeszedł Mars po Saturnie i Plutonie”. Tyle wstępu.

Co się zmieniło?

Zmieniło się moje-astrologa patrzenie na to, co się dzieje. Wcześniej, przymierzając się do zadania „przewidzieć, co się wydarzy podczas koniunkcji Saturn Pluton” ulegałem pospolitemu nawykowi, że co złego, to nie my. Że zło jest jakąś obcą zewnętrzną siłą, czymś co przychodzi („atakuje”) z zewnątrz. Szczególnie będąc przyuczony do patrzenia na świat przez wizjer historii Polski, która była napadana i cierpiała przez swoje „fatalne geo-położenie”, pierwsze, czego się jąłem obawiać, to jakaś wojna, która nas skrzywdzi. Wojna, powtórzę, rozumiana jako zło obce i zewnętrzne, bo „my” przecież jej nie chcemy, w życiu, skądże! Wykrzesana przez jakieś obce, dalekie, niepojęte potęgi: jakichś ruskich, jakichś imperialistów lub międzynarodowy kapitał, a najpewniej przez egzotycznych szaleńców takich jak Kim Dzong Un albo Baszszar al-Asad.

Opisane tu złudzenie sprawiło, że nie doceniłem zagrożeń bardziej immanentnych, silniej osadzonych w rzeczywistości, która dzieje się „tu”, a nie w wydarzeniach dalekich i na które osobiście nie mamy wpływu.

Te immanentne – „wpisane” lub „wdrukowane” – zagrożenia-zła widzę, teraz coraz silniej i wyraźniej, wręcz krzycząco, w dwóch sprawach. Pierwsza, to postępująca erozja ludzkich umysłów i międzyludzkiej komunikacji. Czyli mówiąc pospolicie, napór agresywnej głupoty. Aż chciałoby się westchnąć słowami Poety: „głupota, ach tyle głupoty... A potem dziesiąty pawilon”.[2] Broniewskiego przekręcam, ale to jest trafne skojarzenie: za nawałą głupoty idzie zorganizowana przemoc. Głupota: ale to za słabe i zbyt pobłażliwie brzmiące słowo. To także ostentacja: tak, będziemy robić, co nam się podoba i co nam zrobisz? Głupota ugruntowana w wierze, bo gdzie podstawą jest wiara – religijna, tak! – tam działa logiczna zasada ex falso quod libet, czyli z twierdzeń sprzecznych z faktami wynika cokolwiek, a czym konkretnie jest owo „cokolwiek”, o tym decyduje przemoc, czyli mężczyźni z pałkami i strzelbami, i kobiety z jadem w ustach. Także pazerność, czyli żądza pożarcia tego, co jeszcze można wyrwać, wyrąbać, rabunkowo pozyskać. Puszczę, lasy, zwierzęta futerkowe, tanich robotników-niewolników ściąganych z Azji, mierzeję, rzeki, glebę, trujący węgiel brunatny, trujące śmieci importowane na spalenie. Również nie pozyskać, ale prosto niszczyć, by tym zaznaczyć swoją siłę, bo „co nam zrobisz?”, jak robią myśliwi, wycinacze drzew, dziennikarze szczujący przeciw wilkom i ministerstwo przeciw dzikom. Przypadków za wiele, żeby je wyliczyć. To się dzieje u nas, Polska nie jest wyjątkiem, nie unika wpływu koniunkcji Saturn-Pluton, a nawet mam wrażenie, że jest pod względem dostrajania się do kosmicznych wpływów w światowej czołówce.

Głupota, pierwszy człon trójcy głupota-ostentacja-pazerność, jest też w ślepocie na większe i prawdziwe zagrożenia. Ta dotyczy nie tylko prawej strony mentalnego krajobrazu, ale lewej też, i tej „naszej” new-age'owej tak samo. Mieszając ogólne z prywatnym zdradzę, że przed godziną wykreśliłem z zestawu FB-znajomych kogoś, kto p..ł takie uduchowione głupoty, że uznałem, że nie chcę z tym mieć styczności nawet w skrótach.

Tak dochodzimy do drugiej sprawy, czyli postępującej degradacji Ziemi, zjawiska nazwanego antropocenem, geologiczną „epoką człowieka”. Przyznam, że ja sam na antropocen nawróciłem się około roku temu, tzn. uznałem, że degradacja zasobów, biosfery, krajobrazów, ekosystemów i wśród nich także tego, jak żyjemy i jak myślimy, co w głowach mamy my-ludzie, jest sprawą, która przebija wszystkie inne, podobnie jak schodząca z gór lawina każe kończyć spory między mieszkańcami domu na jej drodze. Jestem przekonany, że obecny napór agresywnej głupoty tak samo należy do antropocenu jak należą ocieplenie od zrzutów CO2, polucja od plastiku i wymieranie gatunków. Jest społecznym wymiarem antropocenu. Na ultymatywne zagrożenie zbiorowy umysł człowieka – polskiego też i w wysokim stopniu – odpowiada głupotą.

Ale gdy nawróciłem się na antropocen, znalazłem się w bańce współwyznawców, którzy owszem, oponują denialistom-zaprzeczycielom, ale sami popadają w... apokaliptyzm? – nie, bo Janowe Objawienie poza nieszczęściami prognozowało ostateczne zwycięstwo dobrego. Katastrofizm? – też nieadekwatne. Bo od katastrofy ważniejszy, relewantny wręcz, jest przy tym gest rozłożonych rąk: że już nic nie da się zrobić. Biała flaga wywieszona.[3] Więc: defetyzm. Wygląda, że mam/mamy wybór pomiędzy prawą głupotą a lewym defetyzmem.

Jako astro-obserwator rejestruję więc: zacieśniająca się koniunkcja Saturna do Plutona przyniosła zjawisko, którego wcześniej nie było, a jeśli było, to nie tak powszechne i przenikliwe, jak teraz. Nowy podział pomiędzy ludźmi. Można do niego stosować etykiety prawicy i lewicy, ale to jest co innego niż przy dawniejszych edycjach podziału na prawicę i lewicę. Na prawo są ci, którzy zatykają uszy i oczy, zaprzeczają ultymatywnemu zagrożeniu degradacją planety, wypierają jego świadomość, a żeby utwierdzić się w tym wyparciu, robią rzeczy dokładnie przeciwne temu, co robić się powinno, więc nie chronią, lecz niszczą, nie oszczędzają tylko żrą i zawłaszczają, nie zostawiają dla przyszłych pokoleń, tylko pożerają na chybcika im szybciej tym lepiej, i nie myślą, tylko coraz gorliwiej modlą się i urządzają integracyjne imprezy na tle religijnym, coraz bardziej cyrkowe. Na lewo są ci, którzy widzą idące zniszczenie, tę „lawinę”, ale idą w defetyzm, ot, przegrana sprawa, lub kibicują złu ironizując: słusznie wymrze Homo w swej pysze zwący się sapiens.

Można na to patrzeć jak na panikę. Przejawy społecznej paniki. Jeden obrót omawianego cyklu temu, podczas koniunkcji Saturn Pluton w latach 1982-85, podobnie dało się obserwować panikę, ale wtedy była to panika przed wojną. Bano się, i nie tylko my, bo i Amerykanie, którzy kręcili o tym filmy, jak „Nazajutrz”, i Rosjanie radzieccy, którzy ulękli się najbardziej, bo w końcu pod przewodem Gorbaczowa skapitulowali i rozwiązali się. Bano się bomb neutronowych. (Dziś mało kto o nich słyszy.) Drugie, czego się bano, to światowej epidemii AIDS, bo faktycznie wtedy podczas koniunkcji Saturn Pluton ta choroba ujawniła się i wyglądała zrazu bardzo niebezpiecznie, można było się obawiać, że znaczna część ludzi od niej wymrze.

Lęk przed klimatyczną katastrofą (i jego wypieranie[4]) ma cechy paniki podobnej do tej sprzed obrotu cyklu przed bombą neutronową i AIDS. Przez to wcale nie chcę ani pomniejszać ani relatywizować antropoceńskiego zagrożenia. Wśród mnogości panik niektóre przecież okazywały się uzasadnione.

Cykle Saturna-Plutona nie powtarzają się dosłownie. Nie każdy musi zaczynać się jakąś wielką wojną, w końcu tylko jeden obrót tego cyklu, ten od 1914 r., zaczął się wojną aż światową. Każdy ma swoją specyfikę, swojego ducha, który przy zacieśnianiu się koniunkcji S-P zaczyna się ujawniać, manifestować. Antropocen jako sprawa, jako problem, wydaje się należeć, i to ściśle, do specyfiki tego obrotu, który zaczyna się obecnie, w przełomowych latach około 2020 r. Podobnie w roku 1947 i sąsiednich ludzkość została postawiona wobec problemu broni jądrowej czyli przed perspektywą masowej zagłady. Z inną specyfiką zaczynał się obrót cyklu S-P dziejący się od 1993/94: był nią liberalizm, tak, ten gospodarczy, krzewiony przez Reagana i Thatcher, który miał być lekarstwem na wszystkie dolegliwości i wkrótce my (w Polsce) też poszliśmy za jego urokiem. Ale gospodarczy liberalizm stał się i okazał napędem antropoceńskiego zniszczenia.[5]

Możliwe, że na historię widzianą poprzez jej ustrukturowanie[6] przez cykl S-P można patrzeć jak na zalewanie kolejnymi falami owych specyfik: 1914: zbawcze a fatalne masowe ideologie, 1947: broń masowej zagłady, 1983/4: liberalne panaceum, 2020: antropoceńska degradacja wszystkiego. Zauważmy, że każda następna fala zmywała i jakoś rozwiązywała (rozpraszała[7]) poprzednią. Broń jądrowa poważnie ograniczyła szaleństwa masowych ideologów. Liberalizm jakoś wyciszył grozę broni jądrowej i sprawił wojny zbędnymi. Teraz antropocen kładzie szlaban liberalizmowi. Mógłbym dołączyć przykłady poprzednich epok-obrotów cyklu S-P, ale ponieważ tamte dawne czasy są mniej znane, nie będę wydłużać.

Z powyższego rachunku, z konieczności mało ścisłego, wynikałoby, że saturnowo-plutonowy przełom epok w latach 2019 i 2020 polegać będzie na gwałtownym, przemożnym ujawnieniu się, zamanifestowaniu problemów związanych z antropocenem i to zapewne w światowej skali straszącej. Może mieć trzy postaci: (a) żywiołowa katastrofa taka, że nie da się dłużej zaprzeczyć, że pochodzi od ludzkiego impaktu w skali planety; (b) uświadomienie sobie przez ludność antropoceńskiego zagrożenia i jego ultymatywnej wielkości, co będzie mieć postać masową i szokową; (c) motywowane antropoceńskim zagrożeniem decyzje władz dużych państw, być może USA i Chin, od których zależy najwięcej.

Na tym przerwę.


[1] Koniunkcja 12.I.2020 obejmie także Słońce i Merkurego.

[2] Oryginał np. tu: Władysław Broniewski: Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego.

[3] Kto się poddał, staje się poddanym.

[4] Tu pomyślałem o podobnym przypadku: nakręcana religijność, religijna gorliwość, zelotyzm są sposobem, w jaki odbywa się wyparcie niepokojących faktów (tak, faktów!) negujących religie i oparty na nich światopogląd, wśród których jest ten, że Jezusa zmyślono.

[5] Obrót cyklu S-P od 1914 za specyfikę miał uleganie społeczeństw masowym zbawicielskim ideologiom: nacjonalistycznej, komunistycznej, faszystowskiej, narodowo-socjalistycznej.

[6] Niem. Gliederung.

[7] Dla myślących wielo-alternatywnie: na karcie XV-Diabeł w talii Oswalda Wirtha tytułowa postać ma na jednym ramieniu napisane „coagula”, na drugim „solve”. Scalaj-zgęszczaj-ścinaj (jak mleko w twaróg) – rozwiązuj, rozpraszaj. Aktualna fala obrotu cyklu S-P mówi coagula, ale pod adresem zjawisk poprzedniego obrotu: solve.

Koniunkcja Saturna i Plutona 2020: wstęp na końcu

Ścisła koniunkcja Saturna i Plutona będzie 12 stycznia 2020. Ten układ planet dominuje jednak nad szerszym okresem: nad czteroleciem 2018-2022.


« Co nas czeka? Cykl aktywności Słońca, astrologia i historia »

komentarze

[foto]

1. Bardzo ważny tekst.... • autor: Mirosław Piróg2018-08-26 16:41:47

Bardzo ważny tekst. Sam jestem trochę defetystą i obawiam się owej "skali straszącej". Cokolwiek to będzie, mnóstwo ludzi ucierpi - ba, już cierpią, ale kogo obchodzą tysiące utopionych uchodźców na przykład? Z psychologicznego punktu wiedzenia ważne są emocje, szczególnie rozpacz. Pisze trochę o tym moja partnerka tu: https://dzikiezycie.pl/archiwum/2017/gru-2017/przekraczanie-rozpaczy-wokol-ksiazki-joanny-macy-world-as-lover-world-as-self
Przygotowuje też kolejny tekst i, co ważniejsze warsztaty, bo rozumowanie i cykle to jedno, a emocje to drugie. Nad tym trzeba pracować. 
[foto]

2. Przekraczanie rozpaczy • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-26 17:52:44

3. Re • autor: Jarosław Koziński2018-08-27 03:27:56

Bardzo dobry tekst Panie Wojciechu, mnie też ta koniunkcja w znaku Koziorożca zastanawiam. I z niepokojem patrzę na USA i Chiny, pozdrawiam !
[foto]

4. Ad "Re". Co robią imperia? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-27 10:39:42

Podczas koniunkcji Saturn Pluton czyli podczas przejścia od jednego obrotu cyklu S-P do drugiego imperia niekoniecznie wojują ze sobą. Mogą też układać się i wspólnie organizować świat. Tak było na początku cyklu 1883-1914, Fin-de-siecle’u. Wtedy zawiązano Trójprzymierze Niemcy-Austria-Włochy 1882, podzielono Afrykę 1885, zaprowadzono strefy czasowe 1884. Wojowało tylko na końcu świata Chile z sąsiadami.
Więc i teraz od USA, Chin nie musi nam grozić nic strasznego.
Prócz tego, Panie Jarosławie, w powyższym tekście piszę dokładnie o tym, że zło (ucisk, opresja, pomieszanie), jakie przychodzi z koniunkcją S-P nie musi być czymś, co atakuje "nas niewinnych" z zewnątrz i z daleka, od jakichś Chin-Usa. Równie dobrze wylęgać się w naszych umysłach i otoczeniu. I jak widać, to robi.
[foto]

5. Imperia • autor: Arkadiusz2018-08-27 13:37:52

Imperia to teraz banki i korporacje. Rządząca nami ideologia to konsumpcjonizm. Kupowanie, posiadanie, szukanie mocy w czymś zewnętrznym od nas, okazywanie statusu poprzez zewnętrzne materialne przedmioty, ale też realne przetwarzanie zewnętrznego świata kojarzy mi się ze znakiem Koziorożca. Tu tez może zamanifestować się energia S- P.. Ale jak?

6. Od siebie dwa zdania. • autor: And21022018-08-27 21:07:20

Bardzo dobry artykuł  i (niestety)  na czasie. Ze swojej strony dodam dwa zdania.
Astrologicznie  mamy (i może to jest tu najważniejsze) kwadrat Urana z Byka (symboliczny) do koniunkcji Saturn Pluton. Interpretując to "łopatologicznie":
Byk - symbol (dla mnie) zawsze sił ziemi i natury (materii) zostaje użyty przez Urana lub używa Urana (wzajemny wpływ) jako narzędzie walki (kwadratura) do aspektu "hegemoni" kompleksu rządowo przemysłowo (Saturn) - militarno bankowego (Pluton). 
Kompleks S-P jeszcze nie zaczął nowego swojego porządku (NWO ?) w Koziorożcu na  pełną skalę - jeszcze nie ma koniunkcji - nie objawił się w nowej formule. A już obecna seria trzęsień Ziemi w bieżącym roku + niespotykana fala upałów zdają się rozpoczynać opozycję "natury" do planów  S-Plutona. O demograficznej eksplozji "uraników" z Afryki i Azji nie wspomnę.  Uran z Byka wydaje się sypać piach w tryby machiny (machinacji ?) Plutona i Saturna. Coś szemrze w trawie ,że zamiast budować nowe struktury władzy i pieniądza, trzeba będzie się skupić na szukaniu czystej wody ,czystej ziemi (Byk) i pomysłów na nowoczesne rozproszone źródła energii (Uran). Jeśli tak, to "problem" załamania planety pod ciężarem "ludzkości" jest zbawienny dla "normalności". Wszytko to może okazać jedynie sprzężeniem zwrotnym, wytrącającym  władcom narzędzia władzy. 
[foto]

7. Nie umiem odgadnąć... • autor: Roman Kam2018-08-29 22:30:34

... w jaki sposób tzw. prądy umysłowe ewoluują, opanowują i angażują swym wpływem określone pokolenia, po to by za niewielką chwilę, w skali wieków, przebrzmieć i stać się historią myśli. Czy to nowe lepi się na całkowicie rozłożonej materii umysłowej prądów poprzednich (wtedy nie ma z nimi praktycznie nic wspólnego), czy też lepi swe golemy z molekuł pozlepianych i nosi na sobie i w sobie ślady idei poprzedzających stając się tylko kolejną kombinacją elementów źródłowych. Czy to jest postęp? Czy następuje postęp w filozofii? Czy możemy mówić o postępie myśli, skoro wszystko w jakiś sposób staje się przebrzmiałe, mylne, fałszywe, błędne? Czytając Wojtka odnoszę wrażenie, że tzw. prądy umysłowe epoki, rzekomy fundament rozwoju i postępu, są w istocie odpowiedzią i nazwaniem tego, "co się dzieje". W istocie odgrzewam tu kotleta pt. "byt określa świadomosć". Każdy z nas przychodzi na świat i zapoznaje się z tematem przez czas krótszy lub dłuższy, po czym się stąd zabiera. Ludzie urodzeni w podobnym czasie tworzą więzi pokoleniowe, których wyrazem jest wymiana myśli i współdzielenie dominujących poglądów na świat, czyli tych, które są "nowoczesne", a tak naprawdę, tylko najbardziej adekwatne do zastanej po narodzinach sytuacji. Dzisiaj przychodzi nam rozmawiać i działać na rzecz zatrzymania antropocenu, ale to minie, urodzi się inny "ważeniejszy" problem.  Być może sami stwarzamy nasze pokoleniowe "zadania do rozwiązania", ale i być może, że zadania te są częścią całości kursu przeznaczonego dla ludzkości w ramach nieuniknionego procesu rozwoju do form przewidzianych, form, o których nam się jeszcze nie śniło.     
[foto]

8. Zaobserwuj, jak ludzie podłączają się do prądów • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-30 00:02:52

Romanie, prześledź swoje własne przygody intelektualne. Np. ja w wieku ok. 13 lat nawróciłem się na science-fiction, które wtedy było na topie. Potem około 20 r.ż. pamiętam bardzo mi przeszkadzało to, że nasze podstawowe idee (i treści życia) są konwencjonalne, czyli że mogłyby być inne -- i nie są czymś tak twardym jak to, co odkrywa fizyka. (Studiowałem wtedy fizykę pod wpływem SF.) Odpowiedź przyszła najpierw jako archetypy Junga (miałem ok. 25 lat), potem jako buddyzm (już po 30-tce). Około 40 poniechałem buddyzmu (tybetańskiego) na korzyść New Age, ale około 44 znów nawróciłem się na (tak nazywany) szamanizm, z którego zaczęła się formować Twarda Ścieżka. Mając 66 znów zwrot: na antropocen. Zobacz jak zmieniały się modne prądy i jak sam się do nich dołączałeś lub robili to Twoi znajomi. Myślę, że podobnie to działa w każdym pokoleniu.

9. Mała obserwacja • autor: And21022018-08-30 20:41:39

Jeśli wolno się wtrącić do rozmowy z małą obserwacją... Ten nasze ludzkie zmienne poglądy i problemy do rozwiązywania mogą jednak mieć "zewnętrzną" przyczynę, i to prozaiczną.  Mogą nią być wpływy Planet na nasz "wielowarstwowy" ludzki "organizm  energetyczny". Nie lekceważę przy tym wpływu środowiska społecznego jako takiego i danej kultury w jakiej się chowamy. Ale wszytko to jest i tak w "zapleciony" sposób podległe wpływom planetarnym, do których tu nie muszę nikogo przekonywać.   Może po prostu trzeba się pogodzić ,że nasza ludzka "drobinka" jest od początku bardzo mocno zależna i dokonuje wyborów prawie takich, jak robak idący szklaną rurką.  Widzi z niej świat ,ale nie widzi szkła.  Rurka trochę szersza od niego skręca ,a on za nią, myśląc ,że to to jego nowa decyzja,"nowa droga życiowa". Tę naszą zależność widać doskonale gdy ktoś usiłuje "szybciej się rozwijać" niż pozwalają wpływy planetarne..  Po prostu taki "rozwój"  dzieje się tak ślamazarnie,  z widzenia punktu innego obserwatora ,że aż żal...  Dopiero kiedy coś "przeskoczy’ w tranzycie lub progresji, następuje nagły postęp. Na pewno osoby obserwujące horoskopy innych przez lata to zauważyły.  Pozdrawiam.
[foto]

10. No właśnie... • autor: Roman Kam2018-09-02 22:18:28

... żebym zobaczył do czego coś zmierza, muszę doświadczyć skutków. Skutki przychodza zawsze. Nie odsądzałbym od czci i wiary głupoty ludzkiej, bo to cecha immanentna gatunku, który nazwał się sapiens. Nie widziałem jeszcze, żeby człowiek (jako gatunek) dobrowolnie z czegoś zrezygnował. Aby zobaczyć jak funkcjonuje i jakie przynosi skutki tzw. cywilizacja przemysłowa, antropocen musi objawić się w całej pełni, to nieuniknione. Dopóki szkody nie przewyższą skutków, żadnych szans na zmianę. Tak więc odbywa się w ludzkich działaniach stałe "sprawdzenie bojem". Wróg odpowiada,  wiemy już jakie ma siły i gdzie są umieszczone, możemy próbować, go wykończyć. Co do planet oraz ich wpływu na człowieka - to widzę, że generalnie, upieramy się przy starym, wiernym układzie słonecznym. Myślę sobie, że pewnie racja i tak jest w cholerę liczenia, w dodatku obiegi są w zasadzie na miarę człowieka, ale żeby człowiek był pozytywką, na której gra ślepy kataryniarz? Sielski to obrazek. Ja się wzruszam. Wojtku drogi - robiąc przegląd moich fascynacji, stwierdziłem ze wstydem, że nie wyrosłem z SF - te treści wciąż są w stanie mnie inspirować do spoglądania w teraźniejszość. Antropocen to również SF, ponieważ nie jest możliwym do przewidzenia, co osiągnie i jak zachowa się człowiek. 
[foto]

11. Z SF nie wyrasta się • autor: Wojciech Jóźwiak2018-09-02 23:19:38

Romanie, z SF nie wyrasta się. Nie mówię, że ja wyrosłem: raczej było tak, że inne-następne treści rozsmarowały się na kanapce umysł-WJ. Chętnie bym nową i przewidującą SF poczytał, niestety nie znajduję, albo nie wiem gdzie i pod jakimi autorami teraz szukać.
[foto]

12. Granica • autor: Roman Kam2018-09-05 14:59:51

Jasne Wojtku, wiem co masz na myśli. Wyrasta się z SF stricte przygodowej z elementami futur, a poszukuje się SF, która najsprawniej potrafi dostrzec potencjał w tym co już wiemy i w tym, o czym możemy przypuszczać, że się dowiemy. SF, która potrafi stawiać interesujące hipotezy, których broni wciągająca fabuła. Lubię się martwić, że przyjdzie czas, kiedy człowiek stanie przed granicą nie do pokonania, kiedy ujrzy w pełni "swoją zagrodę", na którą nie pomoże nawet lekarstwo nieśmiertelności. Wierzymy w postęp bez końca, aż do pozycji bogów - to piękną daje nadzieję, jednak myśl o tym, że może być inaczej nie daje mi spokoju. Na szczęście tego nie doświadczę, bo może to być rzecz tak straszna, że dreszcz przechodzi. Brrrrr..!    

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)