Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 kwietnia 2019

Mirosław Czylek

z cyklu: Historie astro-polityczne (odcinków: 8)

Uraniczni socjaliści z konstelacji Byka

Kategoria: Astrologia

« Hipotetyczne Słońce polskiego chrztu i inne punkty

Często przystępując do tworzenia tekstów politycznych zastanawiam się, na ile wszyscy referenci, kronikarze i obserwatorzy rzeczywistości, doświadczeni specjaliści i analitycy posiadają legitymację epistemologiczno-moralną do tego, żeby uznać ich za godnych tytułu ekspertów. Im bardziej spoglądam wstecz w ich prognozach, tym bardziej się rozczarowuję scenariuszami, które nakreślali oni w swoich wieloletnich wizjach. Przemijanie i zaskakujące chichoty historii to coś co czyni z ekspertów głupców, ale czasami naprawdę zaskakiwać może ich duży dysonans i poziom zagubienia co do oceny rzeczywistości. Bardzo często okazuje się, że specjaliści, którzy mają „dużo płacone” od koncernów medialnych, okołopolitycznych hostess think tankowych czy instytutów zajmujących się kwestiami definiowania i wyjaśniania zawiłości współczesnego obrazu świata, okrutnie się mylą. Co gorsza, nie dają się przyłapać na tych swoich błędach, ponieważ w ramach sprytnego mechanizmu obronnego szybciutko zmieniają punkt ciężkości lub brną w zaparte. Istnieje pewna ciekawa teoria na ten temat, mógłbym ją nazwać teorią przemilczania czegoś, o czym większość wie, a boi się powiedzieć. To trochę jak w „obyczajówce” czy w sytuacjach konfliktowych, w których główny bohater (zdradzana żona czy przyszła ofiara zwolnienia w pracy) dowiaduje się o szokujących faktach jako jedna z ostatnich. Możliwe, że eksperci i analitycy albo nie wierzą w to, co widzą albo udają głupszych niż faktycznie są. Ponieważ udawanie głupiego nie jest takie proste i wymaga pewnej umiejętności odklejenia od swojego ego, podejrzewam raczej pierwszy scenariusz. Eksperci i analitycy rzeczywistości mają problem z widzeniem czegoś, co już jest! Logiczne, zwłaszcza w perspektywie, że często rzeczywistość pozostaje w konflikcie do tego, co było uprzednio ich majaczącymi wizjami.

Pozwolę sobie wykorzystać fragment z dwóch pierwszych akapitów tekstu „Kryzys z innej bajki. Następne załamanie gospodarcze będzie do niczego niepodobne”. [→ LINK]

- Jak to? Dlaczego nikt tego nie przewidział? – spytała wściekła angielska królowa Elżbieta II, kiedy dowiedziała się o krachu na Wall Street w 2008 r. – Wasza wysokość, takich kryzysów nie da się przewidzieć – odpowiedział jej ekonomista z Banku Anglii. Powód złości królowej był prosty: w ciągu jednego dnia jej portfel inwestycyjny uszczuplił się o 25 mln funtów.

Rozmówca królowej miał jednak rację. Po upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers w 2008 r. o przyczynach światowego kryzysu napisano tysiące stron. Ich autorzy przekonująco potrafią opisać przyczyny krachu, ale istotą tych rozważań jest to, że powstały po fakcie.


Większość ekspertów ekonomicznych nie potrafi (lub nie może) przewidzieć kryzysów światowych, a co dopiero Brexitu czy współczesnej nadchodzącej populistycznej* fali
(* z tym pojęciem, czy termin populizm nie jest sztucznym zabiegiem erystycznym, stawiających pewne grupy społeczne po lepszej stronie konfliktu, też można polemizować – dop. aut.). Usypiały ich często takie rzeczy, jak ufność i ukrywana sympatia wobec aktualnej linii politycznej czy też potrzeba stabilizacji, która w życzeniowy sposób odpychała od siebie jakieś rewolucyjne wizje. Oczywiście, część komentatorów żachnie się i powie, że „wiedzieliśmy to, mówiliśmy o tym od lat”, ale szczerze powiedziawszy istnieje jednak różnica przewidzieć coś z precyzją roku, maksymalnie dwóch, nie zaś z perspektywy wieloletniej. Była taka ciekawa księga „Tytusa, Romka i A'Tomka”, dokładniej część XIII, w której złośliwie pracę analityków finansowych mógłbym przyrównać do zwyczajów na wyspie papierolubków. To taka wyspa, na której mieszkańcy zamiast włosów mieli pieczątki. Wartość załączników była liczona na kilogramy, zaś jedną z ofert pracy było przelewanie pustego w próżne. Wydaje się, że w kwestii dostrzegania pewnych kryzysów i tąpnięć niejeden ekonomista, również ten, który doradza zaciągnąć kredyt we frankach, mógłby się zawstydzić przy prognozach... astrologicznych. Jest jedna zasadnicza i olbrzymia różnica: doradcy finansowi na pewno dużo więcej kasują za swoje zasługi i dodatkowo nie są narażeni na palenie ich książek na osiedlowym ognisku przez nadgorliwego księdza.

*

Gdy spoglądam na obecne wejście Urana do znaku Byka, wyrażam ciekawość z tytułu różnych ekonomicznych zawirowań. Dużo już o tych ingresach Urana do Byka pisali astrologowie. Głównie skupiało się to na „przepowiadaniu” spraw, które już... funkcjonują teraz i nie potrzebują do tego ingresu Urana do znaku Byka! Weźmy na to np. handel internetowy, kupowanie biletów na pociąg, autobus czy do teatru. Start-upy, patroni medialni (Patronite), robotyzacja świata pracy (kto nie zna serii „Jak to jest zrobione?” na Discovery Science, które leci od … 2001 roku). Bitcoiny, projekty Elona Muska, mobilne aplikacje na komórkę, wypożyczalnie samochodów i motocykli, alternatywne światy wynajmu mieszkań czy podwózki samochodem. To wszystko jest już TERAZ. My to już wiemy! To stwierdzanie faktów, nie "prognoza"! Co może zatem astrolog napisać na temat przyszłości? Ano, powinien cofnąć się … do przeszłości, skoro planety to często zjawiska cykliczne. To samo, chociaż w innej już scenografii. Zwłaszcza cykle ekonomiczne, a ekonomia pięknie kojarzona jest z żywiołem ziemi, a zwłaszcza Bykiem.

Skoro wylądowaliśmy w znaku Byka, to od razu zaczniemy mocnym atutem. Zatem, wyobraźmy sobie, że w dniu 5 maja 1818 około godziny 2 w nocy na świat przychodzi Karol Marks. Wdzięczny obiekt do obrzucania kamieniami przez kwiat orędowników pewnych wartości, bo: Żyd, Niemiec, komunista, a do tego filozof. Moim zdaniem przypadek badawczy dla astrologii wybitny (tak jak np. za wybitne studia przypadku uznaję np. kosmogramy Napoleona, Ludwika XIV czy Charlesa Baudelaire'a). Spójrzcie proszę, ten gość urodził się na nowiu w znaku Byka (!), w dniu zaćmienia (!!), jeszcze na dodatek z górującym Uranem i na dodatek był szczęściarzem, bo bez przyjaciela (bogatego Fryderyka Engelsa) niewiele mógłby zdziałać.

KOSMOGRAM KAROLA MARKSA
DANE Z: https://www.astro.com/astro-databank/Marx,_Karl


Podejrzewam, że większość komentatorów (zwłaszcza politycznych) ma do Marksa stosunek wprost proporcjonalny do nieformalnej grupy katolików ludycznych, którzy trochę wierzą, trochę praktykują, a nic na temat swojej wiary nie wiedzą. Chociaż niewielu dotykało jego książek, otrzymali oni odpowiednią porcję „szczepionki nienawiści” do wszystkiego, co stworzył on i napisał. Cóż, można się przyzwyczaić, tak samo spłycona i zmaltretowana została myśl Nietzschego, de Sade'a, czy Machiavellego. Samo streszczenie myśli Marksa jest rzeczą niemożliwą, jednakże dla celów obecnego artykułu nadmienię, że słowa-klucze towarzyszące jego filozofii są bardzo potrzebne i adekwantne do sygnałów współczesnej debaty, jeśli spojrzymy na perspektywy przyszłości potencjalnych skrętów politycznych. Chodzi m.in. o takie zwroty jak: praca, wyzysk, czas pracy, człowiek traktowany jako towar, warunki samorealizacji, walka klas czy zaspokajanie potrzeb ludzkich. Śmiem ryzykować, że te motywy są najważniejszymi sygnałami w czasie aktualnej podróży Urana przez znak Byka. Owszem, temat pracy był również podnoszony wcześniej, gdy spojrzymy np. na idee ruchu Occupy Wall Street, gdzie głównym motywem były nierówności na świecie. Inne wcześniejsze jaskółki to np. emerytura podstawowa, dochód podstawowy, skrócenie czasu pracy. Być może to były też inne sprawy, których nie zauważyłem, lecz przecież oczywistością jest, że rewolucje ekonomiczne nie dzieją się tylko i wyłącznie na wejściu Urana do znaku Byka. Tak jak Facebook nie musi być wymyślony na Uranie w Wodniku, a kundalini joga nie powstała podczas wędrówki Urana przez jakiegoś Wężownika.

Pokusa dotycząca wykreślenia wizji, jak zmieni się świat przez najbliższe 7 lat (w trakcie pobytu Urana w znaku Byka), jest duża. Artykuł, który tworzę, wynika częściowo z czystego hedonizmu, częściowo z egoizmu, ponieważ tym razem chciałbym sobie sprawić przyjemność za kilka lat i powtarzać publicznie: „a nie mówiłem?!”. Dostarczenie tej dzikiej satysfakcji jest dla mnie ważne, ponieważ zbyt wiele rzeczy „przewidziałem” kilka lat wstecz, lecz nie spisałem tego i nie opublikowałem (a szkoda). M.in. to, że za kadencji PiSu nastąpi gwałtowna sekularyzacja, zaś postulat wprowadzenia płacy minimalnej pokaże nierozwiązywalny jeszcze na obecnym poziomie „rozwoju modeli ekonomicznych” konflikt pomiędzy oczekiwaniami prekariatu, a oczekiwaniami fundamentalistów rynkowych, wierzących w to, że jak „ktoś chce, to potrafi”. Wyczuwałem również upadek wielu autorytetów poprzednich dziesięcioleci i konieczność odbrązowienia polskiej historii. Przyspieszenie tego zjawiska również obserwujemy i nie chodzi tutaj wyłącznie o wzajemne obrzucanie się rywalizujących obozów politycznych. Pozwalam więc sobie napisać coś, co dzisiaj z nieśmiałością puka do bram świadomości wielu obserwatorów, ale nie są oni pewni, czy sprawy aby pójdą w tym kierunku. Co się stanie? Ano, wraca „komuna”, lecz niewiele ma ona wspólnego z czasami dawnymi. Bliżej jej do hydry z wieloma głowami: techno-eko-global-komuny. I co zaskakujące (a może nawet obraźliwe dla wielu ortodoksyjnych wyznawców radykalnego liberalizmu ekonomicznego), nie musi to być wizja i koncepcja zła.

Świadomość społeczeństwa polskiego dopiero zostaje wyrywana z głębokiej ortodoksji liberalnego snu. Ludzie jeszcze nie zdają sobie sprawy „co ich może czekać”. O czym jest ten sen? Otóż, jest to fantazja o samostanowieniu, atrybucja wewnętrzna, czyli przypisywanie sobie sukcesów tam, gdzie nie do końca jest to prawdą. Mit American Dream, od pucybuta do milionera, jest umocowany w polskim społeczeństwie bardzo, bardzo silnie. Coraz częstsze afery medialne, włącznie z ostatnią „aferą uniwersytecką”, gdzie bogaci rodzice płacili miliony dolarów za umieszczenie swoich dzieci na elitarnych uniwersytetach [o aferze np. → TUTAJ], nie docierają przez filtry zachłyśnięcia się przemianami roku 1989 i później. Okazuje się, że według Europejskiego Sondażu Społecznego aż 60 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że duże różnice dochodowe są akceptowalne, jeżeli są wynikiem talentu i wysiłku. Dla całej Europy ten odsetek wynosi tylko 40 proc.

Można by zapytać się, skąd taka skłonność do pielęgnowania mitu o człowieku sukcesu, skoro i tak większość Polaków nie dostąpi tego tytułu? Cóż, kiedyś zastanawiałem się nad artykułem Wojciecha Suchomskiego „Sarmaci spod znaku Wodnika”. Padło tam sporo propozycji dla horoskopów kulturowych Polski i w zasadzie większość z nich posiada to tajemnicze położenie Księżyca w znaku Wodnika. Czy Wodnik nie jest fantastą i włącznie ze swoim patronem Uranem nie tworzy takich wizji American Dream? Czy Wodnik nie jest mistrzem sloganów, które znajdują się blisko granicy psychologicznego kiczu? („Możesz wszystko!”, „Chcieć to móc!”, „Wyjdź ze strefy komfortu”, „Razem możemy więcej!”, „Sam na wszystko zapracowałem”, „Gdybyś wstawał pięć razy wcześniej, to...”).


Wracając do raportu ESS, kłóci się on z tezami o nierównościach dochodowych, znanych jako tzw. współczynnik Giniego.

Cytuję tekst [→ LINK]: Ze sporym prawdopodobieństwem nierówności dochodowe w Polsce są o ile nie najwyższe, o tyle jednymi z najwyższych w Europie. Zmienia to całkowicie ocenę i obecnego stanu gospodarki, i procesu transformacji po 1989 r., i powinno zmienić obecną politykę społeczno-gospodarczą – mówi dr hab. Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista ds. badania nierówności społecznych.

Naturalnie krytycy Thomasa Piketty'ego (→ JEGO HOROSKOP), jego pracy badawczej i jego instytutu, któremu wyszły „zdumiewające ustalenia”, gdzie Polska jest zdefiniowana jako kraj o największych nierównościach społecznych, mogą psioczyć na rzetelność badań, na wiarygodność, itd. Można go nawet wzorem prof. Leszka Balcerowicza złośliwie nazywać młodym Marksem (istotnie tak go nazwał – dop. aut.). To zabawne, ale Piketty i Marks mają cechy wspólne w kosmogramach: obydwoje są horoskopowymi Bykami, mają silne wpływy Urana (u Piketty'ego jest to ścisła koniunkcja Urana i Księżyca). Mają też silnie zaznaczony obszar domu jedenastego (u Wojciecha Jóźwiaka jest to obszar: „otwarcie na świat”, „przyjaźń-wolność”[*]), można te dwa horoskopy (tj. Marksa i Piketty'ego) do siebie w pewien sposób przymierzyć, jeśli mogę dorzucić coś ciekawego od siebie.

[* Sektor horoskopu mający także znaczenie: rynek. Przypis Wojciech Jóźwiak]

KOSMOGRAM THOMASA PIKETTY'EGO
DANE Z: https://www.astro.com/astro-databank/Piketty,_Thomas


Gdy zatem spoglądamy na to, co Uran obecnie robi tranzytując „polski przełom” znaków Barana i Byka, możemy się zastanawiać, czy te kilka najbliższych lat nie służy do rozpoznania i korygowania dotychczasowej ekonomii w Polsce. Może się okazać, że tzw. „populistyczna” fala 500+ i cała reszta nałoży się z biciem się w piersi, jeśli chodzi o efekt transformacji w Polsce, z czego będą mieli używanie współcześni prawicowi komentatorzy, cytujący z usatysfakcjonowaniem wypowiedź Joanny Muchy („To był moment uderzający, kiedy byłam nad morzem i zobaczyłam dużą polską rodzinę, która była biedna. I oni chyba byli pierwszy raz nad morzem. Wtedy zmieniłam zdanie na temat 500 +”; ŹRÓDŁO).

A co się wydarzy za 10 – 20 lat? Popularni memiarze, influencerzy i prześmiewcy różnych programów socjalnych i osoby wytykające innym biedę prawdopodobnie „zapomną” o swoich poglądach i w latach 30. XXI wieku nieliczni czytający ten artykuł będą mogli naocznie sobie przypomnieć czasy, w których w ramach walki politycznej liberalni ortodoksi wyzywali beneficjentów socjalu od menelstwa, patologii i pasożytów. Opowieść o merytokracji upadnie, kosztem wyniesienia znaczenia relacji i kulturowego kapitału. Mówiąc jeszcze inaczej: świat pracy przestanie być kultywowany, a zwrócenie uwagi na relacje i życiowy start (czyli podniesienie godności atrybucji zewnętrznej) stanie się jednym ze sposobem wyjaśniania zawiłości życia.

Niemożliwe? Bardzo możliwe. Doskonale pamiętam, jak się wyrażano o homoseksualistach we względnie już nowoczesnych latach 90-tych XX wieku. W innych światach też funkcjonowały całkiem ciekawe powiedzonka, które kompletnie kłócą się ze współczesną karierą zawodową. Rodzice napominali uroczo swoich zstępnych takimi uwagami: „jak się nie będziesz uczył, pójdziesz do łopaty”, czy też straszyli: „bo za karę pójdziesz do zawodówki”. Po 15 – 25 latach świat zrobił niespodziankę, poniżając nauczycieli i ludzi z wyższym wykształceniem, jednocześnie doceniając świat złotych rączek i ludzi, którzy znają się na „praktycznej” robocie. Obecny tranzyt Urana przez Byka wykonuje zasadniczo przestawienie i korektę świata wartości ludzkich czynności i pieniędzy. Jest to odkrywanie na nowo świata ekonomii, z dużą szansą wyrównywania go, lub co najmniej przedefiniowania, czym jest bogactwo, czym bieda i „skąd to się bierze”. Możliwe, że smoki przestaną się w tym czasie interesować dziewicami i zaczną połykać wielkich rycerzy kapitalizmu.

*

Przywołanie Marksa, Piketty'ego, demonów socjalizmu czy tranzytu Urana przez „polskie” Słońce to oczywiście mało za mało. Zatem dorzucę do powyższych obserwacji parę ciekawych przemyśleń i dat. Zacznijmy może od idei Occupy Wall Street. Demonstracje te rozpoczęły się 17 września 2011 roku. Tego dnia, cóż – Księżyc w znaku Byka i ścisła opozycja Wenus do Urana. Jest podobieństwo? Jest podobieństwo. Corrida w wydaniu protestującego tłumu prekariuszy ma nawet swój horoskop rozpoczęcia, a jest to równo południe. Trochę więcej na ten temat można poczytać → TUTAJ. I po raz trzeci, tak – po raz trzeci, akcentowany jest obszar domu XI (stoi tam Saturn).

Następny pomysł: New Deal. Tzw Nowy Ład był odpowiedzią na wielki kryzys ekonomiczny. Ta propozycja musiała zaistnieć, zważywszy np. na problem bezrobocia, który od czasu wielkiego kryzysu rozpoczętego w roku 1929 wzrosło z 3 do 24%. Politycznym tłem dla New Deal jest polityczna wojna pomiędzy libertianinem i urzędującym prezydentem ze stronnictwa Republikanów (Herbert Hoover) a zwycięskim kandydatem Partii Demokratycznej Franklinem D. Rooseveltem. Jednym z ognisk zapalnych był konflikt o interwencjonizm państwowy, umiejscawiany blisko komunizmu. Jak wiadomo, ostatecznie wygrał Roosevelt i porządził ponad 12 lat, gdyż jego prezydentura rozciągnęła się niemalże do końca II wojny światowej.

Idea Nowego Ładu dotyczy dwóch faz, roku 1933-34 i okresu 1935-38. 22 lutego 1933 prezydent mianował na ministra pracy... pierwszą kobietę w historii USA! Na jakie układy trafia New Deal? Trudno się jednoznacznie ustosunkować (zwłaszcza gdy się ma przy sobie tak dużo różnych osób i dat), lecz mi w oko wpadł słynny „komunistyczny” motyw Saturna z Neptunem, które były w koniunkcjach w latach: 1917, 1953 i 1989. Historyczne komentowanie tych dat uważam za czynność zbędną. W roku 1935 miała miejsce opozycja Saturna z Neptunem i w tym roku doszło do przegłosowania ustawy o zabezpieczeniu społecznym. Było blisko utrącenia tej ustawy przez tzw. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, ale jakoś się utrzymała. Reforma emerytalna stała się w przyszłości tematem licznych zmian, debat i była wielokrotnie zmieniana od tego czasu.

Najciekawszą osobą, która sytuuje się blisko Marksa i Piketty'ego jest John M. Keynes, który w czasie New Deal pełnił rolę jednego z ekonomicznych guru. Była to filozofia interwencjonizmu państwa, gdzie zwiększanie wydatków publicznych oznaczało stymulację wzrostu gospodarczego. → HOROSKOP Keynes'a? Wenus w Byku w zenicie, plus bardzo dużo Urana (kwadratura do nowiu) plus ponownie aktywny dom XI. Znajome? Zdecydowanie przypomina to znane wcześniej melodie.

*

Patrząc współcześnie na to, jakie hece może zrobić Uran w Byku, rzucam śmiało tezę, że chodzić tutaj może o nową optykę myślenia. O spadku tego zawrotnie wysokiego 60% poziomu Idealistów Samostanowienia, którzy są w stanie usprawiedliwiać wszystkie różnice dochodów. Czynią ten błąd idealizacji, ponieważ mają w sobie zakorzeniony bardzo silny mit atrybucji wewnętrznej, gdzie każdy ma to szczęście być kowalem swojego losu, tylko „musi mocno chcieć”. Ortodoksi modelu Herosa – Kowala swojego losu stoją naturalnie w ostrej kontrze do projektów socjalnych, inicjatyw wspólnych lub programów publicznych (włącznie z komunikacją czy edukacją) kojarzących się tylko i wyłącznie z „komunizmem”. Zdarza się, że chcą oni widzieć na każdej możliwej płaszczyźnie wolny rynek, zatem bombardują ostrą krytyką wszystko, co generuje publiczny deficyt lub nie daje wymiernych korzyści. Wydaje się, że na dłuższą metę są oni skazani na niepowodzenie. Czeka ich zmiana systemu wartości. Uran oznacza możliwość przewartościowania światopoglądu wśród osób, które tkwiły w egoistycznym modelu „mieć i posiadać” (cień zodiakalnego Byka, który uparcie coś trzyma i nie chce się z tym za żadne skarby dzielić). Czeka ich weryfikacja mitu stabilności finansowej czy myślenia, że „wolny rynek” to coś najlepszego, co mogło nam się w życiu przytrafić.


Wojciech Staszewski (dziękuję Jolu za podesłanie mi linka – uwaga prywatna) jest jednym z przedstawicieli takich „absolwentów zmiany podejścia”. Pisze on w swoim blogu (który niedługo zniknie z domeny blox.pl, bo jest ona likwidowana – dop. aut.) takie profetyczne słowa (tak, tak, bo w roku 2013):

To jakiś błąd w systemie, w matriksie. System tak się zmienił, że postanowił wyceniać pracę dziennikarzy niżej niż pracowników sektora finansowego, przemysłowego, budowlanego. System nie może się mylić lub nie mylić, bo jest nieświadomy. Ja, chociaż być może się mylę, chciałbym za to powiedzieć: system źle działa.

Kiedy dwadzieścia lat temu z hakiem zostawałem dziennikarzem, pisałem w dziale krajowym Gazety o oświacie. Nauczycielstwo polskie było tak zakorzenione w PRL-u, a moją religią był w tak dużym stopniu liberalizm, że byłem w ciągłym zwarciu myślowym, ciągle na kontrze. Nauczyciele narzekali na niskie zarobki, a mi po głowie chodziło, że trzeba brać sprawy we własne ręce. Mało płacą, a zależy ci, żeby zarabiać więcej - to szukaj takiej pracy, w której będziesz więcej zarabiał.

I pamiętam, że w jakimś pokoju nauczycielskim mądry nauczyciel, niemłody i niestary, powiedział mi: - Nie po to zostawaliśmy nauczycielami, uczyliśmy się zawodu, zdobywaliśmy kolejne stopnie, żeby teraz zmieniać pracę.

To było zdanie, które bardzo nie przystawało do mojej liberalnej religii. (…) To co się dzieje z dziennikarstwem, to błąd systemu.


I jeszcze dopiski [→ LINK] z 2019 roku, tego samego autora:

Nie wiem, czy da się jeszcze być dziennikarzem. Dziś jestem dziennikarzem już tylko w połowie, w połowie jestem trenerem biegania, a wyniki Podopiecznych KS Staszewscy angażują moje emocje na pewno bardziej niż najciekawszy excel w dziale księgowości.


Wydaje się prawdopodobnym, że stoimy u progu wojny na narracje polityczne, dotyczące wartości obecnej transformacji jeśli chodzi o nasze lokalne podwórko, jak też pojawiają się nowe motywy, dotyczące nowych rozwiązań ekonomicznych. To prowokuje astrologów do solidnej analizy, co się stanie poprzez koniunkcję Saturna i Plutona w Koziorożcu (apogeum styczeń 2020), lub co może oznaczać wielka koniunkcja Jowisza i Saturna w Wodniku, gdy tłem dla tych zdarzeń będzie dalszy pobyt Neptuna w znaku Ryb i Urana w znaku Byka. Nie jestem w stanie rozwijać tego wątku natychmiast, tu i teraz, lecz gdybym miał sądzić, to koniunkcją Saturna i Plutona mógłbym również odnieść do bezpieczeństwo systemów emerytalnych (i systemów w ogóle), natomiast Jowisz i Saturn w Wodniku byłby mimo wszystko jakąś próbą wrzucenia problemów współczesności na barki obywateli. Coś w rodzaju New Dealu, ale w duchu transformującego się kapitalizmu. Co można dać w ręce obywateli? Propozycji jest wiele, jedną z nich jest uruchomienie pewnej świadomości... ekologicznej.

Tak, to też może oznaczać Uran w Byku. Rewolucyjność, jeśli chodzi o podejście do zmian klimatycznych. Największymi ofiarami zmian klimatu są – trochę podobnie jak w historii – najsłabsi. Nie trzeba do tego wielkiej wyobraźni, żeby wskazać gatunki zwierząt zagrożone wyginięciem, społeczności potrzebujące względnej równowagi klimatycznej, czy też terytoria, w których życie człowieka wisi na włosku z powodu zbyt wysokiej temperatury czy nieodpowiednich zasobów wody. Niestety, w dziedzinie eko-zagrożeń i ekologii moja wiedza lewituje w obszarach przeciętności, dlatego trudno jest mi uczynić tak proste analogie i znaleźć „bohaterów” na miarę Marksa, Keynesa, czy nawet Piketty'ego. Daje się jednak częściej zauważać, że reprezentantom tzw. prawicy (ortodoksyjnego neoliberalizmu) bliższa jest idea prymatu „wolności” nad ekologią, niż uświadomienie sobie, że zagrożenia ekologiczne de facto szkodzą naszej wolności mocniej, niż nam się zdaje. Ekologiczni weganie, ekologiczni cykliści i ekologiczni zwolennicy ukrócania agresywnej eksploatacji Ziemi wydają się być sytuowani bliżej do tzw. etykietki „lewactwa”. Prawicowi kowale i miłośnicy wolnego rynku dostają czerwonej gorączki „z powodu jakiejś tam żabki czy jelonka”, które są przeszkodą do przeprowadzenia większej inwestycji (np. drogowej czy budowlanej). Często mogą być oskarżani z podobnych pozycji, jak ich polityczne lewicowe analogie, postulujące ochronę słabszych jednostek (np. gorzej zarabiających czy tych z „gorszym startem”). Z tą różnicą, że miejsce „gorszego leniwego menela” zajmuje zwierzę lub roślina, znajdująca się przecież znacznie poniżej Pana Człowieka. Współczesną reprezentatywną siłą, opozycyjną wobec „lewactwa-ekologizmu” są prawicowi anty-ekologiczni politycy. Pokroju Javiera Bolsonaro, który może stać się jednym z katów Puszczy Amazońskiej, Donalda Trumpa czy – z naszego podwórka – obecnego rządu (chociaż poprzednicy też przykładem nie świecili). W ogóle da się zaobserwować ciekawe zjawisko, w którym miłośnicy niewidzialnej ręki rynku jakoś nieszczególnie sobie cenią architektoniczny ład lub regulacje prawne związane z estetyką lub dziedzictwem jakiegoś miejsca.

Przyspieszenie świadomości zagrożenia ekologicznego zaczyna nabierać rozpędu i próbuje gonić rewolucję technologiczną. Czy narodzi się jakiś lider ekologiczny, w którego horoskopie zauważalne będą wpływy Urana z Bykiem lub żywiołem ziemi? A może potrzeba nam innego skryptu planetarnego? Przyznam, że pragnienie odnalezienia takiego „wzoru ekologicznego” jest jednym z moich marzeń i będę bardzo ukontentowany, jeśli ten model uprawiania polityki w charakterystyce przyszłych bohaterów sceny politycznej zostanie odkryty. Kandydatów do tej roli można wypisywać już teraz. A jeśli chodzi o narodziny „nowej fali lewicy”, to radziłbym się przyglądać pilnie bardzo młodej, ledwo trzydziestoletniej (!) osobowości amerykańskiej sceny politycznej, Aleksandrii Ocasio-Cortez. Urodzona 13 października 1989 roku w Nowym Yorku o 11:50, łącząca rewolucyjne inklinacje (ścisła kwadratura Księżyc – Uran) z „piętnem historii” (koniunkcja Saturn – Neptun w Koziorożcu).

KOSMOGRAM ALEKSANDRII OCASIO - CORTEZ
DANE Z: https://www.astro.com/astro-databank/Ocasio-Cortez,_Alexandria


Pewnie Czytający nie uwierzą, ale … co mi tam. Właśnie otworzyłem stronę gdzie czytam i … trochę przecieram oczy ze zdziwienia (bywa i tak). Trump przemawiając w czasie obiadu skrytykował tzw. Green New Deal forsowany przez Ocasio-Cortez – pakiet rozwiązań, przede wszystkim proekologicznych, które miałyby doprowadzić m.in. do całkowitej rezygnacji z paliw kopalnych przez amerykański sektor energetyczny. Green New Deal został niedawno odrzucony przez Senat [→ ŹRÓDŁO CYTATU].

Mniej więcej o to mi właśnie chodziło! Sądzę, iż idea Green New Deal'u nie zostanie zamknięta i odrzucona, prędzej czy później dochodząc ponownie do głosu. Do tego nie trzeba mi natłoku informacji medialnych. Wystarczy tylko spojrzeć na horoskop, który wyraźnie wskazuje, że przez najbliższych parę lat mamy sporo czasu, żeby się tym zająć. Uran w znaku Byka „będzie pomagał”. A za kilka-kilkanaście lat pewne ekologiczne zachowania staną się na tyle nawykami, że ludzie będą zdziwieni tym tak samo jak dzisiaj zaskakiwać ich może dym na przystankach autobusowych lub sterty foliówek rozdawanych za darmo w sklepach. Ekologia wydarza się na naszych oczach!


Czy Ocasio-Cortez jest gwiazdką jednego sezonu? Nawet jeśli, jej słowa pobudzają do głębokiego myślenia i wyobrażenia sobie, jak będzie wyglądała polityka przyszłości. Oto one [za → Gazetą Wyborczą]:

Skoro mówimy o trosce o środowisko jako zmartwieniu elity: rok temu byłem kelnerką w knajpie w centrum Manhattanu. Miesiąc temu po raz pierwszy zdobyłam ubezpieczenie zdrowotne. To nie jest kwestia elitystyczna. To kwestia jakości życia.
Chcesz powiedzieć ludziom, że ich troska i pragnienie czystego powietrza i czystej wody jest elitystyczne? Powiedz to dzieciom z południowego Bronxu, które cierpią na najwyższy odsetek astmy w kraju. Powiedz to rodzinom w Flint*, których dzieci mają krew zatrutą ołowiem, a ich mózgi są uszkodzone. Ich nazwij elitystycznymi. Chcesz mi powiedzieć, że te dzieci latają samolotami do
Davos? Ludzie giną!



« Hipotetyczne Słońce polskiego chrztu i inne punkty

komentarze

1. Co do konfliktu narracji o 500+ • autor: JSC2019-04-19 10:00:05

To radzę go zacząć od znalezieniu korelacji tego programu z spadkiem przyznawanych zasiłków... mam nadzieję, że był to spadek dramatyczny.

2. Tak się zastanawiam,... • autor: Calkiem.inny.mail2019-04-19 22:57:42

Tak się zastanawiam, jaka skamielina ideologiczna runęła w baranie...Ludzie tworzą narracje o świecie, to fakt. Ale wraz z postępem technologicznym każda będzie musiała trwać coraz krócej, aż wszystko tak przyśpieszy, że przestanie się opłacać w to bawić. Na to liczę z głębi swojego serca "naznaczonego" zbliżonym do poniektórych z wyżej wymienionych kosmogramów 
Jako osoba o lewicowych poglądach mogę powiedzieć, że opuszczenie neoliberalizmu nie kończy żadnego problemu. Zaczyna nowy. A kłopotem np. wspomnianej Pani Osacio-Cortez, jak i polskiej młodej lewicy jest to, że w to naprawdę wierzy. Wierzy w wodnikowe, demagogiczne slogany, że jak się milion razy powtórzy, że solidarni z, 1% coś tam, każdy ma prawo, to będzie... Filozofia dla ubogich, na miarę kowala własnego losu. Woda nie robi się słodsza od mieszania. Może, kiedy do kolejnej wiochy było 5 dni drogi, a wieczorami siedziało przy świeczce, warto było imaginować konstrukcje typu "trzeba", "należy" i "powinno się" z szansą, że uda się jeszcze zaspokoić relacje społeczne i dzieci i wnuków. Dziś to raczej przeszkadza, niż pomaga. Pewnie nie dożyję, ale czekam aż Uran dotknie znaki społeczne. Może narodzi się wreszcie człowiek dojrzały w miejsce obecnej dziecinady z jej liderami, których jedyną zaletą jest brak pokory. 
I jeszcze ekologia - to, że musimy tu żyć i że kogokolwiek to realnie obchodzi, też jest tylko narracją. W przyszłych pokoleniach gatunek ludzki interesuje tylko to, co dotyczy czasu robienia "sensu" sobie samemu w okresie między dojrzałością a śmiercią. A i to nie w każdej kulturze, bo gdzieniegdzie zabicie potomstwa nie jest czymś niewyobrażalnym. Na rok, dwa gadanie o wrażliwości na otoczenie może na kogoś wpłynie, ale potem kolejna łuska z oczu będzie musiała spaść. 

<

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)