18 listopada 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 2
Ania zostanie lamą
◀ Ezoteryka miękka i twarda ◀ ► Matecznik ►
„Misja Buddyjska – Trzy Schronienia w Polsce zwraca się do wszystkich osób mogących udzielić wsparcia o pomoc finansową dla Anny Okołotowicz, w celu wyjazdu na trzyletnie odosobnienie do Bhutanu, do klasztoru Gangteng w tradycji ningmapy. Ania rozpoczęła praktykę buddyjską prawie dziesięć lat temu...” - Tak zaczyna się ogłoszenie na stronie mahajana.net, do którego link zamieściłem na głównej stronie Taraki.
Anię poznałem też jakoś „prawie
dziesięć lat temu”, w czerwcu 2003 na warsztatach, które prowadziłem w Pniewie k. Piły. Zaczęliśmy ją
wtedy nazywać Ania Tygrys albo – i tak się w końcu przyjęło:
Ania Od Tygrysów. Dlaczego? Bo zwykła odpoczywać na drzewie, na
poziomej gałęzi w pozycji sjestującego... no może nie tyle tygrysa,
co lamparta. Ćwiczyła jogę – w kolejnych latach dowiadywałem
się o jej postępach, wkrótce sama została nauczycielką jogi. Rok
później wzięła udział w kolejnych warsztatach w Pniewie - są opisane
w Tarace: Wielka podróż po wizje. Gdybym miał wyliczyć najbardziej
poruszające z szamańskich wydarzeń, w których brałem udział, z
pewnością tamte warsztaty - 2-10 sierpnia 2004 - wymieniłbym na
jednym z pierwszych miejsc. Są zdjęcia.
Opisane, więc widać, która Ania. Teraz zaskakuje mnie, jak potężne
osobowości się wtedy tam zebrały. Kilkoro z nich idzie dziś, każde
inną drogą, do... duchowego mistrzostwa. Ania do nich należy.
W ostatnich latach spotykając ją (niekiedy) i czytając wiadomości o niej w sieci, miałem wrażenie, że Ania wciąż podróżuje: Indie, Iran, Australia, Rosja. W pojedynkę zwiedziła kawał Azji i okolic. Rok temu w październiku spotkałem ją na szałasie potu, jednym z tych, które robimy w każdą pełnię. Było zabawnie, bo wszyscy już weszli do środka, kamienie wniesione i ja zaczynałem ceremonię i jak często to robię, zapraszałem do kręgu, prócz innych osób i postaci, także „starych bywalców”, którzy tym razem byli nieobecni. Zaprosiłem Anię Od Tygrysów... Na to ogólny wybuch śmiechu, bo Ania siedziała w środku i w dodatku koło mnie! Przyjechała w ostatniej chwili, a ja w zamieszaniu nie zauważyłem. Później jeszcze raz była na jednym z dziwniejszych szałasów, w grudniu 2011, który był zrobiony w stylu flash mob: zjechaliśmy się w umówionym miejscu w grudniowy ciemny mokry dżdżysty wieczór, przywitaliśmy gospodarza nie wchodząc do domu, z wielką szybkością zbudowaliśmy szałas i ustawiliśmy stos, wygrzaliśmy kamienie, odbyli ceremonię, zwinęliśmy szałas, pożegnali z gospodarzem i o północy w trzy samochody rozjechaliśmy się.
A teraz do Bhutanu, na trzy lata zaawansowanych praktyk w buddyjskiej szkole Ningma. Po takim treningu zwykle w tybetańskim buddyzmie zostaje się lamą. Co tu mówić: jestem pełen podziwu i szacunku. Jestem, Aniu, przekonany, że ten zamiar Ci się uda. A za trzy lata z okładem zgłaszamy się do Ciebie na darśan. Co to jest darśan? - Kiedy oświecona osoba patrzy (skrt. rdzeń drś) na kogoś i samą swoją obecnością „podnosi” go w górę.
◀ Ezoteryka miękka i twarda ◀ ► Matecznik ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

