09 października 2012
Piotr Jaczewski
Serial: Okiem Hipnotyzera
Ateista nie jest diabłem
◀ Wielka podróż świadomości - Monodialog z Gilliganem ◀ ► Rosół z czasu ►
I niestety to całkowite odzwierciedlenie dyskursu teizmu z ateizmem. Terlikowski jedzie jak chce prowadząc krucjatę ideową, a Hartman jest zbyt grzeczny. To jest coś o czym pisałem, że brakuje sprytnych ateistów. Min. sprytnych na tyle, żeby nie pozwalać w ten sposób przejąć pałeczki.
Relatywizm moralny jest używane przez kościół w walce z ateizmem. Całkiem normalne podejście jest oetykietkowane i używane z dużą dozą ładunku emocjonalnego. To determinuje potoczne rozumienie (za wiki): Potocznie "relatywizmem moralnym" nazywamy działanie jednostek lub grup społecznych, polegające na odwoływaniu się do tych systemów wartości (prawo, humanizm, moralność świecka lub religijna, patriotyzm, i.in.), które sprzyjają realizacji chwilowych oczekiwań bądź interesów.
Zwykłe stwierdzenie, że ktoś oszukuje bo ma w tym interes. Niestety hartman nie był przygotowany i nie potrafił od ręki wyciągnąć np. słów papieża i opisów typu Odnosząc się do szerzącego się relatywizmu moralnego w Europie powiedział, że "jest wielu, którzy, uważając się za bogów, myślą, że nie potrzebują więcej korzeni ani fundamentów oprócz nich samych". Jakby tym był ateizm.
Skoro słusznie Hartman wniósł temat oskarżeń czy insynuacji kierowanych w stosunku , mógł dalej zareagować na terlikowskiego:
Czyli nazwanie pana gazety, pana prac i wypowiedzi papieża relatywizmem moralnym nie byłoby obraźliwe ?
"To, że nazwałem ciebie dupkiem to tylko miłe i sympatyczne określenie twojej niezależności od mojej opini".
Takich błędów dyskusyjnych wynikających z .. grzeczności, nieprzygotowania, racjonalności czy ustępliwości, konformizmu lub ignorowania tematu(po co się szarpać?) u ateistów jest zbyt wiele.
Min mi zabrakło odpowiedzi-akcentu na ostatnie stwierdzenia: Jeszcze 40-50 lat temu ateiści zakazywali ... - a przez ostatnie kilka tysięcy lat teiści nawracali ..
Czy na "Bóg jest głównym tematem życia Richarda Dawkinsa" szybkiej kontry: nie bóg, bo ateista nie wierzy w takowy byt, a koncepcje społeczne i irracjonalność związana ze zjawiskami wiary i myśleniem o nich.
W rezultacie takiego dyskursu, jedyna mocna teza jaka wychodzi na powierzchnię rozmowy to stwierdzenie terlikowskiego, użyte w podpisie i opisie odcinka:
Ateista nie jest diabłem, którego mamy się bać. Jest to ktoś straszliwie biedny, komu trzeba współczuć. W pewnym sensie jest mi żal ateistów, gdyż nie spotkali nigdy kogoś, kto jest całkowitą, absolutną miłością.
I nikt nie widzi, że takowe stwierdzenie symetryczne z drugiej strony:
Teista nie jest diabłem, którego mamy się bać. Jest to ktoś straszliwie biedny, komu trzeba współczuć. W pewnym sensie jest mi żal teistów, gdyż nie spotkali nigdy kogoś, kto jest ich realną, kompletną i zdrową miłością.
Byłoby obraźliwe. BA! Jest traktowane jako obraźliwe!
W stwierdzeniu Terlikowskiego zawarta jest idea "ateista jest chory i upośledzony". Ta sama idea "teista jest biedny i upośledzony" spotyka się z niechęcią i twierdzeniami, że to są ataki na wiarę. np Religia jako środek halucynogenny.
◀ Wielka podróż świadomości - Monodialog z Gilliganem ◀ ► Rosół z czasu ►
Komentarze
W ogóle e-magazyn Agnosiewicza i Koraszewskiego z jednakowym upodobaniem bije zarówno w KK, jak i w "szamanów", traktując ich jak wygodny przedmiot do bicia, a nazwę "szaman" jako obelgę. Dlatego chociaż publikują wiele cennych tekstów, to naszymi sprzymierzeńcami nie są.
A w tamtym tekście Agnosiewicz nie porównuje religii wcale do halucynogenu, tylko do choroby psychicznej. Co tez jest ciekawe... Ale mnie w końcu ten artykuł rozczarował, jak w ogóle cała publicystyka Agnosiewicza, jak się jej przyjrzeć, płytka i agit-propowata.
Mam jeszcze jedno... - ale to już w następnej notce.
Kiedyś Rzymianie, ci tradycyjni, uważali chrześcijan za ateistów, ponieważ ci nie czcili i odrzucali ICH bogów, bogów których Rzymianie znali. Dziś ksiądz katolicki (podobnie) najchętniej uzna buddystów za ateistów, ponieważ (i z godnie z prawdą) oni ani Boga ani bogów nie czczą.
Więc ja bym proponował przyjąć, że "ateista" to nie-jerozolimczyk, tzn. ktoś, kto nie "wyznaje" żadnej z jerozolimskich religii, czyli nie jest chrześcijaninem, ani żydem ani muzułmaninem. Takie pojęcie byłoby ścisłe.
Niestety tak to jest, że z kulturowym tabu na odmienne stany świadomości, zmiennokształtność, subiektywne rzeczywistości itd - szamanizm, psychointegratory, duchowość stała się tabu.
W tym tle (i też propagandowej spychologii) znaczenie szamaństwa-narkotyków-szaleństwa zlało się w jedno. I jestem zdolny to (w skali społecznej) zrozumieć, choć uważam ten proces za wielką stratę czegoś bardzo żywotnego, podstawowego, leżącego u korzeni. Idąc za twoim stwierdzeniem o tym sakramencie - mamy z tym kłopot.
Z tych samych powodów nie odbieram tekstów agnosiewicza jako zarzutu w stronę szamaństwa. Jedynie jako część tego samego szaleństwa: gdzie zarzuty wyolbrzymione u podstawy są słusznymi tezami. (nawet w religii rozpoznaję to np. pragnienie stabilności, prostego obrazu świata). Innym słowem jak czytam racjonalistę to wiem, że to racjonalne nie jest :) I to jest ogień zwalczany ogniem. Tu się zgodzimy: e-magazyn Agnosiewicza i Koraszkiewicza z jednakowym upodobaniem bije ..
Z drugiej strony, właśnie odrobinę szkoda, że normalność "ateistyczna" i "szamańska" czy "duchowa" pozostaje niezorganizowana, bez tego świra i nastawiania się na siłę przebicia ogółu czy nawet jednostki. Co niestety jest normalne i normalnym składnikiem normalności - tj. osoby racjonalne-kreatywne-elastyczne w myśleniu wypadają na cichy, milczący margines wobec sztywnej-zerojedynkwej-czarnobiałej skrajności.
I z tym ostatnim czy nad tym ostatnim moim zdaniem warto pracować.
Nad zmianą tej mentalności tj. umacnianiem jej zdolności do wyjścia i stania się jednym z biegunów, miejsc w dyskusji. I po zastanowieniu masz rację: Warto grzmieć i wytykać, że są równie nietolerancyjni jak wytykana nietolerancja. I domagać się tej wrażliwości po równi od wszystkich.
Ateizmu - Teizmu
monoteizmu - politeizmu
Idealizmu- Panteizmu
Agnostycyzmu - Gnozy
Dopiero wtedy możliwa jest jakakolwiek orientacja i swobodne myślenie w temacie. W sytuacji, kiedy dyskurs przejmuje monoteistyczna teologia vs ateizm - to jest komunikacyjnie przynajmniej dwupoziomowa podwójna więź, w której monoteizm("chrześcijaństwo") musi wygrywać i dominować dyskurs.
Sytuacja sułtana z brunei: Stawia najbardziej łamiący realność mit(Jestem Bogiem i to jedynym, cudownie pojawiłem się na ziemi aby ciebie zbawić) i jednocześnie wymaga najmniejszej i najkorzystniejszej przysługi(trwałość, ciągłość Ja i zgoda na "bycie kochanym").
I dopóki ta dyskusja rozgrywa się w warstwie jednej podwójnej więzi "KK vs ateizm" - ateiści są w zasadzie bez szans. Na racjonalność również.
Gdyż nie potępiam zarówno teizmu jak i ateizmu.
Moim zdaniem nie ważne jest czy ktoś jest po jednej lub drugiej stronie, a ważne jest to z jakieg powodu i w jaki sposób.
Obie strony w odwiecznym zmaganiu ze sobą, mają wiele" brudu za paznokciami". Teista nawracjąc na siłę i ateista walcząc z teizmem w podobny sposób. O wiele ważniejsze jest czemu ma służyć ów teizm i ateizm i jakimi środkami odbywa się przechodzenie w jedną lub drugą stronę. Żeby sprawa była bardziej zrozumiałą, wspomnę o licznych ofiarach wojen religijnych oraz mordowania teistów chociażby dla przykładu za czasów komunistycznych. Teiści i ateiści skupiają się na sprawach w ich mniemaniu najważniejszych(Bóg-brak Boga) , a tymczasem o wiele ważniejsze jest to co się dzieje pomiędzy, czyli w jaki sposób żyją i w jaki sposób traktują bliźniego. Ostatecznie o tym czemy służą nie decyduje Bóg lub niewiara w niego , ale ich czyny , które na przekór wierze w swoją rację którejkolwiek ze stron sprawiaja ,że często wierzący działają jak niewierzący, a niewierzący pretendują na wierzących.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
