05 października 2012
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
Bycie wężem
◀ Jaskinia ◀ ► Pułkownik z Taszkentu ►
HardChief opisał ostatnio swoje wrażenia z bycia wężem.
Tyle lat nas dzieli, tyle doświadczeń, a jednak pewne doznania są wspólne.
Chcę opisać swoje doświadczenie z bycia wężem.
„Na zapylonej, wiejskiej drodze stopy obute w sznurowane, brązowe buty cuchnące pastą grzęzną w piachu; trudno iść, a już nie ma mowy o tym, żeby biec; jest gorąco, nudno i mdło. Proszę matkę:
— Pozwól mi iść boso, nie chcę chodzić ciągle w butach; inne dzieci biegają boso lub mają sandałki, dlaczego tylko ja zawsze muszę nosić te obrzydliwe wkładki ortopedyczne i te wstrętne, czarne, sznurowane wysoko buty!
— Nie marudź — odpowiada zniecierpliwiona matka. — Wiesz dobrze, że masz platfus i musisz je nosić, dopóki nie dorośniesz, jeśli nie chcesz być kaleką na całe życie.
— Kiedy mi gorąco...
— Skończ już wreszcie, bo ci przyleję; za jakie grzechy Pan Bóg mnie pokarał takim dzieciakiem!
Zatrzymałyśmy się przed domem, gdzie mieszkali znajomi matki. Siostra piszcząc i uciekając przed osą biegała w sandałkach po skoszonej łące, sztywne źdźbła ślizgały się po jej gołych nogach, może na którymś z nich znalazłaby się jeszcze kropelka rosy. Ja usiadłam na skraju drogi i widząc, że matka długo nie wraca, zdjęłam przepocone skarpetki i buty. Po co je było pastować śmierdzącą mazią, od której zbiera się na wymioty, skoro już są brudne ! Połysku nie widać, a smród został (nie mówi się smród, tylko brzydki zapach — poucza nieobecna matka).
Piasek przesypywał się między palcami, bose stopy z ulgą nurzały się w nim aż po kostki. Uklękłam czołgając się na kolanach i łokciach wśród miliardów drobinek. Parzące ziarenka szlifowały moją skórę, osypując się po lśniących łuskach, nie zostawiały na nich najmniejszego pyłku. Nogi zrosły się w jeden elastyczny, pozbawiony stawów człon, podobnie jak i ręce; głowa powędrowała na czubki tego, co niedawno było moimi palcami, a teraz stało się nowym narządem, bogatszym i precyzyjniejszym w odczuciach. Ciało zmieniało się w ciało węża pełznącego przez gorący piach, uparcie, bez celu, a może do celu znanego tylko nowo doznanej, wężowej naturze, ukrytego jeszcze wciąż przed ludzką cząstką mojej istoty.
Ziarna piasku ogromniały, stawały się stosem sypkich, chrzęszczących szkiełek z rozbitych różnokolorowych butelek, iskrzących się w słońcu kryształków, układających wzory, nieznaną siłą odtwarzane natychmiast na łuskach ciała.
Jestem więc wężem, na grzbiecie mam swój wzór, tylko jeszcze język się nie rozdwoił i nie nauczyłam się syczeć; ciągle mam wargi, a one i wysunięty do przodu język schną w gorącym wietrze, podczas gdy z gardła wydostaje się nieprzyjemny charkot. To resztki ludzkiej natury, tej nie zżytej jeszcze z upałem i piaskiem trzeszczącym w zębach, ale niewiele już brakuje, by znikły, a ja osiągnę pełnię w wężowej jedności.
Więc kiedy matka na mnie krzyczała, że sukienka była wczoraj prasowana, że inne grzeczne dziewczynki słuchają rodziców, że siadają na trawie podłożywszy uprzednio chusteczkę do nosa, że matka tak się męczy, aby mnie ubrać i obuć przyzwoicie, a ja tego nie doceniam i wstyd przynoszę wyglądając jak wsiowa dziewucha — nie miało to dla mnie większego znaczenia. Słyszałam jednak wszystko; słowa zapadają w pamięć tworząc kształt tego, do czego zobowiązuje mnie człowieczeństwo, choć tak niewiele było trzeba, by poznać tajemnicę wężów.◀ Jaskinia ◀ ► Pułkownik z Taszkentu ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
