25 czerwca 2013
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna Sezon drugi
Jak chcecie narobić konfliktów, róbcie to teraz
◀ Tranzyty na pewną podróż przez pół świata ◀ ► Światło które cię uleczy ►
Mój dwunastoletni wnuk zaczął pisać powieść. Mam nadzieję, że nie znudzi się tym zajęciem, więc nawet nie chcę go poprawiać. Na to wszystko, dopieszczanie stylu, ortografii i składni przyjdzie czas wraz z dojrzałością. Najważniejsze, że chce mu się i oby nie znudziło go to zajęcie i oby nie chciało mu się przestać.
Jednak wśród pewnych dziecięcych nieporadności stylu uderza często bardzo dojrzała fantazja i humor dialogów. Na ogół lepiej mu idzie z dialogami niż z opisem — w przeciwieństwie do mnie, wychowanej na literackich opisach przyrody, stanów ducha i zawiłości konfliktów. Opisy zawierały też pewne kody kulturowe milcząco rozumiane przez czytelników. Tańcząca na rozstaju dróg kobieta w czerwonej sukience była tym, za kogo brali ją czytający, bez konieczności dodatkowych informacji. Idąca boso po śniegu i zostawiająca krwawe ślady, takoż. Ja z dialogami mam duże trudności, a niewiele z opisem.
Dzisiaj dziecko styka się z zupełnie innym odbiorem świata, przebiegającym w interakcji z otoczeniem czy mediami. Zagłębianie się we własnym stanie ducha jest nieprzećwiczone; zastępuje go dialog, z którego można się tego czy tamtego domyślić. Ale dialog już w samym założeniu nie jest odzwierciedleniem stanu duszy, jest tylko tym, co przekazujemy rozmaitym grupom rozmówców i tylko na tyle, na ile chcemy im swoją prywatność ujawnić. Stąd powszechne (zwłaszcza w ezoteryce) prowadzenie dialogów z samym sobą, duchami swoich snów, przewodnikami ucieleśnianymi przez fantazję w postaci aniołów, demonów, bogów, mistrzów promieniejących mądrością. Ja z tym wszystkim, z tą całą wymyśloną menażerią nie czułabym się dobrze; tylko wobec siebie samej nie stawiam barier ograniczających szczerość i intymność. Nie prowadzę dialogu ze sobą samą w taki czy inny sposób upostaciowioną, schizofrenicznie rozdwojoną, czy rozmnożoną na rozmaite aspekty mojej osobowości. Byłby to zabieg sztuczny, ograniczający. Mówi coś we mnie do mnie, a głos jest jeden. Mówię ja w sobie, świadoma swojej jedności. Jeśli się rozdwajam lub dzielę na więcej, to jest to zabieg literacki, wyłącznie.
„— Załogo — mówił ich kapitan — za godzinę uciekamy; jak chcecie narobić konfliktów, to naróbcie ich teraz.” – pisze mój wnuk. W innym miejscu powieści stwierdza:
„— I tak umiera sprawiedliwość w akompaniamencie huków i liczenia pieniędzy — wydał z siebie ostatnie słowa skazany.”
„— Płoń! — zakrzyknął dowódca zatrzymując się na chwilę — i pozwól płonąć innym — dokończył były kelner.”
„— Witaj nie zmieniłeś się całkowicie oprócz wszystkich twoich zmian —odpowiedziałem mu równie zawile, jak on mi podczas ostatniego spotkania.” (tu nadmieniam, że jeden z bohaterów spotykany za każdym razem przedstawiał się innym imieniem i nazwiskiem)
„— Witaj, czemu nie uciekasz z resztą? — ponieważ nie goni mnie strach.”
Tak pisze dwunastoletni, nad wiek dojrzały chłopiec. Oczywiście w tym wieku odkrywa się za każdym razem Amerykę, jednak jest coś głębszego w tej finezji interakcji z otoczeniem. Mój wnuk pisząc te dialogi nie odkrywa siebie, bynajmniej. Niesiony bieżącą kulturą prezentuje ustami swoich bohaterów sceptycyzm, dystans do wydarzeń, humor. Jego dialogi raczej ukrywają, niż obnażają emocje.
Mateusz trenuje strzelanie z łuku i podejrzewam, że właśnie ono jest przeznaczone do ujawniania emocji. Dialog z otoczeniem jest emocji tych ukrywaniem, przetwarzaniem, oceną rzeczywistości, często lekceważącą, ale też i systemem porządkującym aktualny stan poglądów na otaczający go świat. Emocje żądają ruchu i czynu.
Jak z pokoleniem tych ludzi ma porozumieć się taka babcia ezoteryczna jak ja? Między moim pokoleniem a pokoleniem Mateusza widnieje przepaść o wiele większa niż dzieliła pokolenia dawniejsze. Częściowo też wskutek rozwoju techniki, komputerów, internetu, ale także z powodu stosunku do emocji. Wszystkie następne pokolenia po mnie mogą śmiało podpisać się pod zdaniem: „— Załogo — mówił ich kapitan — za godzinę uciekamy; jak chcecie narobić konfliktów, to naróbcie ich teraz.” Wszystkie, ale nie moje i nie starsze. Dla nas konflikty zazwyczaj owocujące wojną na większą lub mniejszą skalę były zagrożeniem życia i egzystencji. Wyrażanie emocji czynem było naganne, zwłaszcza, że czyn ten w praktyce sprowadzał się do walki między ludźmi. Należało więc emocje tłumić, przekierowywać.
Emocje teraźniejsze nie boją się jawnego ich okazywania, bowiem nie uważa się ich za groźne. Zadymy na stadionach, podpalenia domów obcych, malowanie swastyk i pisanie obraźliwych komentarzy, demolowanie cmentarzy jest upustem tych emocji które były i zawsze będą. W końcu zawsze jest wyjście: wzięcie nóg za pas.
Ongiś po każdej wojnie emocje stygły, ludzie cichli, pokornieli, zajmowali się odtwarzaniem stanu poprzedniego. W świecie, gdzie wojny są poza naszym doznaniem jesteśmy tymi, którzy są w stanie planować konflikty, ponieważ nie ponoszą za nie (jak im się wydaje) odpowiedzialności.
Czy jest dzisiaj coś, co postawi tamę niekorzystnym zjawiskom? Paradoksalnie, może lepiej jest tak jak jest, niż nowa wojna? Gdyby tylko to wszystko można było wykalkulować i przewidzieć!◀ Tranzyty na pewną podróż przez pół świata ◀ ► Światło które cię uleczy ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
