10 września 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Cosechciał jako ćwiczenie mentalne
◀ Cosechciał ◀ ► Wykłady Stanislava Grofa w Krakowie ►
Wróżenie kartami tarota czyli odpowiadanie tarotem na swoje pytania można traktować nie jako „poradę z zaświatów”, nie jako „zapytywanie duchów, co o tym myślą”, tylko jako mentalne ćwiczenie. Np. chcę podjęć pewną decyzję i rozkładam karty. Nie muszę „wierzyć w karty”, przeciwnie, mogę ich rozkład uważać racjonalistycznie za wynik czystego przypadku. Po co więc rozkładam karty? Ponieważ stojąc przed tą decyzją wiem, że coś już wiem o swoim namyśle, o tym, czym się kieruję i jakie jest moje nastawienie do całej sprawy. I teraz chcę skonfrontować to, co wiem, że myślę, z zupełnie przypadkową opinią wygenerowaną przez zmyślny algorytm korzystający z procesorowej funkcji random czyli z generatora liczb pseudolosowych. (Prawdziwych liczb losowych komputery nie umieją wyliczać, ponieważ jako algorytmy są skazane na arymański ścisły bezduszny turingowski determinizm. Musiałyby mieć przystawki pobierające random z zewnątrz, np. z rozpadu izotopów.) Wyrocznia z tarota pozwala zobaczyć i przemyśleć mój problem pod innym kątem niż ten, który powstał w moim umyśle (albo nawet w moim ego!) – i najmniej tu jest ważne, że ten „kąt” jest losowy, a nawet komputerowo wysyntetyzowany.
Podobnym ćwiczeniem mentalnym jest następujące: Co by było, gdyby moje myśli miały moc materializować się? Realizować? – Tak jak u tej sierotki Tereski, co zjadła Cosechciał?
Bo na ogół nasze myśli nie realizują się. Prócz niektórych, które połączą się z naszą wolą i wtedy taką myśl-pomysł wykonasz. (Przed chwilą w ten sposób skutkiem pewnej myśli włączyłem czajnik, żeby zagotować wodę, żeby zaparzyć nową porcję yerba mate.) Oraz prócz jeszcze niektórszych, które realizują się przypadkiem lub niby-przypadkiem. Np. myślisz o pewnej osobie i ta dzwoni do ciebie. Albo masz pomysł, np. na jakiś biznes i zaraz czytasz, że ktoś inny właśnie ten biznes obmyślił i z nim rusza.
Jest w nas archaiczny lęk przed realizowaniem się naszych złych myśli i nieustanna (chociaż wciąż obalana, negatywnie empirycznie korygowana) nadzieja na zrealizowanie się tych dobrych. Być może gdyby nie racjonalistyczna edukacja, to jakby z natury uważalibyśmy, że myśli są silniej związane z realiami – niż mamy prawo uważać tak już po naszej racjonalistycznej edukacji. Być może stan archaiczny (człowieka pierwotnego?) jest taki, że myśli i real stanowią jedno.
Że myśli coś materialnego powodują, o tym można wątpić i jeśli ktoś tak postępuje – czyli właśnie wątpi – to raczej żaden eksperyment go z tego nie wybije. Podobno (nie ręczę za źródło tej informacji) Mussolini kusił kiedyś Boga publicznie przemawiając, żeby go na miejscu ubił piorunem – i nic. Ale że zdarza się, że myślimy w synchronii (koincydencji) z wydarzeniami-faktami-realem, to o tym wątpić nie ma powodu. Zbyt wiele każdy ma na to dowodów czyli przypadków, kiedy właśnie tak było.
Raczej nie będzie więc tak, że twoja klątwa u wroga spowoduje nagłą chorobę, ale może się zdarzyć tak, że zsynchronizujesz się z tamtą osobą i przeklniesz ją, kiedy właśnie co złapała wirusa ebola. A potem będzie cię gryzło sumienie, które też bywa archaiczne.
Medytacja w stylu Castanedy polega na tym, żeby wyłączyć dialog wewnętrzny. Juan Matus z uporem powtarzał Castanedzie, żeby ten „nie gadał sam ze sobą”, w myślach oczywiście czyli w wewnętrznym dialogu. Ćwiczenie Cosechciał jest trochę podobne: polega na tym, żeby owszem myśleć, wewnętrznie dialogować, ale przy tym brać odpowiedzialność za swoje myśli. Pod wyobrażoną grozą tego, że będą się realizować.
Mag powiedziałby, że właśnie wtedy będą.
◀ Cosechciał ◀ ► Wykłady Stanislava Grofa w Krakowie ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
