27 listopada 2010
Krzysiek Joczyn
Serial: Piotrek mówi
Dave
◀ Sfinks ◀ ► Wschód - Zachód ►
W filmie Bena Hopkinsa „Dziewięć Żywotów Tomasza Katza”, jedna z postaci, Rabbi Mojżesz Golem, wypowiada następującą kwestię:
Od samego początku byliśmy obserwowani przez bogów.
Wpierw Wotan i Norny,
potem kolejne pokolenia czuwających nad nami bóstw.
Niestety w ciągu wieków jakość bogów bardzo się pogorszyła,
ponieważ oni zawierali małżeństwa tylko we własnym gronie.
I tak mamy dziś tylko jednego, spłodzonego przez chów wsobny tępaka.
Jego imię? Dave.
Istotnie, wydaje się tu być coś na rzeczy.
Mówiąc dziś o „Bogu” nie wiadomo w zasadzie kogo się ma na myśli. Jako że, żyjemy w cywilizacji (post?)chrześcijańskiej, w domyśle jest to niby Bóg Chrześcijan, ale coraz częściej można się jednak spotkać z przekonaniem, że ten „nasz” jest tym samym bogiem co Bóg Żydów, Muzułmanów czy jeszcze innych. Inaczej go tylko nazywamy, inaczej go czcimy. W gruncie rzeczy mamy o nim zupełnie inne wyobrażenie. Zarazem towarzyszy nam poczucie, że to wyobrażenie jest jakoś mało ważne – w żaden sposób nie konstytuuje jego istoty. Co więc o nim tak naprawdę wiemy? Na ile blisko możemy być istoty, której w zasadzie nie pojmujemy? Czego po takiej istocie możemy się spodziewać?
Chów wsobny to metafora współczesnej synkretyzacji religijnej. Procesu, który w gruncie rzeczy doprowadza do rozpadu religii, takich jakie funkcjonowały dotychczas. Wszystko co stanowi „religijne życie”, wszelkie obrzędy, rytuały, nawet idee otrzymują status religijnej zabawy, odziedziczonej po naszych przodkach. Nie są na poważnie – nie mają znaczenia. W ten sposób życia bogów i ludzi zostają od siebie oddzielone, bowiem znika religia, która te życia ze sobą spajała. Bóg już tylko patrzy na człowieka, a człowiek wygłasza w myślach jakieś monologi.
Bóg stał się całkowicie nijaki. Został wyprany z wszelkiej osobowości, cech czy atrybutów. Jedyne co mu się teraz na poważnie przypisuje, to jakieś absolutystyczne nielogiczne właściwości: wszechmoc (w innym sensie niż robił to św. Augustyn), wszechmądrość, wszechdobroć. Wszystko to, żeby nie musieć z nim rozmawiać, nie musieć go słuchać. Aby zadbał o wszystko sam i w ogóle nie musiał dla nas istnieć.
Tak więc współczesny bóg – Dave – pozostawiony samemu sobie, żyje we własnym świecie. Nic ma nic więcej do roboty, jak tylko się bezustannie gapić.
Od samego początku byliśmy obserwowani przez bogów.
Wpierw Wotan i Norny,
potem kolejne pokolenia czuwających nad nami bóstw.
Niestety w ciągu wieków jakość bogów bardzo się pogorszyła,
ponieważ oni zawierali małżeństwa tylko we własnym gronie.
I tak mamy dziś tylko jednego, spłodzonego przez chów wsobny tępaka.
Jego imię? Dave.
Istotnie, wydaje się tu być coś na rzeczy.
Mówiąc dziś o „Bogu” nie wiadomo w zasadzie kogo się ma na myśli. Jako że, żyjemy w cywilizacji (post?)chrześcijańskiej, w domyśle jest to niby Bóg Chrześcijan, ale coraz częściej można się jednak spotkać z przekonaniem, że ten „nasz” jest tym samym bogiem co Bóg Żydów, Muzułmanów czy jeszcze innych. Inaczej go tylko nazywamy, inaczej go czcimy. W gruncie rzeczy mamy o nim zupełnie inne wyobrażenie. Zarazem towarzyszy nam poczucie, że to wyobrażenie jest jakoś mało ważne – w żaden sposób nie konstytuuje jego istoty. Co więc o nim tak naprawdę wiemy? Na ile blisko możemy być istoty, której w zasadzie nie pojmujemy? Czego po takiej istocie możemy się spodziewać?
Chów wsobny to metafora współczesnej synkretyzacji religijnej. Procesu, który w gruncie rzeczy doprowadza do rozpadu religii, takich jakie funkcjonowały dotychczas. Wszystko co stanowi „religijne życie”, wszelkie obrzędy, rytuały, nawet idee otrzymują status religijnej zabawy, odziedziczonej po naszych przodkach. Nie są na poważnie – nie mają znaczenia. W ten sposób życia bogów i ludzi zostają od siebie oddzielone, bowiem znika religia, która te życia ze sobą spajała. Bóg już tylko patrzy na człowieka, a człowiek wygłasza w myślach jakieś monologi.
Bóg stał się całkowicie nijaki. Został wyprany z wszelkiej osobowości, cech czy atrybutów. Jedyne co mu się teraz na poważnie przypisuje, to jakieś absolutystyczne nielogiczne właściwości: wszechmoc (w innym sensie niż robił to św. Augustyn), wszechmądrość, wszechdobroć. Wszystko to, żeby nie musieć z nim rozmawiać, nie musieć go słuchać. Aby zadbał o wszystko sam i w ogóle nie musiał dla nas istnieć.
Tak więc współczesny bóg – Dave – pozostawiony samemu sobie, żyje we własnym świecie. Nic ma nic więcej do roboty, jak tylko się bezustannie gapić.
◀ Sfinks ◀ ► Wschód - Zachód ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
