23 lipca 2016
Serial: Astro-obserwator
Dlaczego intelektualiści mają żyłę na astrologię?
◀ Brexit
◀ ►
Dlaczego astrologia jest inna? ►
◀ Brexit
◀ ►
Dlaczego astrologia jest inna? ►
Komentarze
LINK Słowa te napisałem w roku 1999... niewiele się zmieniło...
[WJ, 2024: Po 8 latach i śmierci W. Zylbertala linkowany tekst nie istnieje. Smutek.]
...się.
Bo od razu bym go tu dała, a przecież byłby taki lajk kompletnie "na plaster". Zwolniłby mnie od sformułowania jednego logicznego zdania, które by tłumaczyło dlaczego uważam ten tekst za ważny.
A uważam ze względu na tę dociekliwość z poziomu "meta" i uszanowanie potrzeby krytycznego podejścia.
No!
Spory z krajowymi intelektualistami (zagraniczni jeszcze gorsi) to orka na ugorze. Nie warto. Trzysta lat tresury w ideologii materialistycznej. Na lokalnym podwórku dochodzi jeszcze nieuctwo tych ludzi.
Drogi Panie Jerzy, proszę moich adwersarzy nie obrażać, a mnie nie upupiać.
Z tego, co napisałem rzeczywiście może się wydawać, że astrologia jest sur-racjonalna - i taka rzeczywiście dla mnie jest, nad-racjonalna. Czyli wymaga użycia tych sił umysłu, które są ponad standardowo pojmowaną "racjonalnością", stanowią jej metajęzyk.
Ale jedną z umiejętności, które obowiązkowo musi opanować każdy wróżbita (więc i astrolog) jest właśnie przetłumaczenie sur-racjonalnych, intuicyjnych w naturze swej natchnień, na język krytycznej , racjonalnej świadomości. Astrologia zaś, właśnie dlatego, że posługuje się jednocześnie racjonalnym i sur-racjonalnym oglądem rzeczywistości, tym większego wymaga potencjału racjonalnego od swoich adherentów. Właśnie dlatego dobrzy astrolodzy to osoby o ponadprzeciętnej inteligencji racjonalnej, bo tylko taka równoważy sur-racjonalne jej przekraczanie podczas interpretacji. Jaśnie pana własne słowo, Wojciechu, "wśród astrologów idiotów jest stosunkowo mało".
Tzw. "racjonaliści" zaprzeczają samemu istnieniu owego intuicyjnego, nieracjonalnego metajęzyka, i m. in. stad ich podejrzliwość wobec choćby astrologii. Owi ograniczeni osobnicy, zamknięci w swych lękach i obsesji "absolutnie wolnej woli" nie umieją przyjąć do wiadomości, że są częścią większej całości - także w skali iście kosmicznej. Tak, dla nich astrologia jest sur-racjonalna, nad-racjonalna - bo przekracza ich dogmatyczne horyzonty.
System edukacyjny w Polsce (ale nie tylko) uczy, że Bóg (to na lekcjach religii) stworzył świat fizyczny, który dalej podlega swoim mechanicznym prawom (materializm - na pozostałych lekcjach). Między Bogiem a całą fizyczną rzeczywistością jest wyrwa. Nie ma przełożenia między Jednym a drugim. Do tego religia w Polsce to bardziej tradycja, ceremoniał, obrzędowość, wykładnia poleceń moralnych a dużo mniej duchowość, mistyka. Religia nie próbuje objaśniać rzeczywistość a jedynie wydaje nakazy i zakazy. Z kolei nauki w szkole przedstawiają cząstkowe mapy rzeczywistości - wiadomo, fizyka, chemia, biologia, podstawy psychologii. Trzeba uczyć specjalistów dla gospodarki. Brakuje holistycznego, całościowego podejścia do rzeczywistości. Nauka nie próbuje wejść w dialog czy konstruktywny spór z duchowością.
Gdyby przyjąć, że rzeczywistość (świadomość) jest wielowymiarowa, wielopoziomowa, stopniowalna, a fizyczny przejaw jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, to polscy "intelektualiści" uczeni są właśnie tylko tego wierzchołka. Dlatego nie mają oni gdzie zlokalizować takie zjawiska czy nauki jak astrologia, homeopatia, cudy, psychologia kwantowa itd. Trudno ich właściwe obwiniać. Praca do wykonania leży po wielu stronach.
Brakuje w tej dyskusji zdefiniowania intelektualisty. Zwyczajowo po wojnie nazywano tak ludzi ze świata sztuki czy kultury, bardzo popularnych, obficie wypowiadających się w mediach, mających zdecydowanie lewicowe poglądy, lecz nie będących zawodowymi politykami. Ta "medialność" jest istotna, raczej nie był mianowany intelektualistą ktoś co coś tam sobie w domu czytał, pisał, czy rozmyślał.
Z tych powodów Światowy Kongres Intelektualistów obradujący w Polsce 60 lat temu nazywano "Cyrkiem Stalina".
Takie były przynajmniej te powojenne początki. Teraz można szukać w ludziach zwanych intelektualistami większej rozmaitości poglądów. Jednak tradycja jest silna, określenie "prawicowy intelektualista" nadal brzmi dziwnie, już większe oswojenie towarzyszy "intelektualistom katolickim".
Podtrzymuję pytanie o definicję.
Uczestniczyłem
w tej dyskusji, o płaskiej Ziemi nie pisałem, intelektualistą
zapewne jestem (zależy od definicji, ale Stalina nie lubię),
materialistą – nie, bo trudno tak nazwać fana Junga czy
Sheldrake’a. Oporów psychoanalitycznych wobec astrologii nie mam –
miałem zrobiony osobisty horoskop, co było dla mnie swego rodzaju
intrygującym doświadczeniem psychoterapeutycznym (czy też duchową
przygodą, jak pisze W. Zybertal). Naciskałem natomiast w dyskusji
na konkrety, bo zaiste nie przyjąłem owej „kwantowej”
interpretacji astrologii. A w naszych czasach przewidzieć kolejny
zamach to nie sztuka, to jak przewidzieć wschód Słońca jutro. Być
może w tym chaotycznym świecie pragnienie takiej wiedzy jest
zrozumiałe – ale podobnie jest zrozumiałe w całej historii
człowieka. Dlatego rzeczywiście, mój obraz astrologii jest bliski
temu, czym astrologia i astrologowie zrażają (niestety wiele razy
się spotkałem z deklaracją z ust astrologa: „Wiem, ale nie
powiem”). Re-wizja astrologii to jej sprawa wewnętrzna, mnie
interesuje, jako laika, tylko jedna kwestia. Uznaję intuicję
(jakkolwiek ją zdefiniujemy) jako źródło wiedzy, podobnie jak
inne rodzaje wiedzy, sekowane przez naukę. Zapytam może tak, bo to
trudna nawet dla mnie do ujęcia kwestia - w czym zatem astrologia
jest the best?
Chyba związek typu osobowości ze znakiem zodiaku jest "najmniej dyskusyjny". Po prostu widać nadreprezentację w niektórych zawodach, rolach społecznych.
Chyba tego doświadczyłem, gdy poznałem swój horoskop ( a ciekawe swoją drogą, jakie jest aktualny stosunek W. Jóźwiaka do badań M. Gauquelina, którego książkę czytałem lata temu,) Ważna jest też uwaga W. Zybertala w dyskusji powyżej : "jedną z umiejętności, które obowiązkowo musi opanować każdy wróżbita
(więc i astrolog) jest właśnie przetłumaczenie sur-racjonalnych,
intuicyjnych w naturze swej natchnień, na język krytycznej , racjonalnej
świadomości". To przetłumaczenie jest łożem prokrustowym wszelkich technik irr- (sur-, ponad-, trans-) racjonalnych. Bez opanowania tej sztuki astrologia zamyka się w swojej własnej wieży z kości słoniowej (ma takową, podobnie jak naukowcy :) ).
=>
Mirosław Piróg: Odpowiedzi może być wiele. Dla mnie pozycje planet i cykle planetarne są dodatkowymi wskaźnikami, parametrami, które porządkują wiadomości o ludziach i wydarzeniach. Tak jak współrzędne na mapie porządkują rozmieszczenie miast, jezior, granic itd, tak astrologiczne parametry porządkują to, co wiem o ludziach, co czytam w ich biografiach, co czytam w ich książkach. Kiedy Saturn przechodził przez urodzeniowe medium coeli u Sławomira Mrożka, ów pierwszy raz na dłużej wyjechał z Polski (była to zapowiedź jego dalszego wędrownego życia) i ożenił się. Oba fakty przełomowe i typowe dla przejścia Saturna przez MC. Podobnych koincydencji jest mnóstwo. Astrologia wprowadza porządek -- oczywiście niedoskonały -- w to co dla nie-astrologów jest kompletnym chaosem, grą "przypadku".
Richard Tarnas porobił podobne badania nad historią; jego wyniki nt. "cyklu rewolucji" Uran-Pluton lub "cyklu wojennego" Saturn-Pluton wprowadzają (pewien) porządek w historię i pokazują analogie między różnymi epokami, które miały podobną fazę np. Urana względem Plutona. Pisałem o tym w Tarace.
W latach 2012-2015 wielokrotnie pisałem, że w Polsce "coś pierdyknie", co miało uzasadnienie w cyklach Tarnasa i własnych badaniach. Wprawdzie myślałem, że będzie to jakiś gruby skandal, po którym PO zostanie oderwane od koryta, ale w końcu to "pierdyknięcie" było najbardziej łagodne: przegrane wybory.
Teraz czekam na lata 2019-20 kiedy Saturn i Pluton zejdą się w koniunkcji. To będzie analogon I wojny świat., początku Zimnej wojny i "naszego" stanu wojennego 1981. Ale nie muszę niczego przepowiadać, ponieważ nie-astrologowie wystarczająco straszą się bez tego. Wcześniej dzieją się mniejsze zgęstki planet. Była kwadratura Uran-Pluton,, teraz od paru miesięcy trwa kwadratura Saturn-Neptun, sprzęga się z nią Uran. Astrologia nie unieważnia "świeckiej" wiedzy historycznej, politycznej i innej, ale je uzupełnia. Kiedy się patrzy na świat przez astrologię, to pewne rzeczy widać. Że np. PiS jest "pojęciowym pasożytem". (Temat na osobny tekst.) Myślę, że astrologia ma wiele do dania nie-astrologom, i nie tylko indywidualne horoskopy.
W wielu rzeczach, z których przewidywanie przyszłości niekoniecznie jest "na topie". Jednym z "the bestów" jest ona dla... filozofa, albowiem, podobnie jak filozofia, jest astrologia nie czym innym jak jednym ze znanych ludzkości "systemów oswajających Nieskończoność", systemem po platońsku pięknym i eleganckim.
Bywa też astrologia... studium drogi do szczęścia. Tak tak, im bardziej się rozwijam , czy może już tylko starzeję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że horoskop to to nie żadne tam, panie "siły z gwiazd", ale właśnie i dokładnie... zapis tego wszystkiego, co zrealizowawszy, uznamy, żeś my na darmo nie żyli, ergo jesteśmy spełnieni - szczęśliwi. W tym sensie nie ma "złych" horoskopów, każdy jest zapisem indywidualnej, niepowtarzalnej drogi do jednostkowego spełnienia, choć niekoniecznie to mały domek i duże konto. Jest coś takiego, co sobie na własny użytek nazwałem "warstwą przeznaczeniową egzystencji", a co jest nie do odczytania metodami innymi niż dywinacyjne (astrologiczne między innymi). Otóż ta warstwa egzystencji to wszelkie te działania które - gdybyśmy je mogli po latach powtórzyć - powtórzylibyśmy bez wahania, choć wiemy, że niekoniecznie prowadziły do sławy, bogactwa, spełnionych namiętności, etc. marności świata tego. I ta właśnie warstwa - a raczej cechy psychiki indywidualnej, które sprzyjają jej realizacji - jest główną treścią horoskopu indywidualnego. Od lat praktykując jako doradca, zauważyłem, że jeśli proces doradczy (czasem rozwijany w coachingowy lub terapeutyczny) polegać będzie na "zestrojeniu" człowieka z treściami jego horoskopu, człowiek odczuwa swoje życie jako harmonijne, wypełnione sensem.
Kolejne astrologiczne debeściarstwo to możliwość użycia języka astrologii w oderwaniu od liczenia horoskopów, jako po prostu bardzo uniwersalnego narzędzia opisu rzeczywistości a także jej kształtowania. Nie bez przyczyny dawni magowie i alchemicy tak pilnie astrologię studiowali! Dziś alchemia i magia podupadły, ale bujnie rozwija się coś, co nazwać można "inżynierią psychotroniczną", w której symbolika planet odgrywa rolę niebagatelną. Tu sam mam sporo doświadczeń: odpowiednio wykorzystane symbole astrologiczne potrafią skutecznie leczyć, potrafią poprawiać wzrost roślin, potrafią także znacząco poprawić sprawność energetyki. Chwilowo to technologie laboratoryjne, często kapryśne, jak nie przymierzając, podstarzała primadonna - ale już wiadomo, że jest to przyszłość.
A co do "wiem ale nie powiem" - to przypadłość nie tyle astrologii eo ipso, ile pewnej ilości jej niedouczonych i mocno żądnych władzy praktyków
Być może mój problem
wobec astrologii polega na tym, że wypowiada się ona w kwestiach,
które podlegają intersubiektywnej weryfikacji. Takich jak procesy i
wydarzenia – przyszłe – w dziejach ludzkości. Dlatego tacy
laicy jak ja oczekują czasem czegoś więcej. Wszakże kieruję się
w swych rozważaniach zawsze zdaniem Arystotelesa: „Co
się tyczy opracowania naszego przedmiotu, to wystarczy może, jeśli
ono osiągnie ten stopień jasności, na który ów przedmiot
pozwala. Nie we wszystkich bowiem wywodach należy szukać tego
samego stopnia ścisłości, podobnie jak nie we wszystkich tworach
ręki ludzkiej”. Przedmiot astrologii widocznie pozwala na taki
stopień ścisłości predykcji, jaki jest mi znany. Studiowanie
fizyki przyzwyczaiło mnie do dokładniejszych predykcji, ale
przedmiotem astrologii nie są cząsteczki, lecz ludzie, ich psychika
i zachowania zbiorowe. I rzeczywiście, domagać się tu dokładności
jest być może równie naiwne, jak domagać się dokładnego pomiaru
położenia cząstki i jej pędu, czego zabrania zasada
nieoznaczoności. Możliwe, że można tu przeprowadzić analogię do
fizyki kwantowej: przebieg zdarzeń historycznych jest w dużej
mierze deterministyczny ( wyznaczony przez swego rodzaju „funkcję
falową”), ale nasza wiedza o ich jest tylko skromnie
probabilistyczna. I tu mam zagwozdkę – czy możliwa jest
jakakolwiek ocena owego prawdopodobieństwa?
Ja bym raczej zapytał,
czym jest prawdopodobieństwo?
-- Cieszę się, że stopniowo wychodzi na jaw, jak rozważania z i nad astrologią ubarwiają, nudną poza tym, teorię poznania i metodologię nauk.

Btw. polecam następny odcinek:
Dlaczego astrologia jest inna?
Wielu przeciwników astrologii używa argumentu osiąganej w fizyce dokładności pomiarów, jako argumentu contra. Aliści, owi krytycy zapominają że w niekwestionowanej przecież przez poważna naukę biologii korelację 30% uważa się za znaczącą. Kudy tym 30% do iluś-tam-zer-po-przecinku dokładności pomiarów fizycznych - a jednak biolodzy są poważani, słuchani a nawet zdarza im się zdobywać Noble.
Sekret najpewniej w tym, że biologia nie może być tak redukcjonistyczna jak fizyka, nie można w niej tak dokładnie wydzieli jednego czynnika i upajać się dokładnością jego pomiaru. Astrologia zaś jest ewidentnie wiedzą złożonościową, ex definitione nieredukcjonistyczną. Toteż przykładanie do niej (szerzej - do wszelkich zjawisk dziejących się na pograniczu świadomości, fizyki, biologii, ekologii, socjologii nawet) metodologii projektowanej do zjawisk nierównie prostszych i potem radosne stwierdzenie "o, nie działa, bzdura!", to - mówiąc słowami Einsteina - tak, jakby rybie kazać chodzić po drzewach. Nie ma siły, ryba po drzewach chodzić nie będzie, co jednak wcale nie znaczy, że jest ewolucyjnie niesprawna :-)
Czym jest
prawdopodobieństwo w astrologii nie podejmuję się stwierdzać,
gdyż nie mam najmniejszego pojęcia, czym by mogła tu być
przestrzeń zdarzeń. Miałem na myśli raczej podejście bardziej
potoczne. Podam przykład. Mogę „przepowiedzieć”, że za parę
dni będzie zamach terrorystyczny ( na ŚDM nie będzie). Aktualny stan świata pokazuje, że
mam ogromne szanse by się nie mylić i że moja „przepowiednia”
jest w tym tylko sensie bardzo prawdopodobna. A wobec astrologii mam
większe wymagania niż wobec mojej wiedzy i przeczuć. Przecież to
ogromna tradycja, porządkująca obraz świat i zawierająca mnóstwo
narzędzi, a tęgie głowy, z którymi tu dyskutuję, też nie są od
parady i zgadzam się z ich argumentami. To chyba mój demon
sceptycyzmu sprawia, że czuję się jak niewierny Tomasz, który
(jeszcze) nie ma gdzie swego palca wściubić. W takiej sytuacji
zajmuję zawsze postawę „pażywiom, uwidim”.
To jest ciekawy temat, Mirosławie. Jakie standardowe pytania zadawać astrologom (lub: astrologii, jej metodom), żeby można było sprawdzić, jak dalece, w jakiej mierze, astro-prognozy (lub: astro-diagnozy) działają.
Problem jest z tą standaryzacją.
Drugi jest problem, co chcemy sprawdzić, przetestować. Czy (a) pewną metodę astrologii, czy (b) powtarzalność pewnej korelacji postulowanej przez astrologię, czy (c) umiejętności tego oto astrologa?
Oba problemy nie są banalne i będę nad nimi myślał.
Jest jeszcze trzecie. Zapewne nawet gdy wymyślimy jakąś testową procedurę, to jej nie wykonamy z powodu braku pieniędzy i środków organizacyjnych. Zapewne pozostaniemy z pewnym Gedankenexperiment’em, którego przez blose Gedanken nie rozstrzygniemy.
Jak mawiał dziadek Freud "Denken ist probearbeit", zatem od tego trzeba zacząć, Wojciechu. A jak już powyżej zaznaczyłem, nie wymagam eksperymentu o ścisłości porównywalnej z fizycznymi, bo to niemożliwe i nie ta działka poznania. Warto jednak cały czas pracować nad translacją narracji astrologicznej na język naukowy, oczywiście nie materialistyczny-scjentystyczny, lecz ten zbliżony np. do poszukiwań Sheldrake’a (Tarnasa nie znam, postaram się poczytać).
...No powiedzmy, raczej: operacyjny. Czyli taki, w którym są uchwytne wnioski.
OK, dzięki, zgadzam się, będę denken.
W chwili, gdy "coś się dzieje", astrologia nie jest potrzebna, fakty widać gołym okiem. Natomiast predykcja astrologiczna, czy też szerzej, prognoza dywinacyjna, największą ma wartość, gdy wypowiadana jest na dłuższy czas przed "dzianiem się". Wartością predykcji dywinacyjnej jest właśnie czas, jaki upływa między jej wygłoszeniem, a czasem, gdy fakty "walą po oczach". To czas dany na zmianę szykujących się do wyładowania potencjałów, lub przygotowania się na ich wyładowanie. Obowiązuje tu zasada: im dłuższy czas obejmuje predykcja, tym mniej może być ona precyzyjna. Czyli, jeśliby jakiś astrolog powiedział pięć lat temu: Europie grozi niebezpieczeństwo związane z uchodźcami - jest to przykład predykcji trafnej. Podobnie trafna byłaby predykcja o treści: jeśli wpuścicie migrantów z krajów ogarniętych wojną, mogą robić oni krwawe zamachy - gdyby ktoś taką predykcję wygłosił dwa lata temu. Od ok. roku predykcje nie są już potrzebne, albowiem trafniej niż z symboli astrologicznych przewidywać można "z realu", zdroworozsądkowo.
Tak zatem ważnym kryterium trafności przepowiedni jest czas, jaki ona obejmuje i szczegółowość przewidywania. Myślę, że takie kryteria można by zastosować i do astrologii prognostycznej.
Warto też pamiętać, że predykcja dywinacyjna to nie jeden, lecz co najmniej trzy elementy: 1)to, co wynika z logiki użytego do predykcji systemu (astrologii, Tarota, Run, etc), 2)to, co wynika z intuicji wróżbity i 3)to, co wynika z jego racjonalnego rozpoznania sytuacji. Dopiero złożenie w całość tych trzech (a może i więcej elementów) tworzy prognozę.
A zatem znowu złożoność, w ezoteryce wszechobecna...
https://www.facebook.com/rick.tarnas
A tu patronowany przez niego periodyk Archai: http://www.archai.org/current-issue/
Zatem mamy zależność predykcyjną: im większa odległość czasowa do której sięga, tym większa wartość predykcji, ale im dłuższy okres czasu ona obejmuje, tym mniej jest ona precyzyjna. Ale to chyba nie tak, jak z prognozami pogody? Bo gdyby ktoś przewidział pogodę za miesiąc czy dwa, to by go ozłocili, a jak za trzy dni to bez wartości? Podejrzewam, że pod terminem "wartości predykcji" coś się kryje :)
O jakich siłach, pasach transmisyjnych czy polach oddziaływań można mówić w astrologii? Niewiele czytałem o naukowych czy branżowych-astrologicznych opisach sposobu wpływu ciał niebieskich na istoty żyjące. Jestem w tej kwestii niemalże laikiem. Niemniej czytałem w opisie Human Design (metoda używająca astrologii i I Cing) coś takiego: neutrina emitowane przez np. Słońce przenikają wszystkie planety Układu, które to swoimi wibracjami zmieniają parametry (wibracji?) neutrin; następnie (a właściwie niemal w tym samym momencie) neutrina przenikają np. ludzi wpływając na ich ciała eteryczne, co ma z kolei wpływ na pozostałe ciała subtelne (myśli, emocje), jak również na ciało fizyczne. A. Goswami (i nie tylko) pisze, że w ciele eterycznym są czakry - centra pól morfogenetycznych (tu właśnie powołuje się na Sheldrake’a). Problem jest, że ciała subtelne chyba też są traktowane przez oficjalną naukę jak astrologia.
Coś mi jeszcze w głowie kołacze o rezonansie Schumana planety, którego zmiany częstotliwości wpływają na częstotliwość pracy mózgu, co oczywiście ma wpływ na życie jednostek i całych społeczeństw.
https://mistykabb.wordpress.com/2014/12/06/rezonans-schumana-po-raz-kolejny/
Nasz Gospodarz jest fizykiem, pewnie mógłby nam prostym ale naukowym językiem, opowiedzieć, jak planety mogą oddziaływać na nas, czy jest jakaś w miarę akceptowalna przez naukę teoria?
Neutrina praktycznie nie oddziałują z materią: wychwyt neutrin jest reakcją skrajnie rzadką, jak skrajnie, odsyłam do Wikipedii, dla nas ich po prostu nie ma.
Rezonans Schumana (streszczam: zmienne pole elektromagnetyczne w rezonansowej wnęce jaką jest pobliże Ziemi zamknięte przewodzącą jonosferą) brzmi już lepiej, tym bardziej że jego częstotliwości rzędu 10 Hz (razy na sekundę) są podobne do częstotliwości fal mózgowych, elektrycznej aktywności mózgu. Ale przeciw rezonansowi Schumana przemawia jego niestabilność, zwiewność (jest "zwiewany" przez burze magnetyczne) i zależność od mało podstawowych czynników.
Czy czakr(am)y są centrami pól morfogenetycznych, nic nie wiadomo, nawet sam Sheldrake się o nich nie wypowiadał (chyba), ponieważ dotąd nie znaleziono innego sposobu detekcji tych pól jak przez obiekty, którymi te pola sterują, czyli pola morfogenetyczne są jakoś tautologiczne. ("A kto cię stodolił...? Ta majka stodolna..." Leśmian.)
Były inne hipotezy, ale wszystkie podobnie słabe. Czyli nie wiadomo. Co mnie osobiście cieszy, ponieważ daje nadzieję, że astrologia jest przejawem jakiejś głębszej warstwy organizacji kosmosu i materii (i może też ducha...) niż banalne neutrina lub elektryczne wzbudzenia "skóry" Ziemi.
Idea wnęki rezonansowej wokół Ziemi (jak w rez. Schumana) jest ciekawa, ale tym, co rezonuje, nie może być pole elektromagnetyczne. Musi być coś innego i (jeszcze) bardziej fundamentalnego.
The researchers first found out the birth time, date, and placeof the notorious serial murderer John Gacy. Gacy was a sadistic killer who received twelve death sentences and twenty-one life terms for the torture and killing of thirty-three men and boys. Dressing up as Pogo the Clown, and performing at children’s birthday parties in his spare time, Gacy may have given rise to the notion of the “evil” clown. One of the researchers visited five professional astrologers and presented Gacy’s details as his own. The researcher explained to each astrologer that he was interested in working with young people and asked for a general personality reading and some career advice. The astrologers got it badly wrong. One encouraged the researcher to work with young people because he could “bring out their best qualities.” Another analyzed the information provided and confidently predicted that the researcher’s life would be “very, very, positive.” A third said that he was “kind, gentle, and considerate of others’ needs.”
R. Wiseman, "Quirkology"
Po pierwsze, nie wiadomo, na ile Wiseman zmyśla lub tendencyjnie "obrabia" tamtą historię. Zawodowi iluzjoniści (jak Wiseman) są najzawziętszymi wrogami parapsychologii, do której zaliczają astrologię. Jeśli test, o którym tam mowa rzeczywiście się odbył, to jeszcze pytanie, kim byli ci "astrologowie" i jaki reprezentowali poziom umiejętności. Niżej wklejam horoskop Gacy’ego. Na pierwszy rzut oka widać, że klient ma "przeciążony" descendent, czyli obszar horoskopu odpowiadający za kontakty z ludźmi: są tam Uran, Saturn i Mars, co wskazuje na przemoc w rodzinie i w bliskich kontaktach. Po drugie ma podobnie "przeciążoną" Wenus: poprzez Wenus rozładowuje się napięcie między Słońcem i Księżycem a Neptunem; skłonność do wymyślnych fantazji seksualnych jest tu widoczna, a biorąc descendent możliwe stają faktyczne realizacje tych fantazji. Ciekawostka dla nas: Polak.

Ciekawym zjawiskiem jest coś, co można nazwać "Efektem Randiego". Kto zacz James Randi, tłumaczyć tu chyba nie trzeba? Otóż ów efekt - całkowita klęska wszelkich "para" w przytomności osobników pokroju Randiego, wynika ni miej, ni więcej tylko z... odpowiedniego zestrojenia umysłu człowieka. Nie od dziś wiadomo, że zjawisk "para" nie można doświadczyć "na trzeźwo"; aby zaczęły kręcić się wahadełka, albo uruchomiła się intuicja wróżbity, trzeba wprowadzić umysł w kontrolowanie zmieniony stan świadomości. W zapisie EEG będzie to widoczne jako zmiana rytmu w którym porozumiewają się półkule mózgu. Z typowych dla stanu niezmienionego (dyskursywno-racjonalnego) 14 - 18 Hz rytm ten zwalnia do 6 - 12 Hz, czasem nawet niżej. Wtedy rzeczywiście intuicja trafnie podpowiada np. która z dwudziestu znanych astrologowi reguł interpretacyjnych dotyczących Jowisza w 15° Skorpiona rzeczywiście opisuje aktualną sytuację życiową człowieka, który ma Jowisza w 15° Skorpiona i właśnie poprosił astrologa o poradę. Ale, jeśli się astrologowi utrudni, lub wręcz uniemożliwi takie wejście w odmienny stan świadomości, wiedza astrologa będzie niespójna, zacznie on regułami "strzelać na oślep" - a wtedy Wiseman, czy inny Randi wykrzyknie z trumfem: oho, astrologia to bzdura!. Nie od dziś wiadomo, ze iluzjoniści świetnie umieją "wodzić rytmy nerwowe" swoich widzów, co umożliwia im np. wyłączanie astrologom ich intuicyjnych narzędzi. Ponieważ tzw. lud prosty jest w lwiej swojej części racjonalno-dyskursywny, przeto i nie ma pojęcia o zawiłościach nieracjonalnego, zmieniono-świadomościowego korzystania z umysłu, z czego Wiseman i Randi z małpią uciechą korzystają.
Znowu casus ryby, której kazano po drzewach łazić...
PROBLEM Z niedowartościowaniem Astrologów leży niestety w szeroko pojętej ignorancji okazywanej przez intelektualistów, racjonalistów( a ktio to taki????) Statystyka jest bezlitosna, niezależnie od metod badawczych- skoro planety nie wpływają na ludzi, to skąd tyle samobójstw i porodów w pełnię Księżyca? Pogorszenia stanu psychoz też są udokumentowane na oddziałach psychiatrycznych.Są twarde dane, dokumenty, tyle, iż nikogo one nie obchodzą. Wielu ezoteryków stara się swe działania ująć w ramy naukowe, a babka leśna miała często nie mniejszą wiedzę. Ba, mądry gospodarz wg faz księżyca nasadzał kury, siał i orał- nie był astrologiem a żył blisko ziemi, miał kolosalną wiedzę. Ad rem: to nie jest prawda, że intelektualiści zachodni lekceważą astrologów. W cichości analitycy NASA i wywiadów korzystają z porad różnych specjalistów ezoterycznych.W Polsce oczywiście słyszy się tradycyjne Hu, hu, hu ...astrologia, uzdrawiacze....W szpitalach Europy zatrudnia się homeopatów, różdżkarzy...U nas, nad Wisłą nie. Nawet biolodzy i weterynarze są w pogardzie. No, chyba, że..ewenement.We Włocławku, z uwagi na liczne zatrucia sromotnikiem zatrudnia się w szpitalu, na zlecenie Dr mikrobiologii do różnicowania mikroskopowego.Weterynarza w innym powiatowym szpitalu zatrudniono do różnicowania chorób odzwierzęcych- kto to upublicznia???? Lobby medyczne? A wystarczy trochę rozumu władz i można.Niestety u podłoża ignorancji leży zawsze buta i życie wyobrażeniami czy w przypadku usankcjonowanej wiedzy, czy działań niematerialnych. Choć tu też mam wątpliwości pojęcia "niematerialne"- wszak niejaki Einstein napisał:":.. prądu nie widać, a działa proszę państwa". Nauczanie przez szkoły jest też działaniem niematerialnym, prawda? Jakość dyplomów tych szkół też jest ostatnio bardzo niematerialna....Miałam się na Pana obrazić, ale właśnie spożyłam jajka od szczęśliwych kur, nasadzanych tradycyjnie, grzebiących w czyściutkim sadku i to jest ewidentnie korzystny wpływ astrologii na moje ego leśne. Zatem wygłaszam myśli ludzi wielkich , średnich i Psa Fafika- czyli mnie.Moje bawienie się słowem, łatwy kontakt z ludźmi jest ewidentnym działaniem Merkurego, niezależnym od wszelkich "izmów". Mądre, ciekawe artykuły czytam zawsze i chętnie.pozdrawiam z lasu , od drzew na szczudłach!
Właśnie z powodu takich "eksperymentów", jak opisane przez Wiesmana, Randiego i wielu innych, będę się upierał, że lepszym polem do badań są predykcje zdarzeń społecznych. Też jest tu ogrom pytań, ale np. nie ma wpływu psychologicznego czy innego, jak w przypadku jednostek. Ktoś wpływa na astrologa, astrolog może wpływać na kogoś, mogą tu wchodzić w grę różne zjawiska.Trudno natomiast by astrolog "zasugerował" całemu narodowi, że za rok wybuchnie w tym kraju dajmy na to wojna domowa. Chodzi tu o przypadek b). Zatem muszę poczytać o cyklach Tarnasa.
Kiedyś uważano, że materia się pali, ponieważ uwalnia się z niej lotny i palny składnik - flogiston. Dowody na to były jak najbardziej intelektualne - popiół po spaleniu ważył mniej, niż materia przed spaleniem.Ci, których nazywasz Wojtku intelektualistami właściwie kończą myślenie w tym punkcie. I na ich potrzeby jest "flogiston" - czyli świat uproszczony, w którym życie jest doskonale poukładane.Dobrze jednak, że wśród prawdziwych myślicieli są marzyciele, którzy dopuszczają do swego umysłu inne światy i zjawiska :). A swoja drogą - taki kamyczek do Twojego ogródka - czy nie awansowałeś tych komentatorów, wiążąc ich z intelektem?
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.