29 września 2015
Wojciech Jóźwiak
Serial: Astro-obserwator
Dlaczego się rodzimy właśnie wtedy?
◀ Kurs Astrologii Harmonicznej 2015/16 - idee ◀ ► Astrolog na koncercie ►
Otwórz w AstroAkademii: Dlaczego się rodzimy właśnie wtedy?
◀ Kurs Astrologii Harmonicznej 2015/16 - idee ◀ ► Astrolog na koncercie ►
Komentarze
A właściwie Hillman pisał w "Kod duszy", ja polecałem: "...Hillmana. Idź za Żołędziem. W blogu: Czytanie..."
Z rzeczy bardziej teoretycznych, dlaczego decyzja dajmona miałaby być przypadkowości pozbawiona? (Oprócz, naturalnie, założenia (przekonania), że ona przypadkowa nie jest.)
Trochę też mnie niepokoi ten nadmiar bytów: poprzednie wcielenie (ja go CHYBA nie miałem/mam), pierwotna natura, dajmona.
Zapytam też o rzecz, o którą już swego czasu pytałem a propos dajmona. Czy na przykład dziecko upośledzone umysłowo, powiedzmy z porażeniem mózgowym, też ma swojego dajmona? Albo taki sobie zwykły człowieczek, niezbyt dobry, niezbyt zły, po prostu nijaki. Albo żebraczka, bezdomna, z grubymi "sznytami" na rękach, którą ostatnio widuję. Albo kapo w oświęcimiu? Albo pewna osoba, którą znam, a która w ostatnich latach straciła pięciu mężczyzn, bo co jakiś czas umierali jej: ojciec, brat, mąż, i dwóch synów. Czy im może również dajmon wybierał moment narodzin?
A co do enneagramu, przynajmniej w wersji Helen Palmer ma on niewiele wspólnego z momentem narodzin.
Przy urodzeniu masz też połączenie dwóch bytów: nowego człowieka i otoczenia-warunków, w które on/ona "skacze". Też niby przypadek (jak in-spe erotyczne spotkanie drugiej osoby), ale za to jak ten przypadek błyskawicznie i nieodwracalnie obrasta masą nieprzypadkowych zaszłości. Jak w poprzednim przykładzie bywają związku niespełnione, szare, zwykłe, tragiczne, tak i tutaj masz życia niespełnione, szare, zwykłe, tragiczne.
Po trzecie, to co tu piszę o "rodzącym dajmonie" i co Hillman pisze o "żołędziu", to jest myślenie w stylu "als ob" (niem. "tak jakby", "co by było gdyby"). Czyli: "Być może ten pogląd jest wymysłem, ale za to jest dobry narzędziem do ciekawych wniosków". ("Ta bajka jest zmyślona, ale zachęca ona..." -- Jan Brzechwa, około 1955.)
Jeśli myślimy o świecie w stylu Schlicka lub Kotarbinskiego, ze "są tylko fakty" lub "są tylko rzeczy" to daleko nie zajedziemy, nie warto sobie zakładać aż takich kagańców na umysł.
- z aktualnego stanu ciał subtelnych w chwili narodzin (jeżeli jest reinkarnacja, patrz mój tekst o fizyce duszy, to stan ciał subtelnych sprzed chwili śmierci może być stanem początkowym dla nowego wcielenia)
- z wpływu astrologicznego w chwili narodzin (np. wiedza astrologiczna, Human design)
- z wpływu pamięci rodowej zapisanej w DNA (mówi o tym choćby recall healing, biologia totalna) lub polu rodzinnym (a odbieranym przez nasze DNA, które podobno w większej mierze służy do komunikacji niż do biernego przechowywania informacji)
- z okoliczności ciążowych i porodowych (wiadomo: zdrowie matki i sam poród)
- i pewnie wielu innych.
Potem zaczyna się dalsze warunkowanie człowieka: wpływ najbliższego otoczenia na dziecko, edukacja szkolna, kultura, socjalizacja itd. Jak ktoś obudzi się ze snu zwanego mayą, to może zacząć się odwarunkowywać, żeby odnaleźć stan naturalny swojej duszy, cokolwiek to oznacza. Chętnie bym się dowiedział, co jest tym pożądanym sednem czystego "ja", do którego tak dążymy.
Moim zdaniem astrologia chwili narodzin jest jednym z ważniejszych czynników, ale chyba nie jedynym istotnym dla stanu, sensu, celu (jeśli jest) naszego życia. Być może Świadomość chce się przejawiać poprzez pełną pulę możliwości zaistnienia i kontekstu i nie ma dla niej znaczeń typu dobre czy złe. Może świadomość nie rozróżnia że lepsze jest zdrowe, inteligentne a gorsze głupie, chore itd. Każda okazja jest równie dobra by się Sobie przyjrzeć. Tylko tu, w fizycznym ciele, Świadomość ma taką możliwość.
Jest też poziom duchowy powstania dziecka, niezależny od oczekiwań rodziców, wymiar ciał subtelnych będący efektem dotychczasowej ścieżki duszy wcielającej się w kolejne ciała. Jakie znaczenie ma tu astrologia nie wiem, czy jest tu celowe połączenie czy jest to trzeci oddzielny przyczynek naszej kreacji.
Stanowimy więc być może taką mieszankę intencji, dlatego też tak miotamy się w życiu próbując odnaleźć własną tożsamość i cel.
W to włączmy Grofa. Cztery fazy lub matryce Grofa byłyby widokiem tego procesu od wewnątrz, tak jak jest doświadczany przez samego noworodka. Właściwie szczytu tego procesu -- bo przejście ze świata macicznego w świat zewnętrzny jest takim szczytem. W trakcie tego szczytu procesu czyli rodzenia się, morficzne anteny noworodka są szczególnie wyczulone i zachłanne -- bo też konieczna jest jak najszybsza orientacja w nowym świecie. Jest to proces ściśle inicjacyjny. W tym dość krótkim czasie morficzne anteny noworodka łakomie wychwytują pola, które formują wzór jego przyszłej orientacji w świecie, a te pola zależą (włączamy astrologię) od pola planet.
Jakiś przyszły "geniusz-Einstein" to wszystko pewnie zbierze razem w jedną teorię :)
... otóż jeżeli chodzi o "narodziny" to prawie nic co jest z nimi związane nie jest "przypadkowe" (pomijam to co wcześniej pisali Wojtek i Arek) ... Całość to proces realizowany zgodnie z biologicznym "programem" , a poza tym ludzie coraz częściej decydują o tym "jak" (in vitro) i "kiedy" ...
to co wydaje nam się być "przypadkowe" to sam fakt, że o naszych narodzinach nie zdecydowaliśmy My sami, ale (zarówno na poziomie biologicznym jak i duchowym) ktoś inny... Ten brak udziału w procesie decyzyjnym odczuwamy jako "przypadek" ... Stąd właśnie bierze się bardzo modna w naszych czasach "wiara we wszędobylski przypadek" ...a to przecież nic innego jak odebranie nam przez naturę możliwości decyzji. Jednak nasze wysiłki żeby to zmienić (np. biotechnologia), niwelują tą zależność i udowadniają nam, że panowanie nad procesem to nic innego jak wykluczanie "przypadków" (panowanie nad nimi)... Jeżeli tak to działa na poziomie "fizycznym" to dlaczego nie miałoby działać na "duchowym" ?
Pozdrawiam
PS. Ale dla mnie to, że coś jest konieczne lub przypadkowe, jest dużo mniej ważne niż to, że coś jest (bez względu na naturę tego "jest", materialną, psychiczną, duchową). Z powodu silnego poczucia przypadkowości tęsknię czasem trochę za koniecznością, no ale to już moje subiektywne poczucia.
trudno nie zgodzić się z tym co piszesz ,... tak chyba właśnie definiujemy (rozumiemy) przypadek (przypadkowość) ...ale czy nie jest tak, że wszystko co może (mogło)zaistnieć ... istnieje (zaistniało), a "niezaistnienie" jest po prostu niemożliwe ...(?). Na pozór wygląda to na skrajny determinizm, ale nie całkiem. Otóż istnienie to "żywy" łańcuch (rwący nurt) zdarzeń, którego My nie kontrolujemy (jest to zupełnie poza naszym zasięgiem). Przywołując tutaj (dla lepszego zrozumienia) nurt rzeki, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nikt z nas (w pojedynkę) nie może go odwrócić (zmienić). Jedyne co, to może płynąć z prądem, w poprzek lub pod prąd (tyle i aż tyle mamy "swobody"), ale to "rzeka" narzuca warunki ... ona po prostu jest, istnieje, ma swoje źródła zasilania (podziemne i atmosferyczne) a my możemy jedynie przyjąć ten fakt do wiadomości ... Ale! uwaga! na podstawie jej "zachowania", a zwłaszcza zachowania jej "atmosferycznych" źródeł zasilania możemy prognozować (!) o tym, czy bezpiecznie można po niej żeglować, czy wykorzystać do nawodnienia pól, czy spodziewać się powodzi itp. (tak w nasze życie, w łańcuch zdarzeń wkracza astrologia) ...
Pozdrawiam...Serdecznie [uśmiech]
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
