25 grudnia 2009
Terravis Wiktor Rumocki
Serial: Kilka uwag o historii i znaczeniu kart taroka
Inspiracje dawną sztuką czy działanie archetypów?
Pochodzenie scen z atutowych kart tarota
◀ Mezopotamskie wzory obrazów Tarota ◀ ►
Witam Czytelników! Będzie tym razem nie tylko o kartach tarota, ale i po trosze o archetypach i mitologii.
Inspiracją do napisania tego tekstu był dla mnie jeden z odcinków blogu Wojciecha Jóźwiaka w którym zasygnalizował pomysł Krzysztofa Joczyna na nowy panel dyskusyjny w Tarace, mający dotyczyć archetypów i ich roli. Mój ostatni artykuł pt. Mezopotamskie wzory obrazów tarota nie wspominał nic o archetypach i funkcji, którą zdaniem zwolenników teorii Junga pełnią, co tutaj przyznaję. Pisząc o scenach widocznych na różnych egzemplarzach dzieł sztuki rodem z dawnego starożytnego Wschodu wyraziłem pogląd, że były one prawdopodobnie inspiracją dla tego lub dla tych, którzy karty taroka zaprojektowali. Podobieństwo scen widocznych na przykładach, które zamieściłem, do ikonografii niektórych atutowych kart taroka jest uderzające. Już po napisaniu tego tekstu ustaliłem, że ja a także Inqbus (patrz: Inana, czyli inny diabeł w tarocie) nie byliśmy jedynymi, którzy zwrócili uwagę na dzieła sztuki dawnej Mezopotamii, jako na możliwe źródło niektórych scen widocznych na wielkich arkanach. Na stronie newsletter.tarotstudies.org/2006/01/tarot-kabbalah-sufist znajduje się bardzo ciekawy artykuł podający dalsze przykłady (inne niż te, które zamieściłem ja oraz Inqbus).
ryc. 1, 2
ryc. 3, 4a
Mamy więc, co widać na ryc 1 (zdjęcia ze strony do której podałem link tu zamieszczam, bo doświadczenie uczy, że nawet bardzo ciekawe strony czasem kończą swój żywot i klikamy potem w nieaktywne linki) fragment odcisku pieczęci cylindrycznej z postacią uderzająco podobną do karty Cesarz z tarota marsylskiego, dalej ryc 2 ukazuje scenę jednoznacznie zbieżną z kartą Świat. Dalej, na ryc 3 widzimy obraz podobny do sceny z arkanum nr XII czyli Wisielca. Jedna z podstron podanego adresu internetowego zawiera też artykuł z 2003 r, w którym zamieszczony jest jeszcze jeden przykład, który publikuję tu jako ryc 4 i 4A. Widzimy tu scenę z sumeryjskiej pieczęci cylindrycznej z Ninurtą (Orionem) i lwem (Syriuszem) którzy nasuwają skojarzenia z tarokowym głupcem i jego... no właśnie niekoniecznie psem - w talii Jean Noblet zwierzę towarzyszące Głupcowi to bardziej kot niż pies.
Po przeczytaniu artykułu ze strony, do której podałem link i po obejrzeniu zamieszczonych zdjęć przyznaję, że zaczęły się we mnie rodzić pewne wątpliwości. W swym poprzednim tekście zasugerowałem, że skoro sceny z wymienionych pieczęci cylindrycznych, rzeźb, waz itp. wykazują podobieństwo do obrazów tarota, to najprawdopodobniej dzieła te, lub dzieła podobne zapewne były znane tym, którzy tarota stworzyli (jako możliwe źródło kontaktu podałem łupy z wypraw krzyżowych). Nie doceniłem potencjalnej siły zjawiska zwanego archetypem (tego, że ludzie w różnych częściach świata tworzą podobne symboliczne obrazy i opowiadają podobne mity, które wyłaniać się mają z nieświadomości zbiorowej). Tu zaznaczę, że teoria Junga jest przez wielu uważana za kontrowersyjną i odrzucana, przykładowo w Tarace z Jungiem mocno rozprawiał się Mirosław Miniszewski (patrz: Dlaczego nie jestem jungistą i polemika), moim zdaniem potraktował go trochę za surowo, choć rozumiem jego frustrację wywołaną licznymi współczesnymi próbami doczepiania jungowskich teorii do czego się tylko da. Ja bezkrytycznym wyznawcą Junga nie jestem, ale przyznaję, że idea archetypu jest kusząca. Czasami zaskakujące podobieństwo różnych mitów i scen mitologicznych u różnych oddalonych od siebie ludów jest tak wyraźne, że musimy przyjąć jeden z wariantów: 1. miał miejsce bezpośredni kontakt z ludźmi lub dziełami kultury lub mitami oddalonej cywilizacji, albo 2. podobieństwo wynika z zadziałania wzorca archetypowego zakorzenionego w ludziach, a konkretnie w ich nieświadomej części psychiki. Niekiedy nawet wtedy, gdy mamy przed sobą coś, co wygląda na źródło inspiracji (jak zamieszczone przeze mnie dzieła starożytnego Wschodu), to stwierdzamy jednocześnie, że odległość geograficzna i czasowa jest tak duża, iż teoria według której zadziałał archetyp tkwiący w człowieku, a obudzony przykładowo wizjami doznanymi po zażyciu jakiegoś halucynogenu lub w wyniku medytacji, scryingu itp. nie wydaje się wcale mniej prawdopodobna od teorii bezpośredniego zetknięcia się z określonymi obrazami i opowieściami.
ryc. 5
Warto zauważyć, że wymieniana już w tym tekście ryc 2 jest podobna również do zamieszczonych w moim poprzednim artykule zdjęć pozłacanej srebrnej czary sasanidzkiej z boginią Anahitą, tu zamieszczam jeszcze jedno zdjęcie tej czary ryc 5 ukazujące górną część kompozycji z charakterystycznym łukiem z kokardą. Zarówno wspominana czara jak i odcisk pieczęci cylindrycznej z ryc 2 są podobne do sceny z tarokowej karty Świat. Mamy zatem dwie możliwości: wspominana pieczęć z głębokiej starożytności była inspiracją już dla sceny z sasanidzkiej czary z ok. IV w n.e. albo podobieństwo tych trzech przykładów (pieczęć, czara i karta Świat) jest efektem zadziałania archetypu, który niezależnie zmaterializował się w pracach różnych artystów.
W artykule Kilka uwag o historii i znaczeniu kart taroka wyraziłem pogląd, że archaiczne wersje tarota marsylskiego były pierwszą wersją tych kart. Dziś po dotarciu w Internecie do różnych zachowanych we fragmentach dawnych talii (trionfi.com/0/j/d/sheets/, trionfi.com/0/j/d/rosenwald/), które nie były wersjami luksusowymi przeznaczonymi dla arystokratów, tylko prymitywnie wykonanymi jarmarcznymi kartonikami, aż tak pewny jego pierwszeństwa nie jestem. Zachowały się fragmenty różnych dość niedbale odbijanych talii, które od scen kanonu marsylskiego się różnią i to nie tylko szczegółami postaci, ale i w niektórych miejscach numeracją (o ile ją mają). Powstaje pytanie, czy najbardziej klasyczna i wzorcowa postać taroka, czyli tarot zwany marsylskim (trzy zachowane do dzisiaj pierwotne wersje: Jean Noblet 1650 r, Jean Dodal 1701/1715, Nicolas Conver 1760) jest najstarszą i najbardziej pierwotną postacią taroka, czy też niektóre jego obrazy, które w innych dawnych taliach są rysowane lub malowane zupełnie inaczej - przede wszystkim Diabeł XV, Gwiazda XVII i Luna XVIII - wyłoniły się dopiero w toku jego rozwoju? (Miało miejsce wyłanianie się archetypu?) Czy marsylska numeracja jest pierwotna, czy też jest to dopiero ulepszenie jednego z genialnych praktyków? Ciekawe jest też, czy przyjmowana powszechnie teoria pochodzenia tych kart z północy Włoch jest prawdziwa, czy też może tak naprawdę tarok wywodzi się z południowo-wschodniej Francji, gdzie zachowała się jego pierwotna nieudziwniona postać wraz z tytułami i numeracją?
ryc. 6
Przetrwał do naszych czasów bardzo ciekawy karton z nierozciętymi jeszcze kartami odbitymi z drzeworytu pochodzący z Włoch, a konkretnie z Mediolanu znany jako Cary sheet ok. 1500 r (ryc 6) To, co rzuca się w oczy, to zbieżność zachowanych w całości kart Gwiazdy i Luny z kanonem marsylskim. Arkanum nr I też jest ciekawe: stół Magika podobnie jak w talii Nobleta zdaje się być oparty na dwóch brzegach strumienia. Natomiast arkanum Diabeł zachowane niestety tylko w części jest już narysowane inaczej: tu diabeł jest już wyraźnie "diabelski" i odrębny od tajemniczego obrazu marsylskiego. Powstaje pytanie, czy inanokształtność marsylskiego diabła jest pierwotna, czy też obraz ten wyłonił się dopiero w toku rozwoju tych kart? Jeśli obraz ten był pierwotny, to czy możliwym jest, że poza Francją wydawał się za mało "diabelski" w powszechnych wyobrażeniach i dlatego talie spoza Francji portretowały to arkanum inaczej?
ryc. 7, 8, 9
ryc. 10, 11
Za tezą o wyłonieniu się tego obrazu w toku rozwoju może przemawiać prześledzenie postaci diabła w trzech wymienianych wielokrotnie przeze mnie dawnych taliach Noblet (ryc 7), Dodal (ryc 8) i Conver (ryc 9): u Nobleta podobieństwo do Inany jest najmniejsze (taki mały potworek), u Convera już bardzo wyraźne... Gdy przyjrzymy się rycinom karty diabeł z dwóch bardzo starych talii ryc 10 i ryc 11 to zauważymy, że to co jest zbieżne z marsylską tradycją to ptasie stopy, w pierwszym przykładzie także skrzydła, natomiast całość wyglądu postaci jest już inna.
ryc. 12
Niezwykle interesujący jest karton niepodzielonych kart znany jako Rotschild sheet (ryc 12): są to zapewne wstępne rysunki artysty wykonującego kosztowną talię. To co zwraca uwagę, to podobieństwo karty Księżyc do kart z talii Charles'a VI i Viscontich Sforzów (Piepont Morgan Bergamo) a także wygląd kart Wieża i Diabeł, które zdaniem niektórych powinny być używane przy rekonstrukcji brakujących kart z talii Viscontich. Tu diabeł ma ptasie stopy i skrzydła, ale od marsylskiego wzorca różni się bardzo. W tym miejscu zrobię małą dygresję na temat poruszony przez Marię Borkowską w artykule pt. Co oznacza druga twarz na brzuchu diabła? Ja mam jeszcze jedną interpretację tej twarzy widocznej na diabelskim brzuchu. Otóż jest to dosłownie czyjaś "druga twarz" czyli prawdziwe mroczne oblicze najczęściej skrywane starannie przed otoczeniem. Warto też zwrócić uwagę na kartę Kochankowie z wspomnianego kartonu: parze podobnie jak w taliach marsylskich towarzyszy trzecia osoba, ale trudno się zorientować czy jest to kapłan udzielający ślubu, czy też może jest to scena zaręczyn której towarzyszy matka jednego z kochanków (płeć tej postaci jest trudna do ustalenia). Karta jest podobna do tej z talii Cary Yale Visconti (ryc 13), ale tam brak trzeciej osoby, za to w górze unosi się już znajomy amorek.
ryc. 13
Wracając do problemu karty Diabeł i niezwykłego wyglądu tej postaci w taliach francuskich, które jednoznacznie przypominają wyglądem i całością kompozycji asyryjską płaskorzeźbę datowaną na początek drugiego tysiąclecia p.n.e. zauważę, że być może mamy tu do czynienia z czymś, co zapoczątkowało judeochrześcijańską koncepcję diabła. Kiedy Żydzi około 587 r przed Chrystusem trafili do niewoli babilońskiej, najpewniej konceptu diabła jeszcze nie znali. Wojciech Jóźwiak pisze [powtarzając opinię Artura Sandauera z książki "Bóg, szatan, mesjasz i..." - przyp. WJ], że diabeł pojawia się w Biblii stosunkowo późno, bo dopiero w księdze Hioba, wcześniej zniszczenie i karę zsyłał sam Bóg: tak jest przy opowieści o potopie, tak jest przy wieży Babel i podobnie przy historii Sodomy i Gomory, a Adama i Ewę w raju kusi wąż (wywodzący się najpewniej z eposu o Gilgameszu, gdzie wydobytą z trudem z dna morza roślinę mającą zapewniać nieśmiertelność pożarł... wąż), później dopiero interpretowany jako diabeł. Kiedy kapłani żydowscy wzięci do niewoli zobaczyli wspomnianą płaskorzeźbę lub inną podobną, (bo motyw mógł być często powtarzany) w jakiejś miejscowej świątyni, to mogła ich zainspirować, podobnie jak perska koncepcja złoboga Arymana do stworzenia koncepcji szatana jako antyboga, będącego przeciwnikiem czczonego przez nich bóstwa, które zdaniem niektórych, co zaznaczę tu na marginesie, wywodzi się z boga wojny i pogody, jak się wydaje znanego również innym ludom z tamtych terenów: spójrzmy (niżej) na ryc nr 14 pochodzącą z książki "Kobieta starożytnego Wschodu", gdzie widzimy zdjęcie posągu bogini z Tell Halaf, która pierwotnie podtrzymywała konstrukcję fasady pałacu-świątyni, na którym jej założyciel, Kapara, kazał wyryć następującą klątwę: Kto moje imię wymaże i wpisze swoje imię, niech siedmiu jego synów spłonie na ołtarzu boga pogody, niech siedem jego córek zostanie prostytutkami w służbie bogini Isztar. Składanie ofiar z ludzi wspomnianemu bóstwu przetrwało w Biblii w złagodzonej wersji w opowieści o Abrahamie i Izaaku, inni identyfikują Jahwe z sumeryjskim Enlilem.
ryc. 14
Jak się wydaje koncept diabła nie był jedynym zewnętrznym nabytkiem, który włączono do Biblii, sama legenda o biblijnym raju też wydaje się pochodzić z opowieści sumeryjskiej, zacytuję wspominaną już książkę pt. "Kobieta starożytnego Wschodu" autorstwa Ilse Seibert wydaną po polsku w 1975 r nakładem Wydawnictw Artystycznych i filmowych - str 11 i 12:
Związek biblijnej Ewy z sumeryjską mitologią odkrył znany amerykański naukowiec S.N. Kramer. Według legendy, w sumeryjskim raju, bardzo podobnym do biblijnego ogrodu Edenu, do którego czterech rzek należały również Eufrat i Tygrys, za sprawą Ninhursag, wielkiej sumeryjskiej bogini matki, wyrosło osiem bardzo cennych roślin. Owe rośliny, mimo zakazu, zjadł bóg wody, Enki. Rozgniewana i oburzona tym Ninhursag nie wypędziła go z raju, ale skazała na śmierć. Enki zaczął zapadać na zdrowiu - osiem części jego ciała zostało dotkniętych chorobą. Dopiero dzięki przemyślności lisa udało się skłonić zagniewaną Ninhursag, by uratowała Enkiego od śmierci; dowiedziawszy się na co cierpi, stworzyła osiem bóstw - po jednym dla każdej chorej części ciała. Teraz następuje interesujący fragment opowiadania, który według Kramera przywodzi na myśl naszą biblijną Ewę; jedno z ośmiu pytań brzmi:
"Bracie mój, co ci dolega?
Moje żebro mi dolega.
Bogini Ninti dałam życie dla ciebie"."Ninti" w sumeryjskim języku ma podwójne znaczenie: "pani żebra" i "pani życia", ponieważ "ti" oznacza zarówno "żebro" jak "dawać życie". Imię Ewa znaczy po hebrajsku, jak wiadomo "ta, która daje życie", "matka wszystkich żyjących". Według Kramera można więc powiązać wyraźnie sumeryjską boginię Ninti - panią żebra i panią życia - z biblijną Ewą.
Czy możliwym jest, żeby podobieństwo tego mitu do opowieści o raju i Ewie stworzonej z żebra Adama zawartej w Księdze Rodzaju było tylko efektem działania archetypu? Moim zdaniem archetypowy jest w tej sumeryjskiej opowieści jedynie lis - tradycyjny symbol sprytu u wszystkich niemal ludów żyjących na obszarze występowania tego zwierzęcia, a znana nam historia o Adamie, Ewie i raju była zapewne bezpośrednio zainspirowana sumeryjską legendą - wiadomo bowiem na pewno, że Żydzi w Babilonii byli i bezpośrednio kontaktowali się z tamtą kulturą.
Wracając do płaskorzeźby z Inaną-Isztar pokuszę się o stwierdzenie, że być może mamy tu zawarty koncept diabła in statu nascendi. Karty tarota marsylskiego podobnie jak wymieniane dzieło sztuki dawnej Mezopotamii przekazują nam obraz koncepcji diabła w czystej postaci, wolnej od późniejszej tradycji obdarzania go atrybutami greckiego bożka Pana i leśnych satyrów ukazywanych jako pół kozły, pół ludzie z bezustannie wzwiedzionymi fallusami i uganiających się za nimfami. Chrześcijaństwo (pawłowe) sprawy związane z płciowością zaliczyło do sfery grzechu i potępienia, zatem sprośne satyry uznane zostały za jedną z postaci diabła. Kiedy jeszcze dodamy do tego, że jednym z symboli bogini miłości Wenus był pentagram, który w formie odwróconej przypomina rogatego kozła i z tego powodu uznawany był od około XIV w za jeden z symboli szatana, to jasnym staje się pochodzenie tzw. bafometa, czyli głowy capa wpisanej w odwrócony pentagram.
Podsumowując swe rozważania na temat idei archetypów wyrażę pogląd, że trudno jest w wielu przypadkach opowiedzieć się jednoznacznie za jedną z wersji pochodzenia jakiegoś obrazu czy mitu. Ja działania wzorców archetypowych nie wykluczam, choć w wielu przypadkach zaczerpnięcie pomysłu drogą bezpośredniego kontaktu miało niewątpliwie miejsce.
Terravision
◀ Mezopotamskie wzory obrazów Tarota ◀ ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
