10 października 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Życie lokalne w okolicy Milanówka
Kreta
◀ Jesień idzie nie ma na to rady ◀ ► Kreta: egzotyka ►
Na przełomie września i października kilka dni byliśmy – Elżbieta i ja – na Krecie. Jak tak było? - Ciepło. Słonecznie. Ciepłe morze, puste plaże po sezonie. Bosko! Właściwie dlaczego ludzie upierają się jeździć tam w porze letnich nieznośnych upałów, nie lepiej poczekać do końca września, kiedy na tej przyafrykańskiej wyspie robi się normalne lato? Przyroda inna niż u nas (napiszę o niej więcej), ale kulturowo bez szoku, do napisów w innym alfabecie można się przyzwyczaić, zresztą pisze się tam równolegle „naszymi” literami, a nasycenie terenu cywilizacją podobne jest do tego, co w Polsce. Okolice Chanii - Tavronitis, Kolymbari, Kamisiana, gdzie mieszkaliśmy, okazują się całkiem swojskie dla mieszkańca mazowieckich miasteczek. Dlatego o tej wycieczce piszę tutaj, w „Życiu lokalnym”. Ludzie też właściwie podobni.
Kreta jest wąska, długa (260 km) i górzysta, więc w ciągu paru dni całej się nie obejrzy. My zobaczyliśmy tylko kawałek zachodniej części wyspy – reszta została na później, w tym sławne minojskie wykopaliska na wschodzie wyspy i wąwóz Samaria na południowym wybrzeżu: tamtych atrakcji (jeszcze) nie zwiedzaliśmy.

Pierwsze wrażenia:
Gorąco! Ale ponieważ powietrze jest suche, do temperatur 26 – 30 stopni łatwo się przyzwyczajasz. Tutejszym powietrzem dobrze się oddycha, jest lekkie, nie tak jak u nas, kiedy przy tych temperaturach przeważnie jest wilgotno i duszno. Więc tej duchoty tu nie ma.
Morze: jest wszędzie, widać je też z przełęczy z wnętrza wyspy. Woda jest ciepła, można w niej siedzieć długo i nie wychłodzić się (co robiliśmy :). Jest bardzo słona, słońsza niż w Adriatyku. Wypycha, więc pływać łatwo. Przez cały czas wiatru nie było albo niewielki, fale małe lub żadne, spokój, morze prawie jak basen.

Plaże: „u nas” w Kamisianie plaża była kamienista, co ma swój urok, bo piasek nie przylepia się do skóry. Zamiast piasku kamyczki toczące się z falą. W paru miejscach są plaże klasyczne, piaszczyste. Tam, gdzie do morza schodzą wapienne skały, jest krasowa „chorwacka szczotka”, nie plaża tylko skalna najeżona bariera.

Ptaki: w porównaniu z Polską, Kreta to bezptasie. Nie ma, jak u nas, stad kawek, szpaków, wron, kaczek ani mew. Nam morzem nie ma mew ani innych, np. kormoranów! Dla nas – zdumiewające. Pojedyncze mewy widziałem może dwa razy. W górach są kruki, ale nie dały złapać się w zdjęcie. Widuje się ptaki drapieżne: jakieś myszołowy lub kanie. Nad skałkami w Polirini widziałem sokoła nierozpoznanego gatunku. Są gołębie, te zwykłe, Columba livia, które żyją tu dziko i gnieżdżą się w skalnych dziurach. Przedstawicielem tutejszych ptaków niech będzie samotna wrona, która przysiadła nad dachem w Retimno.

(Cdn.)
◀ Jesień idzie nie ma na to rady ◀ ► Kreta: egzotyka ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
