28 grudnia 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Majmurka i Dobrowolskiego o ateizmie
Poparcie i rozszerzenie
◀ Dymitra Orłowa, czyli rosyjski gnostycyzm rzutowany w przyszłość ◀ ► Patryka Jaronia o dziwnej religii ►
Jakub Majmurek, redaktor „Krytyki Politycznej”, wywiaduje Jacka Dobrowolskiego (ale nie tego naszego z Taraki, tylko innego) pod pięknym tytułem „Polacy potrzebują ateizmu jak zdrowia”. Jeśli ateizm określić prostym stwierdzeniem: „Boga nie ma, więc nie muszę się podporządkowywać księżom” – to tak, taki jasny pogląd popieram bez wahania. Jednak ta sprawa nie jest taka prosta.
Po pierwsze, jeśli ktoś chce uciec od Kościoła (katolickiego lub innych podobnych) z jego psycho-dyktaturą i z jego natrętną kontrolą, to dzisiaj ma wiele innych drzwi wyjścia niż ogłoszenie się ateistą w powyższym prostym sensie. Może wyjść przez drzwi buddyzm. Przez drzwi joga. Przez drzwi neopogaństwo lub rodzima wiara, przez drzwi szamanizm, huna, magia, gnoza. Lub przez drzwi „ogólny rozwój duchowy”. Oferta jest dużo szersza niż dawniej.
Po drugie, w dzisiejszym oglądzie ateizmu chodzi nie tylko o niepodległość od religijnych dyktatur (dyktatur posługujących się religijnym frazesem), ale także o odpowiedź lub chęć odpowiedzi na pewne pytania, o których za chwilę. Ateizm wspiera się „światopoglądem naukowym”, co odbiło się w omawianym wywiadzie; Dobrowolski mówi tam: „Dominowało przekonanie, że [...] będziemy mieli w szkole i fizykę, i religię.” Fizyka jest wielkim niszczycielem religii, gdyż pokazuje obszary świata, wobec których światopogląd religijny jest infantylnie bezradny i ogłupiały. Mnie samego dawno temu fizyka wyleczyła z religii. Ale z drugiej strony fizyka lub oparty na niej światopogląd ma skłonność do równie infantylnego upraszczania wszystkiego – czyli do redukcjonizmu. W myśl którego wszystko ma być zrobione z jakichś klocków – dawniej miały nimi być atomy, później cząstki elementarne – zachowujących się jak przewidywalne mechanizmy i realizujących algorytmy. W takim redukcjonistycznym świecie nie ma miejsca na nas: nie ma miejsca na świadomość. Nie wiadomo, skąd się to coś bierze – i powstaje poważne podejrzenie, że jej nie ma, że jest jakimś dziwnym złudzeniem, epifenomenem, jak to się fachowo nazywa. Skoro nie ma świadomości, to nie ma też piękna i paru innych rzeczy, dla których warto żyć. Ateizm pociąga fizykę, fizyka redukcjonizm, redukcjonizm pociąga a-psychizm, i w końcu a-psychizm pociąga bezsens istnienia. Co z istnieniem lub nieistnieniem Boga niewiele lub nic nie ma wspólnego.
W pospiechu przeoczyłem inna kwestię: my ludzie nie lubimy umierać, więc wolimy sądzić, że po śmierci (śmierci ciała) coś pozostaje, jakaś moja lub twoja kontynuacja. To jest kolejna linia dzieląca religijną wiarę od niewiary, więc jakiś rodzaj ateizmu. Nie chodzi w niej (w tej granicznej linii) o to, czy Bóg jest, czy go nie ma, tylko o to, czy będę żyć po śmierci lub „umrę nie wszystek” – czy przeciwnie, umrę właśnie całkiem. To nie jest ateizm, tylko a-post-mortem-wiwizm. (Słowo zmyślam w tym momencie, pewnie ma już jakieś ładniejsze filozoficzne brzmienie.)
Pogląd o życiu lub nie-życiu po śmierci nie ma związku z poglądem na istnienie lub nie-istnienie Boga. Chrześcijaństwo dokonało tu chytrej sprzedaży wiązanej, przedstawiając swojego Boga jako gwaranta tego, że będziemy żyć po śmierci, szczegóły jak – pomijam. Może dzisiaj byliby zręczniejszymi łowcami dusz, gdyby udało im się Boga wykreować na gwaranta tego, że jestem niealgorytmiczną świadomością?
Poza tym podoba mi się dowcip Dawkinsa, że chrześcijanie strasznie się rozczarują, gdy po śmierci, tak, staną przez obliczem Boga – i okaże się wtedy, że jest jest nim Baal! I dopiero da im, bluźniercom, popalić.
◀ Dymitra Orłowa, czyli rosyjski gnostycyzm rzutowany w przyszłość ◀ ► Patryka Jaronia o dziwnej religii ►
Komentarze
Właśnie. 90% społeczeństwa jest tak zmanipulowana, że odejście od chrześcijaństwa jest dla niej tożsame z odejściem od Boga i od metafizyki. Jak ktoś powie, że nie chodzę do kościoła, to najczęstszą reakcją jest biadolenie, że Bóg ani nic pozamaterialnego nie jest mu potrzebne. Żadnej refleksji, że przyczyny mogą być wręcz przeciwne.
Co do fizyki: zapewne wiesz, Wojtku, że wspólczesna fizyka odeszła od przewidywalności (zasada nieoznaczoności itp.) Tyle, że ta uczona w szkole rzeczywiście jest redukcjonistyczno-przewidywalna. Fizyka to chyba najgorzej uczony przedmiot w szkole.
Oduczam się jednak myślenia o KRK jedynie źle. Z dwóch powodów. Po pierwsze, takie myślenie szkodzi przede wszystkim mi, niewiele przy tym zmieniając w rzeczywistości. Po drugie, ta rzeczywistość zazwyczaj jest dużo bardziej skomplikowana, niż się wydaje, dlatego sądzę, że nie tylko wygoda i bezmyślność sprawiają, że ludzie są (proszę wybaczyć słowo) członkami KRK. Choć generalnie zgadzam się z Wojtkiem.
I jeszcze słowo: epitet "faszyzujący lewacy" o Krytyce Politycznej i tym podobne, to jakaś gówniarzeria.
"W miłości zmysłowej unikać przesady, ale także nadmiernych skrupułów. Lepsza jest w przyrodzie para szczęśliwych kochanków, niż powikłany związek subtelnych neurasteników. Zwłaszcza jego dzietna wersja oglądająca ponury spektakl codziennych katusz protoplastów."
Dziś nie da się obronić rodziny jako takiej, za dużo wiemy o jej patologiach. Choć nie należy popadać w żadną ze sprzeczności, a więc również zachować umiar w krytyce. Poziom dyskusji, nie tylko w polityce, pokazuje, że z rodziną w Polsce nie jest najlepiej. (Na szczęście są takie miejsca jak Taraka :-) I jeszcze o Krytyce Politycznej - wolę "lewackich faszystów" niż biskupów obwiniających dzieci za ich molestowanie (i nie ponoszących za to żadnych konsekwencji) i niż instytucję, która błyskawicznie pozbywa się Lemańskiego, a certoli się z Wesołowskim. Dla mnie katolicyzm to kult władzy, a cały ten krzyk wokół niego teraz stąd, że są tacy, którzy się na to nie godzą. Jak pisałem niedawno, nie twierdzę, że nie ma dobrych rzeczy w KRK, a zwłaszcza, że nie ma tam dobrych ludzi, no ale pięć jaskółek jeszcze wiosny nie czyni.
A psycho-dyktatura działa także w sposób ukryty, sądząc po tonie kilku komentarzy. Ale można wyjechać do Czech.
Oczywiście, stoi przed nami Inna Droga, psychologii transpersonalnej. Proponuję nawet krótszą nazwę: transpersonalizm, a to po to, żeby nie wlec za sobą tej "psychologii", która zawęża interesujące nas pojęcie.
Zastanawiam się, czy Taraka w ogóle nie powinna przyjąć TRANSPERSONALIZMU za swoje główne hasło i kierunek. Nie byłoby nas bez Grofa, a także bez Junga (prekursora transpersonalizmu), bez Hoffmana (odkrywcy LSD), bez zen, wadżrajany, jogi, medytacji, szamanizmu enteogennego i nie-enteogennego. Ale przecież także astrologia (gdzie część naszej psyche jest POZA OSOBĄ - w kosmosie), tarot (gdzie część naszej psyche jest w rezonansowych strukturach, których obrazem są karty), Yijing (gdzie to samo, tylko patyki zamiast kart), enneagram (który sam jest tą rezonansową strukturą) -- należą do transpersonalizmu.
Za łatwo dajemy się wciągać (i ja sam nie jestem bez winy) w dyskursy jerozolimskie, nacjonalistyczne, katolickie, prawackie, lewackie... i inne, które odwodzą nas od TEGO, O CO NAPRAWDĘ CHODZI.
Tak jak Koneczny twierdził, że różne cywilizacje się nie mieszają i nie mogą współistnieć w jednej społeczności, tak dyskursy i wiary oparte na sprzecznych paradygmatach nie mieszają się i nie mieszczą razem, także w jednej witrynie, np. w Tarace.
aby nie być gołosłownym:
http://wielkopolska-country.pl/item/20-zielarki-z-gorzuchowa
pozdrawiam
- p.s - zgadzam się że istnieje mnóstwo trolli ateistów, ślepo atakujących KK, bez żadnej konkretnej argumentacji. Zastanawiające że jest ich tak wiele w kraju gdzie ponoć 90 procent ludności należy do KK
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
