zdjęcie Autora

28 grudnia 2014

Wojciech Jóźwiak

Serial: Czytanie...
Dymitra Orłowa, czyli rosyjski gnostycyzm rzutowany w przyszłość

Kategoria: Pytania i granice

◀ Rafała Krawczyka czyli o tęsknocie chrześcijan do pogaństwa ◀ ► Majmurka i Dobrowolskiego o ateizmie ►

Dymitr Orłow, po ang. Dmitry Orlov, po ros. Дми́трий Орло́в, jest Amerykaninem rosyjskiego pochodzenia, urodzony w ZSRR w 1962 r., od 12 roku życia mieszka w Stanach. Z wykształcenia informatyk, z zamiłowania także lingwista (wymyślił i propaguje fonetyczne pismo dla jęz. angielskiego, tzw. Unspell English, różne od łacińskiego, w którym litery spółgłoskowe stoją pionowo, samogłoskowe litery leżą poziomo, a dźwięczne od bezdźwięcznych różnią się wygięciem górnej kreski) a przede wszystkim futurolog, a właściwiej autor wizji zagłady cywilizacji.

O Orłowie wspominałem już w Tarace i w tym blogu ostatniej wiosny: „(Czytanie) Dymitra Orłowa: jak dotrzeć do szaleńców?

Orłowa na polski tłumaczy Exignorant w swojej witrynie „Exignorant's Blog”. Teraz przeczytałem odcinek pt. „Społeczności, które trwają – część I”.

Dalej wyjaśniam tytuł: gnostycyzm, w największym skrócie, był to ruch religijno-filozoficzny w okresie Cesarstwa Rzymskiego rozwijający się na Wschodzie, tzn. głównie w Syrii, także w Mezopotamii, Egipcie i Persji, w myśl którego świat był wrogim miejscem dla człowieka, a to dlatego, że został stworzony lub urządzony przez złego boga (refleksem tego poglądu jest chrześcijański, znajdowany także w Ewangeliach, frazes, że „tym światem” rządzi Książę Tego Świata czyli Szatan) – często owego złego boga utożsamiano z groźnym żydowskim Jahwe. Świat był zły, człowiek i ludzka dusza byli jego więźniami, a ciało i „niższa część” duszy, ta do której należą namiętności i instynkty, były częścią tego więzienia. Gdzieś daleko i wysoko poza „tym światem”, gdzieś w gwiezdnych przestrzeniach istniał prawdziwy Bóg-Światłość, do którego tęskniła i rwała się dusza człowieka, oczywiście nie cała, tylko jej najgłębsza część, „iskra światłości” otoczona mrokami ciała, materii, namiętności i świata. Ta dusza-iskra była absolutnie samotna, tragicznie rzucona we wrogi świat. Bardzo niewielu było tych, którzy to przejrzeli i zyskali wiedzę – gnozę, gr. gnosis, stąd nazwa gnostycyzmu – o tym, jak to naprawdę jest. Ta wiedza pozwalała im osiągnąć zbawienie i po śmierci wrócić do Światłości. Gnostycyzm był wrogi (wrogiemu) światu, elitarny, aspołeczny, wrogi wszelkim ziemskim „królestwom”, zarówno tym zbrojnym jak i tym kościelnym, więc wszędzie gdzie się pojawiał zwracał przeciw sobie furię religii i władz bardziej ze „światem” spoufalonych; szczególnie jako konkurencję zwalczały go formujące się w tych samych wiekach kościoły chrześcijańskie. Ale i Persowie nie są bez winy, bo ich władca rozkazał ukrzyżować wielkiego gnostyckiego proroka Maniego, twórcę manicheizmu.

Mimo zwalczania, w tym niszczenia ksiąg, chrześcijaństwo przejęło wiele z ducha gnostyckiego, zwłaszcza wschodnie, ponieważ jednym z ostatnich „desantów” gnostyckich w wersji manichejskiej był ruch bogomiłów na słowiańskich Bałkanach. Zapewne tamtą drogą, przez pośrednictwo bałkańskie, bośniackie, gnostyckie klimaty dotarły do Rosji, gdzie znalazły swoją ostoję w prawosławnych sektach, jawnie głoszących wrogość świata i wrogość światu. Czego wyrazem były masowe samokastracje, religijne samobójstwa i samospalenia, i uciekanie jak najdalej od „świata” w tajgę i na obczyznę. Wiele wskazuje, że gnostycyzm (w swojej szczególnej wersji) jest czymś w rodzaju rosyjskiej podświadomości – lub podświadomości Rosjan.

...Ale Orłow, co u niego? – W czytanym artykule twierdzi, że istniejącego stanu cywilizacji nie da się naprawić, istniejący system polityczny nie daje na to szansy, za to: „można uciec pozostając na miejscu poprzez stworzenie odizolowanych, separatystycznych społeczności”. Gnostycyzm! Świat oto jest zły, wrogi i nienaprawialny, doskonale nieczuły na nasze potrzeby, zamiary i działania, jesteśmy bezsilni wobec rządzących nim potęg (ludzkich) i procesów (społecznych i przyrodniczych), uświadamianie „mas” nie ma sensu, ponieważ prawdę o tym, jak naprawdę rzeczy się mają, mogą uświadomić sobie tylko nieliczne jednostki (jak manichejscy electi), a ci ratować się mogą odrzucając „świat” wraz z jego zgubną cywilizacją i izolując się w małych, przetrwalnikowych społecznościach.

O tych grupach pisze w tym samym zdaniu: „można uciec ... poprzez stworzenie odizolowanych, separatystycznych społeczności – których przesłanki, zbiory norm i kodeksów postępowania odbiegają od otaczającego społeczeństwa”. To jest mocno powiedziane: zasady „kodeksy” moralne i praktyczne tych grup mają prawo nie brać pod uwagę moralności, prawa itd. obowiązujących wokół nich. Bardzo to przypomina moralny rewolucjonizm gnostyków, ich lekceważenie dla diabelskiego porządku świata. Zarazem nawiązuje do tradycji rosyjskich starowierów, podobnie separujących się od reszty świata.

Orłow dodaje coś z nowoczesnej psychologii: zaleca aby tworzone grupy były małe – żeby trzymały się liczby Dunbara, o której nie ma niestety hasła w polskiej Wikipedii. Chodzi o to, że pojedynczy człowiek może (jakoby) utrzymywać stabilne relacje z nie więcej niż 150 znajomymi. Ta liczba – właśnie liczba Dunbara – waha się między 100 a 250, średnio 150. Tak (nie)liczne powinny społeczności, które postuluje Orłow. Pisze: „Mądrze obmyślona wspólnota o tak niewielkiej liczebności może zapewnić wszystko, czego potrzebują jej uczestnicy: schronienie, wyżywienie, edukację, opiekę medyczną, rozrywkę, towarzystwo, bezpieczeństwo i co chyba najważniejsze – poczucie przynależności. Dla ludzi, którzy czują, że są częścią zżytej społeczności, gdzie każdy uczestnik przedkłada dobro całości nad korzyść indywidualną, jest to niesłychanym źródłem siły.”

Dalej autor przedstawia prawdopodobny według niego scenariusz upadku nowoczesnej cywilizacji. Po czym przechodzi do postulatów pozytywnych. Pisze: „Istnieją dwie organizacyjne zasady, na których mogą oprzeć się samowystarczalne wspólnoty, aby odnieść sukces: komunistyczna organizacja produkcji i komunistyczna organizacja konsumpcji. ... Obie przynoszą o wiele lepsze rezultaty przy tym samym nakładzie pracy i żadna z nich nie jest dostępna dla większych społeczeństw, które muszą polegać na znacznie bardziej nieekonomicznych mechanizmach bazujących na rynku lub planowaniu centralnym.” Chodzi o komunizm w małych grupach, nie o ten państwowy, który, jak pisze dalej Orłow: „jest tak martwy, jak spopielone polano”. Swoje rozważania wspiera fragmentami z Kropotkina, który postulował zniesienie m.i. pracy najemnej i prywatnej własności, a praktyczność rozwiązań komunistycznych ilustrował faktami z życia duchoborców, rosyjskiej starowiernej pacyfistycznej sekty, która w XIX wieku wyemigrowała do kanadyjskich prowincji Alberta i British Columbia. Kropotkin także zauważa, że mainstreamowe mieszczaństwo także przejściowo organizuje sobie małe komunizmy, np. na statku, gdzie obowiązuje szwedzki stół i można jeść ile się chce nie płacąc osobno.

U Orłowa czuje się rosyjskie mentalne zaplecze, tło. Jest to tło społeczeństwa, którego nie ma, bo się rozpadło albo nigdy nie zawiązało. Gdzie nie można zaufać nikomu, z kim nie jest się w osobistym związku, a najlepiej, gdyby był z „tej samej wsi” i z jednej rodziny. Nie można zaufać też ani pieniądzom, ani liczyć na wymianę, którą one umożliwiają. W wizji Orłowa nie ma handlu. Wizja jest taka: zebrać się w liczbie Dunbara, związać się wewnętrznym spinającym sprzysiężeniem, wyznaczyć sobie prawa, które każą siebie wspierać, a z obcymi się nie mieszać, albo najlepiej żeby żadnych obcych nie było. Nikomu i niczemu, poza swoimi, nie ufać. Liczyć tylko na własną grupę-komunę. Nie wychylać się z własnym osobistym interesem i zapomnieć o własnej indywidualności. Kolektyw (w liczbie Dunbara) wszystkim, jednostka niczym.

W imię czego? Jakiej wartości? – Przetrwania. Jest w tym pamięć ludzi rozproszonych po tajdze, muszących przeżyć pół roku (lub więcej) zabójczego mrozu, zdanych na własne siły i jeszcze dręczonych przez najazdy zbrojnych koczowników i gorszych od nich urzędników cara.

W futurologii Orłowa cywilizacja kapitalistyczno-techniczno-miejska nieuchronnie upadnie, on objawy jej upadku widzi nieustannie. Wszyscy, którzy jej zaufali, zginą. Kto przetrwa, a raczej: kto ewentualnie przetrwać może? – właśnie takie outsiderskie izolujące się grupy. Dodać trzeba, za autorem: będzie to miało miejsce w świecie, w którym będą zasoby do życia nie dla miliardów ludzi jak dzisiaj, ale ledwie dla niewielu tysięcy.

W tej rosyjskiej tradycji lub rosyjskiej podświadomości, którą udatnie wyraża Orłow, jest niewiara w cywilizację. Przekonanie, że to co miejskie i wyrafinowane, co wymaga wysokiej wiedzy i organizacji, jest nietrwałe, niepewne i padnie pierwsze. (Co zresztą w Rosji faktycznie często się zdarza!) Jest niewiara także w ludzką, moralną stronę cywilizacji: że sieć powiązań formalnych, proceduralnych, handlowych, cała „moralność kupiecka” jest fikcją i gdy tylko pojawi się zagrożenie, każdy będzie „ratować się osobno”.

Czytając Orłowa myślałem, że jednak warto: wybrać komitety i przedstawicieli, dbać o prawo i ład w większej skali niż liczba Dunbara, ufać obcym, przyjmować pieniądze za towar, a nawet je drukować z odpowiednimi stemplami. Podtrzymać narodową solidarność. Ten wynalazek – naród – jeszcze może się przydawać. Czyżby Rosjanie jeszcze tego wynalazku nie dorobili się?

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.

◀ Rafała Krawczyka czyli o tęsknocie chrześcijan do pogaństwa ◀ ► Majmurka i Dobrowolskiego o ateizmie ►


Komentarze

[foto]
1. OdtrutkaWojciech Jóźwiak • 2014-12-28

Jeżeli ktoś za bardzo przejął się komunistycznymi pomysłami Orłowa i Kropotkina, to na odtrutkę polecam inny bieżący tekst:
http://libertarianin.org/wielkie-oszustwo-swieta-dziekczynienia/
[foto]
2. Nie ma libertarianin.orgWojciech Jóźwiak • 2022-09-08

Minęło 8 lat i tamtej witryny nie ma. Tyle rzeczy w sieci znika.

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)