19 marca 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Elita
Nasze podwórko
◀ Standard, prestiż, korupcja ◀ ► Blef założycielski ►
Zawężę pole widzenia do zainteresowań, w których działam bezpośrednio. Czyli do astrologii (z przyległościami, jak tarot, enneagram...) i do szczególnych sposobów pracy z ciało-umysłem, które bywają nazywane szamanizmem, chociaż to nie jest dobra nazwa. (Bo szamanizm właściwy „robi się” w ramach określonej tradycji. Nie mamy tradycji – nie robimy szamanizmu. To co robimy, musimy inaczej nazywać.)
Jak tu się mają wymieniane dotąd sprawy: elita, jej utrzymanie, jej standard, jej prestiż, a także jej związki z publicznością, czyli pokusa „tworzenia tego, czego chcą odbiorcy”?
Czy astrologowie i nowocześni szamani (neo-szamani) są (mogą być, itd.) elitą? Jaki jest ich związek z popytem? (z „tym, czego chcą odbiorcy”?) Jaki utrzymują standard i jaki mają (lub nie mają) prestiż?
Astrologowie i neoszamani zaliczani są (i chętnie zaliczają
siebie) do zajmujących się „ezoteryką”, czyli, rozwijając ten grecki termin,
„wiedzą dostępną wewnątrz” – w domyśle: wewnątrz pewnego kręgu wtajemniczonych.
Tu kłaniają się podobne terminy: wiedza tajemna, okultyzm (od łac. occultus
– zakryty). „Krąg” wtajemniczenia przypomina pojęcie temenos, czyli u
Greków świętego kręgu, miejsca wydzielonego dla bóstwa. Stąd już blisko do tabu,
czyli czegoś zarazem świętego i wyklętego. Historycznie, wiedza tajemna czyli
ezoteryka, związana była z elitą, bo dostępna (tylko) wybrańcom, którzy mogli
sobie, z różnych względów, pozwolić na studiowanie i niezajmowanie sobie głowy
pospolitymi troskami o żywność i przetrwanie. W historii przećwiczono dwa
sposoby na wolność od materialnego bytu i zatroskania nim: (1) powiększenie
zasobów lub (2) ograniczenie potrzeb. Czyli być odpowiednio bogatym lub jako
asceta zminimalizować swoje pospolite życiowe potrzeby. U faktycznych elit oba
te wątki splatają się: dbaniu o „finansową niezależność” towarzyszy
„szlachetny” minimalizm potrzeb i samoograniczenie. Tym różnią się elity od
„nuworyszów”, „utracjuszy” i innych miłośników ostentacyjnej konsumpcji. Te dobre elity - eu-elity.
Tabu (wracam do niego...) niekoniecznie bywa wzniosłe. Jest tabu, które osłania świętych, i jest tabu, które otacza niedotykalnych, tych, z którymi kontakt kala i skiepszcza.[1] Temenos otaczający współczesnych (a i dawniejszych) ezoteryków bliski jest tabu dla pariasów. Poważni ludzie nie zajmują się ani astrologią ani transem. Jeśli zajmujesz się tym, musisz się z tego jakoś tłumaczyć.
Staranie o przywrócenie prestiżu ezoterykom w kręgach zewnętrznych, czyli prestiżu „ogólnospołecznego” wydaje mi się na razie zadaniem dość beznadziejnym; lepiej jest tu przyjąć postawę, która nazwał Nietzsche, mówiąc tak nie do ezoteryków wprawdzie, lecz do żołnierzy: „Jesteście szpetni? Śmiało bracia moi! Owińcie się tedy wzniosłością, tym płaszczem szpetnych!” („To rzekł Zaratustra”, rozdział „O wojnie i wojownikach”, przekład Lisieckiej i Jaskuły z 1999 r.) Bardziej konstruktywnie będzie zastanowić się nad elitami, niezależnością od odbiorców, standardem i prestiżem wewnątrz kręgu astrologów i szamanów.
[1] Od kiep – staropolskie słowo na pudendum („cipę, pizdę”); to słówko pokazuje, jaki mamy nieustanny wdruk na rozumienie kobiecego narządu jako źródła, wręcz „emitera”, tabu.
◀ Standard, prestiż, korupcja ◀ ► Blef założycielski ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
