zdjęcie Autora

10 marca 2011

Wojciech Jóźwiak

Serial: Elita
Standard, prestiż, korupcja

Kategoria: Pytania i granice

◀ Chałtura ◀ ► Nasze podwórko ►

Korupcja

Dlaczego utrzymywanie się z rynku (ze sprzedaży swoich dzieł) ma korumpować? Rolnika nie korumpuje sprzedawanie rzepaku, Ikei nie skorumpowało sprzedawanie stołów. Dlaczego więc naukowców i artystów skorumpuje „tworzenie tego, czego chcą odbiorcy”? (Frank Furedi. „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?”, wyd. PIW 2008) Odbiorcy chcą dobrych stołów i zdrowego rzepaku, dajmy im to! Ale przy muzyce eksperymentalnej, abstrakcyjnym malarstwie, kwantowej teorii pola, badaniu grup Liego lub (np.) w studiach nad gnozą tak zawołać nie można. Twórca sprzedając takie dzieła, np. artykuły o swoich postępach w abstrakcyjnej matematyce lub studiowaniu tekstów gnostyckich, ani siebie nie utrzyma, ani rodziny nie wykarmi, ani nie sfinansuje kosztów swoich badań. Jeśli będzie tworzył i sprzedawał pod gust i możliwości percepcji klienta, to sprzeniewierzy się swoim (i swojej muzy) właściwym aspiracjom. Jasne.

Czy słusznie to nazywam korupcją? Wzorcowe użycie słowa korupcja mamy, gdy (np.) sędzia wydaje wyrok nie obiektywny ani zgodny z prawdą o czynie, z prawem i poczuciem etycznym, ale gdy w zamian za „korzyści materialne” dostarcza tego, czego chce klient (który kupił u niego korzystny dla siebie wyrok). Korupcja, corruptio po łacinie, dosłownie znaczyła „zepsucie, złamanie” – złamanie przysięgi, złamanie zasad itp. Kiedyś spodobał mi się alert któregoś programu komputerowego, że oto jakiś blok pamięci „is corrupt” - popsuty. Więc nie tylko urzędnicy mogą się skorumpować, ale i porządki w maszynie.

Na bezradność elitarnych twórców w zetknięciu z rynkiem czyli „tym czego chcą odbiorcy” wynaleziono już dawno instytucje pośredniczące (pomiędzy produkującym bogactwo rynkiem a wyrafinowanymi kwiatami intelektu – twórcami) - w nauce uniwersytety, w sztuce filharmonie i muzea. Tu przypomnę, że Furedi we wspomnianej książce odkrywa, że oto instytucje te buforując wprawdzie twórców od rynku, nie chronią jednak ich od drugiego molocha – rządzącej budżetem biurokracji, która coraz bezczelniej (nie tylko u nas, bo Furedi o UK i USA pisze) chce z nich sobie uczynić swoje pieski i papużki.


Elita, standard, prestiż

Elita, to „wybrańcy”, od łacińskiego eligere – wybierać, od czego też słowo elekcja i podobne. Angielska Wikipedia wymienia różne rodzaje elit: religijne, językowe (jak rosyjscy arystokraci za cara mówiący po francusku), edukacyjne (elitarne szkoły we Francji), wojskowe. Oczywiście pierwszym rodzajem będzie elita władzy. (Jackowi Kleyffowi zawdzięczamy na to hasło odzew „kradnie”! – „Gwatemala nie dostrzega, że elita władzy kradnie” - Salon Niezależnych, 1970?) Elity są trudno dostępne – komuś z zewnątrz trudno wejść w ich skład. Od „trudnodostępnych, zamkniętych grup” w ogóle, odróżnia elity pewne pozytywne nacechowanie. Elitom właściwy jest standard i prestiż. Najpierw standard, potem prestiż. Prestiż dzięki standardowi. Elita to społeczność strażników standardu. Jeśli elita gubi („korumpuje”) standard i trwa tylko siłą prestiżu, zapewne wkrótce upadnie („skorumpuje się”) całkiem. Pierwszym przykazaniem członka elity jest „nie skiepścić się!” Prestiż jest przedmiotem pożądania dla pozostających na zewnątrz, ale często ci nie zdają sobie sprawy z tego, jakim trudem i ceną za prestiż jest utrzymanie standardu. (Być może jest tak – to do sprawdzenia - że zwykle więcej energii w elicie idzie na utrzymanie standardu niż na jego podwyższenie i wyżyłowanie.)

Ze względu na pozytywny sens koniecznych dla elit pojęć standardu i prestiżu, konieczne jest odróżnianie, także słowne, elit faktycznych od elito-podobnych grup, przeważnie takich, których ekskluzywność (zamkniętość i trudny dostęp) istnieje sama dla siebie i nie osłania żadnego standardu ani prestiżu, a granice takiej grupy polegają na jakimś fałszu, pozorach lub gołej sile: pieniędzy lub przemocy. Jak Lem utopie podzielił na pozytywne eutopie – projekty rajów na ziemi, i negatywne dystopie – takichże piekieł, powinno się pozytywne elity nazwać eu-elitami, a negatywne dys-elitami. Na razie na te drugie mamy aż dwa słówka: łże-elita i elYta. Miejscem rozkwitu dys-elit był socjalizm wschodnioeuropejski, zaczęty od „zarwania” władzy dla siebie przez przywiezioną w zaplombowanym wagonie archetypową wręcz dys-elitę trzydziestu czy iluś bolszewików. Z takiego nasienia nic innego wyrosnąć nie mogło.

Furedi (ibidem) z trwogą spostrzegł, jak to na jego oczach elita intelektualistów angielsko- i francusko-języcznego Zachodu korumpuje się w dys-elitę... A to za sprawą rynku, biurokracji i postmodernistycznych relatywistycznych wirusów umysłu we własnych szeregach, z odrzuceniem pojęcia prawdy – na czele.


Bardzo powoli się zbliżam do właściwego tematu tego ciągu: do sprawy elit „naszych” czyli ezoterycznych, i ich (czyli naszych) kłopotów ze standardem, prestiżem, korupcją i byciem eu- czy dys- albo całkiem łże-. C.d. (jak to w blogu) n.

◀ Chałtura ◀ ► Nasze podwórko ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)