09 marca 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Elita
Chałtura
◀ Uzupełnienia poprzedniego odcinka ◀ ► Standard, prestiż, korupcja ►
Utrzymanie przez rynek, ze sprzedaży swoich dzieł, korumpuje. Oczywiście nie zawsze, ale potencjalne takie niebezpieczeństwo istnieje lub przez niektórych twórców jest – czasem boleśnie - odczuwane. Frank Furedi w książce „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?” bada siostrzane zjawisko, mianowicie korupcję twórców przez mecenat państwowy. Samoutrzymanie proste (które wymieniłem w pierwszym odcinku tego bloga) budzi podejrzenia, że jednak autor tak zarabiający na życie skorumpował się i nie należy do „tych, którzy nie chcą tworzyć tego, czego chcą odbiorcy” (Furedi, idem) - bo jak miałby utrzymać się ze sprzedaży niechcianego towaru? Najczęstszym przypadkiem jest samoutrzymanie półproste, czyli chałtura, kiedy autor dzieli swój twórczy proces i napęd na dwoje: w poniedziałki na rynek podlizując się gustom i oczekiwaniom odbiorcy, im masowszego tym z większym zyskiem, we wtorki dla Boga i historii. Najznańszym przykładem był Witkacy, który założył „firmę portretową”, ogłaszając to jako ukłon w stronę odbiorcy, niemający wyższego zamysłu niż zarabianie; malowanie portretów uważał za sztukę niską i użytkową. Ironią historii właśnie jego chałturne portrety obroniły swoją wartość i dziś stoją wśród sztuki wysokiej, podczas gdy dzieła, które miał za istotne, czyli kompozycje „czystej formy” zostały przez czas negatywnie odsiane. Tym bardziej tak się stało z jego dziełem filozoficznym, dziś jawnym jako pseudologia.
(Słowo chałtura, przez rosyjski, ukraiński, białoruski przyszło do nas z cerkiewnej greki, oznaczając najpierw archiwum (chartula - kartka, z łaciny), później spis darczyńców, w końcu: „datki zbierane przez popów, mnichów i dziadów cerkiewnych z okazji pogrzebów i modłów zadusznych” (Bańkowski, Etymologiczny słownik języka pol., hasło „Chałtura”). Obecne polskie (i rosyjskie) znaczenie byłoby ironiczne: artysta objeżdżający „teren” z występami porównuje się w nim z dziadem cerkiewnym zbierającym datki na cmentarzu.)
Jak to wygląda na mojej i Tarakowej działce „ezoteryki”? Zapewne działają wśród nas nieliczni arystokraci, żyjący z odsetek lub unijnych dopłat do posiadanej ziemi; tacy nie muszą się martwić o przychody i mogą ile chcą swojego czasożycia przeznaczyć na swobodne eksperymenty z astrologią i szamanizmem. Czy znam kogoś takiego? Jeśli tak, to nie chwalił(a) mi się. Tak samo rzadkim wydaje mi się mecenat prywatny (w tym seksualny, który dopisał Inkubus), a państwowy, chwała Bogom, nie istnieje. Ezoterycznym twórcom i badaczom pozostaje samoutrzymanie, nieproste lub półproste. Czyli albo hobby albo chałtura. Albo - to trzecie wyjście – profesjonalizacja. Wydawałoby się, że z profesjonalizacją nie powinno być kłopotów, że ezoterycy powinni umieć gładko przejść na zawodowstwo. Coś jednak im przeszkadza... O czym w następnych odcinkach, bo obraz tych spraw dziwnie powoli się przede mną odsłania.
◀ Uzupełnienia poprzedniego odcinka ◀ ► Standard, prestiż, korupcja ►
Komentarze
Jeszcze o chalturze. Nieszczesne to pojecie przykrywa zjawisko (rzadko bo rzadko opanowanego przez artyste) rzemiosla ktore moze moze on uprawiac aby sie utrzymac. Np rzezbiarz moze byc dobrym snycerzem. Moim zdaniem to jest czesto bardziej wartosciowe niz tzw. wysoka sztuka, osobowosci artystow i ich emanacje sa zaskakujaco czesto plaskie i banalne a aspiracje wielkie. To ja juz wole dobre rzemioslo.
ps. Opisany przyklad Witkacego pod to nie podpada : ) Przynajmniej jako prekursora abstrakcjonizmu.
(2) Dla mnie jest ważne z czego żyje elita, bo to rzutuje na jej jakość. W następnych odcinkach to stopniowo wyjaśnię.
(3) Kopernik pełnił urząd kanonika fromborskiego, czyli miał udział w dochodach biskupstwa warmińskiego, czyli należał do arystokracji (w sensie w jakim użyłem tego słowa). Norwid w ostatnich swoich latach żył w przytułku czyli korzystał z kościelnej dobroczynności dla ubogich.
Finansowanie tworcow bywa istotne. Taki np. Norwid go nie mial i po jego smierci zakonnice z przytulku w ktorym umarl - podobno - palily jego papierami w piecu. Ile stracilismy ciekawej poezji? Nie wiadomo.
Kompozytorzy to osobna kasta - polecam sztuke "Kolacja na cztery rece" (Wilhelmi - Haendel, Gajos - Bach) - duzo jest o tym, co sie oplaca pisac : ) Bach swoje wariacje goldbergowskie napisal przeciez nie tylko na zamowienie ale tez jako lekarstwo na bezsennosc. Dochodzi wiec jeszcze motyw kondycji nie tylko finansowej ale tez zdrowotnej mecenasow. Temat rzeka : )
1. pisałam o twórcach jako elicie
2. ta zapowiedź mnie cieszy- chętnie przeczytam dalszy ciąg ale już teraz mam wątpliwości:
3. czy źródła dochodów miały wpływ na
- fakt
- i jakość
dokonań Kopernika i Norwida? Obaj zostali uznani i uhonorowani przez potomnych, mimo istotnych różnic w poziomie i statusie życia. Stopień ubóstwa nie miał wpływu na geniusz.
Kłaniam się:)
Co do palenia dzieł Norwida: skoro "podobno" były palone, to nie wiemy, czy były rzeczywiście palone i co dokładnie spalono. A więc nie należy to do faktów tylko do kategorii spekulacji. Równie dobrze można byłoby wyprowadzić wniosek, że palono materiałami wprawdzie należącymi do Norwida ale które nie przedstawiały wartości artystycznej. Dla mnie Norwid jest twórcą elitarnym, pomimo tego "spalania". Bach tworzył na zamówienie ale czy to pomniejsza jego artyzm?
Tu chyba chodzi jednak o co innego.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
