zdjęcie Autora

09 marca 2011

Wojciech Jóźwiak

Serial: Elita
Uzupełnienia poprzedniego odcinka

Kategoria: Pytania i granice

◀ Nakarmić elitę ◀ ► Chałtura ►

Przypadkiem nr 1., arystokratą w interesującym nas pieniężnym sensie, z wielkich Europejczyków, był Artur Schopenhauer – który był rentierem, utrzymywał się z odsetek z kapitału, który odziedziczył po ojcu, gdańskim kupcu. Finansowej niezależności strzegł jak źrenicy oka – i faktycznie mało było twórców, którzy tak jak on gardzili popularnością i brzydzili się „tworzyć to, czego chcieli odbiorcy”.

Prywatnym mecenatem był zasilany Kopernik astrologii, zmarły w 1991 r Michel Gauquelin. Jego badania w ramach instytutu, który założył i prowadził, finansowane były przez jego przyjaciela-biznesmena – niestety, nie potrafię wyszukać jego nazwiska.

Jest jeszcze trzeci rodzaj mecenatu, prócz prywatnego i państwowego; lepiej tu jednak pasuje słowo sponsoring. Nazwijmy to: sponsoring rozproszony. Klasycznie ze sponsoringu rozproszonego (żebractwa - ujętego w reguły) utrzymywali się buddyjscy mnisi, ze swym ojcem-założycielem włącznie. Dziś czymś takim jest zbieranie dobrowolnych datków przez Internet. (Namawiano mnie do tego przy Tarace – nie zaryzykowałem.)

Samoutrzymanie zilustrowałem, w poprzednim odcinku, przykładami Jamesa Camerona, Wilhelma Sasnala i Craiga Ventera. Przykłady te, im dłużej się nad nimi zastanawiam, są jednak mylne. Cameron i Sasnal są jak się zdaje najdalsi od twórców z wspomnianego zdania Furediego, którzy „nie zamierzali tworzyć tego, czego chcieli odbiorcy”. Przeciwnie: rozwinęli zdolność przewidywania, uprzedzania i formowania upodobań odbiorców, dzięki czemu odnieśli finansowe sukcesy. Z kolei Craig Venter jest udałym przedsiębiorcą od badań naukowych i gdybyśmy jego zaliczyli do „twórców którzy się odbiorcom nie kłaniają”(*), to musielibyśmy też Brina i Zuckerberga – różnią się tylko specjalnością, tu biologia molekularna, tam informatyka masowa.

W ogóle, jeśli komuś za dobrze się powodzi i jest zbyt popularny, to budzi podejrzenie, czy faktycznie stosuje się do formuły Furediego – czy naprawdę jest z tych, którzy nie zamierzają tworzyć tego, czego chcą odbiorcy. Ale z drugiej strony, czy niezależni twórcy i oryginalni poznawcy muszą być głodującymi nieudacznikami? Których dziełami pośmiertnie palą w piecach zakonnice prowadzące przytułek, jak to było z Norwidem?

◀ Nakarmić elitę ◀ ► Chałtura ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)