zdjęcie Autora

01 listopada 2009

Wojciech Jóźwiak

Serial: Auto-promo Taraki
Nowy sens pojęcia "wiedza tajemna"

Kategoria: Projekt Taraka

◀ Czy płatne serwisy czeka zagłada? ◀ ► Po co blog? ►

Próbując określić, co to jest (lub: czym może być?) wiedza tajemna, dochodzimy do miejsca, w którym należy powiedzieć, co to znaczy "tajemny": dlaczego pewna część wiedzy ma pozostawać – dla niektórych – niedostępna, za to otwarta dla "wybranych"? Pierwsze co się nasuwa, to wariant banalny: tajemną jest wiedza, którą pewna grupa ludzi uznała za cenną dla siebie na tyle, że nie pozwala jej wyjawić innym. Pierwszą więc barierą, ustanawiająca ową tajność-tajemność, byłby więc zakaz, którego przekroczenie grozi represją. Język polski (nie wiem jak inne) odróżnia jednak ten przypadek, taką wiedzę czy informacje nazywając "tajnymi" – zatem to co tajemne powinno być, za duchem języka idąc, czymś innym. Drugi sens nazywania pewnej wiedzy tajemną jest ironiczny, czyli wypowiadany z przekąsem. Ktoś może tak powiedzieć np. o muzyce (gdy nie zna jej niuansów), lub matematyce (jeśli jego edukacja skończyła się na liczeniu pochodnej funkcji jednej zmiennej) czy o – powiedzmy – geologii, kiedy nie wie jak dotrzeć do wartościowej literatury na jej tematy. Ten sens pokazuje jednak dobry kierunek w którym należałoby szukać. O wiedzy tajemnej mówi się, że wymaga inicjacji. Na razie nie wnikajmy zbyt głęboko, czym w ogóle może być ta inicjacja. Wiedza muzyków (czy muzykologów), matematyków lub prostych geologów to ma do siebie, że wymaga treningu, wymaga studiowania – którego przeważnie nie da się zastąpić tygodniowym kursem ani przeczytaniem paru stron z Wikipedii; wymaga długotrwałego wprowadzenia, stażu. Drugą barierą zatem strzegąca tajemności wiedzy byłby długotrwały wysiłek konieczny dla jej posięścia, a prócz niego wrodzone zdolności, które nie każdy ma. Tu natrafiamy na ślad trzeciej bariery i trzeciego sensu: niemieccy volkiści (czy byli inni?) z końca XIX i początku XX wieku twierdzili, iż pewnego rodzaju wiedzy o świecie nie mogą przyswoić sobie nie-Niemcy, gdyż umysł Słowianina, Francuza, a zwłaszcza Żyda nie jest zdolny jej posiąść. Lustrzaną kopią ich poglądów było naleganie marksistów (wraz z leninistami), według których pewnego rodzaju wiedzy nie przyswoi sobie "burżuj", gdyż aby ją pojąć musiałby urodzić się "proletariuszem". (Oczywiste jest, że autorzy jednych i drugich twierdzeń w ten sposób mitologizowali banalny fakt, iż duża część publiczności słusznie miała ich własne wierzenia za głupstwa.) Tym, co jako rozsądne wyciągamy z tych historii, jest przypuszczenie, że tajemność (pewnej wiedzy) może polegać na tym, że jest ona dostępna tylko przy pewnych szczególnych dyspozycjach umysłu. (Jakie one mogą być, oczywiście ani volkiści ani marksiści odgadnąć nie mogli.) Według samych okultystów "tajemną" była wiedza mająca źródło w objawieniu, zatem wiedza boska, pochodząca od inteligencji przewyższających (być może nieskończenie) człowieka; zaś tym co stanowiło o jej tajemności – więc i niedostępności dla profanów – był jej poziom: wysoki i przewyższający ludzkie rozumienie. Takiej wiedzy raczej nie należałoby studiować, ale przed nią się ukorzyć.

W zamieszczonym 29 października 2009 w Tarace fragmencie swojej książki, Ralph Metzner pisze:

Dwie analogie lub metafory dla doświadczenia z halucynogenami były po wielokroć stosowane /.../. Pierwszą jest analogia wzmacniacza, według której lek funkcjonuje jako nieukierunkowany wzmacniacz treści psychicznych. Wzmocnienie może zajść po części jako rezultat obniżenia barier zmysłowych, otwarcia drzwi percepcji i po części wynikać z nieznanych jeszcze procesów centralnych, angażujących jeden lub więcej neuroprzekaźników. Drugą analogią jest metafora mikroskopu: wielokrotnie powtarzano, że psychodeliki mogłyby odgrywać taką samą rolę w psychologii jaką mikroskop odgrywa w biologii – otwierając dla bezpośredniej, weryfikowalnej, powtarzalnej obserwacji te krainy i procesy ludzkiego umysłu, które jak dotąd pozostają ukryte bądź niedostępne. Zarówno wzmacniacz jak i mikroskop są technologicznymi metaforami dla poszerzonej świadomości i dywinacji – zdolności widzenia bardziej wyraziście, wglądu w inne, normalnie niewidzialne światy i wymiary, i do pozyskania wiedzy, która inaczej pozostaje ukryta.

(Podkreślenia WJ.) Metzner wprowadza tu kolejny (piąty?) rodzaj "tajemności", która polega na tym, że jest oto wiedza (lub percepcja) nieosiągalna dla "zwykłego" umysłu, nawet jeśli jest to umysł wybitnie uzdolniony w pewnych "sztukach" (jak muzyka czy matematyka). Ta metznerowska tajemna wiedza byłaby wiedzą, którą żeby dostać, trzeba najpierw zmienić swój umysł. A właściwe, zmienić siebie. Wydaje się, że jest to JEDYNY (sensownie określony) rodzaj wiedzy tajemnej. Oczywiście, enteogeny nie są jedynym sposobem wejścia tam – o czym Ralph Metzner wyraźnie pisze w innym miejscu tego artykułu; odsyłam do lektury całości.

◀ Czy płatne serwisy czeka zagłada? ◀ ► Po co blog? ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)