17 września 2009
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Czy płatne serwisy czeka zagłada?
◀ Plany na przyszłość - mam nadzieję, bliską ◀ ► Nowy sens pojęcia "wiedza tajemna" ►
Taki przysłał mi list Radek Oryszczyszyn, mój znajomy wirtualny i realny:
Drogi Wojciechu,
Z zainteresowaniem przeczytałem dyskusję pomiędzy Tobą a Panią Żanettą na temat: "Internet gratis, czy płatny". Osobiście nie należę do grona entuzjastów serwisu Taraka (choć wiem, że jest ich wielu), a raczej do grona życzliwych obserwatorów.
Przyznam, że na wieść o tym, że Taraka jest płatna, zareagowałem z dużym zainteresowaniem. Ani mnie to nie zmartwiło, ani ucieszyło, bo - jak wspomniałem - nic na tym nie zyskuję ani nie tracę. Interesujące jest natomiast to, jakie Twoja decyzja biznesowa przyniesie skutki, czyli - słowem - czy serwis w formie płatnej przetrwa.
Odwoływanie się przez Ciebie do tradycji neoliberalnej w celu uzasadnienia wprowadzenia subskrypcji jest co najmniej nietrafione. To, że "nie ma obiadów za darmo" jest truizmem, o którym trzeba przekonywać tylko skończonych idiotów.
Przecież teksty publikowane na Tarace nigdy nie były darmowe! Różna była wypłata wynagrodzeń autorom i osobom zarządzającym serwisem. Ci, którzy do niego pisali, budowali dzięki temu prestiż i autorytet w środowisku i dzięki temu mogli zarabiać "prawdziwe" pieniądze (w cudzysłowie, bo prestiż jest takim samym towarem, jak kawałek papieru podpisany przez prezesa NBP) poprzez prowadzenie szkoleń, warsztatów, wykładów itd. Ci, którzy pisali głupio, mogli brać za te wykłady więcej, ci, którzy mądrze - mniej.
Nie sądzę, aby pomysł płatnej subskrypcji był dobrym rozwiązaniem i nie wróżę powodzenia Tarace w takiej formie. Pomysłodawca nie wziął bowiem pod uwagę natury Internetu, które jest medium rządzącym się specyficznymi prawami. Jedną z cech Internetu jest wolność i anonimowość. Prędzej czy później może się okazać, że cały serwis Taraki będzie dostępny nieodpłatnie, ponieważ jakiś pirat lub grupa piratów wykupiła tygodniową subskrypcję i udostępniła całą zawartość na którejś z platform hostingowych.
Każdy w miarę świadomy obserwator Internetu widzi, że sieć zmienia status tak zwanej własności intelektualnej. Już niedługo zapomnimy o bezpośrednim płaceniu za książki, muzykę, artykuły itd. Wiedzą już o tym użytkownicy sieci, nie wiedzą jeszcze tylko autorzy. Muszą się oni przyzwyczaić i przystosować do tego, że zarabianie na swojej twórczości będzie się odbywało zupełnie inaczej. Pisarze i publicyści będą zarabiali na wykładach i uczestniczeniu w spotkaniach z czytelnikami, a muzycy będą zarabiali na koncertach. Taka jest natura medium, jakim jest Internet. Serwis Taraka, paradoksalnie związany bardziej niż inne tego typu przedsięwzięcia z Internetem, wykonał zwrot w kierunku dokładnie odwrotnym do tego, w którym to wszystko zdąża. Autorzy, którzy do tej pory mogli docierać ze swoimi tekstami do tysięcy czytelników i w ten sposób "zarabiać" prestiż w środowisku, "prawdziwe" pieniądze zarabiając na organizowanych przez siebie imprezach, teraz będą ograniczeni do co najwyżej kilkuset subskrybentów.
Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Tarace i mam nadzieję, że moje pesymistyczne obawy okażą się chybione, a serwis będzie się rozwijał jeszcze lepiej niż do tej pory.
Pozdrawiam, Radek Oryszczyszyn
A oto moja odpowiedź:
Drogi Radku,
Ja jestem optymistą co do tego, że płatna Taraka odniesie sukces. Mam pięć lat doświadczeń z prowadzeniem płatnego serwisu "AstroAkademia" i na jego przykładzie widzę, że w Internecie spokojnie mogą współistnieć formy płatne z bezpłatnymi. Co oczywiście nie znaczy, że każdy płatny serwis "nieuchronnie" będzie przynosić zyski - tak samo zresztą, jak wśród niepłatnych serwisów wiele jest przedsięwzięć nieudanych, i to chyba wielokrotnie więcej ich jest niż tych udanych. W jednym i w drugim przypadku trzeba wstrzelić się w potrzeby i możliwości odbiorców, w pewną "niszę", zupełnie jak gatunek zwierząt lub roślin musi wstrzelić się w odpowiednią niszę ekologiczną. Jeśli w pewnym przedsięwzięciu ludzie rozpoznają dobrą zabawę, gotowi są nawet za nią zapłacić - również w Internecie.
To, że Tarakę przestawiłem na płatny dostęp, wiąże się z planami rozwoju mojej witryny. Do tej pory była "nieregularnikiem" - chcę zrobić z niej "regularnik", a właściwie dziennik, polegający na tym, że codziennie pojawia się nowy tekst. Właśnie codzienne nowości są tym powodem, którzy każe ludziom regularnie śledzić i odwiedzać witryny. Do tej pory Taraka była prawie stroną jednego autora, tzn. większość tekstów była moja. To też chcę zmienić, choćby dlatego, że nie mogę w pojedynkę pisać w tempie 1 atrakcyjny artykuł dziennie :-) Formuła funkcjonalnego dziennika wymaga współpracy kilkunastu autorów - których obecnie namawiam i zachęcam do udziału. Ale żeby zachęcać kogoś do pisania, muszę mieć dlań coś w zamian. Honoraria w lokalnej walucie (:-) wydają mi się całkiem dobrym pomysłem! Nawet jeśli na początku, przez pierwsze zapewne miesiące, te honoraria będą skromne, właściwie symboliczne. Bo publikowanie w Internecie ma w tym punkcie pewną przewagę nad publikowaniem w papierowych czasopismach: mianowicie tekstów w Internecie czytelnik nie wyrzuca na makulaturę. Teksty się gromadzą, kumulują. Kilka MB moich tekstów obecnie dostępnych w Tarace napisałem w dawnych latach początkowo dla czasopism, zachowując przy tym prawa do publikacji "nie na papierze". Papier poszedł w zapomnienie lub na przemiał, ale te same teksty w Internecie nadal są dostępne dla czytelników. Tak samo inny autor, który teraz zacznie pisać do Taraki, stopniowo nagromadzi zasób swoich tekstów, który będzie pracował dla niego w przyszłości.
Kolejna rzecz sprawia, że o przyszłości Taraki myślę optymistycznie. Pojawiają się głosy zapowiadające, że prasa papierowa będzie zmieniać nośnik i przenosić się do Internetu. Z powodu Internetu prasa papierowa pada (m.i. gazety przegrywają konkurencję z własnymi wydaniami sieciowymi!) i wygląda na to, że jest to tak samo konieczne i nieodwracalne, jak kiedyś drukowany papier wyparł pergaminowe ręcznie pisane księgi. Które o ile były piękniejsze! A wcześniej same w podobnym procesie wyparły śpiewających bardów, przekaz jeszcze piękniejszy. Teraz brzydki Internet kasuje piękne dzienniki i tygodniki. Mnie to wcale nie martwi... Otóż w Internecie wiele rzeczy można oferować darmo, tzn. finansować je głównie z dwóch źródeł: z reklam i z baniek (ang. bubble), tzn. z nadziei, że akcje firm serwisowych będą zwyżkować szybciej niż wzrost ich kosztów. (Peter Sloterdijk powiedział, że kapitalizm jest piramidą finansową, która nieustannie przesuwa dzień swego krachu. Zob. "Tylko bogaci mogą uratować świat") W ten sposób jednak - reklamą lub bańką - finansuje się te serwisy, które same wytwarzają własne treści, tzn. piszą lub inaczej nadają do nich sami czytelnicy, wśród nich amatorzy, grafomani lub autorzy budujący sobie wizerunek; lub te które służą wzajemnej komunikacji. Należą tu np. YouTube, Twitter, Facebook, czy polskie blogowiska w rodzaju Salon24. Jednak prasy tematycznej, wszystko jedno czy po staremu na papierze, czy po nowemu w Sieci, tak się zrobić nie da, bo zwyczajnie trzeba zapłacić reporterom, autorom, redaktorom i całemu sztabowi pomocniczemu. (Bo nie ma darmowych obiadów!) Podobnie siłami amatorów i nawiedzeńców nie da się uprawiać nauki. Nie sądzę, żeby ogromny kapitał finansowy i ludzki zgromadzony w sektorze prasy (przy czym Polska nie jest tu najlepszym przykładem...) pozwolił się tak łatwo rozpuścić lub przebranżowić. Wyjścia będą dwa: finansowanie e-prasy przez państwo - lub bezpośrednio przez nabywców. Stawiam na to drugie: gdyż za rynkiem przemawia postępujące bankructwo rządów, nie tylko naszego. Pomaga w tym rozwój techniki e-płacenia; warto uświadomić sobie, ile ostatnio przybyło tu nowych sposobów. Kiedy w końcu nasza prasa ezoteryczna zdecyduje się na przejście do Internetu, Taraka już tam będzie - o parę długości wyprzedzając konkurencję.
Argument, że artykuły z płatnej Taraki ktoś spiratuje i opublikuje darmo, jest tyle samo wart, co przestroga przed prowadzeniem sklepu, bo przecież może ktoś podjechać furgonetką, załadować na nią towar ze sklepu i rozdać głodnym. Kradzież tekstów, tak samo jak kradzież kiełbasy, jest przestępstwem i są na to sankcje.
Argument, że "pisarze i publicyści będą zarabiali na wykładach i uczestniczeniu w spotkaniach z czytelnikami" jest chybiony. Prędzej z braku pieniędzy zajmą się ich zarabianiem inaczej! Być może tak udałoby się zarabiać na życie ścisłej elicie popularno-literackiej i to w krajach języka angielskiego - bo u nas na pewno nie. W ogóle wiele rzeczy tam możliwych, u nas nie ma zastosowania dlatego, że nasz obszar językowy jest 50 razy mniej liczny, a mnożąc przez dochody, to mniejszy kilkaset razy. Zwrócę też uwagę, że wielu pisarzy to istoty nietowarzyskie, ekscentryczne i często na pograniczu autyzmu - bo tacy piszą, podczas gdy ci z milszą psychiką realizują się w pogawędkach. Czy takich odludków głód wypędzi na spotkania z czytelnikami? Czy garbiąc się i jąkając będą atrakcyjni dla czytelników tak, żeby ci chcieli im płacić za bilety?
Z Twojego rozpoznania, Radku, wyciągam jednak przynajmniej jedną naukę: oto Taraka musi oferować nie tylko czytelnikom atrakcyjne teksty, ale również autorom atrakcyjne środowisko czytelnicze. Mówiąc skrótem: tak żeby nie musieli organizować sobie wieczorów autorskich, tylko żeby mieli dobry kontakt z czytelnikami już w witrynie. I żeby ci czytelnicy pisali z sensem, nie trollowali i nie zagłuszali autorów. O tym teraz głównie myślę: jak takie wytyczne zasady przełożyć na algorytmy i funkcjonalności.
Pozdrawiam,
Wojtek Jóźwiak
◀ Plany na przyszłość - mam nadzieję, bliską ◀ ► Nowy sens pojęcia "wiedza tajemna" ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
