16 lipca 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Pięć artykułów na rok?
◀ Zaczarowywanie świata ◀ ► Nie daj się, przejdź na Bitcoin! ►
Przy okazji zaproszenia na Zjazd Taraki, jeden z zaproszonych (zdradzę kto) napisał tak:
Co do kierunku Taraki, jestem wrogiem tego, żeby publikowano tam byle co. Wolałbym 5 artykułów na rok, ale dobrych.
To mi się podoba! Bo ja sam mam oczekiwania jeszcze bardziej wyśrubowane: takie, żeby w Tarace można było codziennie czytać nowe i dobre teksty. Problem tylko, jak do tego dojść? Łukasz Łuczaj (bo to on napisał) zdaje się sugerować, że pierwsza powinna być wysoka „dobroć”, czyli jakość. Ale żyjemy w Internecie i tu obowiązuje bezwzględne prawo, prawo Sieci (prawie jak prawo dżungli): „nie piszesz codziennie, nie ma cię”. Jeśli Taraka przestanie nadawać codziennie, zniknie. Z czego zniknie? Z pamięci, z uwagi czytelników. Jeśli straci tę uwagę czytelników, również autorzy, właśnie ci, którzy pięć razy do roku mogliby zamieścić dobre teksty, kiedy przyjdzie do publikacji, nie wezmą Taraki pod uwagę. Wypadnie również z ich uwagi. Będą woleli zamieścić swój tekst w innym portalu lub na własnym blogu. Jedyną atrakcją – siłą przyciągania – Taraki jest to, że jest czytana.
Byłoby inaczej, gdyby Taraka posiadała inną atrakcyjność. Taką atrakcyjnością bywają np. honoraria (których nie dajemy), lub punkty do oceny dorobku naukowego (do których dawania żadne ministerstwo nas nie uprawomocni). Mając inną atrakcyjność, oprócz czytalności, moglibyśmy surowiej filtrować teksty i być może wtedy wystarczyłoby ich w Tarace pięć na rok.
Byłoby także inaczej, gdyby Taraka miała zagwarantowane zaplecze autorskie, czyli gdyby istniała grupa autorów, którzy z jakichś powodów wolą publikować w Tarace niż gdzie indziej, i oczywiście ich teksty są „dobre” (w sensie ŁŁ). Tak by było, gdyby np. Taraka, a raczej autorzy Taraki, stanowili spójną grupę w rodzaju instytutu uniwersyteckiego, redakcji pisma czy jakiejś grupy twórczej (ale wtedy konieczne byłoby trzymanie ich razem jakąś zachętą finansową lub prestiżową). Albo gdyby sprzysięgli się wokół pewnej ideologii lub posłannictwa, misji. W obu tych przypadkach byłoby tak, że ponad autorami Taraki jest ktoś, kto „płaci i wymaga” (w wersji zachęty) lub „obiecuje i wymaga” (to w drugiej wersji: misji).
Gdy się przyjrzeć powyższym wariantom, to wcale nie wydają się one lepsze od obecnego stanu rzeczy, kiedy treść naszego e-magazynu jest dość chaotyczna, jakość nie zawsze najwyższa, prócz pereł dużo szkła i plastiku.
◀ Zaczarowywanie świata ◀ ► Nie daj się, przejdź na Bitcoin! ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
