25 września 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Pod Górą Ślężą
◀ Zostanę ennegramową Piątką? ◀ ► Co pisać do Taraki? ►
Miniony tydzień spędziłem prowadząc kurs tarota w Sadach pod górą Ślężą i stamtąd kilka spostrzeżeń.
Mam wrażenie, że Dolny Śląsk i Wrocław na czele odpępniły się od Warszawy i reszty Starej Polski. Zyskały świadomościową, duchową niezależność. To się czuje. Lokalne stacje radiowe zajmują się swoimi sprawami, warszawskie kłótnie w nich nieobecne. I odwrotnie: Wrocław zbudował sobie autostradę-obwodnicę, okrążającą miasto od zachodu (co znaczące), kosmiczna budowla, jak tor wyścigowy formuły jeden, a w ogólnopolskich mediach o tym było głucho. Mieszkańcy opowiadają o Niemczech i Czechach, zachodni sąsiedzi są ważniejsi przy porównaniach niż Stara Polska. Przed-45-rokowe przeważająco tradycje Śląska niemieckiego wrastają i są uważane za swoje. Na rynku w Sobótce tablica ku pamięci von Lützowa, który tutaj w 1813 roku wszczął partyzanckie powstanie przeciw Napoleonowi. Promocja lokalnych symboli, aż w Sulistrowicach w nowej kaplicy kamienne repliki ślężańskich rzeźb-niedźwiedzi trzymają ołtarz. Czy to bezpieczne, stare pogańskie formy wpuszczać do środka katolickiej świątyni...?



Śląsk, przynajmniej ten Dolny, zyskuje duchową niezależność. Jakość samodzielnej prowincji, osobnej pomiędzy możnymi sąsiadami, do których podchodzi bez kompleksów. Inne wrażenie miałem w Szczecinie, który poszedł w inną stronę, przynajmniej parę lat temu: odwrócenia się plecami do wszystkich. Do Warszawy pieruńsko daleko i zapomina o nas, Niemcy z Berlinem niebezpiecznie blisko, więc też ostrożnie z tym flirtowaniem z nimi, pozostaje zamknąć się w sobie i trwać, jak ci soldaten z przypowieści Nietzschego których świat ma za brzydkich, więc sami owinęli się w szare płaszcze wzgardy. Więc nad Szczecinem mi ten szary płaszcz wzgardy wisiał... Nad Śląskiem boże broń, tam bez kompleksów.

Sady dawniej nazywały się Krotzel. W ogóle uważam, że dawne niemieckie nazwy należą do dziedzictwa Śląska i powinny być eksponowane, a nie utajniane. Nie widzę niczego złego, gdyby na tablicach były nazwy w obu językach i tradycjach. Słowiańskie rdzenie w nazwach niemieckich tym bardziej świecą słowiańszczyzną i zwykle są autentyczniejsze niż ich nowopolskie, często sztuczne, repliki. Miasteczko Sobótka było Zobten. Chwałków – Qualkau, Biała – Bielau, Górka – Gorkau, Wiry (czy na pewno tak powinno być zrenderowane?) – Wierau, Tąpadła – Tampadel, Sulistrowice – Silsterwitz. To od zapomnianego imienia Sulistryj, „przysparzaj stryjowi”. Tylko Kaltenbrunn, zamiast jakąś Studzianką, nazwano od bani Mysłaków. „Nasze” Sady za Niemca nazywały się pięknie: Krotzel. W Googlach ta nazwa wyliczana jest głównie jako nazwisko. Etymologii nie znalazłem. Najpodobniejsze słowo w oficjalnym niemieckim to Kröte, ropucha, słowo wyglądające jak pożyczka ze słowiańskiego (naszego) kret, ros. krot, prasłow. krutu-. Ale nazwy wyrastały nie w niemieckim oficjalnym, tylko w miejscowym dialekcie śląsko-niemieckim, dziś nieużywanym. Ktoś pewnie go zna, studiuje...
W ogóle gdy ze Starej Polski przejeżdża się na Dolny Śląsk, wszystko staje się inne. Za Ostrowem Wielkopolskim idzie Dolina Baryczy, w krajobrazie widać dawne pradolinne przylodowcowe błota, dziś osuszone, ale po dawnemu płaskie. Potem ziemia gnie się, zafalowuje i jadę przez krainę po niemiecku pięknie zwaną Katzengebirge, Kocie Góry, nazwa dziś na mapach nieobecna i zapomniana; skąd się wzięła? To morena czołowa kolejnych zlodowaceń, chyba obu ostatnich, dlatego tak wysoka. I już widać mglisty gmach Ślęży w dali, niesamowita góra, bez drugiej takiej w Polsce. Kraj pustszy, ludzkie miejsca dalej jedno od drugiego, więcej pustek, wielkie kawały pól uprawnych, inaczej niż pod Kaliszem, Sieradzem, gdzie typowe dla Starej Polski wąskie tasiemki chłopskich poletek, z którymi teraz nie wiadomo co robić, najlepiej zostawić na zarośnięcie. Inny wpływ człowieka na krajobraz, inna zabudowa, inny ogląd miasteczek. Nawet dęby śląskie inne niż mazowieckie: dąb bezszypułkowy, Quercus petraea, gdy u mnie sam szypułkowy, robur. Ten petraea ładniejszy, liście regularniejsze, wcale nie niechlujnie chaotycznie bujające jak u robura.

Na Ślęży, a raczej na jej sąsiadce Raduni (dawniej Geiersberg, Sępia Góra) rośnie daglezja, która tu wintegrowała się w miejscowy las-ekosystem, obsiewa się - czyli zdziczała. W Sadach u naszych gospodarzy rosną nawet cedry!


◀ Zostanę ennegramową Piątką? ◀ ► Co pisać do Taraki? ►
Komentarze
W sieci widziałem kiedyś zdjęcia, chyba związane z magnetyzmem, masywu Ślęży właśnie i są tam bardzo wyraźne przejścia, na krótkim odcinku od bardzo ujemnych do bardzo dodatnich linii magnetycznych. Ktoś tam twierdził, że jest to dosyć wyjątkowe jak na skalę Polski by na tak krótkim odcinku występowały takie anomalie, amplitudy magnetyczne. Sam nie wiem, nie znam się, czy to jest takie wyjątkowe czy nie, ale co czułem to moje no i co do tego kultu Słońca i Księżyca to dokładnie. Ponoć na Raduni czasem odbywają się jakieś rytuały, ale nie wiem kto je robi. Jest tam też ponoć stary kamienny krąg, choć nie jest wyraźny, poza tablicą, która o nim mówi. Na Ślęży z kolei kiedyś ktoś z kolei spalił drewniany krzyż, ten duży co tam stoi, ponoć podczas innego rytuału.
Ogólnie to na szczycie pod kościołem są ruiny zamku, więc to miejsce dokładnie już od setek lat było zajęte, tylko nie wiadomo czy z powodu świetnej panoramy na okolicę, czy też może dodatkowo z powodów chociażby czakramu i jakichś "mocy".
Z ciekawostek to w średniowieczu wydobywano złoto w masywie, sama góra kryje wiele tajemnic, tak samo i okolica :)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
