zdjęcie Autora

07 maja 2011

Wojciech Jóźwiak

Serial: Auto-promo Taraki
Czy postmodernizm, czy zwykłe czwórkowe żale?

Kategoria: Projekt Taraka

◀ Z cyklu Taraka przypomina: ukąszenie ponowoczesne ◀ ► Pojawienie Zawijawy ►

Wyjaśnijmy sobie, co to jest (z grubsza) postmodernizm. Najpierw ten termin dotyczył nie filozofii ani życiowych zasad i wiar, tylko architektury. Był to (i chyba jest nadal) styl w architektonicznym projektowaniu, który przeciwstawiał się architektonicznemu modernizmowi, czyli temu stylu, który pochodził od Le Corbusiera i Niemeyera. Na czym tamten polegał, odsyłam do (a) e-pedii, (b) rozejrzenia się naokoło, ponieważ 98% tego, w czym żyjemy, to arch-mod w wersji cienkiej, pop i pauper-idio, czyli dla biednych i idiotów. Postmodernizm architektoniczny przywracał to, z czym arch-modernizm gromko zerwał, czyli ozdoby i historyczne wzory, przy czym te historyczne wzory wobec braku uzasadnienia materialnego i kulturowego mogły być i były tylko dekoracyjnymi cytatami. Jak się przegląda zdjęcia postmodernistycznych budowli, to widać, że robiono je z myślą: „dlaczego by nie?” Czyli taka zabawa formą. Architektoniczny postmodernizm miał/ma właśnie coś z zabawy, podczas gdy jego kontestowany przeciwnik-poprzednik czyli modernizm był po doktrynersku poważny, całkiem jak socjalizm - którego był delegaturą w architekturze.

Postmodernizm w filozofii lub ogólnie w humanistyce czy jeszcze ogólniej w myśleniu o świecie w pewien sposób przypomina to, co stało się w architekturze. W architekturze za panowania modernizmu widziano dwie rzeczy: (a) nowoczesność, czyli to, jak „się” teraz buduje, urządza miasta, przestrzeń itd. (a co uważano za „nowoczesne” nie muszę chyba tłumaczyć), oraz (b) całą resztę, czyli wszelkie „starocie” i „egzotyki”, które wprawdzie studiowano a nawet chroniono w „starych miastach’ czyli w muzeach w plenerze, ale uważano za „niesłuszne”. (Wyobraź sobie architekta za Gierka, który proponuje zbudować Ursynów w stylu gotyckim. Absurd, prawda?)

Postmodernizm w architekturze wychodził od spostrzeżenia, że modernizm również jest historyczny! Że należy do tego samego kręgu „staroci-i-egzotyk” od którego się odróżniał i któremu się przeciwstawiał. I dlatego wolno łączyć i mieszać składniki modernistyczne z historyczno-egzotycznymi. Postmodernizm w architekturze był/jest próbą zintegrowania tego co „stare” (historyczne i egzotyczne) i tego co „nowe” – uważane za nowoczesne.

Postmodernizm w filozofii lub ogólnie w humanistyce czy jeszcze ogólniej w myśleniu o świecie w pewien sposób przypomina to, co stało się w architekturze. Zaczął się od podobnego (ale i rewolucyjnego) spostrzeżenia, że „nowoczesna” cywilizacja jest (tylko) jedną z wielu cywilizacji, i jak mieszkańcy starych i egzotycznych cywilizacji patrzyli na świat przez pryzmaty i okulary zasad i wiar swoich cywilizacji, tak i „my”, czyli mieszkańcy świata nowoczesno-euroamerykańskiego-naukowego itd., odbieramy świat przez filtr własnej cywilizacji. A co jest ZA tym filtrem? Ano nie ma jeszcze bardziej obiektywnej i bardziej zewnętrznej wiedzy. Jesteśmy historycznie i cywilizacyjnie względni. Więc postmodernizm „uogólniony” (czyli ten w filozofii, w humanistyce itd.) rozpoznawał dotychczasowy mainstream – jako wiarę w naukę, w obiektywne poznanie, w postęp, w kumulowanie się wiedzy i innych cywilizacyjnych zdobyczy. I wiele innych niby-oczywistości, których nie chce mi się wyliczać.

W uogólnionym postmodernizmie była/jest z jednej strony krytyka: czyli wyżej wspomniane rozpoznanie nowoczesności (oraz naukowości, postępu techniczno-gospodarczego, liberalnej demokracji itd.) jako tylko przemijającej fazy w ewolucji jednej z wielu cywilizacji; z drugiej strony była/jest praktyka, czyli, podobnie jak w architekturze, integracja „staroci-i-egzotyk” z tym, co „nowoczesne”.

Przy okazji przypomniano sobie autorów, którzy podobne rzeczy napisali już dość dawno temu, przede wszystkim Fryderyka Nietzschego.

Postmodernizm jest dość obszernym workiem i kto chce, wybiera sobie z tego to, co mu pasuje. Mirosław Miniszewski (jeśli dobrze jego tekst odczytałem) raczej widzi w nim przeciwnika - porównuje go do walca drogowego rozgniatającego wszystko na równy placek. Marta Matuszewska dostrzega niebezpieczeństwo popadnięcia w „bezsens” z powodu postmodernistycznej względności. Ja widzę w nim siłę, przywracającą „odrzucone kamienie” (z którego miejsca w Biblii to cytat?), przywracającą odtrącone przez wojującą nowoczesność rzeczy, które były dobre. Bez postmodernizmu nie byłoby ani (neo)szamanizmu, ani inspiracji słowiańskich, ani astrologii – nie byłoby Taraki.


Nawiązuję tu i odpowiadam na teksty:

◀ Z cyklu Taraka przypomina: ukąszenie ponowoczesne ◀ ► Pojawienie Zawijawy ►


Komentarze

[foto]
1. TudzieżKrzysiek Joczyn • 2011-05-08

Bez postmodernizmu nie byłoby [...] Taraki.
Albo też bez Taraki (itp) nie było by postmodernizmu.
[foto]
2. OdpowiedźWojciech Jóźwiak • 2011-05-08

Nie rozumiem, ale trudno... Nie wszystko muszę rozumieć.
3. hmmNN#2693 • 2011-05-12

Własnie o to mi chodziło. O to, że nie zgadzam się z tymi którzy łączą postmodernizm bezsensem(chociaż rozumiem skąd to się bierze). W podsumowaniu piszę o tym jaką wartość ma wg mnie postmodernizm. Bardzo podoba mi się pomysł, że może on służyć przywracaniu "odrzuconych kamieni". Jeśli kiedyś postmodernizm rzeczywiscie zatriumfuje nad modernizmem, to na jednej konferencji będą mogli się spotkać naukowcy, lekarze, astrologowie, terapeuci, szamani...i każdy z nich będzie mógł coś ważnego wnieść do dyskusji. ...rozmarzyłam się :) pozdrawiam, Marta Matuszewska

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)