05 maja 2011
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki
Z cyklu Taraka przypomina: ukąszenie ponowoczesne
◀ Z cyklu Taraka poleca: Bolesław czyli Bhuriśrava ◀ ► Czy postmodernizm, czy zwykłe czwórkowe żale? ►
Najpierw wyłożę na e-stół surowce czyli materiały: nr 1 będzie tarakowy artykuł Mirosława Miniszewskiego sprzed 4 lat, pt. Neopogaństwo to imitacja. Nr 2 to obecny tytuł, czyli ukąszenie ponowoczesne, termin ukuty na wzór ukąszenia heglowskiego (od Miłosza „Zniewolony umysł”; pojęcie to przypomina, chyba w Sieci najlepiej, Katarzyna Guczalska). Materiał nr 3 (wykładając je na e-stolik czuję się trochę jak tarotowy Magik) to cytat z „Zaratustry” Nietzschego, rozdział „Wieszczbiarz” w części II, (Der Wahrsager w oryginale).
Tam ów wieszczbiarz („prawdomówca” po niemiecku) powiada: „I widziałem wielki żal, który spadł na ludzi. Najlepszych znużyły ich dzieła. Taka nastała nauka i wiara wraz z nią: ‘Wszystko jest puste, wszystko jest jednakie, wszystko było!’” – Co w oryginale dosadniejsze: „alles ist leer, alles ist gleich, alles war”. Temi oto słowy Nietzsche wprowadził w postmodernizm, żyjąc i pisząc to sto lat zawczasu. Mirosław Miniszewski pisze o neopoganach:
ich [neopogan, rodzimowierców] pojawienie się jest zjawiskiem wpisanym w rzeczywistość ponowoczesną, gdzie na równi stawia się różne twory umysłowości ludzkiej, traktując jednako każdy jej przejaw.
I dalej:
Dochodzimy tutaj do relatywizmu. Jest to wynik postmodernistycznej zawieruchy, która walcem przetoczyła się przez świat kultury w ostatnich latach. Efekt jest taki, że wszystko zostało zrównane w sferze wartości a "prawdy nie ma". A nawet jeśli myślę, że ją mam, to jest tyle samo warta, co inna. Jako takie neopogaństwo jest produktem ponowoczesności. Próba rekonstrukcji dawnych wierzeń musi siłą rzeczy być imitacją /.../ Dzisiejszy neopoganin /.../ może nawet kilka razy do roku uczestniczyć w wymyślonych przez siebie rytuałach, a nawet ubierać się w futro niedźwiedzia i poroże jelenia. Nic z tego nie wynika dla społeczności, w której żyje, a dla niego samego może mieć to wartość jedynie estetyczną. Jest to rodzaj hobby na tym samym poziomie co gra w RPG. Zresztą zwyczaj grania w RPG, literatura fantasy i neopogaństwo wydają się mieć wspólne korzenie.
Została tu wyłożona istota ukąszenia ponowoczesnego! (UPN) Wszystko było: także rekonstruowanie archaicznych wiar. Wszystko to jest jednakowe, zrównane, takie samo, równie (nie)warte – puste, bez wartości i sensu. Wszystko, co robisz, jest grą jak RPG, udawaniem, (uwaga: padnie kolejne postmodernistyczne zaklęcie...) ... symulakrem.
Ukąszeni żądłem ponowoczesności nie są (nie jesteśmy!) zdolni do tworzenia. Ani do przeżywania, ani do odczuwania. Z (nas) ukąszonych nic już nie będzie. Tak odczytuję tamten tekst.
Wnioski? Nie można udawać, że się tego nie wie. To jak z prawem i jego przekroczeniem; nie można usprawiedliwiać się nieznajomością prawa. Trzeba robić rzeczy, które nie przyjmują ponowoczesnego ukąszenia; w które nie trafia tamto żądło. Wydaje mi się, że może być coś (pewne praktyki...), co będzie trochę przypominało (neo)pogaństwo, a w co żądło UPN nie trafi.
◀ Z cyklu Taraka poleca: Bolesław czyli Bhuriśrava ◀ ► Czy postmodernizm, czy zwykłe czwórkowe żale? ►
Komentarze
Miniszewski wskazuje na wspólne korzenie rodzimowierstwa i RPG dając przez to do zrozumienia, że rodzimowierstwo podobnie jak RPG jest tylko pewną formą zabawy (nie jest autentyczne). Takie postawienie sprawy zakłada jednak, że są pewne praktyki autentyczne, co wcale nie jest takie pewne. No bo co to znaczy, że są autentyczne? Wyznawcy religii posiadających jakąś ciągłość tak samo ślepo polegają na poprzednikach, że to co robią ma wciąż ten sam sens. Nie chodzi chyba o to, ze ktoś kto uprawia rodzimowierstwo, nie wychowuje się w nim od dziecka. Jeżeli tak należało by podważyć autentyczność każdej zmiany wyznania. Należy by też przyznać, że dzieci współczesnych rodzimowierców będą bardziej autentycznymi wyznawcami i może choćby dla tego wypadałoby to robić.
Problem z autentycznością wygląda tak, że jedni mają z nią problem (względem siebie i innych) a inni nie.
Problem z autentycznością wygląda tak, że jedni mają z nią problem (względem siebie i innych) a inni nie.
Święte słowa!
W ogóle cały hałas o ponowoczesność i jej wszech-względność czegokolwiek wziął się stąd, że elity intelektualistów, chyba głównie francuskich, (1) JĘLI mieć problem z własną autentycznością, (2) wmówili innym, "światu", że to jest problem ogólnoludzko-obejmujący.
A co jest autentyczność? - To jest sprawa smaku, tak smaku. :-)
/../Miniszewski wskazuje na wspólne korzenie rodzimowierstwa i RPG dając przez to do zrozumienia, że rodzimowierstwo podobnie jak RPG jest tylko pewną formą zabawy (nie jest autentyczne)./../
Byłem w środowisku RPG jako aktywny erpegowiec przez kila lat i muszę zaprotestować. RPG nie cierpi na brak autentyczności, gry RPG i przeżycia w trakcie tych gier są autentyczne, czasami bardzo oryginalne. Jednak gracz wie, że gra nie jest prawdą (w sensie: realnym - TYM - światem). Tak więc RPG jest autentyczne, doświadczenia nie są udawane, ale same światy RPG są tylko fantazją.
Ukąszenie ponowoczesne może mieć dwa oblicza. Jedno to prawdziwe doświadczenia w nieprawdziwym świecie, jak gracza rpg w krainie goblinów czy współczesnego rycerza na inscenizacji bitwy. Drugie oblicze to nieprawda w nieprawdziwe, świadomość wewnętrznego fałszu w fałszywym świecie (przypadek niewierzącego kapłana).
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
